Alarm w Europie. Krytyczny poziom zasobów. Może być dużo drożej
Europejskie magazyny gazu są dziś prawie o połowę mniej zapełnione niż powinny być o tej porze roku. Surowa zima solidnie przerzedziła rezerwy na całym kontynencie, a wywołany wojną z Iranem kryzys na globalnym rynku LNG nakłada się na i tak już trudną sytuację. Magazyny UE są wypełnione zaledwie w 29,3 proc. wobec 5-letniej średniej wynoszącej 42,7 proc. – wynika z danych Gas Infrastructure Europe, które zebrała i opublikowała agencja PAP Biznes. W podziemnych zbiornikach znajduje się w tej chwili 334,43 TWh gazu.

Fot. Warszawa w Pigułce
Niemcy i Francja z co piątą częścią normalnych zapasów
Największe obawy budzi sytuacja w gospodarkach, które wyznaczają energetyczne tempo całej Unii. Niemcy, największy konsument gazu w Europie, mają magazyny zapełnione zaledwie w 21,6 proc. Francja jest niemal identycznie słaba – 21,9 proc. W obu przypadkach to poziom dramatycznie niższy od historycznych norm dla połowy marca.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Holandii – kluczowego europejskiego hubu gazowego. Tamtejsze magazyny są zapełnione w 9,2 proc., czyli są praktycznie puste. Przy takim poziomie kraj zależy niemal wyłącznie od bieżących dostaw.
Na tle zachodniej Europy lepiej prezentują się kraje południa i środka kontynentu. Włochy trzymają 45,5 proc. możliwej pojemności, Hiszpania aż 55,8 proc., Austria 35,8 proc. Węgry mają 33,9 proc., Czesi 30,3 proc. – wynika z danych Gas Infrastructure Europe za pośrednictwem PAP Biznes.
Polska powyżej zachodniej Europy, ale poniżej własnej normy
W Polsce w magazynach gazu zgromadzono 17,57 TWh, a ich zapełnienie wynosi 48,4 proc. To wynik znacznie lepszy niż w Niemczech czy Francji, jednak niższy od naszej własnej sezonowej średniej 5-letniej, która dla tej pory roku wynosi 53,7 proc. – wynika z danych Gas Infrastructure Europe.
To spore pogorszenie w porównaniu z początkiem zimy. W grudniu 2025 roku polskie magazyny były zapełnione w ponad 75 proc., a Polska należała do liderów w UE pod względem stanu rezerw. Mroźny styczeń i luty zrobiły swoje – kraj tracił surowiec w jednym z najszybszych temp w Unii. Minister energii Miłosz Motyka zapewnił, że „dostawy są realizowane w sposób niezakłócony, zapasy surowców są na odpowiednim, wysokim poziomie, a infrastruktura działa w pełnym zakresie”. Wydaje się więc, że w przypadku Polski alarm gazowy na razie nie wystepuje.
Dwie fale mrozu, potem Iran – magazyny runęły
Za krytycznym stanem rezerw stoi kilka nakładających się na siebie czynników. Zima 2025/2026 była wyjątkowo chłodna – 2 fale mrozu z temperaturami dwucyfrowymi poniżej zera drastycznie zwiększyły zapotrzebowanie na gaz do ogrzewania, a bezwietrzna aura zmusiła elektrownie do nadrabiania luki po niskiej produkcji z wiatru właśnie gazem. Europa wchodziła w ten sezon z zapasami już niższymi niż w poprzednich latach – na koniec listopada 2025 roku wypełnienie wynosiło ok. 82 proc., podczas gdy rok wcześniej było to 86 proc., a w dwóch poprzednich sezonach powyżej 90 proc.
Sytuację komplikuje eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. Po atakach USA i Izraela na Iran Cieśnina Ormuz jest w praktyce zablokowana dla tankowców LNG. QatarEnergy – odpowiadający za ok. 20 proc. globalnych dostaw skroplonego gazu – wstrzymał działalność swoich zakładów. W efekcie europejskie kontrakty terminowe na gaz TTF wzrosły o ponad 60 proc. od początku marca, w szczytowym momencie przekraczając 61 euro za MWh – wartości niewidziane od niemal 3 lat – informował Euronews. Po sygnałach ze strony prezydenta Trumpa o możliwym szybszym zakończeniu konfliktu ceny nieco odbiły – 10 marca TTF kosztował ok. 45 euro za MWh. Jednak niepewność pozostaje wysoka, a Cieśnina Ormuz nadal pozostaje zamknięta.
Analitycy Bank of America szacują, że każdy miesiąc wstrzymanych dostaw LNG z Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich stanowi ekwiwalent ok. 10 proc. całkowitych europejskich zapasów gazu. Przy obecnym poziomie rezerw przedłużający się kryzys mógłby szybko postawić część krajów UE w sytuacji niedoborów. Serwis WysokieNapiecie.pl już w lutym cytował analityczkę Bloomberg BNEF Olympe Mattei d’Ornano, która oceniała: „Nawet przy najbardziej surowej zimie, takiej jak w 2018 r., Europa zakończy zimę z 11 proc. gazu w magazynach. To nie jest jeszcze poziom na tyle niski, aby spowodować blackouty”.
Rosja korzysta na problemach UE. Przepustowość Turkish Stream na 98 proc.
W tle tych wydarzeń widać zjawisko, które budzi niepokój geopolityczny. Z danych europejskich operatorów przesyłu gazu wynika, że przepustowość gazociągu Turkish Stream, którym rosyjski surowiec trafia do Europy, wyniosła w styczniu 2026 roku 1,73 mld m3 – o 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Główna nitka była wykorzystywana średnio w 98,4 proc. pojemności, przez połowę dni pracując z maksymalną wydajnością. Odbiorcami są przede wszystkim Węgry, Serbia i Słowacja – czyli kraje, które od lat utrzymują ścisłe relacje energetyczne z Moskwą. To oznacza, że część Europy, odpowiadając na niedobory, faktycznie zwiększa zakupy rosyjskiego gazu – dokładnie wtedy, gdy Zachód głosi odejście od surowców z Rosji.
Letnia przepychanka o surowiec. Stawka: bezpieczna zima 2026/2027
Po zakończeniu sezonu grzewczego przed Europą stoi gigantyczne wyzwanie logistyczne i finansowe. Aby wypełnić unijne regulacje nakazujące osiągnięcie poziomu 90 proc. zapełnienia magazynów do 1 listopada, operatorzy będą musieli w ciągu kilku miesięcy wtłoczyć do podziemnych zbiorników ponad 64 mld m3 gazu – prawie 2 razy więcej niż w poprzednich latach i 3 razy więcej niż roczne zużycie Polski.
Problem jest nie tylko logistyczny, ale i finansowy. Firmy handlujące gazem nie kupują surowca do magazynowania, dopóki marża między ceną letnią i zimową nie gwarantuje zysku. W tej chwili wysokie ceny bieżące i niepewność co do dostaw LNG tworzą warunki, w których uzupełnienie zapasów będzie kosztowne. Prognozy IEA zakładają, że 2026 rok będzie kolejnym rekordowym pod względem importu LNG do Europy – o 10 do 14 mld m3 więcej niż rok wcześniej. Eksperci serwisu fxmag.pl ostrzegają: „System jest obecnie bardzo wrażliwy na wszelkie negatywne sygnały”.
Jeśli latem uda się przeprowadzić intensywne zakupy przy stabilnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, Europa może wejść w zimę 2026/2027 z bezpiecznymi rezerwami. Jeśli nie – następny sezon grzewczy zacznie się z deficytem, który rynek będzie nerwowo próbował zasypać w trakcie mrozów.
Co obecna sytuacja oznacza dla Polaków?
W Polsce taryfa na sprzedaż gazu dla gospodarstw domowych, zatwierdzona przez Urząd Regulacji Energetyki i obowiązująca od 25 lutego 2026 roku, wynosi 197,29 zł za MWh. To o ok. 7 zł mniej niż poprzednia stawka. Taryfa obowiązuje do 30 czerwca 2026 roku – i właśnie wtedy regulator będzie ją ponownie weryfikował. Sytuacja na rynkach hurtowych, przy aktualnych cenach TTF wielokrotnie przewyższających poziomy z początku roku, może sprawić, że czerwcowa aktualizacja nie będzie dla konsumentów korzystna. Wzrost cen na giełdach hurtowych nie przekłada się natychmiast na rachunki gospodarstw domowych, ale z opóźnieniem – w taryfach – zawsze dociera do końcowych odbiorców.
Co warto mieć w głowie, patrząc na te dane?
- Niskie magazyny nie oznaczają automatycznie kryzysu dostaw dziś. Sezon grzewczy dobiega końca, a bieżące dostawy LNG i krajowe wydobycie uzupełniają bilans na bieżąco. Problem pojawi się, jeśli latem Europa nie zdoła szybko uzupełnić zapasów.
- Polska wypada lepiej niż Zachód, ale gorzej niż zwykle. 48,4 proc. to bezpieczny poziom na marzec, jednak poniżej naszej własnej normy historycznej. Nie ma powodów do paniki, jest powód do uważnego śledzenia tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie.
- Ceny gazu w taryfach URE mogą wzrosnąć latem. Jeśli notowania TTF utrzymają się na poziomach znacznie wyższych niż te, przy których wyliczano obecną taryfę, rewizja stawek w czerwcu może skończyć się podwyżką na rachunkach od jesieni 2026 roku. Warto to brać pod uwagę planując wydatki.
- Cieśnina Ormuz i dostawy LNG z Kataru to kluczowy czynnik ryzyka. Każdy tydzień przedłużającego się konfliktu to mniejsza szansa na spokojne uzupełnienie europejskich magazynów przed zimą.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.