Gigantyczne kolejki w urzędach w całej Polsce. W Warszawie stoją po 3 godziny. Pilne zalecenie ministerstwa

Gigantyczne kolejki w urzędach w całej Polsce. W Warszawie, w Wilanowie na złożenie jednego wniosku czeka się 2,5 godziny, a na Targówku i Pradze-Południe numerki kończą się przed południem. Ratusz wydłużył pracę urzędów do 18:00, ale ten tryb działa jeszcze tylko dziś i jutro. Resort cyfryzacji tłumaczy tymczasem, że stanie w tej kolejce w większości przypadków jest zupełnie niepotrzebne i wydaje pilne zalecenie.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Ogromne kolejki w urzędach.
Ogromne kolejki w urzędach. | Zdjęcie poglądowe. Fot. Shutterstock.

Do czwartku delegatury przyjmują wnioski do godziny 18:00

Wszystko zaczęło się od informacji o ogromnym wycieku danych 19 mln Polaków. Dane pochodzą z systemów firmy MyDr, dostawcy oprogramowania do elektronicznej dokumentacji medycznej używanego przez lekarzy i przychodnie w całej Polsce, także w Warszawie. Więcej o sprawie pisaliśmy w dniu poinformowania o wycieku.

Po ujawnieniu, że dane 19 mln Polaków wyciekły, rząd pilnie zalecił zastrzeżenie PESEL. Polacy tłumnie zaczęli zastrzegać PESEL w aplikacji mObywatel oraz osobiście. Gigantyczne kolejki ustawiły się pod urzędami. Chętnych jest tak dużo, że praca urzędów została w wielu miejscach przedłużona. W Warszawie decyzję o dłuższej pracy urzędów ogłosił prezydent Rafał Trzaskowski. Od 18 do 20 sierpnia Biuro Administracji i Spraw Obywatelskich oraz jego delegatury w dzielnicach obsługują mieszkańców do godziny 18:00, a sprawy, które można w tym czasie załatwić, to zastrzeżenie numeru PESEL oraz cofnięcie takiego zastrzeżenia. Po czwartku urzędy wracają do standardowych godzin.

Jedna zasada realnie skraca czekanie i wciąż umyka mieszkańcom: wniosek można złożyć w dowolnej delegaturze, niezależnie od miejsca zamieszkania i zameldowania. Osoba mieszkająca na Bemowie nie musi więc stać w kolejce na Bemowie, jeśli w sąsiedniej dzielnicy jest luźniej. Zastrzeżenia dokonuje się zresztą w każdym urzędzie gminy w Polsce, więc równie dobrze można to załatwić po drodze do pracy albo w miejscowości, w której spędza się urlop.

W pięć dni złożono sześć razy więcej wniosków niż przez cały lipiec

Skalę tego, co się wydarzyło, pokazują liczby ratusza. Od 13 do 17 sierpnia w stolicy zrealizowano 6612 wniosków o zastrzeżenie numeru PESEL. Dla porównania przez cały lipiec złożono ich niewiele ponad tysiąc. Pięć dni wystarczyło więc, żeby przekroczyć miesięczny wynik kilkukrotnie, a urzędy, które planowały obsadę na zwykły sierpniowy ruch, stanęły przed kolejką.

Sytuację w dzielnicach opisał w interpelacji do władz miasta radny Wojciech Zabłocki z klubu Prawa i Sprawiedliwości, który sprawdzał ją 14 i 17 sierpnia. Według jego relacji na Targówku i Pradze-Południe pula numerków wyczerpywała się w godzinach porannych, a mieszkańców przychodzących później informowano, że danego dnia nie zostaną obsłużeni. W Urzędzie Dzielnicy Wilanów, gdzie kolejek zwykle nie ma, średni czas oczekiwania sięgał od 2 do 2,5 godziny.

Radny zwrócił przy tym uwagę na rzecz, która tłumaczy, dlaczego istnienie aplikacji nie rozładowuje tych kolejek. Osoby sprawnie poruszające się w narzędziach cyfrowych w większości już z nich skorzystały. Do okienek przychodzą przede wszystkim ci, którzy potrzebują pomocy urzędnika, głównie mieszkańcy w starszym wieku, dla których wizyta w urzędzie pozostaje jedyną realną drogą.

Resort powtarza, że w aplikacji zajmuje to pięć sekund

Ministerstwo Cyfryzacji od początku kieruje ludzi do mObywatela, a nie do urzędów. Zastrzeżenie numeru w aplikacji jest bezpłatne, natychmiastowe i odwracalne, a tą samą drogą można sprawdzić historię zmian statusu numeru i wykaz podmiotów, które go weryfikowały. Alternatywą bez aplikacji jest serwis mObywatel.gov.pl z profilem zaufanym albo bankowość elektroniczna, bo część banków udostępnia tę funkcję bezpośrednio w swojej aplikacji. Wszystkie kanały prowadzą do tego samego rejestru państwowego, a skutek jest identyczny.

Sam mechanizm ochrony działa od 1 czerwca 2024 r. na podstawie ustawy z 7 lipca 2023 r. o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia niektórych skutków kradzieży tożsamości, która dodała między innymi art. 105d do ustawy Prawo bankowe. Banki, SKOK-i, instytucje pożyczkowe, notariusze i operatorzy telekomunikacyjni muszą sprawdzić rejestr przed zawarciem umowy. Jeżeli mimo zastrzeżenia udzielą kredytu na cudze dane, nie mogą dochodzić należności od osoby, na którą oszust się podszył. To właśnie ten przepis sprawia, że blokada nie jest gestem symbolicznym.

Zastrzeżenie PESEL nie chroni wszystkiego, co w tym wycieku faktycznie ucierpiało

Ministerstwo Cyfryzacji potwierdziło, że wykradziona z systemów firmy MyDr baza obejmuje dane blisko 19 mln obywateli i ma ponad 2 TB. Firma dostarcza oprogramowanie gabinetom i przychodniom, a korzystało z niego około 12 tys. placówek, więc do grupy poszkodowanych trafia się przez sam fakt leczenia w konkretnym miejscu. W materiałach opublikowanych przez osoby podające się za sprawców pojawiły się numery PESEL, daty urodzenia, numery telefonów oraz informacje dotyczące recept i leków.

Zastrzeżenie numeru odcina drogę do kredytu, pożyczki, umowy telekomunikacyjnej czy sprzedaży nieruchomości u notariusza. Nie cofa natomiast tego, że ktoś obcy zna czyjąś historię leczenia i wie, jakie leki przyjmuje. Danych medycznych nie da się zastrzec, unieważnić ani zmienić, w odróżnieniu od hasła czy karty płatniczej. Praktyczne ryzyko przenosi się więc z wyłudzeń kredytowych na oszustwa oparte na wiedzy: telefon od rzekomej przychodni, która „potwierdza receptę”, albo od kogoś podającego się za lekarza i znającego szczegóły, jakich nie zna przypadkowy naciągacz.

Jak powiedział wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka w programie „Tłit” w money.pl, nie ma powodów do paniki, a zastrzeżenie numeru PESEL w mObywatelu jest podstawą bezpieczeństwa internetowego i zajmuje kilka sekund. Wiceminister dodał, że resort nie wie, co się z tymi danymi stało, prawdopodobnie są w posiadaniu przestępców i nie zostały nigdzie opublikowane, a po wdrożeniu procedur mają być stopniowo udostępniane w serwisie bezpiecznedane.gov.pl, gdzie każdy sprawdzi, czy wyciek go objął. Ministerstwo zapowiedziało, że nie zapłaci przestępcom okupu, a Urząd Ochrony Danych Osobowych skontroluje procedury bezpieczeństwa stosowane przez firmę.

Kolejność działań na dziś: najpierw telefon, potem urząd, ale najlepiej aplikacja

Osoby bez aplikacji mogą skorzystać z profilu zaufanego na mObywatel.gov.pl albo poszukać tej opcji w aplikacji własnego banku. Dopiero gdy żadna z tych dróg nie wchodzi w grę, zostaje okienko, a wtedy warto wybrać delegaturę w dzielnicy innej niż własna i pojawić się rano, bo numerki szybko znikają.

Osobna rzecz dotyczy rodziców i dzieci starszych osób. Zastrzeżenie numeru komuś z rodziny jest możliwe tylko wtedy, gdy ta osoba sama tego dokona albo złoży wniosek w urzędzie, ale można jej po prostu pomóc: przyjść razem, ustawić aplikację, pokazać, jak blokadę zdjąć. Ten drugi element jest ważniejszy, niż się wydaje, bo bank ma obowiązek wstrzymać wypłatę większej gotówki w placówce na 12 godzin, jeśli numer jest zastrzeżony, a osoba, która o blokadzie nie wie, uzna to za awarię albo złośliwość kasjera.

Na koniec dwie czynności, o których w tym zamieszaniu mało kto pamięta, a które w przypadku wycieku danych medycznych znaczą więcej niż sama blokada numeru. Warto zmienić hasła powtarzające się w kilku serwisach i włączyć uwierzytelnianie dwuskładnikowe wszędzie tam, gdzie jest dostępne. Przez najbliższe miesiące sensowne jest też okresowe sprawdzanie historii kredytowej i zapytań o własne dane, bo wyłudzenie może przyjść nie w tym tygodniu, tylko za pół roku, kiedy o całej sprawie będzie już cicho.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl