Fotoradar zrobi zdjęcie, ale kary mogą wyglądać zupełnie inaczej. Nawet 7500 zł opłaty dla właściciela auta
Nieodebranie odpowiedzialności za wykroczenie zarejestrowane przez fotoradar może przestać być sposobem na uniknięcie konsekwencji. Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad zmianą systemu, która ma uderzyć przede wszystkim w sytuacje, gdy po wykonaniu zdjęcia nie udaje się skutecznie ustalić kierowcy. W projekcie pojawia się opłata administracyjna, która w najpoważniejszych przypadkach może sięgnąć nawet 7500 zł.

Zmiana ma dotyczyć wykroczeń rejestrowanych automatycznie, między innymi przez fotoradary oraz urządzenia odcinkowego pomiaru prędkości. Nowy mechanizm oznaczałby istotną zmianę dla właścicieli samochodów. Ignorowanie korespondencji z CANARD może stać się wyjątkowo kosztowne.
Fotoradar zrobi zdjęcie. Pismo trafi do właściciela samochodu
Obecny system opiera odpowiedzialność za wykroczenie na osobie kierującej pojazdem. Problem pojawia się wtedy, gdy samochód należy do kogoś innego albo korzysta z niego kilka osób, a postępowanie dotyczące ustalenia sprawcy zaczyna się przedłużać.
Projekt przygotowywany przez Ministerstwo Infrastruktury ma zmienić ten mechanizm przynajmniej w zakresie odpowiedzialności finansowej.
Po zarejestrowaniu naruszenia przez urządzenie działające w systemie CANARD korespondencja ma zostać skierowana do właściciela albo użytkownika pojazdu.
Określenie „użytkownik” ma w tym przypadku szczególne znaczenie. Chodzi przede wszystkim o samochody użytkowane w ramach leasingu lub najmu długoterminowego. Odpowiednie podmioty miałyby przekazywać do CEPiK dane osoby korzystającej z takiego samochodu, w tym jej adres korespondencyjny.
W przypadku pozostałych pojazdów dokumenty mają trafiać bezpośrednio do właściciela.
Koniec ze wskazywaniem kierującego w dotychczasowej formule?
To jedna z najważniejszych części proponowanej reformy. Właściciel nie miałby już obowiązku wskazywania osoby, która prowadziła samochód w momencie wykonania zdjęcia.
Po otrzymaniu zawiadomienia będzie mógł natomiast wykazać określone okoliczności zwalniające go z odpowiedzialności.
Według przedstawionych założeń będzie można udokumentować między innymi, że w chwili zarejestrowania naruszenia dana osoba nie była już właścicielem lub użytkownikiem pojazdu. Znaczenie będzie miała również sytuacja, w której samochód został wcześniej skradziony.
Projekt uwzględnia także działanie w stanie wyższej konieczności.
Do korespondencji ma zostać dołączony formularz umożliwiający przyjęcie mandatu albo odmowę jego przyjęcia.
Zignorujesz pismo? Wtedy może pojawić się ogromna opłata
Największe emocje budzi jednak rozwiązanie przewidziane dla osób, które nie podejmą wymaganych działań.
Właściciel lub użytkownik, który zignoruje korespondencję, może zostać obciążony opłatą administracyjną. Jej wysokość ma zależeć od rodzaju i skali zarejestrowanego naruszenia.
W przypadku przekroczenia dopuszczalnej prędkości proponowane kwoty wyglądają następująco:
do 30 km/h ponad limit: 1500 zł
od 31 do 40 km/h: 2400 zł
od 41 do 50 km/h: 3000 zł
od 51 do 60 km/h: 4500 zł
od 61 do 70 km/h: 6000 zł
powyżej 71 km/h: aż 7500 zł
Kwoty są więc bardzo wysokie. Konstrukcja nowych przepisów ma sprawić, że finansowo znacznie bardziej opłacalne będzie wyjaśnienie sprawy niż pozostawienie korespondencji bez odpowiedzi.
3000 zł za czerwone światło, 6000 zł przy przejeździe kolejowym
Projekt nie ogranicza się wyłącznie do przekraczania prędkości.
W przypadku naruszenia polegającego na przejechaniu na czerwonym świetle opłata administracyjna ma wynosić 3000 zł.
Jeszcze poważniejsze konsekwencje przewidziano w związku z naruszeniami na przejazdach kolejowych. Za niestosowanie się do sygnalizacji świetlnej na przejeździe kolejowym opłata ma sięgnąć 6000 zł.
To szczególnie istotne, ponieważ automatyczny nadzór nad ruchem drogowym nie obejmuje już wyłącznie klasycznych fotoradarów stojących przy drogach. System wykorzystuje również odcinkowe pomiary prędkości i urządzenia rejestrujące przejazd na czerwonym świetle.
Opłata zamiast mandatu oznacza brak punktów, ale rachunek będzie znacznie wyższy
Projekt przewiduje istotną różnicę pomiędzy klasycznym mandatem a opłatą administracyjną.
Osoba obciążona opłatą administracyjną nie otrzyma punktów karnych. Nie oznacza to jednak, że takie rozwiązanie będzie korzystniejsze.
Wręcz przeciwnie. Finansowa różnica może być ogromna. W przedstawionych założeniach opłata administracyjna została skonstruowana na poziomie odpowiadającym nawet trzykrotności podstawowej kary wynikającej z taryfikatora.
Przykładowo przy najwyższej kategorii przekroczenia prędkości mówimy o kwocie sięgającej 7500 zł.
Będzie można zapłacić o 20 proc. mniej
Projekt zawiera również mechanizm zachęcający do szybkiego uregulowania należności.
Jeżeli osoba zobowiązana zapłaci opłatę administracyjną w ciągu 30 dni od otrzymania zawiadomienia o jej nałożeniu, kwota ma zostać obniżona o 20 proc.
Przy najwyższej stawce różnica jest już bardzo wyraźna.
Opłata wynosząca 7500 zł po obniżeniu o 20 proc. oznaczałaby konieczność zapłacenia 6000 zł. Oszczędność wyniosłaby więc 1500 zł.
W przypadku opłaty 6000 zł po zastosowaniu obniżki pozostałoby 4800 zł, a przy kwocie 3000 zł byłoby to 2400 zł.
Dlaczego rząd chce zmienić system?
Problemem, który mają rozwiązać nowe regulacje, jest skuteczność egzekwowania odpowiedzialności za wykroczenia wykrywane automatycznie.
Fotoradar rejestruje pojazd i jego tablice rejestracyjne. Nie zawsze oznacza to jednak możliwość prostego przypisania wykroczenia konkretnej osobie.
Właściciel samochodu nie musi przecież być jego kierowcą. Z jednego pojazdu może korzystać małżeństwo, dorosłe dzieci, pracownicy firmy albo inne osoby.
Jeszcze inaczej wygląda sytuacja samochodów leasingowanych i wynajmowanych długoterminowo.
Nowy system ma ograniczyć możliwość przeciągania postępowania poprzez stworzenie wyraźnej odpowiedzialności finansowej właściciela lub wskazanego w ewidencji użytkownika samochodu.
Zmiany obejmą również samochody firmowe i leasingowane
Nowe zasady mogą mieć szczególne znaczenie dla przedsiębiorców oraz osób korzystających z samochodów leasingowanych.
Projekt przewiduje bowiem rozwiązania pozwalające ustalić użytkownika pojazdu. Dane osoby wskazanej w umowie leasingu lub najmu długoterminowego mają znaleźć się w CEPiK.
To właśnie na podstawie danych znajdujących się w systemie odpowiednia korespondencja będzie mogła zostać skierowana do właściwej osoby.
Dla firm posiadających duże floty może to oznaczać konieczność jeszcze dokładniejszego prowadzenia informacji dotyczących użytkowników poszczególnych samochodów.
Kiedy nowe kary zaczną obowiązywać?
Na razie mówimy o projekcie zmian, a nie o obowiązującym prawie. To niezwykle ważne z punktu widzenia kierowców. Opłaty w wysokości 1500, 3000 czy 7500 zł nie są obecnie automatycznie nakładane według opisanego mechanizmu.
Według przedstawionych założeń nowe rozwiązania miałyby zacząć funkcjonować od 1 stycznia 2028 roku.
Do tego czasu projekt musi jednak przejść pełną procedurę legislacyjną. Ostateczna treść przepisów może więc jeszcze ulec zmianie.
Co to oznacza dla Ciebie?
Jeżeli jesteś właścicielem samochodu, najważniejsza zmiana dotyczy sposobu reagowania na korespondencję związaną z automatycznym nadzorem nad ruchem.
Po wejściu projektowanych regulacji zignorowanie pisma dotyczącego zdjęcia z fotoradaru może być finansowo znacznie bardziej dotkliwe niż sam mandat.
W przypadku przekroczenia prędkości opłata administracyjna ma wynosić od 1500 do 7500 zł. Za naruszenia związane z czerwonym światłem przewidziano 3000 zł, a w przypadku sygnalizacji na przejeździe kolejowym nawet 6000 zł.
Jeżeli samochód został wcześniej sprzedany albo skradziony, konieczne będzie przedstawienie odpowiednich dokumentów. Szczególne zasady mają dotyczyć również leasingu i najmu długoterminowego.
Warto jednak zapamiętać przede wszystkim datę. Projektowane rozwiązania mają wejść w życie od 1 stycznia 2028 roku. Do tego czasu kierowcy powinni śledzić dalsze prace legislacyjne, ponieważ dopiero ostatecznie uchwalone przepisy przesądzą, jak dokładnie będzie działał nowy system.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.