Wystarczy jeden dzień, a system sam naliczy karę, nie ma odwołania ani ucieczki. Kierowcy nie wiedzą, że nie można odłożyć tego na później

Ubezpieczenie OC zawsze było obowiązkowe. Wielu kierowców odkładało jednak opłacenie na później – zapłacą za tydzień, dwa, nie jeżdżą więc przecież nic się nie stanie. To jednak tak już nie działa. Kara naliczana jest sama przez system. Nie ma przed nią ucieczki, a choćby jeden dzień spóźnienia to setki złotych do zapłaty. W skrajnym przypadku to blisko 15 tysięcy.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj
Fot. Pixabay

Automatyczne wykrycia to dziś większość, a nie wyjątek

Wielu kierowców wciąż zakłada, że brak ważnego ubezpieczenia OC wyjdzie na jaw dopiero podczas kontroli policyjnej – w rzeczywistości Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny wykrywa zdecydowaną większość takich przypadków samodzielnie, bez udziału funkcjonariuszy i bez zatrzymywania pojazdu. System, nazywany potocznie „wirtualnym policjantem”, codziennie porównuje bazę CEPiK, obejmującą wszystkie zarejestrowane w Polsce pojazdy, z ogólnopolską bazą zawartych polis OC, którą zasilają wprost towarzystwa ubezpieczeniowe. Wystarczy, że między końcem jednej umowy a początkiem kolejnej pojawi się choćby jednodniowa luka, a system zakwalifikuje ją jako przerwę w ochronie i automatycznie uruchomi procedurę naliczenia kary.

Skala, w jakiej fundusz radzi sobie bez pomocy policji, systematycznie rośnie wraz z rozwojem samych systemów informatycznych. Według danych z raportu rocznego UFG automatyczne ustalenia własne funduszu odpowiadały w ostatnich latach już za około 90% wszystkich wykrytych przypadków braku ubezpieczenia, a reszta pochodzi z informacji przekazywanych przez inne uprawnione instytucje – policję, Inspekcję Transportu Drogowego czy organy rejestrujące pojazdy. Jak wynika z danych przywoływanych przez „Dziennik Gazetę Prawną”, nawet pojazd, który przez wiele miesięcy nie został ani razu zatrzymany do kontroli, może zostać zidentyfikowany jako nieubezpieczony wyłącznie na podstawie porównania baz danych – a następstwem takiego ustalenia jest wezwanie do zapłaty wysłane pocztą na adres właściciela. Fundusz szacuje, że mimo tej skuteczności po polskich drogach porusza się wciąż około 250 tys. pojazdów bez aktywnej polisy OC, co odpowiada mniej więcej 1% wszystkich zarejestrowanych aut.

Kara nie zależy od tego, czy auto w ogóle wyjechało z garażu

Podstawą prawną całego mechanizmu jest ustawa z 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (Dz.U. z 2023 r. poz. 2500 ze zm.), a wysokość kary powiązana jest z aktualną wysokością minimalnego wynagrodzenia za pracę, więc zmienia się razem z nim co roku. Od 1 stycznia 2026 roku, po wzroście płacy minimalnej do 4806 zł brutto, kara dla właściciela samochodu osobowego wynosi 1920 zł za przerwę do 3 dni, 4810 zł za przerwę od 4 do 14 dni oraz 9610 zł za przerwę dłuższą niż 14 dni. Dla samochodów ciężarowych i autobusów górna granica sięga 14 420 zł. System nie sprawdza przy tym, czy pojazd był faktycznie użytkowany – liczy się wyłącznie formalna ciągłość polisy widoczna w bazie danych, więc nawet auto stojące cały czas w garażu, którym nikt nie jeździł, podlega dokładnie tym samym zasadom i tej samej karze co pojazd używany codziennie.

Szczególną ostrożność warto zachować na przełomie roku kalendarzowego, bo przerwa w OC obejmująca zarówno grudzień, jak i styczeń może w skrajnych przypadkach zostać rozliczona jako dwa osobne okresy podlegające karze, zamiast jednej ciągłej przerwy – co realnie podwaja ryzyko finansowe wynikające z tego samego zaniedbania. Dlatego domknięcie sprawy przed końcem grudnia, a nie odkładanie jej na nowy rok, ma znaczenie wykraczające poza zwykłą terminowość.

Wezwanie trzeba sprawdzić, a nie ignorować

Po wykryciu przerwy fundusz wysyła pisemne wezwanie do zapłaty, w którym wskazana jest data przeprowadzonej weryfikacji, długość stwierdzonej przerwy oraz wysokość naliczonej opłaty. Pierwszym krokiem po otrzymaniu takiego pisma powinno być sprawdzenie, czy wskazane w nim daty rzeczywiście zgadzają się ze stanem faktycznym – zdarzają się pomyłki wynikające na przykład z opóźnionego przekazania danych do systemu przez towarzystwo ubezpieczeniowe albo z sytuacji, w której pojazd został sprzedany, a nowy właściciel zawarł własną polisę, lecz dokumentacja transakcji nie trafiła jeszcze do CEPiK. Jeśli kara została naliczona błędnie, przysługuje odwołanie w terminie 14 dni od otrzymania wezwania.

Jeśli kara jest zasadna, termin na jej uregulowanie wynosi standardowo 30 dni, a w sytuacji trudności finansowych można złożyć do UFG wniosek o rozłożenie płatności na raty, odroczenie terminu zapłaty, a w wyjątkowych przypadkach nawet o częściowe umorzenie. Zignorowanie wezwania jest najgorszym możliwym wyjściem, bo nieopłacona w terminie kara trafia do postępowania egzekucyjnego prowadzonego przez komornika, co oznacza dodatkowe koszty ponad samą kwotę pierwotnie naliczonej opłaty. Warto też pamiętać, że sama kara administracyjna to często dużo mniejszy problem niż konsekwencje ewentualnej szkody wyrządzonej w czasie, gdy pojazd faktycznie nie miał ochrony – wtedy to sprawca, a nie ubezpieczyciel, odpowiada całym swoim majątkiem za naprawienie szkód wyrządzonych innym uczestnikom ruchu.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl