Masz niewykorzystany urlop z 2025 roku? Zostało niespełna 3 tygodnie. Potem rusza zegar i możesz stracić wolne

30 września mija ważny termin dla pracowników, którzy mają jeszcze niewykorzystany urlop wypoczynkowy z 2025 roku. Państwowa Inspekcja Pracy właśnie przypomniała pracodawcom o obowiązku jego udzielenia. Dla pracownika najważniejsze jest jednak coś innego: 1 października zaległe dni nie znikną automatycznie, ale problemu nie można odkładać w nieskończoność. Roszczenie o urlop ulega przedawnieniu, a po upływie odpowiedniego terminu pracodawca może odmówić jego udzielenia.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Miami Beach. | Fot. Warszawa w Pigułce

Do ustawowej granicy zostało już niespełna 3 tygodnie. Art. 168 Kodeksu pracy stanowi, że urlopu niewykorzystanego w danym roku należy udzielić pracownikowi najpóźniej do 30 września następnego roku kalendarzowego. Oznacza to, że teraz chodzi dokładnie o dni urlopowe pozostałe z 2025 r. 4 września Okręgowy Inspektorat Pracy w Katowicach opublikował nowe przypomnienie dotyczące tego terminu.

30 września nie kasuje urlopu. Ale właśnie wtedy zaczyna się odliczanie

Najważniejszy mit trzeba wyjaśnić od razu. Pracownik, który 30 września nadal będzie miał zaległy urlop z poprzedniego roku, nie straci go następnego dnia. PIP podkreśla, że nieudzielenie urlopu w ustawowym terminie nie powoduje automatycznego wygaśnięcia prawa do wypoczynku. Zaległe dni nadal pozostają do wykorzystania, a odpowiedzialność za niedotrzymanie terminu spoczywa przede wszystkim na pracodawcy.

To nie oznacza jednak, że urlop można przechowywać przez dowolną liczbę lat. Zgodnie z art. 291 Kodeksu pracy roszczenia wynikające ze stosunku pracy co do zasady przedawniają się po 3 latach. Państwowa Inspekcja Pracy wskazuje, że w przypadku zaległego urlopu termin liczy się od 30 września roku następującego po tym, za który urlop przysługiwał. Dla urlopu z 2025 r. oznacza to rozpoczęcie biegu przedawnienia 30 września 2026 r.

Jeżeli przez kolejne lata sprawa pozostanie nierozwiązana, może więc nadejść moment, w którym pracownik nie będzie już mógł skutecznie wymusić udzielenia dawnych dni wolnych. PIP podaje bardzo konkretny przykład: urlop za 2020 r., którego termin rozpoczął bieg 30 września 2021 r., przedawnił się 30 września 2024 r., a w następnym roku pracodawca mógł odmówić jego udzielenia. Według tej samej zasady roszczenie dotyczące urlopu z 2025 r. może zasadniczo przedawnić się 30 września 2029 r.

Są sytuacje szczególne, w których bieg przedawnienia może zostać zawieszony. Przykładem jest korzystanie z urlopu wychowawczego. Nie zmienia to jednak podstawowej zasady dla większości pracowników: zaległego wypoczynku nie warto traktować jak oszczędności, które można trzymać na koncie bez końca.

Nie trzeba skończyć urlopu do 30 września. Wystarczy rozpocząć go najpóźniej tego dnia

Tu pojawia się bardzo ważny szczegół. Termin 30 września nie oznacza, że ostatniego dnia miesiąca pracownik musi wrócić już wypoczęty do pracy. PIP wyjaśnia, że zaległy urlop powinien rozpocząć się najpóźniej 30 września. Może więc częściowo przypadać już na październik.

Jeżeli przykładowo pozostało 5 kolejnych dni urlopu i pracownik rozpocznie wypoczynek 30 września, nie oznacza to naruszenia terminu tylko dlatego, że kolejne dni przypadną już w październiku. To istotne właśnie teraz, gdy do końca miesiąca zostało niewiele czasu, a w wielu firmach trudno będzie wcisnąć całe zaległości między bieżące obowiązki.

Trzeba też pamiętać o wyjątku dotyczącym części urlopu przeznaczonej na tzw. urlop na żądanie. Art. 168 Kodeksu pracy wprost wyłącza tę część z obowiązku udzielenia do 30 września. PIP przypomina, że niewykorzystane dni urlopu na żądanie przechodzą na kolejny rok jako zwykły urlop wypoczynkowy, ale nie obejmuje ich ten sam sztywny wrześniowy termin.

Nie można zażądać pieniędzy zamiast wolnego

Dla pracownika ważna jest jeszcze jedna rzecz. Niewykorzystany urlop nie działa jak lokata, którą można po kilku latach zamienić na dodatkową wypłatę. Zasadą jest wykorzystanie urlopu w naturze, czyli poprzez rzeczywisty czas wolny od pracy. Jeżeli zatrudnienie trwa, pracownik nie może po prostu powiedzieć, że rezygnuje z wypoczynku i chce w zamian pieniądze.

Ekwiwalent pieniężny pojawia się zasadniczo dopiero wtedy, gdy stosunek pracy zostaje rozwiązany albo wygasa i urlopu nie da się już wykorzystać. Od 2026 r. Kodeks pracy precyzuje również termin wypłaty takiego ekwiwalentu. Nadal nie oznacza to jednak możliwości dobrowolnego „sprzedania” pracodawcy zaległych 10 czy 20 dni podczas dalszego zatrudnienia. PIP przypomina, że prawo do wypoczynku ma być przede wszystkim realizowane poprzez faktyczne wolne.

To ważne szczególnie dla osób, które przez kilka lat gromadzą zaległości z przekonaniem, że w razie odejścia z pracy dostaną za wszystko dużą wypłatę. Ekwiwalent przysługuje za urlop, do którego pracownik nadal ma skuteczne prawo. Pozostawienie bardzo starych dni bez reakcji może skończyć się wejściem w problem przedawnienia.

Pracodawca nie może przez lata odpowiadać: „teraz nie ma kiedy”

Powodem powstawania zaległości nie zawsze jest sam pracownik. Często pojawia się sytuacja, w której wniosek urlopowy jest odkładany z powodu braków kadrowych, sezonu, ważnego projektu albo dużej liczby zamówień. Przepisy pozwalają pracodawcy brać pod uwagę konieczność zapewnienia normalnego toku pracy przy planowaniu urlopów, ale nie daje mu to prawa do bezterminowego przesuwania wypoczynku.

Najpóźniej 30 września kolejnego roku zaległy urlop powinien zostać udzielony. Jeżeli pracodawca mimo obowiązku go nie udziela albo bezpodstawnie obniża jego wymiar, może popełnić wykroczenie przeciwko prawom pracownika. Art. 282 Kodeksu pracy przewiduje za to grzywnę od 1000 do 30 000 zł. To kara dla pracodawcy lub osoby odpowiedzialnej, a nie dla pracownika, który pozostał z niewykorzystanymi dniami.

Pracownik nie powinien jednak zakładać, że skoro odpowiedzialność ciąży na firmie, sam nie musi interesować się sprawą. Jeżeli zaległości są duże, najlepiej mieć ślad pokazujący, że pracownik próbował ustalić termin wypoczynku. W praktyce może to być wniosek złożony w firmowym systemie urlopowym, wiadomość do przełożonego albo inny używany w zakładzie sposób planowania urlopu.

Jeżeli pracodawca odmawia udzielenia zaległego urlopu mimo upływającego terminu, pracownik może zwrócić się do Państwowej Inspekcji Pracy. PIP wprost wskazuje, że skarga pracownicza może dotyczyć między innymi naruszeń związanych z urlopami wypoczynkowymi. Niezależnie od tego roszczeń można dochodzić przed sądem pracy.

Czy firma może nagle wysłać pracownika na urlop?

To bardziej skomplikowane niż często przedstawiają to krótkie poradniki. W orzecznictwie Sądu Najwyższego pojawił się pogląd, że pracodawca może skierować pracownika na zaległy urlop również wtedy, gdy ten nie chce go wykorzystać. PIP zwraca jednak uwagę, że istnieją w tej sprawie różne poglądy i w swoim stanowisku wskazuje na konieczność stosowania zasad planowania oraz uzgadniania terminów urlopu.

Pracodawca może natomiast wymagać od pracowników współpracy przy ustaleniu terminów wykorzystania zaległych dni. Szczególna sytuacja powstaje w okresie wypowiedzenia umowy. Wtedy Kodeks pracy wyraźnie pozwala pracodawcy udzielić urlopu bez konieczności uzyskania zgody pracownika. Dotyczy to zarówno zaległego, jak i odpowiedniej części urlopu bieżącego.

Nie warto więc liczyć na prostą strategię polegającą na odmawianiu wszystkich proponowanych terminów i zachowywaniu urlopu „na później”. Celem przepisów jest faktyczny wypoczynek, a nie kumulowanie wolnych dni przez wiele lat.

Termin dotyczy pracowników w całej Polsce

30 września obowiązuje tak samo pracownika zatrudnionego w Warszawie, jak osobę pracującą w Krakowie, Gdańsku czy niewielkiej miejscowości. Nie ma znaczenia, gdzie znajduje się siedziba firmy ani czy pracownik wykonuje obowiązki stacjonarnie, hybrydowo czy zdalnie. Jeżeli zatrudnienie odbywa się na podstawie stosunku pracy i istnieje zaległy urlop z 2025 r., zastosowanie mają przepisy Kodeksu pracy.

Trzeba natomiast pamiętać, że ustawowy urlop wypoczynkowy dotyczy przede wszystkim pracowników. Osoba wykonująca pracę wyłącznie na podstawie umowy zlecenia albo kontraktu B2B nie nabywa automatycznie kodeksowego prawa do 20 lub 26 dni urlopu tylko dlatego, że przez cały rok wykonuje pracę dla jednej firmy. Przy takich umowach czas wolny może wynikać z samej umowy albo innych szczególnych regulacji.

Pracownik zatrudniony na umowę o pracę powinien teraz sprawdzić przede wszystkim saldo urlopu za 2025 r., a nie łączną pulę widoczną w systemie. Jeżeli system pokazuje np. 30 dni wolnego, część może pochodzić z obecnego roku i nie podlegać wrześniowej granicy. Najpilniejsze są dni pozostałe z 2025 r. To one powinny zejść z puli jako pierwsze.

30 września 2026 r. nie jest datą, po której zaległy urlop magicznie znika. Jest jednak terminem bardzo ważnym. Do tego dnia pracodawca powinien udzielić zaległego wypoczynku, a najpóźniej tego dnia urlop może się rozpocząć. Później nadal można go wykorzystać, ale zaczyna działać mechanizm przedawnienia. Państwowa Inspekcja Pracy wskazuje wprost, że po upływie 3 lat pracodawca może odmówić udzielenia urlopu jako przedawnionego.

Dlatego osoba, która ma jeszcze kilka lub kilkanaście dni z 2025 r., nie powinna wyrzucać tej informacji z głowy tylko dlatego, że „urlop przecież nie przepada”. Nie przepada 1 października, ale nie jest wieczny. Najprostszym krokiem jest sprawdzenie salda, ustalenie z pracodawcą terminu wykorzystania zaległości i zachowanie potwierdzenia złożonego wniosku. Jeżeli firma od miesięcy blokuje możliwość odpoczynku, pracownik może skorzystać z pomocy PIP. Czekanie przez kolejne lata jest najgorszą opcją, bo z czasem problem z organizacją wolnego może zmienić się w problem z samym skutecznym dochodzeniem prawa do tych dni.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl