„Krwiożerczy rower napadł na bezbronny niewinny samochód”. Strażniczka kazała zapłacić za szkodę?

Warszawa w Pigułce dostała wiadomość z linkiem do poniższej historii. Świadek opisuje w nim, jak strażniczka miejska domaga się odszkodowania za rysę na karoserii samochodu. Sposób w jaki to robi jest jednak, delikatnie mówiąc, niewłaściwy. Jakie jest stanowisko Straży Miejskiej?

Fot. Facebook

Fot. Facebook

„Sytuacja miała miejsce w piątek, 1. kwietnia między 17.00 a 20.00 w budynku przy ul. Przemyskiej (stara Ochota) będącym siedzibą zarówno 3-go oddziału SM i (publicznej) pracowni ceramicznej Angoba.” – opisuje świadek – „W trakcie zajęć z ceramiki zostałam zaalarmowana przez w/w strażniczkę, że zaparkowany przy wejściu do budynku rower należący do jednej z kursantek (zagraniczna stażystka) przewrócił się i siodełkiem opiera się o drzwi zaparkowanego obok (swoją drogą nieprawidłowo, bo poza linią stanowiska parkingowego-służę zdjęciami) samochodu należącego do pani strażnik.

Oględziny „szkody” polegające na przecieraniu przez kolegę pani strażnik gąbką zakurzonego samochodu początkowo niczego nie wykazały, po chwili jednak „poszkodowani” odkryli jakąś drobną rysę, która równie dobrze mogła tam powstać w przeszłości.

Pani strażnik dość swobodnie wkraczając i chodząc po pracowni ceramicznej (niemal na oczach oniemiałych uczestników zajęć), zaczęła wygrażać, wskazując na swój telefon komórkowy, że jeśli właścicielka roweru (kursantka) nie zapłaci jej 1000 (tysiąca!) złotych, to ona zadzwoni po policję i stażystka będzie odpowiadać za tę „szkodę” w sądzie. Racjonalne argumenty (zadrapanie mogło powstać w przeszłości, nie ma dowodu na to, że jest wynikiem upadku roweru, trzeba mieć poczucie skali sytuacji) oraz próba załagodzenia sytuacji ze strony osoby prowadzącej zajęcia spełzły na niczym. Pani strażnik, chełpiąc się, że my nie znamy przepisów, a ona je zna i że „niezabezpieczone mienie kursantki uszkodziło jej mienie” ciągle żądała pieniędzy.

W pewnym momencie zapłakana i przerażona obrotem sytuacji kursantka, która nie zna języka polskiego, została wezwana przez jednego (znającego angielski) z kolegów pani strażnik do osobnego pokoju w siedzibie SM gdzie za zamkniętymi drzwiami próbowano wymóc na niej przyznanie się do winy. Gdy pod drzwiami próbowałam jeszcze w towarzystwie osoby prowadzącej zajęcia apelować do sumienia pani strażnik, ta ostatnia ucięła krótko, oznajmiając, że nie zamierza więcej ze mną rozmawiać. Odchodząc, w poczuciu bezsilnej złości wobec tej postawy padł epitet (niestety) pod adresem pani strażnik, która wpadła w furię i zaczęła wygrażać mi sądem (następnie podjudzana przez swoich kolegów ze straży, wielokrotnie powtarzała, że doprowadzi mnie pod sąd).

Ponieważ mocno rozstrzęsiona już kursantka nie chciała nadal jednak wziąć na siebie odpowiedzialności za „szkodę”, pani N. (strażniczka) wezwała policję, a właściwie, jak się później okazało, swoich kolegów pracujących na pobliskim posterunku, bo na miejscu okazało się, że mówią sobie na „ty”. Czująca się osaczona przez mundurowych i przerażona perspektywą procesu w kraju (panowie policjanci nie szczędzili wizji wysokiej kary i kosztów procesu), którego ani procedur ani języka nie zna, kursantka zgodziła się na piśmie zapłacić (pani N. nie zgodziła się na wyszukanie mechanika, który naprawi „szkodę”-żądała tylko i wyłącznie pieniędzy) pani strażnik 500 zł (żądania pani strażnik jednak okazały się w obecności policjantów nieco zbyt wygórowane), ale ponieważ nie posiada tak wysokiej sumy (jest stażystką), poprosiła o możliwość zapłaty tej sumy w trzech ratach. Odpowiedzią pani strażnik było to, że ona nie zamierza czekać tak długo na „swoje” pieniądze.

Gdy sprawa z kursantką w końcu została „załatwiona” po myśli pani N., policjanci zapytali tę ostatnią, co jeszcze mogą dla niej zrobić (sic!). Na co pani strażnik zażyczyła sobie, by zrobili jeszcze porządek z „tą (panią) w paski” czyli moją skromną osobą. Na jej wyraźne życzenie zostałam wylegitymowana i spisana najprawdopodobniej po to, by pani strażnik, tak jak wielokrotnie publicznie deklarowała, mogła wytoczyć mi sprawę w sądzie.

W całej tej sprawie, mam nadzieję, zgodzicie się Państwo (pomijając wszelkie naginane do sytuacji przepisy), zabrakło przede wszystkim jakiegoś elementarnego człowieczeństwa (przerażona, nie znająca języka polskiego i niemajętna stażystka) i wyczucia skali „szkody” (jeśli w ogóle taka była), za to wiele tu było bezwględności, chciwości i mściwości pracowniczki straży miejskiej, która w godzinach swojej pracy żądała od osób trzecich pieniędzy i która kompletnie zdezorganizowała toczące się w budynku zajęcia ceramiki. Konsekwencje jej działań w sensie psychicznym odczuwamy i odczuwać będzięmy na pewno jeszcze długo. Nie wydaje mi się, by w służbach mających służyć zwyklemu obywatelowi było miejsce dla osób o tym profilu osobowościowym.

Przy okazji pozwolę sobie przesłać Państwu parę zdjęć wykonanych tuż obok siedziby straży obrazujących „skuteczność” działań tej ostatniej (mimo wezwań). Gdyby w/w pani strażnik (i jej koledzy) włożyła choć promil swojej energiii zaangażowanej w zabezpieczaniu własnego majątku, mienie publiczne nie wyglądałoby tak tragicznie.”

Informacja szybko rozprzestrzenia się w sieci. Fanpage chodniki dla pieszych, trawniki dla trawy skomentował nawet, że krwiożerczy rower napadł na bezbronny niewinny samochód.

Jak wygląda zdarzenie w oczach Straży Miejskiej?

„Z informacji funkcjonariuszy wynika, że w dniu  01.04.2016 r. ok. godz. 17:50 idący do pracy strażnik miejski zauważył przewrócony na prawidłowo zaparkowany samochód rower.” – mówi Monika Niżniak, Rzecznik Straży Miejskiej m. st. Warszawy – „Funkcjonariusz na podstawie numeru przepustki uprawniającej do wjazdu na teren Oddziału Terenowego, ustalił, że pojazd należy do funkcjonariuszki straży miejskiej, która pełniła służbę na terenie obiektu przy ul. Przemyskiej 18. Właścicielka samochodu stwierdziła uszkodzenia lakieru spowodowane przewróceniem się roweru na jej pojazd. Ustalonej właścicielce roweru okazano uszkodzenia samochodu. Na miejsce zdarzenia wezwano patrol policji. Przedstawiono obu paniom formalne możliwości rozwiązania zaistniałej sytuacji. Funkcjonariuszka podjęła decyzję o polubownym zakończeniu sprawy. Właścicielka roweru nie płaciła żadnych pieniędzy, sporządziła natomiast  stosowne oświadczenie sprawcy.” Jak zapewniła rzecznik „wszystkie aspekty powyższego zdarzenia są już analizowane przez Wydział Kontroli Wewnętrznej Straży Miejskiej m.st. Warszawy.”


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.
c