Napięcie na Bałtyku rośnie. Rosyjski okręt wystrzelił flary w kierunku duńskiego śmigłowca

Chociaż incydent miał miejsce kilkanaście dni temu, dopiero teraz wyszedł na jaw. Wydarzenie wywołało napięcie pomiędzy Danią i Rosją. Najpierw Kopenhaga wezwała rosyjskiego ambasadora, teraz Moskwa odpowiedziała tym samym i zażądała wyjaśnień od przedstawiciela Danii. Oba państwa przedstawiają zupełnie inną wersję tego, co wydarzyło się nad Bałtykiem. W jednym punkcie nie ma jednak sporu – z rosyjskiego okrętu wystrzelono dwie flary podczas lotu duńskiego wojskowego śmigłowca.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Ważne informacje ze świata. Grafika poglądowa. Fot. Warszawa w Pigułce.
Ważne informacje ze świata. Grafika poglądowa. Fot. Warszawa w Pigułce.

Do niebezpiecznego spotkania doszło 14 września na wodach międzynarodowych na południowy wschód od duńskiego Gedser. Śmigłowiec Fennec należący do duńskich sił powietrznych wykonywał zadanie polegające na sfotografowaniu rosyjskiego okrętu Soobrazitelny. Według duńskiego dowództwa była to rutynowa operacja wykonywana według procedury stosowanej od lat. W pewnym momencie załoga zauważyła wystrzeloną z rosyjskiej jednostki flarę. Jedna z nich przeleciała zaledwie około 10-15 metrów od śmigłowca.

Duńczycy podali dokładny przebieg zdarzenia. Śmigłowiec był widoczny z daleka

Duńskie siły zbrojne kilka dni po incydencie zdecydowały się opublikować szczegółową rekonstrukcję lotu, ponieważ – jak wyjaśniono – rosyjskie komunikaty przedstawiały zdaniem Kopenhagi nieprawdziwy obraz sytuacji. Według tej wersji śmigłowiec dotarł w rejon rosyjskiego okrętu na wysokości około 400 metrów i leciał z prędkością około 185 km/h. Maszyna była widoczna dla załogi jednostki z dużej odległości, a dopiero po dotarciu w rejon obserwacji zmniejszyła prędkość i wysokość.

Fotografowanie rosyjskiego okrętu odbywało się według ustalonego schematu lotu. Duńczycy podkreślają, że w podobny sposób obserwowali Soobrazitelny regularnie od 2022 roku. Według ich dowództwa śmigłowiec w żadnym momencie nie zbliżył się do jednostki na odległość mniejszą niż około 150 metrów. Załoga miała także cały czas nasłuchiwać cywilnej i wojskowej częstotliwości ratunkowej.

I właśnie ten szczegół stał się później jednym z głównych punktów sporu z Rosją. Duńskie dowództwo twierdzi, że nie odnotowano próby nawiązania kontaktu ze śmigłowcem ani przez używane częstotliwości ratunkowe, ani przez kanał 16 VHF, będący międzynarodowym kanałem bezpieczeństwa i wywoławczym na morzu.

Flara przeleciała około 10-15 metrów od maszyny

Podczas wykonywania zdjęć załoga śmigłowca zauważyła smugę jasnego dymu znajdującą się za maszyną, około 200 metrów nad powierzchnią morza. Chwilę później dostrzeżono kolejną flarę wystrzeloną z rosyjskiego okrętu. Według duńskiego dowództwa przeleciała ona około 10-15 metrów od Fenneca, który znajdował się wówczas na wysokości około 150 metrów nad morzem.

Załoga przerwała wykonywanie zdjęć i opuściła rejon. Pilot, którego wypowiedź opublikowały duńskie siły zbrojne, przekazał, że zadanie było wykonywane dokładnie w taki sam sposób jak podczas wcześniejszych podobnych operacji. Ocenił zachowanie rosyjskiej jednostki jako działanie eskalacyjne i potencjalnie niebezpieczne dla załogi.

Flary nie są pociskami rakietowymi ani klasyczną amunicją bojową. To środki pirotechniczne wykorzystywane między innymi do sygnalizacji. Nie zmienia to faktu, że wystrzelenie takiego środka w bezpośrednim sąsiedztwie statku powietrznego może stworzyć zagrożenie. W tym przypadku śmigłowiec nie został trafiony, a jego załoga nie odniosła obrażeń.

Rosja przedstawia zupełnie inną wersję. Ambasador Danii został wezwany do MSZ

Sprawa nie zakończyła się na duńskim proteście. 30 września rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora Danii Rolfa Holmboe i samo złożyło oficjalny protest. Moskwa twierdzi, że to załoga duńskiego Fenneca zachowywała się nieprofesjonalnie i prowokacyjnie wobec rosyjskiego okrętu Floty Bałtyckiej.

Według rosyjskiej wersji śmigłowiec nie tylko niebezpiecznie zbliżył się do jednostki, ale miał także zawisnąć na wysokości mniejszej niż 50 metrów nad okrętem. Rosyjskie MSZ twierdzi, że powodowało to zagrożenie dla bezpieczeństwa żeglugi i mogło zakłócać pracę wyposażenia jednostki. Moskwa utrzymuje również, że rosyjska załoga wielokrotnie ostrzegała śmigłowiec przez międzynarodowe kanały łączności, a ostrzeżenia zostały zignorowane.

Rosyjska strona twierdzi dodatkowo, że dwie czerwone flary zostały wystrzelone w kierunku przeciwnym do śmigłowca i miały jedynie zwrócić uwagę jego załogi. Dopiero po ich wystrzeleniu Fennec miał odejść od rosyjskiej jednostki. Moskwa uznała działania duńskiego lotnictwa za prowokację i odrzuciła zarzuty formułowane przez Kopenhagę.

Dania odpowiada: nie było żadnych ostrzeżeń

Te wersje wydarzeń są ze sobą bezpośrednio sprzeczne. Duńskie siły zbrojne twierdzą, że szczegółowo przeanalizowały przebieg misji i nie zarejestrowały żadnego wezwania ze strony rosyjskiego okrętu. Co więcej, według Kopenhagi śmigłowiec nigdy nie znalazł się bliżej jednostki niż około 150 metrów, podczas gdy strona rosyjska mówi o zawisie na wysokości mniejszej niż 50 metrów.

Duńczycy utrzymują również, że jedna z flar została wystrzelona właśnie w stronę śmigłowca i przeleciała około 10-15 metrów od maszyny. To właśnie z powodu tych rozbieżności dowództwo zdecydowało się później ujawnić szczegóły operacji, choć jak zaznaczyło, normalnie nie publikuje tak precyzyjnych informacji dotyczących wojskowych lotów rozpoznawczych.

Duński minister spraw zagranicznych Lars Løkke Rasmussen wcześniej określił incydent jako niedopuszczalny i ocenił, że mógł zagrozić życiu ludzi. Po rosyjskim wezwaniu duńskiego ambasadora podtrzymał stanowisko Kopenhagi i stwierdził, że Rosja nie przedstawi dowodów podważających duńską rekonstrukcję zdarzenia.

Najpierw Dania wezwała ambasadora Rosji. Teraz Moskwa zrobiła to samo

Dyplomatyczna wymiana zaczęła się bezpośrednio po incydencie. Dania wezwała ambasadora Rosji w Kopenhadze Władimira Barbina i złożyła protest w związku z zachowaniem rosyjskiej jednostki. Premier Mette Frederiksen zaliczyła to wydarzenie do szeregu działań Rosji, które jej rząd uważa za coraz bardziej agresywne wobec państw europejskich.

Rosja odpowiedziała po kilkunastu dniach. 30 września duński ambasador został wezwany do rosyjskiego MSZ, gdzie to jemu przekazano protest dotyczący zachowania śmigłowca. Moskwa ostrzegła, że powtórzenie podobnych zdarzeń w warunkach podwyższonego napięcia na Bałtyku może prowadzić do eskalacji i poważnego incydentu.

W efekcie jedna stosunkowo krótka operacja fotograficzna przerodziła się w trwający już ponad 2 tygodnie spór dyplomatyczny. Nie doszło do uszkodzenia śmigłowca ani rosyjskiego okrętu i nikt nie został ranny, ale obie strony oskarżają się o stworzenie niebezpiecznej sytuacji.

Bałtyk staje się jednym z najbardziej obserwowanych akwenów Europy

Incydent wydarzył się w okresie bardzo wysokiego napięcia wojskowego w regionie Morza Bałtyckiego. Państwa NATO zwiększyły obserwację akwenu, infrastruktury podmorskiej oraz rosyjskich jednostek przepływających przez region. Rosja z kolei oskarża Sojusz o zwiększanie aktywności wojskowej w pobliżu jej granic. To sprawia, że nawet rutynowe działania obserwacyjne mogą odbywać się przy znacznie mniejszym marginesie bezpieczeństwa niż jeszcze kilka lat temu.

Duńskie dowództwo wojskowe, komentując opublikowaną we wrześniu ocenę zagrożeń przygotowaną przez duński wywiad wojskowy, mówiło o stopniowym wzroście zagrożeń ze strony Rosji wobec Danii i jej sojuszników. Jednocześnie są to oceny władz duńskich, podczas gdy Moskwa przedstawia działania NATO w regionie jako źródło eskalacji. W przypadku incydentu z 14 września właśnie ta różnica w interpretacji wydarzeń jest szczególnie widoczna.

10-15 metrów pokazuje, jak niewielki był margines

Niezależnie od sporu o zachowanie poprzedzające wystrzelenie flar, duńskie wojsko podało niezwykle konkretną odległość. Według jego rekonstrukcji jedna z flar minęła śmigłowiec w odległości około 10-15 metrów. Maszyna znajdowała się wtedy około 150 metrów nad powierzchnią morza, a po zdarzeniu jej załoga przerwała zadanie i odleciała.

Najważniejszego elementu wydarzenia nie kwestionuje również sama Rosja: z pokładu rosyjskiego okrętu rzeczywiście wystrzelono 2 flary. Spór dotyczy tego, dlaczego to zrobiono, w jakim kierunku je wystrzelono, jak blisko okrętu znalazł się Fennec i czy wcześniej rosyjska załoga próbowała kontaktować się ze śmigłowcem.

To właśnie odpowiedzi na te pytania całkowicie różnią Kopenhagę i Moskwę. Dania mówi o rutynowej misji i niebezpiecznej reakcji rosyjskiej załogi. Rosja mówi o niebezpiecznym manewrze Fenneca i sygnałach mających zmusić go do odejścia. Po wezwaniu ambasadorów przez obie stolice incydent nie jest już wyłącznie sprawą wojskowych załóg na Bałtyku, lecz stał się także otwartym sporem dyplomatycznym między dwoma państwami.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl