Zaatakowano ich w kawiarni, a mężczyznę duszono? „Idźcie rozmawiać o Żydach gdzie indziej”

Blogerka prowadząca stronę „Gburrek” opisuje, jak zaatakowano ją i jej przyjaciół w kawiarni, w centrum Warszawy. Podobno Pani z obsługi nie spodobało się, że temat zszedł na Żydów. Najpierw miało być więc zwrócenie uwagi, następnie obelgi i na końcu nakaz opuszczenia lokalu wraz z przemocą ze strony innych klientów.

Fot. Pixabay

„Siedzieliśmy w czwórkę za barem przypadkowo wybranego pubu i rozmawialiśmy, czasami wstawaliśmy, żeby zatańczyć. Obsługiwała nas kobieta w czarnej koszuli z kołnierzykiem, bardzo krótkimi, blond włosami i okularami w czarnej oprawce na nosie. Miała może czterdzieści kilka lat. Dlaczego tak dokładnie ją opisuję? Bo barmanka okazała się być antysemitką, przez którą o godzinie 3:42 stałam roztrzęsiona przy jednej z modniejszych, warszawskich ulic i bojąc się o zdrowie moich bliskich wybierałam numer 112.

Rodzina jednego z nas od wielu lat mieszka w Izraelu i dzień przed opisywanym wydarzeniem nasz przyjaciel właśnie stamtąd wrócił. Nasza, podkreślam, prywatna rozmowa, w najmniejszy sposób nie oscylująca wokół kontrowersji, tematyki politycznej, ani religijnej, naturalnie potoczyła się w kierunku żydostwa. Kiedy z ust kolegi padły słowa, że znanych mu Żydów ceni za ich pracowitość, zaatakowano nas po raz pierwszy. Na razie słownie.

’Możecie rozmawiać sobie gdzieś indziej na takie tematy? Ja jestem katoliczką i sobie nie życzę!’ – krzyknęła do nas barmanka, która przez ostatnią godzinę obsługiwała naszą grupę bez najmniejszego zgrzytu.

Oniemieliśmy. Spojrzeliśmy po sobie z niedowierzaniem, ale nie chcąc psuć reszty wieczoru odpowiedzieliśmy, że rozmowa jest prywatna, nikogo w niej nie obrażamy także powyższą uwagę mamy zamiar uznać za niebyłą.

To nie spodobało się pani zza baru. Zażądała, żebyśmy opuścili lokal. Nie mieliśmy takiego zamiaru. Rozgniewana naszym brakiem pokory, kobieta zaczęła nas obrażać -„Leczcie się na głowę!”, „Zapraszam na Sobieskiego!” (przyp. warszawski Instytut Psychiatrii), „Lećcie do Michnika!”. Kiedy stanowczo zażądaliśmy zmiany tonu, zagroziła nam wyprowadzeniem z lokalu i wezwaniem policji. Akurat ostatni z jej pomysłów bardzo nam odpowiadał ponieważ w całym tym absurdzie to my spodziewalibyśmy się przeprosin. Zamiast tego, po chwili w obronie dobrego imienia pani, przy barze pojawili się jej koledzy. Wywiązała się bójka. Widząc jak nieznajomy dusi mojego partnera, chwyciłam za telefon i wybierając numer 112 przerażona podbiegłam do stolika obok prosząc o nazwę i adres lokalu. Klientami pubu o tej porze okazali się jednak głównie znajomi barmanki (później słyszałam jak wołają ją po imieniu), którzy uśmiechając się ironicznie odpowiedzieli mi – A skąd mamy wiedzieć?

(…) Po kilku minutach mój partner i przyjaciel wyszli z lokalu pobici.

Spisano nasze zeznania, ale jako, że uszczerbek na zdrowiu nie kwalifikował się na tygodniową hospitalizację, oprócz wylegitymowania i przesłuchania osób w pubie, nie zrobiono nic. Barmanka na upomnienie policjantki o uważanie na słowa zareagowała uśmiechem. Do nas należy decyzja czy będziemy chcieli wszczynać sprawę z powództwa cywilnego.

To wydarzenie uświadomiło mi kilka smutnych prawd, które do tej pory, wydawało mi się, że mnie nie dotyczą. Dlaczego miałyby? Przecież jestem wykształcona, tolerancyjna, obracam się wśród ludzi różnych narodowości, wyznań i przekonań.

Dotyczą.

– We własnym kraju, w miejscu publicznym, mogę zostać zaatakowana za prywatne, nieagresywne, nieobraźliwe dla nikogo poglądy, wypowiedziane podczas prywatnej rozmowy.
– Mogę wezwać policję, ale zanim przyjedzie, mogę stracić zdrowie.
– Mam powody martwić się o przyszłość mojego dziecka.

Bo co, jeśli nie wyrośnie na „prawdziwego katolika”, który nienawidzi Żydów?”

 


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.