Wojsko podrywało myśliwce. Sypią się komunikaty

Polskie lotnictwo wojskowe ponownie zostało poderwane w związku z rosyjskim atakiem na Ukrainę. W sobotę rano Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych uruchomiło samoloty, postawiło w gotowości naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego, a po niespełna 2 godzinach wydało kolejny komunikat: operacja została zakończona i nie stwierdzono naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Tyle że podobne komunikaty pojawiają się ostatnio niemal codziennie. Od 17 września wojsko uruchamiało lotnictwo już kilkukrotnie.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Fot. Shutterstock

Sobotnia operacja rozpoczęła się po godz. 9. Rosja prowadziła uderzenia przy użyciu odrzutowych bezzałogowych statków powietrznych na terytorium Ukrainy, dlatego zgodnie z procedurami Centrum Operacji Powietrznych – Dowództwo Komponentu Powietrznego uruchomiło siły i środki pozostające w jego dyspozycji. Wojsko zaznaczało od początku, że działania mają charakter prewencyjny i służą zabezpieczeniu polskiej przestrzeni powietrznej, ze szczególnym uwzględnieniem rejonów sąsiadujących z obszarami objętymi rosyjskimi atakami.

Sobotnia operacja zakończona. Wojsko nie wykryło naruszenia granicy

Po około godzinie Dowództwo Operacyjne wydało następny komunikat. Wojskowe lotnictwo zakończyło operowanie w polskiej przestrzeni powietrznej, a naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego wróciły do standardowej działalności operacyjnej. Najważniejsza informacja brzmi: nie zarejestrowano naruszenia przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej. Wojsko nadal monitoruje jednak sytuację na Ukrainie i zapewnia, że pozostaje w stałej gotowości do zabezpieczenia polskiego nieba.

Sam fakt poderwania samolotów wojskowych nie oznacza więc, że rosyjski dron lub pocisk znalazł się nad Polską. System reaguje wcześniej. Gdy ataki prowadzone są w rejonach, z których obiekty mogą zbliżyć się do naszej granicy, uruchamiane są radary, naziemna obrona powietrzna oraz lotnictwo mogące w krótkim czasie podjąć działanie. Sobota zakończyła się bez naruszenia polskiego nieba, ale częstotliwość takich operacji w ostatnich dniach wyraźnie wzrosła.

17, 18 i 19 września. Myśliwce startują raz za razem

Data Co się wydarzyło Reakcja Polski
17 września, przed południem Rosyjskie drony zaatakowały zachodnią Ukrainę. Jeden z nich znalazł się około 4 km od polskiej granicy Poderwano lotnictwo, uruchomiono obronę powietrzną, na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu wydano alerty
17 września, wieczorem Kolejne rosyjskie uderzenia, tym razem na cele w centralnej Ukrainie Wojsko ponownie uruchomiło lotnictwo, a Lublin i Rzeszów czasowo wstrzymały operacje lotnicze
18 września, rano Kolejna fala rosyjskich ataków powietrznych na Ukrainę Lotnictwo ponownie rozpoczęło operowanie, obrona powietrzna i radary zostały postawione w gotowości
19 września, rano Rosja użyła odrzutowych bezzałogowców do kolejnego ataku na Ukrainę Ponownie uruchomiono lotnictwo. Operacja zakończyła się bez naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej

Oznacza to co najmniej 4 uruchomienia lotnictwa wojskowego w ciągu zaledwie 3 dni. Nie każde wyglądało tak samo i nie przy każdym poziom zagrożenia był identyczny. Najpoważniejsza sytuacja wystąpiła 17 września przed południem, kiedy jeden z rosyjskich dronów z napędem odrzutowym szybko zbliżał się do polskiej granicy i ostatecznie uderzył lub został zniszczony około 4 km po stronie ukraińskiej. Wtedy reakcja nie ograniczyła się już tylko do poderwania samolotów.

Dron około 4 km od Polski. Zawyły syreny, mieszkańcy dostali Alert RCB

17 września rosyjski bezzałogowiec znalazł się tak blisko granicy, że polskie myśliwce zostały poderwane bezpośrednio w związku z jego ruchem. Rzecznik Dowództwa Operacyjnego RSZ ppłk Jacek Goryszewski informował, że był to szybko poruszający się dron odrzutowy. Obiekt uderzył w cel lub został zwalczony około 4 km od granicy z Polską, w rejonie ukraińskiego Jagodzina i polskiego Dorohuska. Polskiej przestrzeni powietrznej nie naruszył.

Tym razem mieszkańcy części wschodniej Polski dostali jednak bardzo konkretny sygnał ostrzegawczy. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało Alert RCB do odbiorców w województwach lubelskim i podkarpackim. W komunikacie pojawiła się informacja o zagrożeniu atakiem z powietrza i polecenie znalezienia bezpiecznego miejsca, stosowania się do poleceń służb oraz oczekiwania na dalsze informacje. W Lublinie i Rzeszowie uruchomiono syreny alarmowe, część urzędów rozpoczęła ewakuację, a w niektórych szkołach uczniowie zostali sprowadzeni na niższe kondygnacje budynków.

Po około godzinie alarm został odwołany. Wojsko poinformowało, że granica nie została naruszona. Sam przypadek pokazał jednak różnicę pomiędzy rutynową operacją prewencyjną a sytuacją, w której ocena ryzyka zmienia się na tyle, że służby zaczynają kierować komunikaty bezpośrednio do ludności.

17 września lotnictwo musiało wystartować jeszcze raz

Na tym dzień się nie skończył. Wieczorem Rosja przeprowadziła kolejne uderzenia, tym razem na cele położone w centralnej części Ukrainy. Dowództwo Operacyjne ponownie poinformowało o rozpoczęciu prewencyjnego operowania lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej. W stan gotowości kolejny raz postawiono naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego.

Działania wpłynęły również na ruch cywilny. Lotniska w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymały operacje, aby umożliwić wojsku swobodne prowadzenie działań. Po ich zakończeniu porty wznowiły normalną pracę. Następnego ranka, 18 września, scenariusz częściowo się powtórzył – kolejny rosyjski atak oznaczał kolejne uruchomienie polskiego lotnictwa i podniesienie gotowości systemów naziemnych.

To nie zaczęło się 17 września. Kilka dni wcześniej F-16 przekraczały barierę dźwięku

Także 13 września polskie lotnictwo reagowało na rosyjskie uderzenia na Ukrainę. Wtedy mieszkańcy części kraju zgłaszali głośne huki. Wiceszef MON Cezary Tomczyk wyjaśniał później, że ich źródłem były polskie F-16, które podczas działań przekraczały barierę dźwięku. Huk miał być słyszany między innymi na kierunku Warszawa-Dorohusk. Wojsko działało wtedy w warunkach intensywnego rosyjskiego ataku, podczas którego – według danych przekazanych podczas odprawy w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa – Rosja użyła prawdopodobnie ponad 700 dronów i około 40 pocisków balistycznych.

Polska przestrzeń powietrzna również wtedy nie została naruszona. Skala samego rosyjskiego ataku tłumaczy jednak, dlaczego polski system reaguje jeszcze zanim jakikolwiek obiekt znajdzie się nad naszym krajem. Dowódca operacyjny uruchamiał nie tylko F-16, lecz także lądową obronę powietrzną oraz inne dostępne środki. W tego rodzaju sytuacji czas na reakcję może być liczony w minutach.

Dlaczego wojsko podrywa myśliwce, skoro drony pozostają nad Ukrainą?

To procedura zabezpieczająca, a nie potwierdzenie ataku na Polskę. Dron lub pocisk lecący nad zachodnią Ukrainą może zmienić kierunek, utracić sterowanie, zostać uszkodzony przez ukraińską obronę powietrzną albo zbliżyć się do granicy na tyle szybko, że oczekiwanie na samo naruszenie polskiego nieba byłoby zbyt późną reakcją. Dlatego lotnictwo może zostać skierowane w powietrze wcześniej, a systemy radiolokacyjne śledzą sytuację na bieżąco.

O skali ryzyka przypomina wrzesień 2025 roku, kiedy podczas dużego rosyjskiego ataku polska przestrzeń powietrzna została wielokrotnie naruszona przez drony. Wtedy część obiektów uznanych za zagrożenie była zwalczana, a służby prowadziły później szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą. Od tego czasu każde większe rosyjskie uderzenie prowadzone w rejonach położonych blisko Polski jest obserwowane szczególnie uważnie.

Warszawa i Mazowsze. Sobotni komunikat nie wskazywał zagrożenia dla mieszkańców

W sobotnim komunikacie Dowództwo Operacyjne nie wskazało Warszawy ani Mazowsza jako obszaru bezpośrednio zagrożonego. Nie wydano też dla mieszkańców województwa mazowieckiego polecenia schronienia się ani innych nadzwyczajnych instrukcji. Operacja miała charakter prewencyjny, a następnie zakończyła się informacją o braku naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.

Mieszkańcy Mazowsza mogą jednak zauważać skutki zwiększonej aktywności wojska również daleko od granicy. Samoloty startują z baz rozmieszczonych w różnych częściach kraju, przemieszczają się pomiędzy wyznaczonymi rejonami i w szczególnych sytuacjach mogą poruszać się z bardzo dużą prędkością. Kilka dni wcześniej właśnie operowanie F-16 zostało wskazane jako przyczyna głośnych huków słyszanych na rozległym obszarze. Sam dźwięk samolotu wojskowego nie jest jednak sygnałem, że nad Warszawę zbliża się zagrożenie.

Kiedy mieszkańcy powinni reagować? Sam komunikat o myśliwcach nie oznacza alarmu

  • Nie trzeba podejmować żadnych działań tylko dlatego, że wojsko poderwało samoloty. Komunikat Dowództwa Operacyjnego o rozpoczęciu operowania lotnictwa jest przede wszystkim informacją o działaniu Sił Zbrojnych. Inaczej należy traktować Alert RCB zawierający konkretne polecenie, sygnał alarmowy albo komunikat lokalnych służb nakazujący schronienie lub ewakuację.
  • Jeżeli pojawi się Alert RCB dotyczący zagrożenia z powietrza, trzeba czytać całą jego treść, a nie tylko pierwsze zdanie. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa może informować jedynie o prowadzeniu działań wojskowych, ale przy wyższym zagrożeniu może nakazać znalezienie bezpiecznego miejsca. Polecenia służb mają wtedy pierwszeństwo przed informacjami krążącymi w mediach społecznościowych.
  • Przy uruchomieniu syren należy sprawdzić oficjalne komunikaty. Modulowany dźwięk trwający 3 minuty oznacza ogłoszenie alarmu. Sam sygnał nie mówi jeszcze, czy należy opuścić budynek, zejść na niższą kondygnację czy pozostać wewnątrz – zależy to od rodzaju zagrożenia. Dlatego kolejnym krokiem powinno być sprawdzenie Alertu RCB, komunikatu służb, radia lub innych oficjalnych kanałów.
  • Sobotnia operacja jest już zakończona. Wojsko potwierdziło brak naruszenia przestrzeni powietrznej RP i powrót systemów obrony powietrznej oraz radarów do standardowej działalności. Seria komunikatów z ostatnich dni pokazuje jednak, że przy obecnej intensywności rosyjskich uderzeń podobne działania mogą powtarzać się za każdym razem, gdy trajektorie dronów lub innych środków napadu powietrznego będą zbliżały się do obszarów graniczących z Polską.
Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl