Urząd skarbowy może zastosować podatek sankcyjny. Drakońska opłata dotyka coraz więcej Polaków. Wystarczy, że masz trochę oszczędności

Wyobraź sobie sytuację: kupujesz używany samochód za gotówkę. Normalny zakup, nic podejrzanego. Składasz PCC-3, żeby uniknąć problemów, płacisz podatek i myślisz, że wszystko załatwiłeś. Kilka tygodni później dostajesz pismo z urzędu skarbowego z prośbą o wyjaśnienie, skąd wzięły się na to pieniądze. Mechanizm istnieje od lat, ale zestaw narzędzi, jakim dysponuje dziś Krajowa Administracja Skarbowa, sprawia, że temat nabrał zupełnie innego wymiaru.

Fot. Shutterstock

75 procent to nie podatek od całej transakcji – ale od tego, czego nie wytłumaczysz

Zanim ktokolwiek zacznie się niepokoić, warto dokładnie zrozumieć, jak działa ten mechanizm – bo jest tu powszechne nieporozumienie. Podatek sankcyjny w wysokości 75 procent nie dotyczy całej wartości zakupu. Jak wynika z art. 25e ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. z 2024 r. poz. 226 ze zm.), stawka ta stosowana jest wyłącznie do tej części wydatku, której pochodzenia podatnik nie potrafi udokumentować. Reszta – ta, którą można wytłumaczyć wyciągami bankowymi, umowami, orzeczeniami sądowymi – jest z tej podstawy wyłączona.

Mechanizm jest następujący: urząd porównuje wartość poniesionych przez podatnika wydatków z wartością opodatkowanego majątku, jaki w danym czasie zgromadził. Jeśli te liczby się nie zgadzają i podatnik nie potrafi wyjaśnić różnicy, właśnie ta różnica staje się podstawą opodatkowania 75-procentową stawką. Jak podaje Dziennik Gazeta Prawna, małżeństwo z Warszawy, które kupiło nieruchomości za łączną kwotę ponad 320 tys. zł, udokumentowało większość środków, ale 27 tys. zł pozostało bez pokrycia. Naczelny Sąd Administracyjny utrzymał decyzję fiskusa – para zapłaciła ponad 20 tys. zł podatku. To dokładnie 75 procent od nieudokumentowanej kwoty.

Warto wiedzieć też, że forma płatności nie ma tu żadnego znaczenia. Przelew bankowy w żaden sposób nie chroni przed kontrolą, jeśli środki na koncie, z którego dokonano przelewu, same w sobie nie mają udokumentowanego źródła. Urząd bada pochodzenie pieniędzy, nie kanał ich przekazania.

Gotówka w szafie nie jest argumentem – sądy to potwierdziły

Przez lata najczęstszym wytłumaczeniem stosowanym podczas kontroli były „oszczędności zgromadzone latami w domu”. Przez długi czas argument ten był trudny do obalenia – jak udowodnić, że ktoś czegoś nie miał? To się zmieniło. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 22 listopada 2023 r. (sygn. II FSK 1859/23) przesądził kwestię rozkładu ciężaru dowodowego w tego rodzaju sprawach: to podatnik, a nie urząd, musi wykazać, że jego wydatki mają pokrycie w opodatkowanych źródłach przychodu. Organ podatkowy ma obowiązek wykazać rozbieżność między wydatkami a ujawnionymi dochodami – ale gdy to zrobi, ciężar przechodzi na podatnika.

W praktyce oznacza to, że powołanie się na oszczędności bez konkretnych dowodów nic nie daje. Jak wskazał NSA, warunek uprawdopodobnienia nie zostanie spełniony przez gołosłowne, niepoparte żadną racjonalną argumentacją wskazywanie jedynie na pewne możliwości. Pieniądze trzymane w gotówce przez lata nie pozostawiają żadnego śladu – nie ma wyciągów, przelewów, potwierdzeń. Z perspektywy urzędu nie różnią się od pieniędzy, które po prostu nie istniały.

Kluczowe jest rozumienie, czym w świetle przepisów jest „pokrycie” wydatku. Za uprawdopodobnione źródło środków uznać można wyciągi bankowe pokazujące systematyczne gromadzenie oszczędności przez lata, umowy kredytów i pożyczek, prawomocne orzeczenia sądowe o podziale spadku, potwierdzenia odszkodowań ubezpieczeniowych czy umowy sprzedaży majątku ruchomego lub nieruchomości. Samo twierdzenie „miałem” – bez papierowego śladu – nie wystarczy.

Pożyczka od rodziny bez umowy to w oczach fiskusa nieujawniony dochód

Jedną z najczęstszych pułapek jest finansowanie zakupów pożyczkami od bliskich – rodziców, rodzeństwa, wujków – bez jakiejkolwiek dokumentacji. W Polsce jest to praktyka powszechna i zrozumiała, bo kto sporządza umowę z własną matką? Problem polega na tym, że od 2016 r. pożyczki muszą być zawarte na piśmie i zgłoszone do urzędu skarbowego, żeby mogły być traktowane jako wiarygodne źródło środków.

Niezgłoszona pożyczka od osoby z II lub III grupy podatkowej – czyli np. od wujka, kuzyna czy znajomego – może zostać przez organ podatkowy potraktowana jako nieujawniony dochód. Portal rp.pl opisywał przypadek czytelnika, który część środków na zakup mieszkania sfinansował niezgłoszonymi do opodatkowania pożyczkami od wujka i kuzyna – urząd nakazał mu zapłacić od tej kwoty podatek w wysokości 75 procent. Co ciekawe, nawet Ministerstwo Finansów w swoich wyjaśnieniach podkreślało, że nie można karać podatników tą stawką wyłącznie za brak zapłaty właściwego podatku od czynności cywilnoprawnych od pożyczki rodzinnej – ale w praktyce organy podatkowe nierzadko taką możliwość stosują, co potwierdzają kolejne orzeczenia sądów administracyjnych.

2,4 miliona czynności w rok – skarbówka kontroluje coraz więcej

Skala działań Krajowej Administracji Skarbowej rośnie konsekwentnie. W 2024 r. fiskus przeprowadził 2,4 mln czynności sprawdzających – o 110 tys. więcej niż rok wcześniej. Dane pokazują też, że w 98 procentach zakończonych kontroli stwierdzano nieprawidłowości. To liczba, która robi wrażenie – i sugeruje, że kontrolerzy nie działają przypadkowo, lecz sięgają po osoby, co do których mają już konkretne sygnały z systemów analitycznych.

Tym sygnałem jest w pierwszej kolejności system STIR – System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej, który monitoruje przepływy pieniężne między rachunkami bankowymi. Regularne, cykliczne przelewy między osobami fizycznymi o stałych kwotach, nagłe duże wpłaty gotówki na konto tuż przed dużym zakupem czy wpłaty z kont zagranicznych – to wzorce, które algorytmy wychwytują automatycznie. Do tego dochodzi coraz ściślejsza integracja baz danych: meldunkowych, śmieciowych, CEEB, ksiąg wieczystych. Jeśli z deklaracji śmieciowej wynika, że w mieszkaniu mieszkają 4 osoby, ale w PIT figuruje tylko jedna i jej dochody ledwo pokrywają czynsz, system to zauważy.

Vinted, Airbnb, Allegro – fiskus dostał dane 300 tysięcy osób

Osobnym, bardzo aktualnym problemem jest sprzedaż i wynajem przez platformy internetowe. Od 1 lipca 2024 r. w Polsce obowiązuje unijna dyrektywa DAC7, która nakłada na operatorów – Vinted, Allegro, OLX, Airbnb, Booking, Uber i dziesiątki innych – obowiązek raportowania do KAS danych użytkowników, którzy w danym roku wykonali co najmniej 30 transakcji lub uzyskali przychód przekraczający 2000 euro (ok. 8600 zł). Do końca stycznia 2025 r. fiskus otrzymał dane za 2024 rok – i w sumie trafiły do niego informacje o nawet 300 tysiącach osób, jak wynika z danych opisanych przez biznesalert.pl.

Co ważne – samo przekroczenie progu nie oznacza od razu obowiązku zapłaty podatku ani tym bardziej kontroli. Dyrektywa DAC7 sama w sobie nie tworzy żadnego nowego podatku – te od zawsze istniały. Sprzedaż używanych prywatnych rzeczy, które miało się w posiadaniu przez co najmniej 6 miesięcy, nie podlega opodatkowaniu PIT, niezależnie od liczby transakcji. Problem pojawia się wtedy, gdy sprzedaż ma charakter zarobkowy – polega na kupowaniu rzeczy w celu odsprzedaży z zyskiem lub jest po prostu niezarejestrowaną działalnością gospodarczą prowadzoną pod przykrywką „wietrzenia szafy”.

Kontrole już trwają. Według danych przekazanych Interia Biznes, Dolnośląski Urząd Celno-Skarbowy we Wrocławiu w latach 2024-2025 przeprowadził cztery kontrole wobec użytkowników platform cyfrowych – łączna kwota stwierdzonych nieprawidłowości przekroczyła milion złotych: 545 tys. zł w 2024 r. i 551 tys. zł w 2025 r. W Szczecinie w samym tylko II półroczu 2025 r. naczelnik tamtejszego urzędu celno-skarbowego przeprowadził 27 kontroli dotyczących sprzedaży i wynajmu przez platformy internetowe. W Gdańsku jedna z zakończonych w 2025 r. kontroli wykazała nieprawidłowości na kwotę 123 tys. zł.

Wynajem krótkoterminowy przez Airbnb czy Booking rządzi się jeszcze surowszymi zasadami – od przychodów z tego tytułu zawsze należy odprowadzić podatek, a aktywne działania promocyjne, zatrudnianie ekip sprzątających czy prowadzenie kilku obiektów mogą sprawić, że fiskus uzna całą działalność za niezarejestrowaną firmę. Warto zwrócić uwagę, że KAS może sięgać wstecz – zobowiązanie podatkowe przedawnia się po 5 latach od końca roku, w którym powstał obowiązek podatkowy.

Jak wygląda kontrola w praktyce i co zrobić, gdy dostaniesz pismo

Postępowanie w sprawie nieujawnionych dochodów różni się od zwykłej kontroli skarbowej jedną kluczową cechą – odwróconym ciężarem dowodu. Urząd nie musi udowadniać podatnikowi, że ukrywał dochody. Wystarczy, że wykaże rozbieżność między wydatkami a ujawnionymi dochodami – i już to jest wystarczającą przesłanką do wszczęcia postępowania. Dalej musi bronić się podatnik.

Pierwsze pismo z urzędu to zazwyczaj wezwanie do wyjaśnień dotyczących konkretnego zakupu. Podatnik ma zwykle 7 dni na odpowiedź – i to jest moment, w którym należy działać, a nie czekać. Jeśli wyjaśnienia są niewystarczające, urząd wszczyna formalne postępowanie. W jego toku może żądać wyciągów bankowych z kilku lat wstecz, umów sprzedaży, potwierdzenia przelewów, aktów notarialnych, a nawet wezwać podatnika na przesłuchanie. Brak współpracy lub opóźnione dostarczanie dokumentów tylko pogarsza sytuację. Po zakończeniu kontroli zapada decyzja – jeśli nieprawidłowości zostają stwierdzone, organ nałoży podatek w stawce 75 procent od nieudokumentowanej kwoty. Od decyzji przysługuje odwołanie do dyrektora izby administracji skarbowej, a następnie – skarga do sądu administracyjnego. Cały proces może trwać od kilku miesięcy do ponad roku. Jest jedna furtka, z której warto skorzystać przed kontrolą: złożenie korekty zeznania PIT i dobrowolne ujawnienie nierozliczonych dochodów pozwala uniknąć 75-procentowej stawki i ogranicza wysokość odsetek. Po wszczęciu postępowania ta możliwość przepada.

Co przechowywać i jak się zabezpieczyć przed ewentualną kontrolą

Zapobieganie jest tu znacznie prostsze niż obrona podczas kontroli. Najważniejsza zasada: każdy większy wydatek powinien mieć jasne, udokumentowane źródło finansowania, a dokumenty należy przechowywać przez co najmniej 5 pełnych lat licząc od końca roku, w którym miała miejsce transakcja. Dotyczy to umów sprzedaży samochodów i nieruchomości, aktów darowizny, potwierdzeń odziedziczenia środków, wyciągów bankowych pokazujących systematyczne gromadzenie oszczędności, a także – co wielu zapomina – umów pożyczek od rodziny. Pożyczka od rodziców czy rodzeństwa (I grupa podatkowa) jest zwolniona z podatku PCC do kwoty 36 120 zł w ciągu 5 lat, ale musi być zawarta na piśmie i zgłoszona do urzędu skarbowego na formularzu SD-Z2 w terminie 6 miesięcy. Bez tego jest dla fiskusa niewidoczna – i może zostać uznana za nieujawniony dochód.

Osoby sprzedające regularnie na platformach internetowych powinny monitorować liczbę i wartość transakcji w skali roku – jeśli zbliżają się do progu 30 transakcji lub 2000 euro, warto skonsultować się z doradcą podatkowym i sprawdzić, czy sprzedaż powinna zostać rozliczona lub ewentualnie zarejestrowana jako działalność gospodarcza. W przypadku wynajmu krótkoterminowego – niezależnie od liczby dni w roku – przychód należy wykazać w PIT. Jeśli ktokolwiek przez ostatnie lata prowadził sprzedaż online lub najem bez rozliczeń i podejrzewa, że może być w grupie raportowanej przez platformy, złożenie korekty PIT z własnej inicjatywy jest znacznie tańsze niż czekanie na wezwanie z urzędu. Przy większych kwotach lub wątpliwościach co do kwalifikacji podatkowej – pomoc doradcy podatkowego lub radcy prawnego warto rozważyć na etapie planowania, a nie dopiero gdy przyjdzie pismo.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl