Druga strona systemu kaucyjnego! Mniej surowców w żółtych pojemnikach i widmo drastycznych podwyżek opłat za śmieci

System kaucyjny miał być bezdyskusyjnym sukcesem ekologicznym, ale dla zakładów komunalnych i samorządów okazał się cichą pułapką finansową. Z żółtych pojemników zniknęły najbardziej wartościowe surowce, podczas gdy koszty wywozu śmieci i utrzymania sortowni pozostały niemal bez zmian. Brak zapowiadanych rekompensat sprawia, że w budżetach instalacji powstają wielomilionowe wyrwy. Zobacz, jak ten mechanizm uderzy w kieszenie mieszkańców i dlaczego opłaty za śmieci od 2027 roku mogą drastycznie wzrosnąć!

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Pojemniki z segregacją śmieci na ulicy w Warszawie. Fot. Warszawa w Pigułce.
Pojemniki z segregacją śmieci na ulicy w Warszawie. Fot. Warszawa w Pigułce.

Puste sortownie i stałe koszty wywozu. Złoty surowiec zniknął z żółtych worków

Wprowadzenie systemu kaucyjnego na butelki PET i puszki aluminiowe powszechnie obwoływano przełomem w polskim recyklingu. Rzeczywistość branży komunalnej okazała się jednak brutalna. Jak alarmują przedstawiciele zakładów zagospodarowania odpadów oraz samorządów, nowa zbiórka pozbawiła regionalne instalacje najważniejszego źródła przychodów komercyjnych. W dużych miastach – takich jak Kraków czy Gdańsk – zarządcy szacują ubytek dochodów na 7 do 9 milionów złotych rocznie.

Kluczowy problem leży w specyfice żółtych pojemników i kosztach stałych ich obsługi:

  • Masa odpadów spadła zaledwie o 1 proc. – z badań ankietowych Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK) wynika, że spadek masy w żółtym worku jest niemal niezauważalny (materiały kaucyjne stanowiły zaledwie 10–15 proc. objętości),
  • Brak oszczędności na trasach śmieciarek – w żółtych pojemnikach nadal zostają ubrudzone kubeczki po jogurtach, folie czy opakowania po chemii, które ze względów higienicznych trzeba odbierać z taką samą częstotliwością jak dawniej,
  • Dramatyczny spadek odzysku PET – dla przykładu łódzkie MPO przed wejściem kaucji odzyskiwało ze strumienia komunalnego ponad 100 tysięcy butelek dziennie, a obecnie zaledwie około 30 tysięcy.

– Trzeba jasno powiedzieć: wcześniej były z tego konkretne pieniądze, których dziś w systemie komunalnym po prostu nie ma. Tymczasem stałe koszty pracownicze, energii i sprzętu pozostały na niezmiennym poziomie – podkreśla Tomasz Kacprzak, dyrektor MPO w Łodzi.

Załamanie cen plastiku i opóźniony ROP. Od 2027 roku zapłacą mieszkańcy?

Sytuację instalacji drastycznie pogarsza załamanie stawek na rynku recyklingu. Przewodniczący Rady RIPOK Piotr Szewczyk wylicza, że o ile w latach ubiegłych cena bezbarwnego tworzywa PET dochodziła do 4000–5000 zł za tonę (a w szczytach niemal 7000 zł), o tyle obecnie spadła do zaledwie 1000 zł za tonę. Odpady PET w kolorze zielonym czy niebieskim wyceniane są na skromne 300–500 zł.

Dotąd zyski ze sprzedaży wyselekcjonowanego plastiku i aluminium pozwalały zakładom dofinansowywać deficytowe sortowanie trudniejszych surowców, takich jak folie czy wielomateriałowe kartoniki. Dziś tej poduszki finansowej brakuje, a zapowiadana ustawodawczo Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta (ROP / ustawa UC100), która ma nałożyć na koncerny obowiązek dopłacania do recyklingu swoich opakowań, wciąż nie weszła w życie.

Eksperci ostrzegają, że bez rekompensat z ROP zakłady komunalne nie będą w stanie dopłacać do interesu. Ankieta przeprowadzona wśród członków RIPOK wskazuje, że większość instalacji w Polsce zmuszona zostanie do podniesienia stawek za przyjmowanie odpadów (tzw. opłaty bramowej) od 1 stycznia 2027 roku. Koszty te gminy będą musiały stopniowo przerzucić bezpośrednio na mieszkańców w postaci wyższych rachunków za śmieci.

Stołeczny system pod presją: Śródmieście, Wola i Mokotów odczują skutki reformy

Kryzys dochodowy w branży komunalnej bezpośrednio przekłada się na wyzwania organizacyjne i finansowe Warszawy, gdzie strumień tworzyw sztucznych generowany przez miliony mieszkańców jest największy w kraju.

W stołecznym Śródmieściu, na Woli oraz na Mokotowie gęsta zabudowa mieszkaniowa wymaga stałej, bezprzerwowej obsługi logistycznej żółtych pojemników. Miejskie spółki i zakłady odbierające odpady z Mokotowa, Woli i Śródmieścia zmagają się z tym samym zjawiskiem: ciężarówki muszą kursować tak samo często, zużywając tyle samo paliwa, ale zwożony surowiec pozbawiony jest cennego frakcjonalnie PET-u. Jeśli państwo nie uchwali pilnie ustawy o Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta, mieszkańcy Śródmieścia, Woli i Mokotowa – podobnie jak lokatorzy w całej Polsce – od 2027 roku staną w obliczu konieczności pokrycia luki budżetowej w lokalnym systemie gospodarowania odpadami.

Najważniejsze fakty o ukrytych kosztach systemu kaucyjnego

Zobacz zestawienie kluczowych informacji dotyczących wpływu kaucji na gospodarkę odpadami:

  • Milionowe straty zakładów – duże miasta tracą 7–9 mln zł rocznie z powodu odpływu cennego PET i aluminium.
  • Masa śmieci spadła tylko o 1% – częstotliwość wywozu żółtych pojemników nie może zostać zmniejszona.
  • Krach cen PET – stawka za tonę plastiku spadła z 5000 zł do zaledwie 1000 zł za tonę.
  • Brak ustawy o ROP (UC100) – opóźnienie we wdrożeniu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta pozbawia instalacje rekompensat.
  • Widmo podwyżek od 2027 roku – zakłady zapowiadają wzrost cen przyjmowania odpadów, co uderzy w opłaty dla mieszkańców.
  • Presja kosztowa w Śródmieściu, Woli i na Mokotowie – stołeczne zakłady komunalne muszą utrzymać stałe koszty transportu.

 

Źródło: portalsamorzadowy

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl