Nawet 8 tys. zł dopłaty dla właścicieli domów. Trzeba się spieszyć. Nabór rusza już w czerwcu
Właściciele domów jednorodzinnych mogą wkrótce otrzymać nawet 8 tys. zł dofinansowania na zbiorniki i instalacje do gromadzenia deszczówki. Nowy nabór wniosków rusza już 22 czerwca, a wsparcie ma pokryć nawet 90 proc. kosztów inwestycji. To szansa nie tylko na obniżenie rachunków za wodę, ale również na dostosowanie posesji do coraz częstszych susz i gwałtownych ulew.

Nawet 8 tys. zł za deszczówkę. Nabór rusza już w czerwcu, chętnych może być bardzo dużo
Właściciele domów jednorodzinnych mogą wkrótce otrzymać nawet 8 tys. zł dofinansowania na instalacje do gromadzenia deszczówki. Nowy nabór wniosków rozpocznie się już 22 czerwca 2026 roku. Program ma zachęcić Polaków do zatrzymywania wody opadowej na własnych posesjach, a jednocześnie pomóc ograniczyć skutki suszy i gwałtownych ulew.
Deszczówka staje się coraz cenniejszym zasobem
Jeszcze kilka lat temu zbieranie deszczówki kojarzyło się głównie z ekologicznym stylem życia. Dziś coraz częściej jest koniecznością wynikającą zarówno z warunków pogodowych, jak i obowiązujących przepisów.
Polska zmaga się z coraz częstszymi okresami suszy przeplatanymi gwałtownymi opadami. Woda zamiast wsiąkać w grunt, szybko spływa do kanalizacji lub powoduje lokalne podtopienia. Z tego powodu samorządy i instytucje państwowe od kilku lat promują rozwiązania pozwalające zatrzymywać wodę bezpośrednio na posesjach.
Prawo wodne wskazuje, że właściciel nieruchomości powinien zagospodarować wody opadowe na własnym terenie. Nie wolno ich dowolnie odprowadzać na sąsiednie działki, drogi publiczne czy do kanalizacji sanitarnej.
Kary mogą być bardzo dotkliwe
Przedsiębiorstwa wodociągowe coraz częściej kontrolują, czy właściciele nieruchomości nie odprowadzają deszczówki do kanalizacji przeznaczonej dla ścieków bytowych. W wielu miastach wykorzystywane są specjalistyczne urządzenia pozwalające wykrywać nielegalne podłączenia.
Skutki takich działań mogą być poważne. Podczas intensywnych opadów dochodzi bowiem do przeciążenia sieci kanalizacyjnych, co zwiększa ryzyko lokalnych podtopień oraz awarii infrastruktury.
W skrajnych przypadkach właściciel nieruchomości może zostać obciążony wysokimi karami finansowymi. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na legalne i praktyczne rozwiązania związane z retencją wody.
Zbiorniki, studnie chłonne i pompy. Tak działa mikroretencja
Najpopularniejszym sposobem zatrzymywania deszczówki pozostają przydomowe zbiorniki. Mogą być montowane zarówno na powierzchni gruntu, jak i pod ziemią. Woda zbierana z dachów trafia do specjalnych pojemników, skąd później może być wykorzystywana do podlewania ogrodu, mycia samochodu czy prac porządkowych.
Coraz większą popularność zdobywają także systemy rozsączające, takie jak studnie chłonne, skrzynki retencyjne czy drenaże rozsączające. Pozwalają one stopniowo oddawać wodę do gruntu, poprawiając lokalny bilans wodny.
Dodatkowym elementem nowoczesnych instalacji są pompy oraz filtry umożliwiające wygodne korzystanie z magazynowanej wody przez cały sezon.
Warszawa szczególnie potrzebuje takich inwestycji
W stolicy problem gwałtownego spływu wód opadowych jest szczególnie widoczny. Duża liczba betonowych powierzchni, parkingów i osiedli sprawia, że podczas intensywnych opadów kanalizacja deszczowa bywa przeciążona.
Warszawa od kilku lat realizuje własne programy wspierające retencję oraz rozwija tzw. błękitno-zieloną infrastrukturę. Powstają ogrody deszczowe, zbiorniki retencyjne oraz nowe tereny zielone mające zatrzymywać wodę opadową.
Dla mieszkańców Warszawy nowe dofinansowanie może być szczególnie atrakcyjne, ponieważ koszty wody i utrzymania ogrodów należą do najwyższych w kraju. Instalacja pozwalająca magazynować deszczówkę może więc przynieść realne oszczędności już po kilku sezonach.
Nawet 8 tys. zł dofinansowania
Największe zainteresowanie budzi wysokość wsparcia finansowego. Według założeń programu właściciele domów jednorodzinnych będą mogli otrzymać zwrot nawet 90 proc. kosztów kwalifikowanych.
Maksymalna kwota dopłaty wyniesie 8000 zł. To więcej niż w poprzednich programach, gdzie górne limity najczęściej kończyły się na poziomie około 5000 zł.
Dofinansowanie obejmie nie tylko zakup zbiorników na deszczówkę, ale również koszty związane z instalacją pomp, filtrów, rur oraz systemów rozsączających.
Łączny budżet programu finansowanego ze środków FEnIKS ma wynieść około 173 mln zł.
Kiedy rusza nabór?
Nowy nabór rozpocznie się 22 czerwca 2026 roku. Wnioski będą przyjmowane za pośrednictwem wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej.
To ważna informacja dla osób planujących inwestycję jeszcze przed wakacjami. Poprzednie edycje podobnych programów cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem, dlatego środki w niektórych regionach wyczerpywały się znacznie szybciej, niż początkowo zakładano.
Co istotne, refundacją mogą zostać objęte również wydatki poniesione wcześniej, jeśli spełnią warunki określone w regulaminie programu.
Inwestycja, która może zwrócić się szybciej niż wielu sądzi
Rosnące ceny wody sprawiają, że coraz więcej właścicieli domów szuka sposobów na ograniczenie rachunków. W wielu miejscach Polski koszt dostarczenia wody i odprowadzania ścieków przekracza już 15 zł za metr sześcienny.
Przy większych ogrodach i regularnym podlewaniu sezonowe oszczędności mogą sięgać nawet kilku tysięcy złotych rocznie. Połączenie niższych rachunków z wysokim dofinansowaniem sprawia, że inwestycja może zwrócić się znacznie szybciej niż jeszcze kilka lat temu.
Co to oznacza dla Ciebie? Możesz dostać pieniądze i obniżyć rachunki
– sprawdź, czy jesteś właścicielem domu jednorodzinnego kwalifikującego się do programu;
– przygotuj dokumenty dotyczące planowanej instalacji;
– sprawdź terminy naboru w swoim wojewódzkim funduszu ochrony środowiska;
– rozważ zakup zbiornika, pompy i systemu rozsączającego jeszcze przed sezonem letnim;
– pamiętaj, że maksymalna dopłata może wynieść aż 8000 zł;
– wykorzystuj zgromadzoną deszczówkę do podlewania ogrodu i innych prac wokół domu, aby ograniczyć zużycie wody z sieci.

Inżynier gastronomii i szef kuchni. Absolwent Gastronomii i Sztuki Kulinarnej na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. W redakcji łączy inżynierskie podejście do technologii żywności z wieloletnią praktyką za „sterami” profesjonalnej kuchni. Specjalizuje się w prześwietlaniu składów produktów, tropieniu „paragonów grozy” oraz wyjaśnianiu standardów sanitarnych. Jego teksty pomagają czytelnikom nie tylko lepiej gotować, ale przede wszystkim świadomie kupować i jeść bezpiecznie.