Ceny w Polsce znów przyspieszyły. Jeden wskaźnik pokazuje, gdzie problem jest największy

Po kilku miesiącach względnego uspokojenia inflacja ponownie zaczęła rosnąć. Najnowsze dane pokazują, że najmocniej drożeją usługi – ich ceny zwiększają się niemal dwukrotnie szybciej niż ogólny wskaźnik inflacji. Nie oznacza to jeszcze powrotu dwucyfrowej drożyzny ani gospodarczego załamania, ale dla domowych budżetów jest to wyraźny sygnał ostrzegawczy.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Gotówka włożona w portfel leży na granatowej marynarce. Fot. Warszawa w Pigułce.
Gotówka włożona w portfel leży na granatowej marynarce. | Fot. Warszawa w Pigułce.

Jeszcze niedawno ekonomiści zakładali, że wzrost cen będzie stopniowo hamował. Tymczasem najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują zmianę kierunku.

W sierpniu 2026 roku ceny towarów i usług konsumpcyjnych były o 3,4 proc. wyższe niż rok wcześniej. Miesiąc wcześniej inflacja wynosiła 3 proc., a w czerwcu 2,5 proc. Oznacza to, że w ciągu dwóch miesięcy wskaźnik zwiększył się o 0,9 punktu procentowego.

Szczególną uwagę zwraca jednak to, co dzieje się z cenami usług.

Usługi drożeją znacznie szybciej niż towary

Według danych GUS towary były w sierpniu o 2,5 proc. droższe niż przed rokiem. Ceny usług wzrosły natomiast aż o 5,6 proc.

To właśnie ta różnica może być najmocniej odczuwana przez gospodarstwa domowe. Usług często nie da się kupić na zapas ani zastąpić tańszym produktem. Dotyczy to między innymi:

  • wizyt lekarskich i usług medycznych,
  • napraw samochodów i sprzętu domowego,
  • usług fryzjerskich i kosmetycznych,
  • opłat związanych z mieszkaniem,
  • gastronomii i noclegów,
  • edukacji oraz opieki nad dziećmi,
  • usług transportowych.

W przypadku żywności konsument może wybrać promocję, zmienić sklep albo zrezygnować z droższego produktu. Przy naprawie instalacji, wizycie u dentysty czy opłaceniu określonej usługi pole manewru jest znacznie mniejsze.

Inflacja na poziomie 3,4 proc. nadal znajduje się w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu NBP, wynoszącego 2,5 proc. z możliwością odchylenia o jeden punkt procentowy w każdą stronę. Wskaźnik zbliżył się jednak do górnej granicy tego przedziału.

Czy wraca scenariusz wysokiej inflacji?

Na obecnym etapie nie ma podstaw, aby mówić o powrocie inflacji znanej z najtrudniejszych miesięcy poprzedniego kryzysu. Ceny nie rosną w tempie dwucyfrowym, a najnowsze prognozy Narodowego Banku Polskiego są znacznie spokojniejsze od przewidywań publikowanych w 2024 i 2025 roku.

Lipcowa projekcja NBP zakładała, że średnioroczna inflacja wyniesie:

  • 2,9 proc. w 2026 roku,
  • 2,7 proc. w 2027 roku,
  • 2,2 proc. w 2028 roku.

Trzeba jednak pamiętać, że projekcja powstała przed opublikowaniem części najnowszych danych. Kolejna aktualizacja prognoz NBP ma zostać przedstawiona w listopadzie 2026 roku. Dopiero wtedy okaże się, czy przyspieszenie cen z ostatnich miesięcy było przejściowe, czy wymusi zmianę przewidywanej ścieżki inflacji.

To nie jest obecnie stagflacja

W pierwotnych prognozach jednym z najczarniejszych scenariuszy było połączenie wysokiej inflacji ze stagnacją gospodarczą i rosnącym bezrobociem. Takie zjawisko określa się mianem stagflacji.

Aktualne dane nie potwierdzają jednak, aby Polska znalazła się w takim położeniu.

Produkt krajowy brutto w drugim kwartale 2026 roku wzrósł realnie o 3,9 proc. w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. W porównaniu z poprzednim kwartałem gospodarka urosła o 1 proc. po uwzględnieniu czynników sezonowych.

Oznacza to, że gospodarka nadal się rozwija. Nie można więc uczciwie przedstawiać obecnej sytuacji jako połączenia recesji i galopującej inflacji.

Nie zmienia to faktu, że wzrost cen może być bolesny dla gospodarstw domowych. Oficjalna inflacja jest średnią obejmującą setki produktów i usług. Każda rodzina ma natomiast własną strukturę wydatków.

Senior wydający znaczną część dochodu na leki, czynsz i usługi medyczne może odczuwać podwyżki inaczej niż młoda osoba przeznaczająca większą część pieniędzy na elektronikę, odzież albo transport.

Największy problem mogą odczuć osoby bez podwyżek

Dla sytuacji gospodarstwa domowego najważniejsza jest nie tylko sama inflacja, lecz także relacja między wzrostem cen a wzrostem dochodów.

Jeżeli wynagrodzenie lub świadczenie zwiększa się szybciej niż ceny, realna siła nabywcza może się poprawiać. Jeżeli dochód stoi w miejscu, nawet inflacja wynosząca 3–4 proc. oznacza stopniową utratę możliwości zakupowych.

Najbardziej narażone są więc osoby:

  • pracujące bez regularnej waloryzacji wynagrodzenia,
  • utrzymujące się z niewielkich świadczeń,
  • wynajmujące mieszkania,
  • ponoszące wysokie koszty leczenia,
  • spłacające kredyty i inne zobowiązania,
  • korzystające często z szybko drożejących usług.

To właśnie w ich budżetach podwyżki mogą pojawić się szybciej, niż wynikałoby z samego głównego wskaźnika inflacji.

Decyzje dotyczące stóp procentowych nie będą automatyczne

We wrześniu Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe NBP bez zmian. Bank centralny obserwuje zarówno inflację, jak i kondycję gospodarki, sytuację na rynku pracy, dynamikę wynagrodzeń oraz czynniki zewnętrzne.

Dalsze przyspieszanie cen mogłoby utrudnić kolejne obniżki stóp. Z drugiej strony pojedynczy odczyt nie przesądza jeszcze o długotrwałej zmianie trendu.

Dla osób spłacających kredyty ma to duże znaczenie. Utrzymywanie stóp na podwyższonym poziomie może oznaczać wyższe raty dłużej, niż oczekiwali kredytobiorcy. Obniżki mogłyby przynieść ulgę, ale RPP będzie musiała ocenić, czy nie spowodują ponownego trwałego rozpędzenia inflacji.

Rząd zakłada dalszy wzrost cen, ale bez gwałtownego skoku

Projekt budżetu państwa na 2027 rok przewiduje średnioroczną inflację na poziomie 2,8 proc. oraz realny wzrost PKB o 3 proc. Rząd zakłada również wzrost przeciętnego wynagrodzenia o 5,9 proc.

To prognoza, a nie gwarancja. Jej realizacja będzie zależała między innymi od cen energii i paliw, kursu złotego, sytuacji międzynarodowej, wysokości płac oraz decyzji dotyczących podatków i opłat.

Niepewność pozostaje więc duża, ale obecne dane nie uzasadniają twierdzenia, że Polska stoi przed nieuchronnym gospodarczym dramatem.

Najbliższe miesiące pokażą, czy to chwilowy skok

Kluczowe będą kolejne odczyty inflacji oraz listopadowa projekcja Narodowego Banku Polskiego.

Jeśli wzrost cen wyhamuje, sierpniowe przyspieszenie może okazać się krótkotrwałym odchyleniem. Jeżeli jednak inflacja będzie rosła przez następne miesiące, powrócą pytania o tempo obniżania stóp procentowych, wysokość rat kredytów i realną wartość wynagrodzeń oraz świadczeń.

Najważniejszy wniosek z aktualnych danych brzmi: Polska nie znajduje się obecnie w stagflacji, ale presja cenowa nie zniknęła. Najbardziej niepokoi tempo wzrostu cen usług, które wynosi już 5,6 proc. i coraz mocniej obciąża domowe budżety.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl