Koniec Funduszu Kościelnego? Projekt trafił do Sejmu. Podatnicy zapłacą swojemu kościołowi?
Fundusz Kościelny może zostać zlikwidowany, a sposób finansowania składek duchownych zmieniony. Do Sejmu trafił już projekt ustawy, podczas gdy w tle trwa dyskusja o zupełnie innym rozwiązaniu: przekazywaniu 2 proc. podatku PIT wybranemu kościołowi lub związkowi wyznaniowemu. Rząd potwierdził prace nad reformą, ale jego wyliczenia pokazują, dlaczego drugi pomysł budzi poważne zastrzeżenia.

Projekt likwidacji Funduszu Kościelnego jest w Sejmie od 29 października
Żaden z projektów nie przewiduje, że podatnicy zapłacą swojemu kościołowi z własnej kieszeni – informacje pojawiające się w takiej formie w sieci nie są precyzyjne.
Na 3 listopada 2026 roku nie uchwalono ani likwidacji Funduszu Kościelnego, ani odpisu 2 proc. PIT. To dwie odrębne inicjatywy. Posłowie Lewicy proponują zmianę zasad opłacania składek ubezpieczeniowych duchownych, a pomysł 2-procentowego odpisu pochodzi z petycji obywatelskiej, którą zajmowała się sejmowa Komisja do Spraw Petycji. Obie koncepcje dotyczą finansowania wspólnot religijnych, ale przewidują inne rozwiązania i są na różnych etapach prac.
Nową inicjatywę przedstawili 29 października 2026 roku posłowie Lewicy. Projekt otrzymał sygnaturę RPW/36623/2026, a przedstawicielem wnioskodawców jest posłanka Anna Maria Żukowska. Dzień później rozpoczęły się konsultacje społeczne, które według sejmowej metryki mają potrwać do 29 listopada 2026 roku. Dokument skierowano także do opiniowania przez sejmowe służby legislacyjne i eksperckie. To istotny etap, ale nadal bardzo daleki od podpisanej ustawy. Samo złożenie dokumentu nie kończy istnienia Funduszu, nie zmienia składek od najbliższego miesiąca i nie nakłada nowych obowiązków na osoby rozliczające PIT.
Kościoły i duchowni mieliby sami płacić składki. Podział 50 na 50
Główne założenie projektu Lewicy dotyczy ubezpieczeń duchownych. Zamiast finansowania znacznej części ich składek z Funduszu Kościelnego koszty miałyby zostać podzielone między osobę duchowną a kościół lub związek wyznaniowy. Według zapowiedzi autorów po 50 proc. ponosiłaby każda ze stron. Posłowie wskazują, że zmiana ma upodobnić zasady opłacania składek do rozwiązań funkcjonujących na rynku pracy, choć szczegółowe reguły ubezpieczeń duchownych i pracowników nie są obecnie identyczne. W projekcie przewidziano także szczególne rozwiązania dotyczące misjonarzy pracujących poza Polską. Nie byłby to zatem prosty zapis, że wszyscy księża od określonej daty mają płacić jedną, taką samą stawkę.
Projekt dotyczy również zabytkowych świątyń. Fundusz Kościelny nie służy wyłącznie opłacaniu składek, chociaż na ubezpieczenia społeczne przeznacza się zdecydowaną większość pieniędzy. Przedstawiciele Lewicy zapowiedzieli przeniesienie wsparcia dla zabytkowych obiektów sakralnych do mechanizmów ochrony zabytków. Nie oznaczałoby to całkowitego zablokowania publicznego finansowania konserwacji świątyń, lecz zmianę źródła i zasad udzielania dotacji. Szczegóły musiałaby określić ustawa w ostatecznym brzmieniu.
Prawie 284 mln zł w planie na 2027 rok. Tak finansowany jest Fundusz Kościelny
Skala wydatków wyjaśnia, dlaczego spór trwa od lat. Na 2026 rok zaplanowano 272,56 mln zł na Fundusz Kościelny, a w projekcie budżetu państwa na 2027 rok zapisano 283,56 mln zł. Byłoby to o 11 mln zł więcej niż w 2026 roku. Dla porównania w budżecie na 2025 rok przewidziano 275,71 mln zł, a na 2024 rok 257 mln zł. To kwoty budżetowe, a nie wysokość przelewów na konta parafii czy indywidualne wypłaty dla księży. Według danych przedstawianych przy pracach nad funduszem około 95 proc. wydatków pochłania finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne duchownych. Pozostałe środki mogą służyć między innymi działalności charytatywno-opiekuńczej i określonym pracom przy zabytkach.
Fundusz powstał na podstawie ustawy z 20 marca 1950 roku, dotyczącej przejęcia przez państwo części nieruchomości kościelnych. Miał być powiązany z rekompensatą za przejęte dobra. Dziś stanowi odrębną pozycję w budżecie państwa, którą dysponuje minister właściwy do spraw wyznań. Ze środków korzysta nie tylko Kościół katolicki, lecz także inne kościoły i związki wyznaniowe o uregulowanym statusie prawnym. Przeciwnicy szybkiej likwidacji podnoszą, że wspólnoty o niewielkich przychodach mogą mieć większe problemy z samodzielnym opłacaniem składek niż duże struktury religijne.
Odpis 2 proc. PIT to osobny pomysł. Nie oznaczałby automatycznie nowego podatku od pensji
Druga propozycja, o której zrobiło się głośno, pochodzi z petycji obywatelskiej wniesionej do Sejmu 20 września 2025 roku. Jej autor zaproponował zastąpienie Funduszu Kościelnego możliwością wskazania przez podatnika wybranego kościoła lub związku wyznaniowego, któremu państwo przekazałoby 2 proc. należnego PIT. Mechanizm miałby być dobrowolny, a decyzja podejmowana podczas rocznego rozliczenia podatkowego. Nie należy go utożsamiać z obowiązkowym doliczaniem 2 proc. do wynagrodzenia ani z pobieraniem pieniędzy z konta każdego wierzącego. W opisanym wariancie chodziłoby o rozdysponowanie części podatku, który podatnik i tak jest zobowiązany rozliczyć.
Można to wyjaśnić na konkretnych liczbach. Przy rocznym podatku należnym wynoszącym 4000 zł odpis 2 proc. odpowiadałby 80 zł, przy podatku 10 tys. zł byłoby to 200 zł, a przy 20 tys. zł – 400 zł. Są to przykłady działania propozycji, a nie nowe kwoty, które Polacy muszą zapłacić. Nadal nie ma gotowych przepisów przesądzających sposób składania takiej deklaracji, techniczne zasady przekazywania pieniędzy czy relację tego rozwiązania do funkcjonującego już odpisu 1,5 proc. PIT na organizacje pożytku publicznego. Dopóki nie powstanie konkretny projekt z takimi szczegółami, nie sposób rzetelnie podawać daty pierwszego rozliczenia ani twierdzić, że wybór kościoła stanie się obowiązkową rubryką w PIT.
Rząd policzył koszty odpisu. Zamiast 273 mln zł nawet 2 mld zł rocznie
Sejmowa Komisja do Spraw Petycji zajmowała się pomysłem na początku 2026 roku, a w maju skierowała w tej sprawie dezyderat do premiera. Odpowiedź w imieniu Prezesa Rady Ministrów przekazało 10 czerwca 2026 roku Ministerstwo Obrony Narodowej. Wiceminister Paweł Bejda poinformował, że trwają prace nad możliwymi zmianami w systemie finansowania kościołów i związków wyznaniowych, lecz nie zapadła decyzja o ostatecznym modelu. Resort przedstawił również wyliczenia, które podważają założenie, że przejście na dobrowolny odpis automatycznie przyniesie budżetowi oszczędności. Minister Finansów nie zaakceptował dotychczas wariantów powodujących wzrost kosztów w stosunku do obecnego systemu.
W rządowej odpowiedzi posłużono się przykładem wpływów z PIT na poziomie około 200 mld zł w 2025 roku. Przy założeniu, że połowa podatników zdecydowałaby się przekazać 2 proc. podatku na wybrany kościół lub związek wyznaniowy, z budżetu mogłoby odpłynąć około 2 mld zł. Jeśli zrobiłaby to jedna czwarta podatników, szacowany koszt wynosiłby około 1 mld zł. To ilustracyjne scenariusze, nie przewidywana frekwencja i nie oficjalna prognoza dochodów kościołów. Nawet niższa z tych kwot byłaby jednak wielokrotnie wyższa od rocznych wydatków obecnego Funduszu. Właśnie dlatego procent odpisu i sposób wyznaczenia jego górnej granicy stanowią poważną przeszkodę w rozmowach o reformie.
Spór w koalicji i reakcja Episkopatu. Likwidacja nie jest przesądzona
Pomysł Lewicy spotkał się ze sprzeciwem ze strony współtworzącego rząd PSL. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz 29 października ocenił, że projekt nie uzyska poparcia w Sejmie, i zapowiedział obronę interesów mniejszych kościołów oraz związków wyznaniowych. Jednocześnie opowiadał się za modelem, w którym obywatele sami decydowaliby o przeznaczeniu części płaconego podatku na wspólnotę religijną. Pokazuje to zasadniczą różnicę stanowisk: jedna propozycja kładzie nacisk na samofinansowanie składek przez duchownych i kościoły, druga na dobrowolny udział podatników w przekazywaniu pieniędzy poprzez system podatkowy. Żadnej z tych koncepcji nie można dziś przedstawiać jako uzgodnionego stanowiska całej koalicji.
Do sprawy odniosła się też Konferencja Episkopatu Polski, która 30 października poinformowała, że poselski projekt nie był konsultowany ze stroną kościelną. Rząd prowadzi jednocześnie osobne rozmowy na temat finansowania wspólnot religijnych, w tym dialog z ich przedstawicielami. Regulacje dotyczące Kościoła katolickiego wymagają także uwzględnienia zobowiązań wynikających z konkordatu. Przed zmianą zasad finansowania potrzebne będą więc uzgodnienia prawne i polityczne. Na dziś nie ma ogłoszonej daty likwidacji Funduszu ani zatwierdzonego terminu wprowadzenia odpisu 2 proc.
Co zmieni się dla podatnika? Na razie nie trzeba dopłacać ani zmieniać rozliczenia PIT
Osoby, które zobaczą w internecie zapowiedź nowego podatku kościelnego, nie powinny traktować jej jako informacji o obowiązku zapłaty dodatkowych pieniędzy w 2026 lub 2027 roku. Żaden odpis 2 proc. na kościoły nie został wprowadzony do obowiązujących formularzy podatkowych, a sam projekt posłów Lewicy nie ustanawia takiej daniny. Nie trzeba składać żadnego oświadczenia w urzędzie skarbowym, zgłaszać wyznania pracodawcy ani dokonywać wpłaty, aby uniknąć przyszłych konsekwencji. Obecnie można wspierać wspólnotę religijną dobrowolnymi darowiznami na zasadach wynikających z obowiązujących przepisów, ale jest to odrębna kwestia od finansowania Funduszu Kościelnego z budżetu państwa.
Najbliższym konkretnym terminem jest 29 listopada 2026 roku, kiedy zakończyć się mają konsultacje społeczne projektu Lewicy. Nie oznacza to jeszcze uchwalenia przepisów. Rząd nadal pracuje nad własnym modelem, a postulat przekazywania 2 proc. PIT pozostaje odrębną propozycją z petycji. Dalsze decyzje wymagają prac parlamentarnych, zaś jakakolwiek zmiana obowiązków podatników musiałaby wynikać z przyjętej i opublikowanej ustawy. Dopiero wtedy będzie wiadomo, kto przekazuje pieniądze, w jaki sposób i od kiedy.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z blisko 20-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.