Tysiące klientów robi tak podczas zakupów? Prawo mówi jasno: to nie przejdzie. Sklepy często wzywają policję
Woda w upały, bułka dla głodnego dziecka, batonik na szybką energię – otwierasz produkt w sklepie, myśląc „przecież za chwilę zapłacę”. Brzmi niewinnie. Tyle że prawnie rzecz wygląda inaczej: dopóki nie przejdziesz przez kasę, towar nie jest Twój. A sklepy coraz częściej traktują takie sytuacje poważnie – nawet gdy chodzi o 33 grosze.

Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce
Bułka za 33 grosze, radiowóz na sygnale
Styczeń 2023 roku, Rzeszów. Pani Justyna idzie na zakupy z trójką dzieci – 1, 4 i 7 lat. Szkoły i przedszkola zamknięte, nie ma z kim ich zostawić. Dzieci przy dziale z pieczywem wzięły po bułce. Mama nie zauważyła, kiedy jedno z nich zjadło swoją kajzerkę.
Przy kasie zapłaciła za dwie bułki. Zapomniała o trzeciej. Na parkingu zatrzymała ją ochrona – dwóch mężczyzn zażądało paragonu i zaczęło sprawdzać, ile bułek zostało kupionych. Okazało się, że jednej zabrakło. Kobieta wróciła do środka. Kierownik sklepu oznajmił, że musi wezwać policję.
Radiowóz przyjechał na sygnale. „Wyobraziły sobie, że matkę do więzienia zamkną. Tylko mały się śmiał, jedząc drugą bułkę” – wspominała później pani Justyna w rozmowie z Gazetą Wyborczą. Policjanci potraktowali sprawę z dystansem i udzielili pouczenia. Wartość skradzionej bułki: 33 grosze.
Sieć przeprosiła klientkę, tłumacząc całość młodym stażem pracownika. Incydent odbił się szerokim echem w mediach. Dla wielu to kuriozum. Dla prawników – klasyczny przykład naruszenia własności cudzej rzeczy.
Produkt staje się Twój dopiero przy kasie
Kodeks cywilny nie pozostawia wątpliwości. Art. 535 definiuje umowę sprzedaży jako zobowiązanie sprzedawcy do przeniesienia własności rzeczy i jej wydania, a kupującego – do odebrania rzeczy i zapłacenia ceny. To umowa wzajemna, co oznacza, że obie strony powinny spełnić swoje świadczenia jednocześnie.
Zabranie produktu z półki i włożenie go do koszyka nie powoduje nabycia własności. Sklep pozostaje właścicielem towaru. Własność przechodzi na Ciebie dopiero w momencie zapłaty przy kasie. Zjedzenie batonika przed tym momentem to technicznie naruszenie prawa własności sklepu.
Czy to rzeczywiście po prostu kradzież? Kluczowe jest ustalenie zamiaru. Kradzież, zgodnie z art. 278 kodeksu karnego, wymaga działania z chęcią przywłaszczenia cudzej rzeczy. Jeśli zjesz produkt, planując podejść do kasy i zapłacić za opakowanie z kodem kreskowym – formalnie nie dochodzi do kradzieży. Brak zamiaru przywłaszczenia.
Problem w tym, że o zamiarze i winie orzeka sąd. Sklep nie może zajrzeć Ci do głowy. Pracownik ochrony widzi: klient zjadł coś przed kasą. Skąd ma wiedzieć, czy zamierzasz zapłacić? Dla niego to podejrzenie wykroczenia. Może Cię zatrzymać, wezwać policję, żądać okazania dowodu osobistego. Najczęściej więc pracownicy ochrony zachowują się w sposób wyrozumiały: obserwują klienta do momentu podejścia do kasy i sprawdzają czy rzeczywiście doliczył bułkę, postawił na taśmie niedopitą wodę czy opakowanie po zjedzonym batoniku.
Jeżeli rzeczywiście ktoś zapomni zapłacić dochodzi do naruszenia prawa. Wartość produktu decyduje o kwalifikacji prawnej. Do 800 zł to wykroczenie – mandat, pouczenie. Powyżej tej kwoty zaczyna się przestępstwo kradzieży. Zjedzenie jednego batonika? Wykroczenie. Zjedzenie drogich produktów? Potencjalnie kradzież, choć zjedzenie tak dużej ilości przed pójściem do kasy jest praktycznie niemożliwe.
„Zachęcamy do powstrzymania się”
Sieci handlowe oficjalnie nie popierają jedzenia produktów przed zapłatą. Lidl Polska informuje, że podejmuje działania mające na celu ochronę mienia i bezpieczeństwo klientów. Instaluje monitoring, współpracuje z firmami ochroniarskimi, szkoli pracowników na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń.
Netto przyznaje, że zjedzenie produktu przed zapłatą „zdarza się głównie osobom starszym bądź towarzyszącym dorosłym dzieciom, na przykład z powodu pragnienia upitych zostanie kilka łyków wody czy soku”. Skasowanie niepełnej butelki przy kasie tradycyjnej nie stanowi problemu. Przy kasie samoobsługowej może być kłopot – weryfikacja wagowa wymaga pomocy pracownika.
Biedronka ma podobne podejście: „Zachęcamy klientów do powstrzymania się od spożywania produktów przed dokonaniem zapłaty. Rozumiemy jednak, że w wyjątkowych sytuacjach, takich jak potrzeby dzieci, które nie mogą doczekać się skosztowania produktu, takie przypadki mogą się zdarzyć – wówczas podchodzimy do nich z pełną wyrozumiałością i akceptacją”.
Teoria wszędzie brzmi przyzwoicie. Praktyka bywa różna, bo wszędzie dochodzi czynnik ludzki.
UOKiK wprost: produkt nie jest Twój, dopóki nie zapłacisz
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przestrzegał na Instagramie: „Produkt nie jest Twój, dopóki za niego nie zapłacisz. Jeśli coś zjesz lub wypijesz, zanim zapłacisz, może to zostać uznane za kradzież”.
Federacja Konsumentów przywołuje przykłady klientów, którzy otworzyli torebkę z orzechami podczas zakupów i zostali zatrzymani przez ochronę. Wezwanie policji to ostateczność, ale zdarzenia takie nie należą do rzadkości.
Carrefour potwierdza: „Nieuiszczenie opłaty – w zależności od wartości produktu – traktowane jest jako wykroczenie bądź kradzież”. Sklep ma prawo wezwać policję. Pracownicy ochrony działają zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 18 listopada 1998 roku w sprawie szczegółowego trybu działań pracowników ochrony.
Dlaczego sklepy tak reagują?
Bo każdego dnia dziesiątki osób próbują jeść bez płacenia. Jedni szczerze zapominają zapłacić. Inni testują system – ile można zjeść, zanim ktoś zauważy. Sklepy tracą na tym pieniądze. Pracownicy ochrony siedzą przed monitoringiem i wyławiają takie przypadki.
Pani Justyna z Rzeszowa zastanawiała się, jak ochrona tak szybko zorientowała się, że dziecko zjadło bułkę. „Jestem pewna, że siedzą tacy dwaj przed monitoringiem i chcąc się wykazać skutecznością, celują w taki przypadek jak mój. Czyli kobieta z dziećmi, zaaferowana zakupami”.
Na zapleczu sklepu widziała stół z rzeczami z dołączonymi datami – jedna pomarańcza, batonik. Dowody na wykroczenia. Sklepy traktują to serio. Nawet gdy wartość nie przekracza złotówki.
Odpowiedzialność cywilna: zapłać i sprawa zamknięta
Prawnie zjedzenie produktu przed zapłatą można potraktować jako odpowiedzialność deliktową według art. 415 kodeksu cywilnego: „Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”.
Jak naprawić szkodę? Zapłacić za zjedzony produkt. Koło się zamyka. Dopóki chcesz zapłacić, sklep nie ponosi realnej szkody. Problem pojawia się, gdy wyjdziesz ze sklepu bez płacenia – wtedy już można mówić o kradzieży.
Uczciwy klient przy kasie samoobsługowej jest w stanie sam skasować zjedzony produkt. Problem z wagą? Wystarczy poprosić pracownika o pomoc. Większość kasjerek nie robi problemu – skanują pusty papierek i tyle.
Czy kiedykolwiek to jest w porządku?
Praktyka rynkowa pokazuje pewną tolerancję. Restauracje działają na zasadzie „najpierw zjedz, potem zapłać” – kelner przynosi rachunek dopiero pod koniec. Nikt nie oskarża gości o kradzież przed uiszczeniem należności. Zakłada się dobry zamiar.
W sklepach można próbować stosować podobną logikę. Upały, pragnienie – pijesz łyk wody, idziesz do kasy z półpełną butelką. Kasjerka skanuje, płacisz, wychodzisz. Żaden problem. Dopóki masz zamiar zapłacić i faktycznie to robisz.
Ale zasada jest prosta: sklep nie musi przymykać oka. Ma prawo potraktować Cię jak złodzieja. I właśnie dlatego najlepiej po prostu poczekać do kasy.
Jak uniknąć problemów podczas zakupów?
- Nie jedz ani nie pij w sklepie przed zapłatą – nawet jeśli jesteś spragniony, głodny lub Twoje dziecko płacze. Poczekaj te kilka minut do kasy. To najprostszy sposób, żeby uniknąć nieprzyjemnej rozmowy z ochroną.
- Jeśli już zjesz – natychmiast idź do kasy – nie spaceruj po sklepie z pustym opakowaniem. Im szybciej zapłacisz, tym mniejsze ryzyko nieporozumień. Zachowaj kod kreskowy z opakowania.
- Przy kasie tradycyjnej powiedz kasjerowi – „zjadłem batonika, skanuje Pani pusty papierek”. Większość pracowników potraktuje to normalnie. Nie mają powodu robić problemu, jeśli płacisz.
- Unikaj kas samoobsługowych po zjedzeniu produktu – system weryfikuje wagę, pusta butelka wywoła alarm. Jeśli musisz użyć kasy samoobsługowej, od razu poproś pracownika o pomoc przy skanowaniu zjedzonych produktów.
- Pilnuj dzieci w sklepach – dziecko, które bierze bułkę i zaczyna ją jeść, to Twoja odpowiedzialność. Jeśli zauważysz za późno, powiedz kasjerowi przy kasie. Nie ukrywaj tego – to tylko pogarsza sytuację.
- Nie wchodź w dyskusję z ochroną – jeśli pracownik ochrony Cię zatrzyma, zachowaj spokój. Wyjaśnij, że chciałeś zapłacić, pokaż produkt lub opakowanie. Agresja i awantura tylko pogarszają sprawę.
- Zawsze noś przy sobie dowód osobisty – w skrajnych przypadkach ochrona może żądać okazania dokumentu. Jeśli go nie masz, sytuacja się komplikuje. Lepiej dmuchać na zimne.
- Jeśli wezwano policję – współpracuj – funkcjonariusze ocenią sytuację. Jeśli faktycznie chciałeś zapłacić i było to nieporozumienie, sprawa zakończy się pouczeniem. Kłótnia z policją nic nie da.
Co może Ci grozić?
Realistycznie? Pouczenie lub mandat. Jeśli wartość produktu nie przekracza 800 zł, mamy do czynienia z wykroczeniem. Policja może udzielić pouczenia albo nałożyć mandat. W skrajnych przypadkach – sprawa trafi do sądu, który może orzec grzywnę.
Powyżej 800 zł zaczyna się przestępstwo kradzieży. Możliwe kary: grzywna, ograniczenie wolności, a w wyjątkowych przypadkach – pozbawienie wolności do 5 lat. Ale to ekstrema. Pojedyncza bułka czy batonik to wykroczenie, nie przestępstwo.
Praktycznie najgorsza konsekwencja to stres, nieprzyjemna sytuacja przed innymi klientami i kilka minut rozmowy z policją. Jeśli działałeś w dobrej wierze – nic poważnego Ci nie grozi.
Czy to sprawiedliwe?
Zatrzymanie matki z dziećmi za bułkę wartą 33 grosze budzi pytania o proporcjonalność reakcji. Czy wezwanie policji na sygnale było konieczne? Czy młody stażem pracownik powinien mieć taką swobodę decyzyjną?
Z drugiej strony – sklepy tracą miliony rocznie na kradzieżach. Muszą reagować. Problem w tym, że system nie rozróżnia roztargnionej matki od zawodowego złodzieja. Ochrona widzi: zjedzony produkt, brak płatności. Procedura wymaga interwencji.
Sieć po incydencie w Rzeszowie przeprosiła, przyznała błąd, przeszkoliła personel. Czy to coś zmienia? Niewiele. Kolejny pracownik w kolejnym sklepie może zareagować dokładnie tak samo. Bo formalnie będzie miał rację.
Prawo jest jasne. Produkt staje się Twój po zapłacie. Nie wcześniej. Jedzenie w sklepie przed kasą to naruszenie cudzej własności. Sklepy mają prawo reagować. Lepiej po prostu nie ryzykować.
Akty prawne omawiane w tekście: Kodeks cywilny (ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r., Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93, art. 535, art. 415), Kodeks karny (ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r., Dz.U. 1997 nr 88 poz. 553, art. 278), Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 18 listopada 1998 r. w sprawie szczegółowego trybu działań pracowników ochrony (Dz.U. 1998 nr 144 poz. 931).
Inne źródła: Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Federacja Konsumentów, Gazeta Wyborcza (artykuł o incydencie w Rzeszowie, styczeń 2023), Biuro prasowe Lidl Polska, Biuro prasowe Netto Sp. z o.o., Biuro prasowe Carrefour Polska , Warszawa w Pigułce.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.