Pociąg stoi na stacji pod Warszawą. Trwa interwencja policji. Opóźnienie sięgnęło 40 minut. Wiemy co się stało
Na stacji kolejowej w Kobyłce w powiecie wołomińskim doszło do interwencji policji, przez którą wstrzymano ruch pociągów. Pierwsze informacje dostaliśmy od naszej Czytelniczki. Dowiedzieliśmy się co się dzieje.

Konduktor próbował rozdzielić pasażerów. Został odepchnięty
Przebieg zdarzenia potwierdziła naszej redakcji rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Wołominie aspirant sztabowy Aneta Nasiłowska. Ze wstępnych ustaleń wynika, że między dwoma pasażerami doszło do szarpaniny, a konduktor próbujący ich rozdzielić został odepchnięty. Na miejsce skierowano policję, a czynności funkcjonariuszy nadal trwają.
Opóźnienie sięgnęło 40 minut – nie podano godziny odjazdu
Pierwszą informację o sytuacji przekazała nam Czytelniczka podróżująca tym składem. Według komunikatu ogłoszonego w pociągu interwencja policji trwa nadal, nie było wiadomo, kiedy składy ruszą dalej, a opóźnienie wynos w chwili pisania artykułu 40 minut. Kobyłka leży na trasie z Warszawy w stronę Wołomina i Tłuszcza, obsługiwanej w szczycie z dużą częstotliwością, więc zatrzymanie ruchu na jednej stacji przekłada się na kolejne opóźnienia na całej linii.
Odepchnięcie konduktora to przestępstwo ścigane z urzędu, nie wykroczenie
Tu leży prawdziwa różnica między jednym a drugim wątkiem tej sprawy, choć na pierwszy rzut oka wygląda ona na jedną awanturę. Członkowie drużyn konduktorskich korzystają z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych podczas pełnienia obowiązków służbowych i w związku z nimi. Oznacza to, że naruszenie nietykalności cielesnej konduktora nie jest sprawą prywatną między nim a pasażerem, tylko przestępstwem ściganym z urzędu, którym prokuratura zajmuje się niezależnie od tego, czy pokrzywdzony złoży wniosek.
Inaczej wygląda to przy samej szarpaninie między pasażerami. Naruszenie nietykalności cielesnej innej osoby ścigane jest z oskarżenia prywatnego, więc bez inicjatywy poszkodowanego postępowanie nie ruszy. To dlatego obecność policji na stacji przeciąga się w minuty: czynności wobec zdarzenia z udziałem członka obsługi pociągu wykonuje się w innym trybie niż wobec bójki dwóch podróżnych.
Za naruszenie nietykalności grozi do 3 lat, za czynną napaść do 10
Kary określa Kodeks karny. Naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych zagrożone jest grzywną, karą ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do 3 lat. Poważniejszy jest przepis o czynnej napaści, przewidujący karę od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Odrębnie karane jest znieważenie, o czym pasażerowie awanturujący się o bilet albo o opóźnienie zwykle nie pamiętają.
Ochrona objęła drużyny konduktorskie 9 czerwca 2023 roku
Nie zawsze tak było i to jedna z ważniejszych zmian ostatnich lat w kolejnictwie. Jeszcze dwie dekady temu Sąd Najwyższy orzekał, że konduktor nie jest funkcjonariuszem publicznym ani nie korzysta z takiej ochrony. Stan prawny zmieniła nowelizacja ustawy o transporcie kolejowym oraz ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, obowiązująca od 9 czerwca 2023 r. Objęła ona nie tylko drużyny konduktorskie, ale też kierowników pociągu, dyżurnych ruchu, nastawniczych, zwrotniczych, manewrowych, rewidentów taboru, toromistrzów i dróżników przejazdowych. Ochrona działa podczas pełnienia obowiązków i w związku z nimi, a nie w prywatnych sytuacjach tych samych osób.
Agresję wobec obsługi pociągów zgłasza 89 procent ankietowanych konduktorów
Zmiana przepisów wzięła się z realnej skali zjawiska. W ankiecie przeprowadzonej przez związkowców wśród pracowników jednego z regionalnych przewoźników 89 proc. badanych stwierdziło, że do sytuacji agresywnych dochodzi przynajmniej raz w tygodniu. Z relacji drużyn konduktorskich wynika, że najczęstszym powodem konfliktów są dwie rzeczy: brak biletu oraz opóźnienie pociągu. Ta druga przyczyna zamyka w tej sprawie koło, bo interwencja wywołana szarpaniną sama generuje opóźnienie dotykające wszystkich pozostałych podróżnych.
Szarpanina między pasażerami to jedno, odepchnięcie konduktora to zupełnie inna sprawa
Najczęstsze przekonanie w takich sytuacjach brzmi: to tylko przepychanka, sprawa rozejdzie się po kościach. Rozejdzie się, dopóki dotyczy wyłącznie dwóch pasażerów, bo wtedy bez prywatnego aktu oskarżenia nikt nie poniesie konsekwencji. Przestaje się rozchodzić w sekundzie, w której w środku znajdzie się konduktor, kierownik pociągu albo maszynista, bo od tego momentu sprawą zajmuje się prokuratura z urzędu, a widełki kary zaczynają się tam, gdzie przy zwykłej szarpaninie się kończą. Warto o tym pamiętać także wtedy, gdy emocje biorą się z opóźnienia, a nie z konfliktu z obsługą.
Jeśli jesteś świadkiem takiego zdarzenia, najbardziej pomocną rzeczą nie jest wchodzenie między szarpiących się, tylko powiadomienie obsługi i, gdy sytuacja się zaostrza, telefon pod numer 112 z podaniem nazwy stacji, numeru pociągu i wagonu. Numer pociągu widnieje na bilecie i na wyświetlaczach w składzie, a dyspozytorowi skraca to ustalanie lokalizacji o kilka minut. Jeżeli sam zostałeś poszkodowany, powiedz o tym policjantom na miejscu, bo późniejsze odtwarzanie przebiegu zdarzenia jest znacznie trudniejsze niż złożenie relacji od razu.
Pasażerom, którzy utknęli w składzie, zostaje kwestia praktyczna. Przy opóźnieniu przekraczającym godzinę przewoźnicy stosują własne regulaminy dotyczące zwrotów i rekompensat, a podstawą reklamacji jest zawsze bilet z datą i numerem pociągu oraz potwierdzenie opóźnienia. Warto zapisać godzinę, o której skład powinien był odjechać, i tę, o której ruszył, bo to jedyne dane, których potem nikt za nas nie odtworzy. Aktualne informacje o ruchu na linii publikuje przewoźnik w swoich kanałach, a rozkłady na peronach przy zdarzeniach nagłych aktualizują się z opóźnieniem.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.