Seniorzy mogą w tym roku stracić prawo jazdy. Powstała specjalna lista
Miliony Polaków w wieku senioralnym wciąż prowadzi samochody i robi to bezpiecznie. Statystyki są po ich stronie – po 60. roku życia powodują mniej wypadków niż większość innych grup wiekowych. Mimo to część z nich w 2026 roku może stanąć przed groźbą utraty uprawnień. Nie przez wiek, nie przez nowe przepisy wymierzone akurat w nich – ale przez „czerwona listę”.

Fot. Shutterstock
Wiek to nie powód. „Czerwona lista” – to jest powód
W Polsce wiek sam w sobie nie jest wyznacznikiem zdolności do prowadzenia pojazdów. Nie ma przepisu, który zabraniałby jazdy po 70., 75. czy 80. urodzinach. „Dziennik Gazeta Prawna” zwraca jednak uwagę na istnienie tzw. czerwonej listy chorób – schorzeń, których obecność sprawia, że lekarz uprawniony do badań kierowców może nie wystawić zaświadczenia potwierdzającego zdolność do prowadzenia pojazdów mechanicznych. I to właśnie ta lista, w połączeniu z obowiązkiem odnawiania prawa jazdy co kilkanaście lat, staje się realnym problemem dla części seniorów w 2026 roku.
Na liście schorzeń kwalifikujących do odmowy lub skrócenia ważności dokumentu znajdują się przede wszystkim choroby, które mogą doprowadzić do nagłej utraty przytomności lub kontroli nad pojazdem. Lekarz bada wzrok i ocenia pole widzenia, sprawdza układ krążenia, analizuje sprawność psychomotoryczną i czas reakcji, a w razie wątpliwości kieruje do specjalistów – kardiologa, neurologa lub diabetologa. Niekontrolowana cukrzyca, nieleczone nadciśnienie, przebyte udary mózgu, zaawansowana jaskra, choroby neurologiczne wpływające na refleks i koordynację – to przykłady schorzeń, które mogą zakończyć karierę kierowcy bez względu na to, ile lat jeździ i jak bezpiecznie. W takich przypadkach lekarz może skrócić ważność prawa jazdy do roku lub 2 lat – albo odmówić potwierdzenia zdolności do jazdy w ogóle.
Po 2013 roku każde prawo jazdy ma termin ważności
Właśnie tu zaczyna się praktyczny problem. Po 2013 roku prawa jazdy w Polsce wydawane są wyłącznie na czas określony. Dla kategorii A i B standard to 15 lat, dla kategorii C i D – 5 lat. W niektórych przypadkach lekarz może wpisać krótszy okres ważności – np. 5 lub 10 lat – jeśli stwierdzi schorzenia wymagające częstszej kontroli. Gdy termin mija, niezbędne jest badanie lekarskie i wymiana dokumentu. Bez aktualnego orzeczenia lekarskiego starosta – który formalnie decyduje o cofnięciu uprawnień – nie ma podstawy do ich odnowienia. Kierowca, który nie dostarczy wymaganego zaświadczenia, traci prawo jazdy bez wyroku sądu, bez policyjnej kontroli i bez żadnego zdarzenia drogowego.
W 2026 roku problem nabiera skali, bo do odnawiania dokumentów podchodzi coraz więcej osób, które prawo jazdy zdobyły lub wymieniały po 2008-2011 roku. Dla seniorów, którzy wówczas mieli już swoje schorzenia – ale kontrolowane na tyle, by uzyskać zaświadczenie – sytuacja zdrowotna przez kolejne 15 lat mogła się zmienić. Lekarz, który widzi ich teraz, ocenia ich stan zdrowia z roku 2026, nie z roku 2011.
Bezterminowe prawo jazdy? To też się zmieni, choć nie od razu
Wielu starszych kierowców ma w portfelach prawa jazdy wydane przed 2013 rokiem – bez żadnej daty ważności, bez wymogu odnawiania, bez wizyt u lekarza. Ci kierowcy formalnie wciąż jeżdżą legalnie i w 2026 roku nikt nie zmusi ich do badań wyłącznie z powodu wieku. Jednak i to się zmieni – tyle że nie teraz. Wymiana bezterminowych dokumentów jest zaplanowana na lata 2028-2033. Wtedy każdy właściciel „wiecznego” prawa jazdy będzie musiał zgłosić się na badanie lekarskie i wymienić dokument. Kto nie przejdzie badania – nie dostanie nowego prawa jazdy.
Warto przy tym wiedzieć, że skierowanie na badanie lekarskie może wystawić nie tylko starosta w związku z upływem ważności dokumentu. Mogą to zrobić również policja – np. po kolizji lub gdy zachowanie kierowcy wzbudzi uzasadnione wątpliwości co do jego stanu psychofizycznego – a także lekarz rodzinny, jeśli podczas wizyty uzna, że stan zdrowia pacjenta może stwarzać zagrożenie na drodze. To oznacza, że posiadacze bezterminowych dokumentów nie są całkowicie poza zasięgiem systemu weryfikacji, nawet przed 2028 rokiem.
UE naciskała na obowiązkowe badania seniorów. Wycofała się – na razie
Część emocji wokół tematu seniorów za kierownicą wynika z burzliwych negocjacji nad nową dyrektywą unijną. Komisja Europejska chciała wprowadzić obowiązkowe badania lekarskie dla wszystkich kierowców po 65. roku życia co 5 lat – bez badania prawo jazdy automatycznie traciłoby ważność. Parlament Europejski ostatecznie odrzucił to rozwiązanie jako potencjalnie dyskryminujące ze względu na wiek. Przyjęte pod koniec 2025 roku przepisy są łagodniejsze: przesunięto granicę wiekową z 50 na 65 lat, od której państwa członkowskie mogą – ale nie są zobowiązane – skrócić ważność prawa jazdy i wymagać częstszych badań. Jak wyjaśniła Dorota Kolińska z biura prasowego Parlamentu Europejskiego w rozmowie z Dziennik.pl, „ważność prawa jazdy wyniesie 15 lat lub 10 lat, jeśli prawo jazdy będzie działać jako dokument tożsamości”. Państwa członkowskie mają 4 lata na implementację przepisów – czyli do 2029 roku.
Polska na razie nie zdecydowała się na skrócenie ważności uprawnień dla kierowców 65+. W 2026 roku seniorzy nie tracą praw jazdy automatycznie z powodu wieku, nie ma też nowych przepisów, które nakładałyby na nich regularny obowiązek badań wyłącznie ze względu na metrykę. Co nie oznacza, że temat zniknie. Polskie władze mają czas do 2029 roku, żeby podjąć decyzję – i być może jej nie podejmą, ale mogą też zdecydować się na dodatkowe wymogi dla starszych kierowców.
Jak wygląda badanie, którego wynik decyduje o wszystkim
Badanie lekarskie kierowcy to nie standardowa wizyta u lekarza pierwszego kontaktu. Przeprowadza je uprawniony lekarz medycyny pracy lub lekarz medycyny transportu. Sprawdzany jest ogólny stan zdrowia ze szczególnym uwzględnieniem wzroku – ostrości, pola widzenia i widzenia po zmroku – słuchu, ciśnienia krwi i układu krążenia, a także sprawności ruchowej i psychomotorycznej. Lekarz pyta też o przyjmowane leki – część z nich wpływa na refleks i zdolność koncentracji, co ma bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo jazdy. Standardowy koszt takiego badania wynosi od 150 do 250 zł, choć w dużych miastach ceny potrafią być wyższe.
Jeśli w trakcie badania pojawią się wątpliwości, lekarz ma prawo skierować kierowcę do specjalisty – i dopiero po uzyskaniu jego opinii wydać orzeczenie. Może ono być pozytywne bezwarunkowo, pozytywne z ograniczeniami (np. zakaz jazdy po zmroku, obowiązek stosowania szkieł korekcyjnych lub aparatu słuchowego), pozytywne z krótszym niż standardowy okresem ważności albo negatywne. W przypadku negatywnej decyzji kierowca ma 14 dni na złożenie odwołania i może żądać ponownego badania. Ostateczna decyzja o cofnięciu uprawnień należy jednak do starosty, nie do lekarza – lekarz tylko dostarcza mu niezbędną podstawę do działania.
Co zrobić, zanim termin minie i zanim zrobi się problem
Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest sprawdzenie terminu ważności posiadanego prawa jazdy – widnieje on na awersie dokumentu w polu 4b. Jeśli dokument traci ważność w 2026 lub 2027 roku, warto zaplanować badanie z wyprzedzeniem, a nie na ostatnią chwilę. Kolejki do lekarzy medycyny transportu bywają długie, a brak aktualnego orzeczenia w dniu upływu ważności oznacza, że technicznie rzecz biorąc kierowca traci uprawnienia – nawet na jeden dzień bez dokumentu to luka w legalności jazdy.
Przed wizytą u lekarza warto upewnić się, że schorzenia przewlekłe są pod kontrolą – uregulowane ciśnienie, wyrównana cukrzyca, aktualne badania okulistyczne. Lekarz orzecznik nie szuka powodów do odmowy, ale ocenia rzeczywisty stan zdrowia. Kierowca, który regularnie kontroluje swoje schorzenia i ma udokumentowane wyniki badań, ma znacznie lepszą pozycję niż ten, który pojawia się na badaniu bez żadnej dokumentacji medycznej. Warto zabrać ze sobą wyniki badań krwi, opinie od specjalistów, jeśli takich się odwiedza, oraz pełną listę przyjmowanych leków. Prawo jazdy utracone przez nieodnawianie dokumentu lub brak orzeczenia lekarskiego można odzyskać – ale to osobna, kosztowna i czasochłonna procedura. Znacznie łatwiej jest go nie stracić.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.