Powiesili tęczową flagę w oknie… i wtedy się zaczęło

„Ty k*rwo j*bana, j*bane p*dały, zabiję cię, k*rwo z drugiego piętra, LGBT popaprańcy”, Warszawa, okolice Metra Księcia Janusza, 16.08.20., około godziny 21:00″ tak rozpoczyna się post o tym, jak powieszono tęczową flagę w Warszawie…



Update:
17.08.20., 00:19. „Zabijemy cię, słyszałeś? J*bane cioty. Zabijemy cię! ***** lgbt! K*rwa lgbt”
Udało mi się uchwycić tylko ostatnie zdanie. Nagranie w komentarzu.

Update:
Wezwałem policję. Więcej napiszę pewnie rano.

UPDATE
Około 00:20 zaczęły się kolejne krzyki, wyzwiska, groźby.
Dwóch facetów przemieszczało się między moim balkonem (z tęczową flagą), a oknem mojej współlokatorki (z flagą trans). Krzyczeli, że nas zabiją, zaj*bią. Mówili, że lepiej zadzwonić po policję, niech ona się nami zajmie. W momencie, kiedy zaczęli liczyć okna, żeby wiedzieć, do którego mieszkania wtargnąć siłą, to ja zadzwoniłem po policję.
Operator z miłym głosem bardzo profesjonalnie przyjął moje zgłoszenie. Powiedziałem, że to obcy faceci, prawdopodobnie pod wpływem alkoholu, grożą mi i współlokatorce za wywieszoną tęczową flagę.
W tym czasie przez okno w kuchni słyszałem, że zaczęli dzwonić domofonem do kogoś z mojej klatki.
Po kilku minutach przez naszą ulicę przejechał patrol, a jakieś 2-3 minuty później zawrócił i zaparkował przy naszym bloku. Dwóch funkcjonariuszy wyszło. Sprawcy zdążyli już się uciszyć i oddalić.
To na pewno nie było pierwsze wezwanie do tych akurat facetów, bo moja współlokatorka rozpoznała ich głosy jako uczestników innych typowych sprzeczek i kłótni spod monopolowego.

Około 00:55 widać było, że policja już krąży wokół bloku trochę bez celu. Ja wyglądałem przez okno w kuchni i oni mnie zauważyli. Spytali się, czy to okno obok, to z flagą, to od mojego mieszkania. Powiedziałem, że tak. Szybko zbiegłem na dół, żeby im wszystko opowiedzieć, przedstawić dowody.

Rozmawiałem głównie z jednym z funkcjonariuszy, tym niższym i bardziej wygadanym. Powiedział, że, „między nami”, porozmawiał już z tymi gośćmi i im wszystko wyjaśnił. Że jeśli jeszcze będą się zdarzać takie sytuacje, to mam wzywać policję od razu.
Ja znowu zacząłem się trząść z emocji, wyjaśniłem im, że mam nagrania, że krzyczą do nas, że nas zabiją, że liczyli okna, że „j***ć k*rwa pedały w d*pę”.
Policjant się trochę speszył, bo uświadomił sobie, że nie doczytał na wezwaniu, że sprawa się tyczy flagi.
„Między nami”, skoro widzę, że on jest bardziej wspierający, niż policjanci z zeszłotygodniowych wydarzeń (tutaj on zaczął bronić swoich znajomych po fachu, że tak jak w szeregach policji są osoby o różnych poglądach, tak wśród nas są ludzie w bojówkach LGBT i ludzie „normalni”), powiedziałem mu, że wezwałem policję, bo tamci zaczęli między sobą rozmawiać, że może to oni powinni zadzwonić na policję, żeby policja wtargnęła do nas i nas zaaresztowała, pokazała nam, że to nie jest kraj dla takich jak my.

Funkcjonariusze to wszystko przyjęli do świadomości. Powiedzieli mi, że jeszcze spróbują znaleźć tamtych, tym razem wiedząc, że chodzi o flagę. Mają do mnie zadzwonić, jeśli się uda.

Około 1:30 dostałem telefon, że mam zejść na dół się wylegitymować.
Podchodząc do funkcjonariuszy trochę się bałem, bo staliśmy w niedużej odległości od zatrzymanych sprawców. Było ciemno i przede mną był funkcjonariusz, który mam nadzieję zasłaniał im widok mojej osoby, ale nie mam pewności, że nie mogli zobaczyć czegoś z mojego wyglądu, co potem może sprawić, że będę ich celem na spacerze z psem lub wychodząc do sklepu.
Rozmawiałem tymi dwoma wcześniejszymi funkcjonariuszami i jedną funkcjonariuszką. Zostałem prosto z mostu przez nią zapytany „czy jest pan gejem”. Powiedziałem, że jestem osobą trans i że to nie ma większego znaczenia, bo chodzi o flagę, a nie o moją tożsamość. Ona powiedziała, że ma to znaczenie. Niezręcznie się mnie spytała, czy „czuje się pan mężczyzną czy kobietą”. „Mężczyzną”, odpowiedziałem zrezygnowany.
Zostałem bardzo chaotycznie wypytany o szczegóły zdarzenia. Miałem wrażenie, że muszę się spieszyć. Uciekały mi detale.
Funkcjonariusze twierdzili, że w zgłoszeniu dostali opis mężczyzn, jednak ja nic takiego nie podawałem, bo i ja, i współlokatorka, baliśmy się wyjrzeć przez okno. Dopiero później sobie uświadomiłem, że o tej 21 wyszedłem na balkon i widziałem dwóch facetów w podobnych ubraniach. Funkcjonariusze powiedzieli, że jeśli nie jestem pewien, to nie mogą nic zrobić. Więc musiałem być pewien.

Powiedziano mi, żebym rano przyszedł na komendę na Żytniej.

Około 11 (17.08.20.) stawiłem się na komendę razem z Emilką , żeby mieć osobę wspierającą, ale po dwudziestu minutach czekania okazało się, że iść złożyć zeznania mogę tylko sam.

Policjant z wydziału gróźb karalnych zaprowadził mnie do małego gabinetu na ostatnim piętrze. Zaczął mnie pytać o zajście i od razu było jasne, że nic nie wie. Nie dostał żadnego zawiadomienia od funkcjonariuszy z patrolu. Nie wiem, jak to funkcjonuje, ale myślałem, że poprosi mnie chociaż o ten numer, który mi podali tamci policjanci, wpisze coś do komputera i będzie miał przed sobą ich raport.

Przez chyba godzinę wypytywał mnie o szczegóły zdarzenia i ja uprzejmie składałem moje zeznania.

Spytał mnie, czy obawiam się o moje życie i szczerze powiedziałem, że tak. Ci faceci wiedzą, w której klatce mieszkam, na którym piętrze. Nie mam pewności, że nie wiedzą, jak wyglądam.

Jak doszliśmy do opisywania rozmów z policjantami, policjant spisujący moje zeznania przyznał mi rację, że moja orientacja czy płeć nie wpływa na fakt popełnienia przestępstwa. Nie grożono mi dlatego, że jestem gejem albo osobą trans, tylko dlatego, że mam wywieszone flagi. Potem trochę próbował bronić honoru funkcjonariuszki, że jednak należy to zapisać w protokole, ale nadal: w protokole należy zapisać, że grożono mi przez flagę, a nie przez moją domniemaną orientację czy płeć. Wyraziłem mój żal, że policjanci od lat nie mają szkoleń na temat osób LGBT czy tego, jak rozmawiać z osobą trans. Policjant stwierdził, że niestety on jest na zbyt niskim stanowisku, żeby cokolwiek z tym zrobić.

Dostałem potwierdzenie złożenia zawiadomienia.

Ma być wszczęte postępowanie. Moja współlokatorka i jej chłopak mogą zostać wezwani w charakterze świadków, chociaż tak naprawdę też są osobami pokrzywdzonymi, bo mieszkają w tym samym mieszkaniu, ich też dotyczą teksty „k*rwo z drugiego pietra, zabiję cię”.

Wróciłem do mieszkania zmęczony i nadal przestraszony.

O 13:55 do drzwi naszego mieszkania zadzwoniła sąsiadka z tego samego piętra, żeby mnie poprosić, żebyśmy zdjęli nasze flagi, bo „pół nocy do [niej] dzwonili domofonem”. Pomylili się o jedno mieszkanie. Flag nie zdejmiemy.” – czytamy we wpisie.


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.
c