Paragony grozy znów zalewają internet. Sprawdzono, czy naprawdę drożej jest nad morzem czy w górach

Co roku o tej porze w mediach społecznościowych pojawia się ta sama fala zdjęć – paragony z wakacyjnych miejscowości, przy których internauci łapią się za głowę, a pod spodem toczy się odwieczna dyskusja: gdzie drożej, nad Bałtykiem czy w górach. Najnowsza analiza anonimowych danych z aplikacji PanParagon, do której co miesiąc trafia średnio około 2 mln paragonów, daje na to pytanie odpowiedź inną, niż sugerowałyby najgłośniejsze zrzuty ekranu z internetu.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Zatłoczona plaża w Ustce, popularny nadmorski kurort w Polsce.
Fot. Blue Pix / Shutterstock.

Różnica między oboma kierunkami okazuje się dziś kosmetyczna. Łączna wartość analizowanego koszyka typowych wakacyjnych przekąsek i dań wyniosła 260,68 zł w górach i 265 zł nad morzem – to różnica zaledwie 4,32 zł, czyli 1,66%. – Do zestawienia wybraliśmy typowe letnie przekąski, dania i napoje dostępne w obu regionach, co pozwoliło nam na wiarygodne porównanie cen – mówi Antonina Grzelak z aplikacji PanParagon. W praktyce oznacza to, że wybór kierunku wakacyjnego wyjazdu ma dziś znacznie mniejsze znaczenie dla portfela niż jeszcze kilka lat temu, kiedy różnice w podobnych zestawieniach bywały wielokrotnie wyższe.

Gałka lodów i schabowy kosztują tyle samo, bez względu na kierunek

Za większość pozycji z wakacyjnego menu zapłacimy praktycznie identyczną kwotę niezależnie od tego, czy wybierzemy się nad polskie wybrzeże, czy w Tatry, Bieszczady lub Sudety. Mediana ceny gałki lodów wynosi 9 zł w obu regionach, tyle samo kosztuje też schabowy z dodatkami – 40 zł. Symboliczne różnice, liczone w pojedynczych groszach, odnotowano również przy rosole i hot dogu. Nieco drożej nad morzem wypadają za to pizza margherita, kawa latte oraz placki ziemniaczane, choć w żadnym z tych przypadków różnica nie robi realnej dziury w wakacyjnym budżecie.

Naleśniki z serem to jedyna pozycja, przy której różnica robi się odczuwalna

Jeden produkt wyraźnie odstaje od reszty zestawienia. Naleśniki z serem nad morzem kosztują w medianie 25 zł, podczas gdy w górach – 19,30 zł, co daje różnicę sięgającą blisko 30%. W drugą stronę działa to przy kebabie oraz czarnej kawie – te pozycje są wyraźnie droższe w górskich miejscowościach niż nad Bałtykiem. To właśnie te kilka pozycji, a nie ogólny poziom cen w regionie, realnie decyduje o tym, czy dany urlopowicz wyjedzie z wrażeniem, że przepłacił, czy że trafił na rozsądne ceny – wszystko zależy od tego, po co sięga najczęściej.

Fot. PanParagon.

Ranking zmienia się z roku na rok, ale różnica zawsze mieści się w granicach kilku złotych

Warto spojrzeć na tegoroczny wynik w szerszym kontekście, bo PanParagon prowadzi to porównanie od kilku sezonów i ranking „kto drożej” zmienia się praktycznie co roku. W 2024 roku to nad morzem trzeba było zapłacić więcej – drożej wypadały tam między innymi zapiekanka, pierogi ruskie i rosół, a łączna różnica w całym koszyku wynosiła około 2,36 zł na korzyść gór. Rok później role się odwróciły: analiza dziewięciu produktów pokazała, że to góry są droższe średnio o 5,91 zł, mimo że lody i kawa latte kosztowały wtedy identycznie w obu regionach. W tym roku wynik znów przechylił się w stronę wybrzeża, choć – podobnie jak w poprzednich edycjach badania – różnica zamyka się w pojedynczych złotówkach, a nie w dziesiątkach procent, o których sugerują najbardziej drastyczne zdjęcia paragonów krążące w sieci.

Ten powtarzający się z roku na rok wzorzec – raz drożej tu, raz tam, zawsze w granicach kilku procent – sam w sobie jest odpowiedzią na pytanie, które media społecznościowe zadają sobie co lipiec i sierpień. Choć ceny poszczególnych produktów nadal potrafią się różnić, i to czasem wyraźnie, jak w przypadku tegorocznych naleśników, całościowo rachunki za jedzenie nad morzem i w górach pozostają dziś bardzo zbliżone. – Ostateczny koszt zależy przede wszystkim od tego, co zamawiamy i w jakiej restauracji, a nie od tego, czy wakacje spędzamy nad Bałtykiem czy na górskich szlakach – podsumowuje Antonina Grzelak.

Paragon rzadko pokazuje medianę

Warto pamiętać, że zdjęcia wywołujące najwięcej emocji w internecie niemal zawsze przedstawiają pojedynczy, skrajny przypadek – najdroższy lokal w najbardziej turystycznym punkcie danej miejscowości, a nie typowy koszt posiłku, jaki realnie ponosi większość wczasowiczów. Dane zbierane z milionów paragonów miesięcznie pokazują medianę, czyli wartość środkową, znacznie bardziej odporną na takie pojedyncze, ekstremalne przypadki niż jeden wyrywkowy rachunek udostępniony na Facebooku czy Instagramie. Dla kogoś planującego tegoroczny wyjazd praktyczny wniosek jest taki, że o wysokości wakacyjnego rachunku za jedzenie decyduje dziś przede wszystkim wybór konkretnej restauracji i konkretnego dania, a nie sam fakt, że wybrał góry zamiast morza albo odwrotnie.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl