Rząd szykuje bat na kierowców. Mogą zapłacić nawet 7500 zł
Rząd szykuje poważne zmiany w przepisach dotyczących wykroczeń rejestrowanych przez fotoradary i inne urządzenia automatycznego nadzoru. Nowe rozwiązania mają przede wszystkim uderzyć w osoby, które po otrzymaniu zawiadomienia nie wskazują kierowcy i w ten sposób próbują uniknąć odpowiedzialności. W najbardziej dotkliwym wariancie właściciel samochodu może zostać obciążony opłatą sięgającą aż 7500 zł. Na razie mowa jednak o projekcie znajdującym się na etapie konsultacji.

Skala problemu jest ogromna. System Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym korzysta z setek urządzeń rozmieszczonych w całej Polsce. Mimo tego znaczna część zarejestrowanych naruszeń nie kończy się ukaraniem sprawcy.
Setki tysięcy spraw bez kary
Według przedstawionych danych w ponad 720 lokalizacjach funkcjonuje przeszło 830 urządzeń. Wśród nich znajduje się 545 fotoradarów punktowych oraz 116 zestawów odcinkowego pomiaru prędkości. System uzupełniają urządzenia rejestrujące przejazdy na czerwonym świetle oraz ponad 30 nieoznakowanych pojazdów wyposażonych w aparaturę pomiarową.
W 2024 roku urządzenia zarejestrowały blisko 1,17 mln wykroczeń. Problem polega na tym, że w przypadku 41,3 proc. z nich sprawcy mieli uniknąć odpowiedzialności.
Ponad 350 tys. spraw uległo przedawnieniu, a około 129 tys. naruszeń dotyczyło samochodów z zagranicznymi numerami rejestracyjnymi.
Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest obecna procedura ustalania, kto rzeczywiście prowadził samochód.
Nie wskażesz kierowcy? Właściciel auta może zapłacić
Projektowana reforma ma zasadniczo zmienić ten mechanizm.
Po zarejestrowaniu wykroczenia właściciel samochodu otrzyma informację o naruszeniu wraz z odpowiednim formularzem. Jeżeli sprawca zostanie wskazany i przyjmie mandat, postępowanie będzie mogło zakończyć się na dotychczasowych zasadach.
Znacznie poważniejsze konsekwencje mają pojawić się w przypadku braku wskazania kierującego.
Projekt przewiduje automatyczną opłatę administracyjną nakładaną na właściciela lub użytkownika pojazdu figurującego w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców.
Jeżeli w ciągu 30 dni od doręczenia zawiadomienia kierujący nie zostanie skutecznie wskazany, właściciel może zostać obciążony znacznie wyższą kwotą niż standardowy mandat.
W przypadku samochodów mających kilku właścicieli odpowiedzialność ma być solidarna.
Nawet 7500 zł za przekroczenie prędkości
Projekt przewiduje bardzo wysokie stawki opłaty administracyjnej. Jej wysokość ma zależeć od skali przekroczenia dopuszczalnej prędkości.
Za przekroczenie prędkości do 30 km/h opłata ma wynosić 1500 zł. Przy przekroczeniu o 31–40 km/h będzie to 2400 zł, a przy 41–50 km/h – 3000 zł.
Jeszcze wyższe stawki przewidziano dla najpoważniejszych naruszeń. Przekroczenie limitu o 51–60 km/h ma oznaczać 4500 zł, a o 61–70 km/h – 6000 zł.
Najwyższa stawka wyniesie aż 7500 zł i ma dotyczyć przekroczenia dozwolonej prędkości o ponad 71 km/h.
Co ważne, nie jest to propozycja zwykłego mandatu za samo przekroczenie prędkości. Opisywane wysokie kwoty dotyczą projektowanej opłaty administracyjnej związanej z sytuacją, w której po zarejestrowaniu naruszenia nie zostanie wskazany kierujący.
3000 zł za czerwone światło
Nowy mechanizm ma obejmować również inne wykroczenia rejestrowane automatycznie.
W przypadku przejazdu na czerwonym świetle projektowana opłata ma wynosić 3000 zł.
Jeszcze bardziej dotkliwe konsekwencje przewidziano za wjazd na przejazd kolejowy mimo obowiązującego zakazu. W takim przypadku kwota może sięgnąć 6000 zł.
Projekt przewiduje również możliwość skorzystania z korzystniejszego rozliczenia w przypadku szybkiego uregulowania należności.
Mniejsza tolerancja fotoradarów
Zmiany mają dotyczyć również sposobu uwzględniania błędu pomiarowego urządzeń.
Obecnie w praktyce automatyczny system reaguje na przekroczenia wynoszące co najmniej 11 km/h. Projekt zakłada zastosowanie korekty wyniku pomiaru wynoszącej 5 km/h na zwykłych drogach oraz 6 km/h na autostradach i drogach ekspresowych.
Po uwzględnieniu tej korekty wynik miałby stanowić podstawę dalszego postępowania.
Oznaczałoby to istotne uszczelnienie automatycznego systemu kontroli prędkości.
Tylko trzy sytuacje mają zwalniać właściciela
Projekt przewiduje ograniczony katalog sytuacji, w których właściciel samochodu będzie mógł uniknąć odpowiedzialności administracyjnej.
Chodzi o możliwość udowodnienia, że samochód został wcześniej skradziony, został zbyty przed zarejestrowaniem naruszenia albo pojazd był używany w stanie wyższej konieczności.
W praktyce nowe przepisy mają sprawić, że samo niewskazanie kierowcy lub przedłużanie procedury przestanie być skutecznym sposobem na uniknięcie konsekwencji.
Rząd liczy również na setki milionów złotych
Nowy system ma nie tylko zwiększyć skuteczność egzekwowania odpowiedzialności za wykroczenia. Według przedstawionych szacunków w latach 2028–2037 rozwiązania mogą przynieść budżetowi ponad 809 mln zł.
Około 265,5 mln zł tej kwoty ma pochodzić z nowych opłat administracyjnych.
Kiedy nowe przepisy wejdą w życie?
Planowany termin rozpoczęcia obowiązywania nowych rozwiązań to 1 stycznia 2028 roku.
Nie oznacza to jednak, że opisane stawki już obowiązują. Projekt znajduje się obecnie na etapie konsultacji społecznych i przed wejściem w życie musi przejść cały proces legislacyjny. W jego trakcie poszczególne rozwiązania oraz kwoty mogą jeszcze zostać zmienione.
Jeżeli jednak reforma zostanie przyjęta w proponowanym kształcie, dla właścicieli samochodów oznaczać będzie zasadniczą zmianę. Ignorowanie korespondencji dotyczącej wykroczenia zarejestrowanego przez automatyczny system może przestać opłacać się całkowicie – w najpoważniejszych przypadkach stawką będzie nawet 7500 zł.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.