Od 1 stycznia 2030 obowiązek obejmie każde mieszkanie i dom w Polsce. Zamontujesz na własny koszt
30 czerwca 2026 r. minął kolejny termin z rozporządzenia, które docelowo zmusi wszystkich właścicieli mieszkań i domów w Polsce do zamontowania urządzenia na własny koszt. Czerwcowy etap nie objął jednak wszystkich, tylko jedną, konkretną grupę lokali, szczególnie licznie reprezentowaną w Warszawie. Powszechny obowiązek zacznie działać dopiero 1 stycznia 2030 r. i to jest data, którą powinien zapamiętać każdy właściciel mieszkania.

Rozporządzenie z 21 listopada 2024 roku dodało do przepisów przeciwpożarowych paragraf 28a
Podstawą jest rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 21 listopada 2024 r. (Dz.U. z 2024 r. poz. 1716), zmieniające rozporządzenie z 7 czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów. Dodany § 28a nakazuje wyposażanie lokali mieszkalnych w autonomiczne czujki dymu, a tam, gdzie odbywa się proces spalania paliwa, również w czujniki tlenku węgla. To nie jest przepis turystyczny ani lokalny, tylko ogólne prawo przeciwpożarowe obowiązujące w całym kraju.
Uzasadniając zmianę, resort powoływał się na skalę zjawiska. Przytaczane wówczas dane mówiły o ponad 24,3 tys. pożarów w budynkach mieszkalnych, w których zginęło 235 osób, a ponad 1,7 tys. zostało rannych. Najwięcej zdarzeń przypadało na styczeń, czyli szczyt sezonu grzewczego. Polska wprowadziła te wymagania jako jeden z ostatnich krajów w regionie: Niemcy, Czechy, Litwa i Francja zrobiły to od 5 do 15 lat wcześniej.
Etap z 30 czerwca objął najem krótkoterminowy, a nie wszystkich Polaków
Rozporządzenie rozpisuje obowiązek na trzy grupy i trzy różne terminy, co jest źródłem większości nieporozumień. Pierwszy etap ruszył 23 grudnia 2024 r., czyli 30 dni po wejściu przepisów w życie, i objął nowe budynki oraz lokale oddawane do użytkowania. Kto odbierał mieszkanie od dewelopera po tej dacie, dostał je już z czujką albo z obowiązkiem jej montażu.
Drugi etap to właśnie 30 czerwca 2026 r. Objął pomieszczenia i lokale mieszkalne, w których świadczone są usługi hotelarskie, czyli najem krótkoterminowy w każdej postaci: mieszkania i pokoje wystawiane na Airbnb i Booking.com, agroturystyki, pensjonaty i domy wakacyjne. Kluczowe jest to, że termin dotyczy każdego lokalu udostępnianego odpłatnie osobom trzecim na cele noclegowe, niezależnie od tego, czy właściciel prowadzi zarejestrowaną działalność gospodarczą. Osoba wynajmująca własne mieszkanie turystom przez weekend podlega temu przepisowi tak samo jak hotel.
Trzeci etap przypada na 1 stycznia 2030 r. i dopiero on obejmie wszystkie pozostałe lokale mieszkalne, w tym mieszkania używane wyłącznie na własne potrzeby oraz wynajmowane na zwykłą, długoterminową umowę. Do tego czasu właściciel zwykłego mieszkania w bloku niczego montować nie musi, choć nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobił to wcześniej.
Czujka dymu musi spełniać normę PN-EN 14604, czujnik czadu normę PN-EN 50291
Przepis nie mówi o dowolnym urządzeniu z alarmem, tylko o sprzęcie certyfikowanym. Autonomiczna czujka dymu ma spełniać normę PN-EN 14604, a czujnik tlenku węgla normę PN-EN 50291. Numer normy powinien znajdować się na obudowie lub w dokumentacji, i to on odróżnia urządzenie ochronne od gadżetu sprzedawanego na platformach handlowych. Ceny zaczynają się od 30 zł za prostą czujkę dymu, co czyni ten obowiązek jednym z najtańszych w polskim prawie budowlanym.
Minimum przy najmie krótkoterminowym to jedna czujka dymu na lokal oraz czujnik tlenku węgla tam, gdzie jest wymagany. Warto pamiętać, że czujki mają ograniczoną żywotność, zwykle około 10 lat od daty produkcji, a bateria wymaga okresowej wymiany. Urządzenie z rozładowaną baterią formalnie w lokalu jest, ale ochronnie nie istnieje.
Obowiązek czujnika czadu zależy od tego, czy w lokalu spalane jest paliwo
Ta część przepisu jest interpretowana niejednolicie i warto o tym wiedzieć przed zakupem. Rozporządzenie wiąże obowiązek montażu czujnika tlenku węgla z lokalami, w których odbywa się proces spalania paliwa stałego, ciekłego lub gazowego. Bezsporne jest, że dotyczy to mieszkań z piecykiem gazowym, kotłem, kominkiem czy piecem. Część opracowań idzie dalej i twierdzi, że zwykła kuchenka gazowa oraz kocioł kondensacyjny z zamkniętą komorą spalania obowiązku nie uruchamiają, inne czytają przepis szeroko.
W praktyce spór ma niewielkie znaczenie finansowe, bo czujnik czadu kosztuje kilkadziesiąt złotych, a jego montaż w kuchni z kuchenką gazową jest uzasadniony niezależnie od brzmienia paragrafu. Przy sporze z inspekcją albo z ubezpieczycielem bezpieczniej jest urządzenie mieć niż udowadniać, że nie było wymagane.
Mieszkanie chronione systemem sygnalizacji pożarowej jest zwolnione z autonomicznej czujki
Przepisy przewidują wyjątek, który dotyczy przede wszystkim nowszego budownictwa. Jeżeli lokal jest już chroniony systemem sygnalizacji pożarowej albo wyposażony w stałe samoczynne urządzenie gaśnicze, montaż dodatkowej autonomicznej czujki dymu nie jest wymagany. W praktyce spotyka się to w części warszawskich inwestycji deweloperskich z ostatnich lat, gdzie centralna instalacja obejmuje również mieszkania. Przed zakupem czujki warto sprawdzić dokumentację techniczną budynku u zarządcy, bo wydatek może okazać się zbędny.
Brak czujki może kosztować odszkodowanie po pożarze
Najpoważniejsza konsekwencja nie ma charakteru mandatu. Niedopełnienie obowiązku wynikającego z przepisów przeciwpożarowych daje ubezpieczycielowi argument przy likwidacji szkody pożarowej, a suma ubezpieczenia mieszkania jest nieporównywalnie wyższa niż koszt urządzenia. W przypadku obiektów świadczących usługi hotelarskie w grę wchodzą dodatkowo sankcje administracyjne, a publikacje branżowe wskazują na kary sięgające 30 tys. zł. Kontrolę przestrzegania przepisów przeciwpożarowych prowadzi Państwowa Straż Pożarna.
W Warszawie czerwcowy etap objął tysiące mieszkań wystawianych turystom
Stolica jest miejscem, w którym drugi etap uderzył najmocniej, bo koncentracja najmu krótkoterminowego jest tu najwyższa w kraju. Mieszkania w Śródmieściu, na Powiślu, wokół Starego Miasta i przy głównych stacjach metra od lat funkcjonują w obiegu turystycznym, często bez formalnej działalności gospodarczej. Ich właściciele podlegają obowiązkowi od 30 czerwca 2026 r. i termin ten już minął.
Warto przy tym rozdzielić dwie sytuacje, które w warszawskich realiach bywają mylone. Mieszkanie wynajmowane studentowi na rok akademicki na zwykłą umowę najmu podlega dopiero terminowi z 2030 roku. To samo mieszkanie wystawione na Booking.com na weekendy podlega już teraz. Decyduje sposób udostępniania lokalu, a nie to, czy właściciel uważa się za przedsiębiorcę.
Trzy daty w kalendarzu, ale tylko jedna dotyczy Twojego mieszkania
Zacznij od ustalenia, w której grupie jesteś, bo od tego zależy, czy masz zaległość, czy trzy i pół roku spokoju. Odbierałeś mieszkanie od dewelopera po 23 grudnia 2024 roku – obowiązek już Cię obejmuje. Wystawiasz lokal turystom, choćby okazjonalnie i bez firmy – termin minął 30 czerwca 2026 roku i warto to nadrobić od razu, bo w razie pożaru brak czujki będzie pierwszym pytaniem ubezpieczyciela. Mieszkasz w swoim albo wynajmujesz długoterminowo – masz czas do 1 stycznia 2030 roku, ale przy koszcie rzędu 30 zł odkładanie tego na cztery lata jest decyzją trudną do uzasadnienia czymkolwiek poza zapomnieniem.
Przy zakupie sprawdź dwie rzeczy na opakowaniu: numer normy oraz datę produkcji. Czujka dymu bez oznaczenia PN-EN 14604 i czujnik czadu bez PN-EN 50291 nie spełniają wymagań rozporządzenia, nawet jeśli sprzedawca opisuje je jako zgodne z nowymi przepisami. Żywotność urządzenia wynosi zwykle około 10 lat od produkcji, więc egzemplarz leżący długo w magazynie zaczyna służbę z krótszym stażem. Zapisz sobie datę montażu na obudowie flamastrem, bo to jedyny sposób, żeby za osiem lat wiedzieć, kiedy sprzęt wymienić.
Zanim cokolwiek kupisz, zajrzyj jeszcze do dokumentacji budynku u zarządcy albo administratora. Jeżeli inwestycja ma centralny system sygnalizacji pożarowej obejmujący mieszkania, obowiązek montażu autonomicznej czujki Cię nie dotyczy i wydatek odpada. Dotyczy to głównie nowszych warszawskich budynków, ale sprawdzenie zajmuje jeden telefon i bywa jedyną sytuacją, w której z tego obowiązku da się wyjść bez żadnego zakupu.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.