Szkoły i nauczyciele przygotowani do przejścia na nauczanie zdalne. Przepisy są jasne
W ciszy, bez większych fanfar, przez polskie szkoły przetacza się jedna z największych operacji logistycznych w historii krajowej edukacji. Do ponad 14 000 placówek trafia właśnie 100 000 profesjonalnych zestawów do prowadzenia zajęć online i hybrydowych – finansowanych w całości z Krajowego Planu Odbudowy o wartości 122 272 744 złotych brutto. Kamery na statywach, tablety graficzne, kierunkowe mikrofony. Docelowo każda sala lekcyjna w Polsce ma wyglądać jak małe studio transmisyjne.

Fot. Shutterstock
Nie chodzi jednak o strach przed kolejnym lockdownem. Za tym programem stoi coś bardziej przyziemnego: twarda litera prawa, która od 1 września 2022 roku nakłada na dyrektorów konkretny obowiązek – kiedy zajęcia zostaną zawieszone dłużej niż 2 dni, szkoła musi prowadzić lekcje zdalne najpóźniej od 3. dnia przerwy. I to niezależnie od tego, czy ma do tego odpowiedni sprzęt, czy nie. Do tej pory wiele placówek radziło sobie jak umiała. Teraz ma radzić sobie profesjonalnie.
Za realizację programu odpowiada Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK PIB), która działając na zlecenie Ministra Cyfryzacji, we wrześniu 2025 roku rozstrzygnęła przetarg i wyłoniła 10 wykonawców – zarówno pojedyncze firmy, jak i konsorcja. Sprzęt trafia do szkół etapami, zgodnie z ustalonym harmonogramem, a cały program ma zakończyć się do końca roku szkolnego 2025/2026.
18 stopni w klasie, minus 15 za oknem – zestawy już się przydały
Kluczowy przepis to art. 125a ustawy z 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe (Dz.U. z 2025 r. poz. 1043), który obowiązuje w obecnym kształcie od 1 września 2022 roku. Zestaw okoliczności, które mogą wymusić zawieszenie zajęć stacjonarnych, jest szeroki – od zagrożeń bezpieczeństwa uczniów przy imprezach masowych, przez sytuacje epidemiologiczne, aż po zdarzenia nadzwyczajne zagrażające zdrowiu dzieci. W polskich realiach zimowych najczęściej uruchamiane są jednak 2 konkretne scenariusze temperaturowe.
Pierwszy wynika z § 17 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w szkołach (Dz.U. z 2020 r. poz. 1604 ze zm.): w pomieszczeniach, gdzie odbywają się zajęcia, temperatura nie może spaść poniżej 18°C. Gdy szkoła nie jest w stanie spełnić tego wymogu – czy to z powodu awarii pieca, braku opału, czy usterki instalacji – dyrektor zawiesza zajęcia i zawiadamia organ prowadzący. Drugi scenariusz, uregulowany w § 18 ust. 2 pkt 1 tego samego rozporządzenia, dotyczy mrozów na zewnątrz: jeśli temperatura mierzona o godzinie 21:00 przez 2 kolejne dni poprzedzające zawieszenie zajęć wynosi -15°C lub mniej, dyrektor – za zgodą organu prowadzącego – może zamknąć szkołę.
Słowo „może” w tym ostatnim przypadku jest ważne – to uprawnienie, nie bezwzględny obowiązek, i każdorazowo wymaga decyzji gminy. Ale gdy zajęcia już zostaną zawieszone na dłużej niż 2 dni, art. 125a ust. 2 Prawa oświatowego nie pozostawia już żadnego marginesu: szkoła organizuje nauczanie zdalne nie później niż od 3. dnia zawieszenia. Nie ma przepisu, który pozwalałby po prostu ogłosić kilkudniowe wolne i nie dostarczyć uczniom żadnych zajęć – poza szczególnymi przypadkami, gdy dyrektor uzyska na to zgodę zarówno organu prowadzącego, jak i kuratora oświaty.
W praktyce te przepisy uruchamiane są regularnie. Zimą 2026 roku z ich powodu zajęcia zawiesiły lub przeszły na tryb zdalny setki szkół w województwach kujawsko-pomorskim, lubuskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim – głównie z powodu gołoledzi i utrudnień komunikacyjnych. Rok wcześniej podobne decyzje dotyczyły szkół na wschodzie i północy Polski. Za każdym razem jakość lekcji online zależała od tego, czym akurat dysponowała dana placówka.
Tablet graficzny zamiast kredy, kierunkowy mikrofon zamiast krzyku
Program KPO C2.2.1 ma zlikwidować przepaść między tym, jak wyobraźnia urzędników wyobraża sobie lekcję zdalną, a tym, jak wyglądała ona w rzeczywistości podczas pandemii – gdy nauczyciel gestykulował przed laptopem stojącym na stosie książek, a uczniowie połowę lekcji nie rozumieli, bo mikrofon zbierał dźwięk tylko z odległości pół metra. Każdy z 100 000 zestawów ZNZ (Zestawów do Nauczania Zdalnego) składa się z tych samych 6 elementów dobranych pod kątem dydaktycznej funkcjonalności, nie prestiżu marki.
Tablet piórkowy (graficzny) bez ekranu pozwala nauczycielowi pisać równania, rysować wykresy i zaznaczać fragmenty tekstu dokładnie tak, jak robił to przy tablicy – z tym że tym razem obraz trafia w identycznej jakości do każdego ucznia, niezależnie od tego, czy siedzi w pierwszej ławce, czy łączy się z drugiego końca powiatu. Kamera na wysokim statywie umożliwia transmisję całej tablicy i pokazanie eksperymentów fizycznych czy chemicznych w sposób, którego webcam wbudowana w laptop nigdy nie była w stanie oddać. Mikrofon ze stacją zbiera dźwięk z całej sali – to kluczowe przy lekcjach hybrydowych, gdzie część klasy siedzi w ławkach, a część loguje się z domu: uczniowie zdalni słyszą nie tylko głos nauczyciela, ale i pytania kolegów. Zestaw dopełniają słuchawki z mikrofonem dla nauczyciela oraz HUB USB umożliwiający podłączenie wszystkich urządzeń jednym kablem.
„To jest moment, w którym szkoła online przestaje być wyzwaniem, a staje się szansą” – mówił Radosław Nielek, dyrektor NASK, przy okazji ogłoszenia wyników przetargu. Jego zastępca ds. Projektów Infrastrukturalnych Przemysław Kuna podkreślił z kolei, że priorytetem przy projektowaniu zestawów była prostota obsługi: „Kluczowe było dla nas, by technologia wspierała edukację, a nie stawała się dodatkowym problemem”. Zestawy mają być gotowe do użycia natychmiast po podłączeniu – bez konieczności angażowania szkolnego informatyka przy każdym uruchomieniu.
NASK koordynuje, 10 firm dostarcza – etapami do końca roku szkolnego
Przetarg ogłoszony przez NASK PIB w czerwcu 2025 roku cieszył się dużym zainteresowaniem – oferty złożyło 11 firm lub konsorcjów. 15 września 2025 roku ogłoszono wyniki: wyłoniono 10 wykonawców, którzy podzielili między siebie zadanie dostarczenia zestawów do ponad 14 000 szkół w całym kraju. Dostawy realizowane są etapami zgodnie z harmonogramami ustalonymi z poszczególnymi wykonawcami. Lista szkół objętych wsparciem została przygotowana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej – placówki nie musiały składać żadnych wniosków ani ubiegać się o udział w programie.
Wartość inwestycji to dokładnie 122 272 744,39 zł brutto (99 408 735,28 zł netto), finansowanych ze środków unijnych w ramach działania C2.2.1 KPO. Szkoły nie ponoszą żadnych kosztów – sprzęt trafia do placówek nieodpłatnie, a wraz z nim dostęp do materiałów edukacyjnych pokazujących, jak efektywnie wykorzystać nowe narzędzia na różnych przedmiotach, oraz bezpłatne wsparcie techniczne i metodyczne dla nauczycieli.
Szkoła w Zrębicach kontra liceum w Wilanowie – ta przepaść właśnie znika
Jednym z głównych celów programu jest wyrównanie szans między dużymi miejskimi placówkami a małymi szkołami w mniejszych gminach. Podczas pandemii przepaść w jakości nauczania zdalnego stała się widoczna jak nigdy wcześniej – miejskie szkoły mogły pozwolić sobie na zakup profesjonalnego sprzętu z własnego budżetu lub dzięki wsparciu zamożnych rad rodziców, szkoły wiejskie nie miały żadnej z tych opcji. Efektem była sytuacja, w której dzieci z małych miejscowości traciły na jakości edukacji nie dlatego, że było mniej zdolnych nauczycieli, ale dlatego, że nauczyciel miał gorszy mikrofon.
Przykładem realizacji programu jest gmina Olsztyn koło Częstochowy, która podpisała umowę z Ministerstwem Cyfryzacji na przekazanie 35 zestawów dla 4 lokalnych szkół podstawowych: im. Szlaku Orlich Gniazd w Kusiętach, w Olsztynie, im. Janusza Korczaka w Turowie oraz im. Jarosława Dąbrowskiego w Zrębicach. To małe, wiejskie placówki – do tej pory bez jakichkolwiek środków na profesjonalny sprzęt do transmisji online. Analogiczne umowy podpisały już setki gmin w całej Polsce, w tym m.in. gmina Klucze, która 1 września 2025 roku przekazała zestawy dla 7 swoich szkół podstawowych, a gmina Nidzica wyposażyła 6 szkół, w tym 3 z mniejszych miejscowości powiatu.
5 miliardów z KPO – zestawy ZNZ to tylko część cyfrowej rewolucji w szkołach
Program zakupu zestawów do nauczania zdalnego to jeden z kilku równolegle realizowanych projektów digitalnej transformacji polskiej edukacji finansowanych z KPO i budżetu państwa. Łączna wartość wszystkich tych działań przekracza 5 mld złotych. Największą pozycją jest zakup 16 000 pracowni sztucznej inteligencji (AI) i STEM dla szkół podstawowych i ponadpodstawowych – na zestawy do laboratoriów AI przeznaczono 1 864 239 825 zł brutto, na pracownie STEM kolejne 533 153 175 zł brutto. Docelowo każda ze szkół może otrzymać jedną pracownię – albo AI, albo STEM, ale nie obie.
Równolegle w 2026 roku do polskich szkół trafia 735 000 laptopów – zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Nauczyciele, których jest ponad pół miliona, otrzymali bony o wartości 2500 zł na zakup urządzeń przenośnych w ramach programu „Laptop dla Nauczyciela”. Osobno realizowana jest dostawa sprzętu dla uczniów – laptopów, tabletów i laptopów przeglądarkowych – do ponad 16 500 szkół w całym kraju. To inwestycje, które mają przestawić polską edukację z tablicy i podręcznika w papierze na model, w którym cyfrowe narzędzia są standardem, nie wyjątkiem.
Co powinien sprawdzić rodzic, zanim szkoła przejdzie na tryb zdalny
Nowy sprzęt w szkole nie zastąpi przygotowania po stronie rodzica i ucznia. Zawieszenie zajęć z powodu mrozu czy awarii grzewczej zapada zwykle z dnia na dzień – a czasem wieczorem na dzień następny. Warto zatem działać z wyprzedzeniem, a nie w panice po tym, jak szkoła wyśle wiadomość o zamknięciu.
Pierwsza kwestia to dostęp do platformy edukacyjnej. Większość polskich szkół pracuje na Microsoft Teams, Google Classroom lub systemie Librus – warto upewnić się, że dziecko zna swój login i hasło, a sam rodzic wie, jak wejść na zajęcia w razie technicznego problemu. Odzyskiwanie zapomnianego hasła w dniu nagłego przejścia na zdalne to scenariusz, który stresuje zarówno ucznia, jak i nauczyciela. Warto przeprowadzić takie „ćwiczenie na sucho” raz na kilka miesięcy.
Druga kwestia to sprzęt i internet po stronie domowej. Szkoła dostaje teraz profesjonalne wyposażenie do transmisji, ale uczeń po drugiej stronie ekranu potrzebuje działającego komputera lub tabletu z mikrofonem oraz stabilnego łącza, które wytrzyma wideokonferencję w jakości HD. Telefon komórkowy na połączeniu 4G to w wielu przypadkach za mało, zwłaszcza jeśli w domu kilka osób korzysta z internetu jednocześnie. Szkoły dysponują również pulą sprzętu do użyczenia uczniom w trudnej sytuacji materialnej – warto wcześniej zapytać wychowawcę o taką możliwość.
Trzecia kwestia dotyczy samego harmonogramu lekcji. Przy trybie zdalnym plan zajęć bywa modyfikowany – przepisy wymagają, by rozkład lekcji uwzględniał „równomierne obciążenie uczniów w poszczególnych dniach tygodnia” i nie przykuwał dziecka do monitora przez cały dzień. Warto śledzić komunikaty w dzienniku elektronicznym, gdzie zmiany w planie pojawiają się zwykle szybciej niż w innych kanałach kontaktu ze szkołą. Zimą wiadomości od wychowawcy warto sprawdzać wieczorem – nie rano, gdy decyzja może być już dawno podjęta.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.