Koniec tańszego tankowania. Kierowcy ruszyli na stacje, w niektórych miejscach zabrakło benzyny
Ostatnie godziny rządowego programu CPN wywołały ogromne zainteresowanie na stacjach paliw. Kierowcy chcieli zatankować jeszcze przed zakończeniem obniżki, która obowiązywała do 31 sierpnia. W niektórych miejscach tworzyły się kolejki, a lokalne media informowały nawet o wyczerpaniu zapasów benzyny. Od 1 września paliwo ponownie jest objęte standardową stawką VAT, co przełożyło się na wyższe ceny przy dystrybutorach.

Program CPN, czyli „Ceny Paliwa Niżej”, zakończył się wraz z ostatnim dniem sierpnia. Jednym z jego najważniejszych elementów była czasowa obniżka VAT na paliwa z 23 do 8 proc.
Dzięki temu kierowcy mogli płacić za litr benzyny czy oleju napędowego o kilkadziesiąt groszy mniej.
Kierowcy chcieli zatankować przed końcem obniżki
Perspektywa powrotu wyższych cen sprawiła, że 31 sierpnia część kierowców postanowiła uzupełnić baki jeszcze na starych zasadach.
Szczególnie duże zainteresowanie odnotowano na Dolnym Śląsku.
Lokalne media relacjonowały duży ruch na stacjach we Wrocławiu. W niektórych punktach zapasy benzyny miały zostać całkowicie wyczerpane i kierowcom pozostawała możliwość zatankowania oleju napędowego lub LPG.
Napięta sytuacja miała miejsce również w Wałbrzychu. W internecie pojawiło się nagranie przedstawiające konflikt dwóch kierowców dotyczący kolejności tankowania.
Problemy pojawiły się również w Warszawie
Podobne sygnały napływały ze stolicy.
Według medialnych doniesień na kilku warszawskich stacjach pojawiły się informacje o braku części paliw albo awariach. W niektórych przypadkach dostępne pozostawały przede wszystkim dystrybutory LPG.
Nie oznacza to jednak, że paliwa zabrakło w całej Warszawie czy w całym kraju. Problemy dotyczyły poszczególnych stacji i były związane z wyjątkowo dużym zainteresowaniem tankowaniem przed zakończeniem programu.
Od 1 września kierowcy płacą więcej
Powód tak dużego zainteresowania był prosty. Kierowcy wiedzieli, że od początku września skończy się preferencyjne opodatkowanie.
W czasie obowiązywania programu stawka VAT na benzynę i olej napędowy została czasowo zmniejszona z 23 do 8 proc. Według przytaczanych przez media wyliczeń pozwoliło to obniżyć ceny paliw o około 60-90 groszy na litrze.
Przy tankowaniu 50 litrów oznaczało to potencjalną różnicę rzędu 30-45 zł na jednym tankowaniu.
W przypadku kierowców pokonujących każdego miesiąca duże dystanse oszczędności mogły być więc znacznie większe.
Od 1 września preferencja przestała obowiązywać, a wraz z nią zmieniły się ceny widoczne na pylonach stacji.
Program kosztował budżet miliardy
Kontynuacja rozwiązania oznaczałaby również kolejne wydatki dla państwa.
Według przedstawionych danych program w okresie od końca marca do czerwca kosztował budżet około 4,7 mld zł. Jego wakacyjne przedłużenie na lipiec i sierpień miało kosztować kolejne około 500 mln zł.
Łącznie daje to około 5,2 mld zł.
Minister finansów Andrzej Domański wskazywał, że dalsze finansowanie obniżonych cen paliw bezpośrednio z budżetu byłoby trudne do utrzymania.
Rząd chciał, aby część kosztów została pokryta z nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Projekt dotyczący tej kwestii został jednak skierowany przez prezydenta Karola Nawrockiego do Trybunału Konstytucyjnego.
Czy tańsze paliwo jeszcze wróci?
Na razie kierowcy nie powinni zakładać szybkiego powrotu programu.
Minister finansów wskazywał między innymi na trudną sytuację budżetową oraz ogromne wydatki związane z obronnością. W jego wypowiedziach nie pojawiła się zapowiedź kolejnego przedłużenia CPN.
Dla kierowców oznacza to, że 1 września zakończył się okres wakacyjnego tankowania z obniżoną stawką VAT.
Ostatni dzień programu pokazał jednocześnie, jak mocno ceny paliw wpływają na zachowania konsumentów. W części kraju kierowcy woleli ustawić się w kolejce i zatankować do pełna, zanim niższe ceny przeszły do historii.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.