Od 1 września telefon w podstawówce jest zakazany z mocy ustawy. Szkoły się dostosowują, różni się tylko sposób egzekwowania zakazu
Od 1 września 2026 r. uczeń szkoły podstawowej nie może korzystać z telefonu komórkowego przez cały czas pobytu w szkole związany z zajęciami. Zakaz obejmuje nie tylko lekcje, ale również przerwy, świetlicę, koła zainteresowań oraz zajęcia edukacyjne odbywające się poza budynkiem. To jedna z największych zmian nowego roku szkolnego, bo wcześniej zasady korzystania ze smartfonów ustalała przede wszystkim każda placówka we własnym statucie. Teraz w podstawówkach podstawowy zakaz wynika bezpośrednio z Prawa oświatowego.

Zmiana dotyczy zarówno publicznych, jak i niepublicznych szkół podstawowych dla dzieci i młodzieży. Co ważne, przepisy nie ograniczają się do tradycyjnego smartfona. Ministerstwo Edukacji wyjaśnia, że zakaz obejmuje także inne osobiste urządzenia pozwalające komunikować się na odległość albo rejestrować obraz lub dźwięk, a więc między innymi smartwatche, tablety, laptopy, aparaty fotograficzne, kamery, dyktafony czy krótkofalówki. Zwykły zegarek pokazujący godzinę albo tradycyjny kalkulator nie jest objęty tym zakazem.
Podstawą jest ustawa z 3 lipca 2026 r. o zmianie ustawy – Prawo oświatowe, opublikowana w Dzienniku Ustaw pod pozycją 1036. Nowy art. 98a stanowi wprost, że w szkołach podstawowych dla dzieci i młodzieży zakazane jest korzystanie przez uczniów z telefonów i wskazanych urządzeń podczas pobytu na terenie szkoły w związku z realizacją zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych oraz podczas zajęć edukacyjnych organizowanych poza szkołą. Ustawa weszła w życie 1 września.
Telefon można przynieść. Nie można go używać
To najważniejsze rozróżnienie dla rodziców. Uczeń podstawówki może mieć przy sobie telefon. Ustawa nie wprowadziła zakazu wnoszenia urządzeń do szkoły. MEN wyjaśnia wręcz, że szkoła nie może ustanowić takiego generalnego zakazu, ponieważ pozbawiałoby to między innymi dzieci dojeżdżające możliwości kontaktowania się z rodzicami w drodze do szkoły i po jej opuszczeniu. Inaczej jest w przedszkolach – tam nowe przepisy zakazują dzieciom zarówno korzystania z urządzeń, jak i ich wnoszenia podczas pobytu związanego z zajęciami.
W podstawówce telefon może więc leżeć wyłączony lub wyciszony w plecaku. Szkoła może jednak pójść dalej organizacyjnie i utworzyć specjalne miejsce przechowywania urządzeń. MEN wymienia jako dopuszczalne rozwiązania koszyki lub przegródki w klasach, indywidualne szafki, specjalne etui lub saszetki, a nawet depozyt w sekretariacie czy pokoju nauczycielskim. Jeżeli szkoła zdecyduje się na takie rozwiązanie zgodnie z ustawową procedurą, uczniowie mają obowiązek odkładania urządzeń w wyznaczone miejsce.
Dyrektor nie może jednak zrobić tego całkowicie samodzielnie. Utworzenie szkolnego systemu przechowywania wymaga zgody rady pedagogicznej i rady rodziców oraz zasięgnięcia opinii samorządu uczniowskiego. Miejsce musi być zorganizowane tak, aby zabezpieczyć urządzenie i chronić prywatność właściciela. Nikt nie dostaje przy tej okazji prawa do przeglądania wiadomości, zdjęć czy innych danych znajdujących się w telefonie.
Jest jeszcze jedna bardzo istotna granica. Nauczyciel może zażądać zastosowania się do szkolnych zasad, ale nie może siłą wyrwać telefonu uczniowi. Ministerialny przewodnik wskazuje wprost, że nauczycielom nie przysługują środki przymusu bezpośredniego. Jeśli uczeń odmawia oddania urządzenia do ustalonego miejsca albo nadal z niego korzysta, szkoła może zastosować działania wychowawcze i przewidziane statutem konsekwencje, zamiast fizycznie odbierać sprzęt.
Zakaz obowiązuje także na przerwie. Są tylko trzy ustawowe wyjątki
Nowe przepisy są znacznie szersze niż popularna dotąd zasada „telefon wyłączamy na lekcji”. MEN wyjaśnia, że zakaz obowiązuje od momentu wejścia ucznia na teren szkoły w związku z zajęciami aż do jego wyjścia. Obejmuje więc przerwy międzylekcyjne, świetlicę i zajęcia dodatkowe. Nie obejmuje natomiast sytuacji, gdy uczeń po godzinach korzysta np. ze szkolnego boiska udostępnionego mieszkańcom i nie przebywa tam w związku z zajęciami szkolnymi. Osobne reguły dotyczą również wycieczek i internatów – tam zasady korzystania ze sprzętu określa statut placówki.
Ustawodawca pozostawił trzy wyraźne wyjątki. Pierwszy działa za zgodą nauczyciela, jeśli telefon jest potrzebny do realizacji programu nauczania, sprawdzenia wiedzy albo kontaktu z rodzicem w nagłej sytuacji. Nauczyciel może więc pozwolić na użycie smartfona na lekcji albo na korytarzu, jeżeli istnieje konkretny powód przewidziany w ustawie. Zgoda nie wymaga specjalnego formularza i może być udzielona ustnie.
Drugi wyjątek dotyczy zdrowia, niepełnosprawności albo szczególnych potrzeb ucznia. Jeżeli dziecko musi na przykład korzystać ze smartfona współpracującego z sensorem monitorującym poziom glukozy, rodzic może wystąpić do dyrektora o zgodę. Może ona obowiązywać stale albo przez określony okres. MEN podkreśla, że nie trzeba automatycznie przekazywać całej dokumentacji medycznej, jeżeli nie jest ona potrzebna do rozpatrzenia sprawy. Jeśli dyrektor odmówi, musi sporządzić pisemne uzasadnienie.
Trzeci wyjątek jest najbardziej oczywisty. W przypadku bezpośredniego zagrożenia zdrowia, życia lub mienia uczeń może użyć telefonu bez pytania nauczyciela czy dyrektora o pozwolenie. MEN jako przykłady wskazuje między innymi pożar, zalanie, bójkę, groźby z użyciem niebezpiecznego narzędzia albo sytuację, w której uczeń jest świadkiem kradzieży. Telefon można wtedy wykorzystać do powiadomienia o niebezpieczeństwie.
Wszystkie podstawówki muszą stosować nowe zasady. Różni się tylko sposób ich organizacji
Od 1 września 2026 r. wszystkie publiczne i niepubliczne szkoły podstawowe dla dzieci i młodzieży są objęte tym samym ustawowym zakazem korzystania z telefonów i innych osobistych urządzeń elektronicznych podczas pobytu ucznia w szkole związanego z zajęciami. Nie jest to już kwestia decyzji dyrektora ani tego, co dana placówka wpisała wcześniej do statutu. Szkoła nie może więc przyjąć ogólnej zasady pozwalającej uczniom podstawówki na swobodne korzystanie ze smartfonów podczas lekcji czy przerw.
Różnice pomiędzy placówkami dotyczą przede wszystkim sposobu organizacji nowych zasad. Ustawa nie nakazuje stworzenia jednego, identycznego systemu przechowywania telefonów w całym kraju. W jednej szkole wyłączone urządzenie może pozostać przez cały dzień w plecaku ucznia, w innej placówka może zdecydować o korzystaniu z indywidualnych szafek, specjalnych przegródek, pojemników, etui albo zorganizowanego depozytu. Najważniejsze jest to, że urządzenie nie może być używane poza wyjątkami przewidzianymi w przepisach.
Szkoła może utworzyć specjalne miejsce przechowywania urządzeń, ale nie dzieje się to automatycznie tylko dlatego, że weszła w życie ustawa. Takie rozwiązanie wymaga odpowiedniego uregulowania na poziomie placówki. Dyrektor musi również zadbać o to, aby sprzęt był zabezpieczony przed uszkodzeniem, kradzieżą oraz dostępem osób nieuprawnionych. Samo przekazanie telefonu do szkolnego miejsca przechowywania nie daje nauczycielowi ani innemu pracownikowi prawa do przeglądania wiadomości, zdjęć czy aplikacji ucznia.
Nie oznacza to również, że dzieci od 1 września mają zakaz przynoszenia telefonu do podstawówki. Zakazane jest przede wszystkim korzystanie z urządzenia, a nie jego posiadanie. Telefon może być potrzebny dziecku w drodze do szkoły i podczas powrotu do domu, szczególnie gdy uczeń samodzielnie korzysta z komunikacji miejskiej albo musi skontaktować się z rodzicami już po zakończeniu zajęć.
Ustawa przewiduje ponadto wyjątki. Telefon może zostać wykorzystany za zgodą nauczyciela między innymi w celach dydaktycznych albo w sytuacji wymagającej pilnego kontaktu z rodzicem. Osobne rozwiązania przewidziano dla dzieci, które potrzebują urządzenia ze względów zdrowotnych, niepełnosprawności lub szczególnych potrzeb. W przypadku bezpośredniego zagrożenia zdrowia, życia lub mienia uczeń może natomiast użyć telefonu bez wcześniejszego uzyskiwania zgody.
W pierwszych miesiącach roku szkolnego rodzice mogą zauważyć, że szczegółowe regulaminy poszczególnych placówek nadal się zmieniają. Szkoły otrzymały czas na formalne dostosowanie swoich statutów i dokumentów do nowych przepisów. Nie zmienia to jednak samego zakazu – ten obowiązuje już od 1 września. Okres przejściowy dotyczy uporządkowania szkolnych regulacji, a nie możliwości dalszego swobodnego używania telefonów przez uczniów.
Dlatego w Warszawie, podobnie jak w całej Polsce, rodzice powinni przede wszystkim sprawdzić zasady organizacyjne obowiązujące w konkretnej szkole: gdzie dziecko ma przechowywać telefon, jak wygląda możliwość kontaktu w nagłej sytuacji i jakie konsekwencje przewidziano za łamanie regulaminu. Sam fundament jest jednak wszędzie taki sam – podstawówka nie decyduje już, czy zakaz wprowadzić. Musi go stosować, ponieważ wynika bezpośrednio z ustawy.
Licea i technika mają inne zasady. Tam nie ma ogólnopolskiego zakazu
Rodzice starszych uczniów powinni zwrócić uwagę na zasadniczą różnicę. W szkołach ponadpodstawowych ustawodawca nie wprowadził automatycznego zakazu korzystania z telefonów. Liceum, technikum czy szkoła branżowa ma określić w statucie warunki używania urządzeń albo może zdecydować się na ich zakaz. Oznacza to, że w jednym liceum telefon może być dozwolony na przerwie, w innym wolno korzystać z niego jedynie w określonych miejscach, a jeszcze inne może przyjąć rozwiązanie podobne do podstawówki.
W szkołach podstawowych od 1 września takiej swobody w odniesieniu do podstawowej zasady już nie ma. Szkoła nie może zdecydować, że uczniowie wszystkich klas mogą swobodnie korzystać ze smartfonów na przerwach, ponieważ byłoby to sprzeczne z ustawowym zakazem. Może za to wybrać sposób przechowywania sprzętu, ustalić konsekwencje naruszania reguł i zorganizować procedurę kontaktu dzieci z rodzicami.
Za złamanie zakazu nie ma państwowego mandatu ani jednej ustawowej kary. Przepisy pozwalają szkole sięgać po działania wychowawcze, kary przewidziane w statucie oraz obniżenie oceny zachowania. MEN jako przykład podaje upomnienie czy kontrakt wychowawczy. W praktyce znaczenie będzie więc miała także częstotliwość naruszeń i regulamin konkretnej placówki.
Rodzic nadal może mieć kontakt z dzieckiem. Trzeba tylko zmienić sposób
Jedna z największych obaw dotyczy sytuacji, w której dziecko musi pilnie zadzwonić do domu. Nowa ustawa nie zamyka tej możliwości. W nagłej sytuacji nauczyciel może pozwolić na skorzystanie z telefonu, a szkoły mogą zapewniać kontakt przez sekretariat i wychowawcę. W wielu warszawskich placówkach takie rozwiązania działały już wcześniej. Sam fakt, że uczeń ma telefon wyłączony w plecaku albo pozostawiony w szkolnym miejscu przechowywania, nie oznacza więc, że przez 7 czy 8 godzin nie można się z nim skontaktować.
Praktyczne znaczenie nowej regulacji jest za to bardzo konkretne dla rodzica, który przyzwyczaił się, że podczas przerwy może napisać dziecku na Messengerze albo zadzwonić bezpośrednio. W podstawówce takie zwykłe korzystanie z telefonu podczas przerwy jest od tego roku objęte zakazem. Jeżeli sprawa jest pilna, najbezpieczniejszą drogą jest kontakt z sekretariatem, wychowawcą albo poproszenie dziecka wcześniej, aby zwróciło się do nauczyciela o zgodę na wykonanie połączenia.
Warto także sprawdzić regulamin konkretnej szkoły, szczególnie teraz, w pierwszych tygodniach roku. Sam ustawowy zakaz jest jednak wszędzie taki sam. Telefon można przynieść, ale nie można po prostu korzystać z niego w podstawówce na lekcji, przerwie czy świetlicy. Jedna szkoła pozwoli, aby przez cały dzień leżał wyciszony w plecaku, druga będzie wymagała pozostawienia go w szafce, a trzecia może utworzyć zabezpieczony depozyt. Jeżeli uczeń ma szczególne potrzeby zdrowotne, rodzic może wystąpić o wyjątek do dyrektora.
Zmiana obowiązuje dopiero od 1 września, dlatego przez najbliższe miesiące zasady organizacyjne w części placówek mogą się jeszcze zmieniać. Szkoły mają czas do końca grudnia na dostosowanie dokumentów. Nie zmienia się jednak rzecz najważniejsza: od tego roku szkolnego zakaz korzystania ze smartfonów w podstawówce nie jest już wyłącznie pomysłem dyrektora czy zapisem w regulaminie. Wynika bezpośrednio z ustawy.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.