Uwaga. Przyjdą do domu. Wymiana urządzeń na masową skalę w 2026 roku. Czy masz prawo nie wpuścić montera do domu? Przepisy nie pozostawiają złudzeń
Styczeń 2026 roku to dla operatorów energetycznych czas wytężonej pracy, a dla milionów Polaków – moment, w którym do ich drzwi zapukają instalatorzy. Program wymiany starych liczników na nowoczesne urządzenia ze zdalnym odczytem (LZO) wchodzi w decydującą fazę. Zgodnie z harmonogramem ustawowym, czas ucieka, a spółki energetyczne muszą zdążyć z modernizacją sieci u większości odbiorców. Wiele osób obawia się jednak wpuszczania obcych do mieszkania, a w Internecie krążą legendy o rzekomej inwigilacji przez „inteligentne” urządzenia. Czy jako właściciel nieruchomości możesz odmówić wymiany? Co grozi za zatrzaśnięcie drzwi przed pracownikiem energetyki i jak odróżnić prawdziwego fachowca od oszusta?

Fot. Warszawa w Pigułce
Modernizacja polskiej sieci energetycznej to proces, który trwa od lat, ale to właśnie rok 2026 jest jednym z kluczowych kamieni milowych. Zgodnie z nowelizacją Prawa energetycznego, operatorzy systemów dystrybucyjnych (OSD) są zobowiązani do wyposażenia co najmniej 80% odbiorców końcowych w liczniki zdalnego odczytu do 2028 roku. Aby zdążyć z tym wyśrubowanym terminem, tempo wymian w obecnym roku drastycznie przyspieszyło. Dotyczy to klientów wszystkich największych dostawców: PGE, Tauron, Enea czy Energa.
Dla przeciętnego odbiorcy prądu sytuacja wydaje się prosta: przychodzi monter, zmienia skrzynkę i wychodzi. Jednak w praktyce pojawia się mnóstwo wątpliwości. Co, jeśli licznik znajduje się wewnątrz mieszkania, a my nie chcemy nikogo wpuszczać? Co, jeśli obawiamy się o prywatność? A może po prostu nie pasuje nam termin? Prawo w tej materii jest skonstruowane w sposób, który daje operatorom bardzo silną pozycję.
Czy masz obowiązek wpuścić instalatora? Co mówią przepisy?
To najczęściej zadawane pytanie. Wielu Polaków wychodzi z założenia, że ich dom to ich twierdza i nikt bez nakazu nie ma prawa tam wejść. W przypadku instalacji elektrycznej sprawa wygląda jednak inaczej. Kluczowe jest zrozumienie jednej, fundamentalnej zasady: licznik energii elektrycznej nie jest Twoją własnością.
Urządzenie pomiarowe, nawet jeśli znajduje się w Twoim przedpokoju, piwnicy czy garażu, pozostaje własnością Operatora Systemu Dystrybucyjnego. Ty jesteś jedynie właścicielem instalacji odbiorczej (kabli w ścianach, gniazdek), ale sam licznik to element sieci dystrybucyjnej. Z tego faktu wynikają konkretne obowiązki zapisane w ustawie Prawo energetyczne.
Zgodnie z przepisami, odbiorca energii ma obowiązek umożliwić przedstawicielom przedsiębiorstwa energetycznego dostęp do urządzeń pomiarowych w celu ich:
- kontroli,
- naprawy,
- wymiany.
Jeśli licznik znajduje się w granicy posesji (np. w skrzynce w płocie) lub na klatce schodowej w bloku, Twoja obecność zazwyczaj nie jest konieczna, a wymiana może odbyć się pod Twoją nieobecność (zostaniesz o niej poinformowany). Jeśli jednak licznik jest wewnątrz lokalu, masz prawny obowiązek udostępnić pomieszczenie monterowi.
Co to oznacza dla Ciebie?
W praktyce oznacza to, że uporczywe odmawianie wpuszczenia montera jest działaniem na Twoją szkodę. Operatorzy mają wypracowane procedury na takie sytuacje. Jeśli zignorujesz pierwsze awizo i termin wizyty, otrzymasz kolejne wezwania. Jeśli nadal będziesz uniemożliwiał dostęp do urządzenia będącego własnością zakładu energetycznego, sprawa może przybrać poważny obrót.
Co to oznacza dla Ciebie w najczarniejszym scenariuszu? Uniemożliwienie wymiany licznika może zostać potraktowane jako uniemożliwienie przeprowadzenia niezbędnych prac eksploatacyjnych, co w skrajnych przypadkach daje operatorowi podstawę do wstrzymania dostaw energii elektrycznej. Ponadto, jeśli stary licznik utraci cechę legalizacji (jego ważność wygaśnie), a Ty nie pozwolisz go wymienić, rozliczenie za prąd może przestać bazować na wskazaniach (bo te są nieważne), a zacząć bazować na ryczałtach, które często są znacznie mniej korzystne finansowo niż faktyczne zużycie.
Warto też pamiętać, że sama wymiana jest dla Ciebie całkowicie bezpłatna. Jeśli monter żąda jakiejkolwiek opłaty za „nowe urządzenie”, „plombowanie” czy „dojazd”, natychmiast powinna zapalić Ci się czerwona lampka – to próba wyłudzenia.
Dlaczego wszyscy muszą przejść na „inteligentne” liczniki?
Wymiana to nie widzimisię urzędników, ale element transformacji energetycznej całej Unii Europejskiej. Liczniki zdalnego odczytu (LZO) mają zrewolucjonizować sposób, w jaki korzystamy z prądu. Dlaczego są tak mocno promowane?
Przede wszystkim eliminują konieczność wizyt inkasentów. Dane o zużyciu są wysyłane do operatora automatycznie, w czasie rzeczywistym (zazwyczaj w paczkach co 15 minut lub co godzinę). To kończy erę prognozowanych rachunków, które często zaskakiwały niedopłatami rzędu kilkuset złotych po pół roku. Płacisz za to, co faktycznie zużyłeś w danym miesiącu.
Dodatkowo, nowe liczniki pozwalają na:
- Szybsze wykrywanie awarii (operator widzi, że u Ciebie nie ma prądu, zanim zdążysz to zgłosić).
- Korzystanie z dynamicznych taryf energetycznych (możesz włączyć pralkę wtedy, gdy prąd na giełdzie jest najtańszy – w 2026 roku staje się to coraz popularniejsze).
- Łatwiejsze podłączenie fotowoltaiki (liczniki są dwukierunkowe, zliczają energię pobraną i oddaną).
Prywatność pod znakiem zapytania? Czy licznik Cię szpieguje?
Wokół liczników zdalnego odczytu narosło wiele mitów. Przeciwnicy technologii twierdzą, że urządzenia te pozwalają ustalić, jaki program w telewizji oglądasz, albo kiedy dokładnie nie ma Cię w domu, co może być wskazówką dla złodziei. Jak jest naprawdę?
Nowoczesne liczniki rzeczywiście zbierają dużo więcej danych niż stare tarcze indukcyjne, ale nie są to dane, które pozwalają na identyfikację konkretnych urządzeń włączanych w domu. Licznik widzi sumaryczny pobór mocy w danym momencie. Owszem, na podstawie wykresu można wywnioskować, kiedy domownicy śpią lub kiedy są w pracy, dlatego bezpieczeństwo tych danych jest kluczowe.
Operatorzy zapewniają, że transmisja danych jest szyfrowana standardami bankowymi, a dostęp do nich mają tylko uprawnione systemy billingowe. Z punktu widzenia prawa, dane pomiarowe podlegają ochronie tak samo jak dane osobowe (RODO). Ryzyko wycieku istnieje zawsze w świecie cyfrowym, ale jest ono porównywalne z ryzykiem wycieku danych z banku czy telekomu.
Jak nie dać się oszukać metodą „na energetyka”?
Niestety, styczeń 2026 to nie tylko czas wymian, ale i żniwa dla oszustów. Złodzieje doskonale wiedzą o akcji i wykorzystują ją, by wejść do mieszkań, zwłaszcza osób starszych.
Jak rozpoznać prawdziwego montera?
- Legitymacja: Każdy pracownik firmy zewnętrznej (bo to zazwyczaj podwykonawcy robią wymiany) musi posiadać identyfikator ze zdjęciem, imieniem, nazwiskiem i nazwą firmy, dla której pracuje.
- Brak opłat: Pamiętaj – wymiana jest darmowa. Monter nie prosi o gotówkę, nie ma terminala płatniczego, nie każe podpisywać nowych umów na zmianę taryfy czy sprzedawcę prądu (to częsty trik akwizytorów podszywających się pod techników).
- Weryfikacja: Jeśli masz wątpliwości, nie otwieraj drzwi. Zadzwoń na infolinię swojego dostawcy prądu. Operatorzy mają harmonogramy prac i mogą potwierdzić, czy pod Twoim adresem planowana jest dziś wymiana.
Czy wymiana wiąże się z bałaganem?
Sam proces jest zazwyczaj szybki i bezbolesny. Wymiana licznika trwa od 15 do 30 minut. W tym czasie następuje krótka przerwa w dostawie prądu. Warto o tym pamiętać, jeśli pracujesz zdalnie na komputerze stacjonarnym (zapisz dokumenty!) lub masz w domu urządzenia podtrzymujące życie (w takim przypadku koniecznie poinformuj o tym operatora wcześniej).
Monter zdejmuje stary licznik, spisuje jego stan końcowy (warto zrobić temu zdjęcie własnym telefonem dla pewności – to Twój dowód w razie reklamacji ostatniego rachunku), zakłada nowe urządzenie, plombuje je i wypełnia protokół wymiany. Jeden egzemplarz dokumentu powinieneś otrzymać do ręki.
Podsumowanie: Nie walcz z nieuniknionym, ale zachowaj czujność
Wymiana liczników w 2026 roku to operacja na ogromną skalę, której nie da się zatrzymać. Inteligentne opomiarowanie to przyszłość, która przynosi wymierne korzyści, przede wszystkim w postaci płacenia za faktyczne zużycie, a nie prognozy. Choć wizyta obcej osoby w domu zawsze budzi dyskomfort, w tym przypadku jest ona prawnym obowiązkiem, którego niewypełnienie grozi poważnymi konsekwencjami, z odcięciem prądu włącznie.
Najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek. Weryfikuj tożsamość instalatora, pilnuj spisanego stanu starego licznika i ciesz się wygodą, jaką daje brak konieczności pamiętania o podawaniu odczytów. Transformacja energetyczna dzieje się na naszych oczach i – czy tego chcemy, czy nie – wkracza bezpośrednio do naszych przedpokojów.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.