Sataniści, mordercy i zoofile w opuszczonej praskiej fabryce? [SZOKUJĄCY LIST DO REDAKCJI/DRASTYCZNY OPIS 18+]

Do naszej redakcji przyszedł list, który nas zszokował i poruszył jak niewiele innych wcześniej. Opis jest drastyczny. Historia przedstawiona w liście jest TYLKO DLA OSÓB PEŁNOLETNICH. Sprawę przekazujemy na policję. Jednocześnie przestrzegamy przed zapuszczaniem się w rejon starych praskich fabryk. Uważajcie też na swoje zwierzęta. Dane Czytelniczki do wiadomości redakcji.  O sprawie powiadomiliśmy wszystkie znane nam organizacje pro zwierzęce, które obiecały pomoc.

Fot. Pixabay

„Jestem osobą po 40-stce, urodzoną, wychowaną i zamieszkałą w Warszawie na Pradze. Kocham moją dzielnicę i pomimo licznych i powszechnych opinii dotyczących prażanów, nie mam najmniejszego zamiaru wypierać się tego, kim jestem. Moi rodzice pochodzili z rodzin inteligenckich. Ja sama odebrałam wyższe wykształcenie i zajęłam się pracą naukową. (…) Zostałam również wychowana w wierze katolickiej i jestem z tego dumna. Można powiedzieć, że praca i wiara są nie tylko moją pasją, ale również elementem życia dającym mi siłę i nadzieje by mimo wszystko optymistycznie spoglądać w przyszłość. Do wspomnianego przed chwilą tandemu zalicza się również moje zamiłowanie do wędrówek. Słońce i upał, deszcz i wiatr, śnieg i mróz – nieważne jakie warunki panują na zewnątrz, ja oddaję się moim umiłowanym spacerom. Stąd proszę się nie zdziwić, że opisywana przeze mnie historia miała miejsce w jedną z najzimniejszych nocy bieżącego roku. Przyznam, że przez długi czas biłam się z myślami i miałam poważne opory z przygotowaniem wiadomości. Wiem, że to, co za chwilę przedstawię godzi nie tylko w moją dzielnicę, ale również wiarę (…), dobro ludzi i równie dobry smak.

Niestety, nie mogę dłużej trzymać tego strasznego przeżycia w sobie. Regularnie czytam Państwa wiadomości. Przyznam, że dziwne historie opisywane na warszawiewpigulce pomogły mi się nieco otworzyć i powziąć decyzję o własnym podzieleniu się z Panem i z Pana Czytelnikami tym, co przeżyłam lekko ponad tydzień temu.

Przejdźmy zatem do rzeczy. Lekko po północy, okutana w szalik, czapkę i cieplutką odzież spacerowałam po jednej z większych ulic na Pradze Celowo nie chcę tutaj podawać konkretnych nazw. Zależy mi na opinii miejsca, w którym żyję. Osoby niezwiązane emocjonalnie z Pragą nie muszą znać dokładnej topografii dzielnicy. Ci z nas, którzy się tu urodzili, dobrze skojarzą, o których rejonach mówię. Jak to z reguły mają do siebie główne ulice, odchodzą od nich niezliczone wręcz odnogi uliczek pomniejszych. Ciemnych, specyficznych i dość niepokojących tu na Pradze. Schodząc z głównej weszłam w wąską jednokierunkową uliczkę z miejscami parkingowymi po obu stronach i chodnikiem. Wokół mnie ciągnęły się przedwojenne kamienice z tymi charakterystycznymi dla mojej dzielnicy czarnymi wręcz bramami. Szłam podziwiając prószący lekko śnieg. Powoli z obszaru kamienic poczęłam wchodzić w rejon starych ceglanych fabryk, z których większość stanowi niebezpieczne pustostany o wielkich fasadowych powybijanych oknach. Większość wciąż jest odgrodzona wysokimi kamiennymi murami, bądź żelaznymi prętowiskami. Są jednak miejsca, gdzie furtki się nie domykają. Miejsca, gdzie wyłamane sztachety pozwalają przecisnąć się w miarę zgrabnej i szczupłej kobiecie. Nie wiem dlaczego, ale właśnie tamtej nocy poczułam dojmującą potrzebę wejścia na teren jeden z opustoszałych praskich fabryk. Być może sam Bóg chciał, abym na własne oczy ujrzała to, co miałam ujrzeć. Mimo, iż głęboce tego żałuję i gdybym tylko mogła, cofnęłabym czas bez chwili namysłu.

Przedostałam się na teren fabryki. Przez chwilę kluczyłam po okolicy napawając się atmosferą miejsca i świadomością, że najpewniej jestem tutaj pierwszą osobą od bardzo dawna. Tamtej nocy było naprawdę zimno. Nagle poczułam jakby temperatura spadła o kilka stopni. Pomimo ciepłej odzieży i silnych emocji poczułam jak przenikają mnie dreszcze. Już chciałam zawracać. Jakiś głos mówił mi, że to nie jest dobre miejsce. Że nie powinno mnie tu być. Drugi jak gdyby na siłę próbował mnie zatrzymać. Kątem oka wydało mi się, że dostrzegłam coś w jedną z matowych, niemalże szarych od brudu i smogu szyb. Sama siebie zapytałam, czy to możliwe by we wnętrzu opuszczonej budowli płonął ogień? Najpewniej bezdomni koczują i próbują przetrwać nocne mrozy przy prowizorycznym ognisku.

Miałam odejść. Bóg mi świadkiem chciałam zawrócić i powrócić do domu. Mam jednak dobre serce i jak na Chrześcijankę staram się pomagać mym bliźnim. Na myśl o koczujących bez dachu nad głową zrobiło mi się bardzo przykro. Ja przynajmniej mam dokąd wrócić. Oni nie.

Skierowałam się do szerokich stalowych drzwi. Prowadziły one do długiego korytarza, równoległego do głównego pomieszczenia, w którym wydawało mi się płonęło ognisko. Powoli i ostrożnie, najpewniej za sprawą czuwającego nade mną Pana Boga, weszłam do środka i skierowałam się wzdłuż przejścia. Im bliżej wejścia do dużego pomieszczenia tym większy narastał we mnie niepokój. Zdawało mi się, że słyszę odgłosy. Ktoś mówił. Niewyraźnie i napastliwie. Były też odgłosy zwierząt. Piski i miauczenia. Coś, co tworzyło dziwną, coraz głośniejszą kakofonię. Byłam przerazona. Wiedziałam, że muszę zawracać, ale nie mogłam. Za załomem korytarza dostrzegłam migotliwe światło. Docierało z głównego pomieszczenia. Zaczaiłam się i najciszej jak tylko mogłam, zbliżyłam do framugi. Wyjrzałam niepewnie i jednym okiem zerknęłam do środka.

Panie Redaktorze, proszę mi wierzyć zdaję sobie sprawę jak zabrzmi to, co za chwilę napiszę. Większość ludzi najpewniej nie uwierzy zaprzeczając, jakoby w Warszawie działy się takie rzeczy. Dlatego tak długo biłam się z myślami, czy do Pana napisać. Mimo wszystko proszę mieć na uwadze, że wbrew nieprzychylnym opinią uważam, że powinniśmy przestrzec ludzi przed tym, co się dzieje. Był to horror. Najgorszy horror, którego żaden zdrowy na umyśle, wierzący w Pana naszego Boga Jezusa Chrystusa człowiek nigdy by nie wymyślił. Serce mi łomoce. Ręce drżą, a na plecach czuję ciarki. Jednak muszę o tym Panu powiedzieć, a Pan musi poinformować o tym ludzi.

Pod jedną ze ścian w dużym pomieszczeniu zebrała się grupka kilku, nie wiem dokładnie ilu, ale chyba około dziesięciu ubranych w czarne szaty postaci. Szaty te przypominały sutanny księży z tym, że zebrani mieli na głowach kaptury zakrywające twarze. Wszędzie wokół ustawiono beczki z opałem. Ogień był duży. Słyszałam jak skwierczy. Widziałam jego jasność i niemalże mogłam poczuć bijący od niego gorąc. Dwie beczki były jednak puste. Ustawiono je pionowo i położono na nich drewniany blat. Na tym blacie płonęły czarne świece. Jedna z postaci stała przy tym blacie. Teraz, kiedy o tym myślę, musiał to być ołtarz. Odwrócony plecami do innych człowiek przemawiał w jakimś obcym, nieznanym mi języku.

W rękach trzymał kota. Uzmysłowiłam sobie, że to zwierze musiało tak piszczeć wcześniej. Rozejrzałam się po zebranych. Tak jak myślałam. Kociak nie był sam. Sataniści, ponieważ bez cienia wątpliwości byli to sataniści, mieli ze sobą kilka przenośnych plastikowych klatek na koty. W każdej znajdował się zwierzak. Był też pies. Duży wilczur na smyczy. Jedna z czarnych sylwetek trzymała go blisko własnych nóg. Bałam się, że lada moment stanie się to, co musiało się stać. Usytuowany przy ołtarzu człowiek uniósł kociaka i poderznął mu gardło. Zwierzę piszczało, wierzgało i proszę mi wierzyć, krzyczało. Mordowany na moich oczach kot krzyczał z bólu i cierpienia. Krew bluznęła na ołtarz, a satanista rozpłatał zwierzęciu brzuch i wypatroszył go rzucając pod nogi. Ludzie skandowali z uniesionymi w górę rękami. Byli w jakimś transie. Niemalże seksualnej ekstazie. Jedna z postaci pochyliła się nad klatką i wyjęła drugiego kota. Został zabity tak samo jak pierwszy. Nie mogłam na to patrzeć, a jednocześnie nie mogłam oderwać oczu. Chciałam uciec, ale nie mogłam. Szatan mnie przeklął i unieruchomił moje nogi. Miałam łzy w oczach i krzyk w gardle. Mimo to nie byłam w stanie się ruszyć.

Proszę mi wierzyć, myślałam, że zabiją resztę kotów. Byłam na to już nawet przygotowana. Lecz oni zrobili coś znacznie gorszego. Coś tak obrzydliwego, od czego normalnemu człowiekowi zbiera się na odruch wymiotny. Sataniści utworzyli krąg. Jedna z postaci, ta z psem, weszła do środka. Podwinęła sutannę. Była to dziewczyna. Naga pod spodem. Wypięła się, a dwoje innych wysmarowało jej lędźwie, pośladki, uda i genitalia krwią zamordowanych kotów. Jednocześnie pies został spuszczony ze smyczy. Zaczął… proszę sobie wyobrazić, co działo się dalej. Nie chcę i nie mogę napisać czegoś tak obrzydliwego. Na własne oczy ujrzałam stosunek seksualny tej dziewczyny z wilczurem. Zebrało mi się na wymioty. Tego było za wiele i dobry Bóg w swojej łasce poderwał mnie na równe nogi, a ja z początku wolno i cicho oddaliłam się. Kiedy poczułam się bezpiecznie, zaczęłam biec. Zatrzymałam się dopiero w mieszkaniu. Następnego dnia chciałam wrócić w to straszliwe miejsce, ale nie miałam odwagi. Tak strasznie się bałam! Dopiero teraz po upływie tylu dni zdobyłam się na odrobinę siły i napisałam do Pana. Wiem, że jest Pan dobrym człowiekiem i robi wszystko, by pomagać ludziom. Pana portal jest miejscem, gdzie za sprawą licznych wiadomości wielu ludziom powróciła wiara w drugiego człowieka. Proszę Pana, aby przestrzegł Pan innych o tym, co dzieje się w fabrykach na Pradze. Musimy coś z tym zrobić. Bardzo Pana proszę. Niech Pan sobie wyobrazi, co ja przeżyłam. To było obrzydliwe. Ilu jeszcze podłych satanistów oddaje się równie obrzydliwym, pełnym abominacji czynom tuż obok nas?”

O opinię poprosiliśmy wybitnego znawcę Pragi Północ, przewodnika warszawskiego Daniela Echausta, który podzielił się z nami swoimi przypuszczeniami, co do miejsca: „To nie jest kwestia wiary czy jej braku w to, czy takie rzeczy się dzieją czy nie dzieją. Człowiek to najbardziej permisywistyczna jednostka jaka żyje na świecie. Człowiek w swojej perwersji nie zna granic. Zatem uważam, że przytoczone zdarzenie absolutnie mogło się zdarzyć. Co do samego zaś zdarzenia. Za Bazyliką na Szmulkach znajdują się dwa opuszczone XIX wieczne budynki; fabryka i stary młyn. Jako, że kocham te okolice sam parokrotnie zapuszczałem się w te tereny. Również z grupami. Zawsze dziwiło mnie miejsce po palenisku i symbole satanistyczne (napisy 666 i ślady krwi). Takie opuszczone miejsca, i Szmulki owiane fałszywą, krzywdzącą legendą, mogą być idealnym, odizolowanym miejscem do wykonywania tych obrzydliwych i szatańskich praktyk. Drugą opcją są stare zakłady Telefunken przy ulicy Owsianej na Pradze-Południe”. 

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.