Najpierw kazali wyrzucić węgiel, teraz zakażą błękitnego paliwa. Unijny wyrok na piece gazowe, ten termin zmieni wszystko

Jeszcze niedawno państwo dopłacało do nich miliardy, zachwalając jako bezobsługowy ratunek przed smogiem. Dziś błękitne paliwo znalazło się na unijnym celowniku, a Bruksela przypieczętowała los milionów domowych kotłowni. Nowe dyrektywy wyznaczają bezwzględne terminy odchodzenia od pieców gazowych, stawiając Polaków przed dramatycznym dylematem. Zobacz, do kiedy musisz zmienić ogrzewanie i dlaczego alternatywa budzi tak wielki strach!

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

piec gazowy
Fot. Warszawa w Pigułce

Koniec z błękitnym paliwem. Bruksela wyznacza twarde daty

Przez ostatnie lata w Polsce trwała gigantyczna operacja likwidacji „kopciuchów”. Rządowe dopłaty, uchwały antysmogowe i program „Czyste Powietrze” zachęcały setki tysięcy właścicieli domów do wyboru gazu ziemnego jako czystszego, wygodnego i ekologicznego zamiennika węgla. Dziś ten kompromis definitywnie przechodzi do historii. Zgodnie z założeniami pakietu Fit for 55 oraz znowelizowaną unijną dyrektywą w sprawie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD), gaz przestał być traktowany jako ekologiczne paliwo przejściowe.

Wycofywanie pieców gazowych zostało precyzyjnie rozpisane w czasie:

  • Zakaz dopłat od 2025 roku – od ubiegłego roku obowiązuje bezwzględny zakaz wspierania ze środków publicznych (w tym z programów dotacyjnych i ulg podatkowych) samodzielnych kotłów na paliwa kopalne, w tym gaz. Wyjątek stanowią jedynie układy hybrydowe z dominującym udziałem OZE.
  • Standard zeroemisyjny od 2030 roku – od tej daty wszystkie nowo wznoszone budynki w Unii Europejskiej muszą być całkowicie bezemisyjne na miejscu, co w praktyce oznacza definitywny zakaz montażu pieców gazowych w nowych domach.
  • Całkowity kres paliw kopalnych do 2040 roku – docelowy horyzont zakłada całkowite wyeliminowanie paliw kopalnych z sektora ogrzewnictwa indywidualnego w ramach dążenia do neutralności klimatycznej.

Odwrót od pomp ciepła: Polacy uciekają przed rachunkami grozy

Brukselska strategia zakłada, że lukę po gazie i węglu wypełnią przede wszystkim pompy ciepła połączone z fotowoltaiką – unijny plan zakłada montaż 20 milionów takich urządzeń do końca 2026 roku i aż 60 milionów do 2030 roku. Jednak zderzenie tych wizji z polską rzeczywistością okazało się brutalne. Po serii mroźnych zim i gwałtownym wzroście cen energii elektrycznej entuzjazm inwestorów drastycznie opadł.

Kiedy temperatura spada kilkanaście stopni poniżej zera, powietrzne pompy ciepła w nieocieplonych lub słabiej zaizolowanych budynkach tracą sprawność i uruchamiają wbudowane grzałki elektryczne. W efekcie rachunki za prąd w wielu domach wystrzeliły do poziomu kilkuset, a nierzadko ponad tysiąca złotych miesięcznie. Dane z programu „Czyste Powietrze” obnażają załamanie trendu: o ile w 2023 roku pompy ciepła wybierało ponad 53 proc. wnioskodawców, obecnie ten odsetek stopniał do zaledwie 27 proc. Ich miejsce błyskawicznie zajęły kotły na biomasę (pellet i drewno), które obecnie stanowią niemal połowę wszystkich składanych wniosków.

Miliardy na „Czyste Powietrze” i zamrożony limit ulgi w PIT

Od startu w 2018 roku program „Czyste Powietrze” pochłonął gigantyczne środki – wartość złożonych wniosków przekroczyła 38,8 miliarda złotych, a wypłacone dotacje sięgnęły 16,7 miliarda zł. Jednak zaufanie obywateli do stabilności przepisów zostało poważnie nadszarpnięte. Osoby, które za namową państwa zainwestowały oszczędności w piece gazowe, czują się oszukane, widząc, że ich instalacje za chwilę staną się obiektem restrykcji.

Równolegle wyhamowuje ulga termomodernizacyjna. Choć w rekordowym 2021 roku skorzystało z niej prawie 600 tysięcy Polaków, w 2024 roku liczba ta spadła do 312 tysięcy osób. Głównym problemem jest sztywny limit odliczenia wynoszący 53 tys. zł na podatnika (106 tys. zł dla małżonków). Przy galopujących kosztach materiałów budowlanych i pomp ciepła brak waloryzacji kwoty od lat stanowi barierę, a wykluczenie kotłów gazowych z odliczeń dodatkowo zniechęca do inwestycji.

Gazowa pułapka w Warszawie: Mokotów, Wola i Śródmieście bez wyjścia?

Zbliżający się zakaz ogrzewania gazem wywołuje ogromny niepokój w Warszawie, gdzie w ramach miejskich programów antysmogowych przez ostatnie lata masowo likwidowano piece węglowe na rzecz nowoczesnych kotłowni gazowych.

Dramatyczna sytuacja rysuje się w zabytkowym Śródmieściu. W gęstej zabudowie przedwojennych kamienic tysiące lokatorów przeszło na indywidualne dwufunkcyjne kotły gazowe. Montaż zewnętrznych jednostek pomp ciepła na zabytkowych elewacjach czy podwórzach-studniach jest w Śródmieściu technicznie i konserwatorsko niemożliwy, co stawia mieszkańców przed widmem braku jakichkolwiek alternatyw. Z kolei w rejonach willowych na Mokotowie oraz na osiedlach domów jednorodzinnych na Woli (m.in. w rejonie Koła) właściciele, którzy wydali fortunę na przyłącza gazowe, z przerażeniem obserwują unijne zakazy i wysokie koszty energii elektrycznej. W realiach Śródmieścia, Woli i Mokotowa perspektywa kolejnej przymusowej wymiany pieców rodzi uzasadniony gniew i poczucie pułapki regulacyjnej.

Najważniejsze etapy wycofywania pieców gazowych

Zobacz podsumowanie zmian w przepisach dotyczących ogrzewania gazem:

  • Koniec dotacji – od 2025 roku publiczne programy nie dofinansowują samodzielnych kotłów gazowych.
  • Brak ulgi w PIT – wydatki na piec gazowy i olejowy nie podlegają już uldze termomodernizacyjnej.
  • Zakaz w nowych budynkach od 2030 r. – nowo powstające domy muszą spełniać normy zeroemisyjne.
  • Załamanie rynku pomp ciepła – udział pomp w „Czystym Powietrzu” spadł z 53% do 27% na rzecz biomasy.
  • Rachunki grozy przy mrozach – dogrzewanie elektryczne pomp powietrznych podbiło koszty ogrzewania.
  • Problem Śródmieścia, Woli i Mokotowa – brak technicznych możliwości montażu pomp w kamienicach stawia mieszkańców pod ścianą.

 

Źródło: forsal

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl