Z pamiętnika kierowcy warszawskiego autobusu
To było na linii 114, za tych dobrych dawnych czasów, gdy linia ta łączyła Plac Trzech Krzyży z Krajowym Portem Lotniczym. Zmiana była na Porcie, ale zwyczajowo zmieniałem się przy Wołoskiej.
Zmiennik czekał na przystanku, co jak każdy kierowca autobusu wie, jest widokiem równie pięknym, jak żaglowiec
Szybka wymiana informacji i pojechał.
Po kilku dniach, wzywa mnie szef. Jest dym. Na Okęciu mojego zmiennika policja złapała na piciu wódki. Siedział sobie z kolegą z tyłu autobusu i świętował. Dostałem wezwanie na Opaczewską. A czy jak wsiadał czułem że jest pijany i w ogóle czemu przekazałem wóz? Broniłem się tym, że przecież nie sprawdzam nikogo alkomatem, że jak przyjmował zmianę, wszystko było ok.
Skończyło się to tak, że zmiennika zwolnili dyscyplinarnie. Policja w zasadzie dała mu spokój, bo przecież nie prowadził autobusu po spożyciu.Witold Kobus
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.
