Mężczyzna w żółtym szaliku udzieł jej pomocy. Chce mu podziękować

Na fanpage’u Ratownictwo Medyczne – łączy nas wspólna pasja opublikowano wiadomość od czytelniczki, która poszukuje ratownika medycznego. Chce mu podziękować. Nie tylko za pomoc.

Fot. Adrian Grycuk / Wikipedia / Facebook

Fot. Adrian Grycuk / Wikipedia / Facebook

„Wczoraj w restauracji poczułam się słabo, pomógł mi przechodzień, który okazał się być ratownikiem medycznym. Czy moglibyście w moim imieniu opublikować następujący post:

Nowy Świat, Warszawa, 30 marca 2016
Kiedy półprzytomna siedziałam na schodkach restauracji, a obsługa, spoglądając z lękiem raz na mnie, raz na przechodniów, zachęcała mnie do schowania się w środku, zatrzymał się jeden człowiek. Mężczyzna w żółtym szaliku.

Czułam się trochę zażenowana całą sytuacją, bo pewnie wyglądałam na ofiarę rozcieńczonych przysmaków okolicznych barów (gdy naprawdę, ledwie zdążyłam zwilżyć usta trzecim mango martini!). Przyczyna i przebieg mojego zasłabnięcia były mi dobrze znane, więc podziękowałam mu na tyle uprzejmie, na ile pozwalała mi grzechocząca szczęka.

Kelnerki, pomimo najlepszych intencji, nie miały pojęcia co robić. Dwie tabletki, szklanka wody i wracam z ich pomocą do środka, położyć się wygodnie na kamiennej podłodze. Cały czas uparcie powtarzałam, że wezwanie karetki nie jest konieczne, że zdarzało mi się to wcześniej, przeważnie też nie traciłam zupełnie przytomności, a telefony na pogotowie kończyły się otrzymaniem porady: weź pigułkę i poczekaj. I słusznie, bo to zazwyczaj działa, a ratownicy mogą zajmować się ratowaniem, a nie trzymaniem za rękę.

Z zaciekawieniem obserwując poczynania obsługi lokalu, teraz już tak samo bladej jak ja, z komfortowej pozycji horyzontalnej spostrzegłam, że wrócił żółty szalik, najwyraźniej zaniepokojony stanem mojego zdrowia. Pierwsza myśl – nieczęsto spotyka się tak konsekwentnych gapiów.

Mieszane uczucia zniknęły, gdy zaczął udzielać mi pomocy. Prawdziwej, profesjonalnej i skuteczniejszej od połkniętych farmaceutyków. Nogi w górę, seria pytań, obserwacja oddechu. Dopiero zapytany przyznał, że jest ratownikiem medycznym. Zaopiekował się mną aż do momentu, w którym odzyskałam siły, pomimo ukradkowego spoglądania na zegarek. Kojącym głosem udzielił mi kilku porad jak radzić sobie w podobnych sytuacjach, poinstruował personel, pożegnał się i wyszedł.

Jeśli to czytasz – chciałabym, żebyś wiedział, że wczoraj uratowałeś komuś życie.

To prawda, nie moje życie było zagrożone. Nie było dramatycznej i spektakularnej akcji ratunkowej. Jednak karetka, która nie została do mnie wezwana, zapewne posłużyła do przewiezienia ofiary wypadku, udaru, wyrostka, trucizny, postrzału, niedoszłego samobójcy, zagrożonej ciąży czy klocka w tchawicy.

Wierzę, że złote medale już i tak zajmują Ci wszystkie szuflady, więc zapytam tylko, na który oddział mogę wysłać kwiaty?

Pozdrawiam i dziękuje Justyna !”


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.
c