Emerytalna bomba tyka. Współtwórca systemu ujawnia, do ilu lat będą pracować dzisiejsi 40-latkowie

Minimalny próg to nie przymus zakończenia pracy
Dyskusja wokół polskiego systemu zabezpieczeń społecznych rozgorzała na nowo po deklaracji ministry funduszy i polityki regionalnej, Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, która opowiedziała się za ujednoliceniem wieku emerytalnego dla obu płci. Na łamach „Rzeczpospolitej” głos w tej sprawie zabrał prof. Marek Góra, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej (SGH) i jeden z głównych architektów obowiązującego w Polsce systemu emerytalnego.
Ekonomista zwraca uwagę na kluczowe nieporozumienie semantyczne, jakim posługuje się opinia publiczna. W polskim prawie pojęcie „wieku emerytalnego” zostało de facto zastąpione **minimalnym wiekiem emerytalnym**. W praktyce oznacza to wyłącznie najwcześniejszy możliwy moment, w którym obywatel zyskuje prawo (ale absolutnie nie obowiązek) do rozpoczęcia wypłat zgromadzonych w ZUS kapitałów. Unikanie tego tematu przez polityków nie zmieni faktu, że realny moment zakończenia aktywności zawodowej dla osób w wieku 40-50 lat przesunie się drastycznie w górę.
Brutalna prawda: Wizja pracy do 75. roku życia
Profesor Góra od dłuższego czasu stara się uświadomić Polakom nieuchronność zmian systemowych. Już w ubiegłym roku wskazywał, że utrzymywanie kryteriów rodem z XIX wieku w obliczu wydłużającego się życia jest ekonomiczną mrzonką.
„Ludzie, jeśli wy myślicie, że przejdziecie na emeryturę w wieku emerytalnym, jaki jest dzisiaj, to jesteście naiwni. On zostanie podwyższony. (…) Jeśli ktoś ma lat 30 czy 40, będzie pracować do 75 lat i od tego nie ma ucieczki, bo inaczej nie pospinamy tych dwóch elementów, jakim są wpływy do systemu emerytalnego i wydatki systemu” – ostrzegał ekspert.
Polityczny „gorący kartofel”
Kwestia ta wywołuje potężne tarcie wewnątrz koalicji rządzącej. Pod koniec kwietnia 2026 roku ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz opublikowała na platformie X wpis, w którym nazwała zrównanie wieku emerytalnego „standardem cywilizacyjnym”, przypominając, że Polska jest ostatnim bastionem w Unii Europejskiej utrzymującym tak drastyczne zróżnicowanie ze względu na płeć (60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn).
Zapał ten natychmiast ostudziła ministra ds. równości, Katarzyna Kotula. Reprezentantka Lewicy ujawniła, że szef rządu nie wyrazi zgody na jakiekolwiek modyfikacje progów wieku, ponieważ w przeszłości osobiście „sparzył się” na tej reformie, co poskutkowało utratą władzy przez jego ówczesną formację.
Rozbieżności wokół reformy emerytalnej w Polsce
Społeczeństwo oraz środowisko ekonomiczne prezentują skrajnie odmienne wizje radzenia sobie z kryzysem demograficznym, co obrazują wyniki badań opinii publicznej oraz ankiet eksperckich:
| Grupa badana / Źródło | Stanowisko i preferowane rozwiązanie |
|---|---|
| Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” | 53,8% respondentów popiera zrównanie wieku emerytalnego, jednak dominujący odsetek domaga się zrównania „w dół” – czyli ustanowienia granicy 60 lat dla wszystkich. |
| Ankieta portalu money.pl (wśród 57 ekonomistów) | Aż 86% ekspertów opowiada się za bezwzględnym zrównaniem wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 65 lat. |
Niższy próg krzywdzi kobiety
Współtwórca systemu emerytalnego apeluje o zmianę języka debaty – zamiast straszyć „podnoszeniem wieku”, należy rozmawiać o ujednolicaniu zasad korzystania ze składek. Prof. Góra dowodzi, że obecne, pozornie opiekuńcze traktowanie kobiet (niższy próg o 5 lat) w rzeczywistości głęboko je dyskryminuje finansowo.
Biologiczne obciążenia (rodzenie dzieci) oraz luki płacowe na rynku pracy są w ten sposób potęgowane przez system emerytalny – krótszy okres odkładania składek bezpośrednio przekłada się na drastycznie niższe świadczenia na starość i ryzyko ubóstwa. Ekonomista argumentuje logicznie: gdyby wczesny odpoczynek był realną wartością dotowaną przez państwo, związki zawodowe walczyłyby o próg 50 lat dla każdego. Finansowanie konsumpcji po zakończeniu pracy i tak ostatecznie spoczywa jednak na samym podatniku.
Przeciwnicy natychmiastowych zmian strukturalnych podnoszą z kolei argumenty socjologiczne. Wskazują, że starsze kobiety po zakończeniu kariery zawodowej bardzo często przejmują w polskich rodzinach kluczowe funkcje opiekuńcze (nad wnukami lub schorowanymi członkami rodziny). Zatrzymanie ich w zakładach pracy zmusiłoby państwo do stworzenia nowych, kosztownych systemów wsparcia instytucjonalnego.

Prawnik, menedżer i ekspert ds. prawa nowych technologii. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz prestiżowych studiów menedżerskich Executive MBA. Posiada unikalne kompetencje cyfrowe potwierdzone dyplomem SGH i Google w programie „Umiejętności Jutra AI”. Wieloletni praktyk samorządowy, który doskonale zna mechanizmy legislacyjne. W redakcji zajmuje się najtrudniejszymi tematami na styku regulacji prawnych, strategii biznesowych i sztucznej inteligencji, wyjaśniając, jak nowoczesne przepisy wpływają na przedsiębiorców i obywateli.