Złoto skoczyło o 3,5 proc. w jeden dzień. Czy to oznacza powrót na ścieżkę wzrostów?

W środę 19 sierpnia cena złota wystrzeliła o ponad 3,5 proc., do 4488 USD za uncję, sięgając w trakcie sesji nawet 4491,16 USD. Powodem była niespodziewana decyzja amerykańskiego resortu skarbu, która w kilka godzin zbiła rentowności obligacji i osłabiła dolara. Narodowy Bank Polski, który w tym samym czasie zbliża się do 700 ton złota w skarbcu, patrzy na ten ruch z innej perspektywy niż przeciętny inwestor.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Złoto w sztabkach i złote monety.
Fot. Shutterstock

Skarb USA podwoił skup obligacji, a rynek odczytał to jako sygnał słabości

Impulsem do rajdu była zapowiedź Departamentu Skarbu Stanów Zjednoczonych o podwojeniu maksymalnej wielkości operacji odkupu długoterminowych obligacji, z 2 mld USD do co najmniej 4 mld USD na operację, począwszy od 9 września. Sekretarz skarbu Scott Bessent ogłosił tę decyzję po tym, jak rentowność 30-letnich papierów przebiła w tym tygodniu poziom 5,30 proc., najwyższy od 2007 r. W reakcji rentowność 30-latek spadła o około 9 punktów bazowych, do 5,18 proc., a 10-latek o około 5 punktów bazowych, do 4,63 proc. Indeks dolara zszedł poniżej 99 punktów, do najniższego poziomu od trzech miesięcy.

Dla złota to była kombinacja podręcznikowa: spadające rentowności i słabnący dolar w tym samym momencie. Metal zyskiwał w kolejnych dniach dalej, zbliżając się miejscami do 4600 USD za uncję, najwyższego poziomu od czerwca 2026 r. Z perspektywy polskiego inwestora przełożyło się to na wzrost do 16 618 zł za uncję, czyli o 2,63 proc. w ciągu jednej sesji.

Za wysokimi rentownościami stoi obawa o dług, a nie siła gospodarki

Ruch Departamentu Skarbu nie wziął się znikąd. Congressional Budget Office prognozuje, że federalne koszty odsetkowe netto przekroczą w 2026 r. 1 bln USD i będą dalej rosły w kolejnych latach. Dodatkową presję na rentowności wywiera rosnąca emisja długu przez największe firmy technologiczne finansujące rozbudowę infrastruktury sztucznej inteligencji, która konkuruje o kapitał inwestorów instytucjonalnych z obligacjami skarbowymi.

Jak powiedział Aleksander Mrózek, manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku, w rozmowie cytowanej przez portal StockWatch.pl, obecne zachowanie złota pokazuje, że inwestorzy patrzą dziś nie tylko na sam poziom rentowności obligacji, ale również na to, z czego on wynika, a jeśli wysokie rentowności coraz bardziej odzwierciedlają obawy o dług publiczny i stabilność fiskalną, ich znaczenie dla poszczególnych klas aktywów może być inne niż w klasycznym cyklu zacieśniania polityki pieniężnej. Ole S. Hansen, szef strategii surowcowej Saxo Banku, napisał z kolei na platformie X, cytowany przez portal forexclub.pl, że kombinacja niższych rentowności i słabszego dolara zapewniła świeży wiatr w żagle, wzmacniając ożywienie obserwowane od początku sierpnia.

Analitycy TD Securities określili decyzję Skarbu jako zastrzyk życia dla metali, argumentując, że wsparcie płynności, gotowość Fedu do przymykania oka na szok energetyczny i narastająca narracja stagflacyjna powinny ostatecznie prowadzić do niższych realnych stóp procentowych, co sprzyja złotu.

Utrzymanie stóp nie znaczy, że Fed nic nie robi

Główna stopa procentowa Fedu, czyli fed funds rate, wyznacza koszt, po jakim banki pożyczają sobie pieniądze na jedną noc, i pośrednio wpływa na oprocentowanie kredytów, obligacji i lokat w całej gospodarce Stanów Zjednoczonych. Obecnie mieści się w przedziale 3,50-3,75 proc. Utrzymanie stóp oznacza, że ten przedział pozostaje bez zmian po kolejnym posiedzeniu, a nie że Fed rezygnuje z jakiejkolwiek reakcji na sytuację gospodarczą.

W praktyce sama decyzja o utrzymaniu bywa ważniejsza od komunikatu, który jej towarzyszy. Rynek finansowy reaguje nie tyle na liczbę w przedziale, co na sygnały dotyczące przyszłości: czy kolejne posiedzenie przyniesie zmianę, w którą stronę i dlaczego. Dlatego ten sam werdykt, utrzymanie stóp bez zmian, we wrześniu 2025 r. był odczytywany jako krok w stronę łagodzenia polityki, a w lecie 2026 r., pod przewodnictwem nowego prezesa Fedu Kevina Warsha, bywa odczytywany jako opóźnienie przed podwyżką.

Rynek czeka na protokół z lipca, a nastroje przesunęły się w stronę jastrzębią

Rynek czeka teraz na protokół z lipcowego posiedzenia FOMC, a prawdopodobieństwo utrzymania stóp na wrześniowym posiedzeniu sięga 65 proc. Sama liczba nie oddaje jednak kierunku, w jakim przesuwają się oczekiwania. Fed pod wodzą Kevina Warsha, mianowanego przez prezydenta Donalda Trumpa i uchodzącego wcześniej za jastrzębia, zaskoczył rynki właśnie taką postawą na swoim pierwszym posiedzeniu w czerwcu 2026 r. Zamiast oczekiwanego złagodzenia kursu, prezes wielokrotnie podkreślał, że priorytetem pozostaje inflacja utrzymująca się szósty rok z rzędu powyżej celu 2 proc.

Od tego momentu prawdopodobieństwo podwyżki w kolejnych miesiącach systematycznie rosło. Po lipcowym posiedzeniu, na którym FOMC głosował 9 do 3 za utrzymaniem stóp, rynek terminowy zaczął wyceniać ryzyko podwyżki na ponad 30 proc., a po publikacji jastrzębiego protokołu w tym tygodniu niektóre platformy prognostyczne notowały prawdopodobieństwo podwyżki we wrześniu na poziomie sięgającym 60 proc. Podwyżka stóp w grudniu pozostaje dziś scenariuszem bazowym rynku, choć część analityków ocenia taką wycenę jako zbyt agresywną i wciąż stawia na stabilizację stóp do końca roku.

Cała śmietanka Wall Street: od 3500 do ponad 6000 dolarów za uncję

Prognozy banków inwestycyjnych rozjeżdżają się w tym roku bardziej niż zwykle, a przykład Goldman Sachs dobrze pokazuje, jak szybko się zmieniają. W styczniu 2026 r. bank podniósł prognozę na koniec roku do 5400 USD za uncję, z wcześniejszych 4900 USD. W czerwcu, po jastrzębiej niespodziance ze strony Fedu pod wodzą Warsha, obniżył ją z powrotem do 4900 USD, tłumacząc to przesunięciem oczekiwanych obniżek stóp z końca 2026 r. na czerwiec i grudzień 2027 r. Jak napisali wtedy w analizie cytowanej przez Bloomberga analitycy Goldman Sachs Lina Thomas i Daan Struyven, prognozy banku pozostają strukturalnie konstruktywne, ale taktycznie ostrożne, z ryzykiem spadku w krótkim terminie i ryzykiem wzrostu w średnim terminie. W scenariuszu, w którym Fed rzeczywiście podniesie stopy, Goldman Sachs widzi złoto na koniec roku w okolicach 4400 USD, a na 2027 r. prognozuje poziom bliski 5000 USD.

Pozostali gracze rynku patrzą na to podobnie odważnie, choć z różnym rozstawem celów. J.P. Morgan spodziewa się średniej ceny bliskiej 5055 USD w czwartym kwartale 2026 r., a na 2027 r. podnosi poprzeczkę do średnio 5200 USD, z możliwym szczytem przy 5300 USD. Deutsche Bank zrewidował swój cel do 6000 USD, podobnie jak Société Générale, które zastrzega, że nawet ta prognoza może się okazać zbyt zachowawcza. Wells Fargo podniosło cel na koniec 2026 r. do przedziału 6100-6300 USD. Po drugiej stronie stawki stoją głosy ostrożniejsze: analityk Macquarie Group Peter Taylor przewiduje na czwarty kwartał 2026 r. poziom 4200 USD, a Rhona O’Connell ze StoneX ostrzega przed możliwą korektą nawet do 3500 USD, wskazując na przegrzanie pozycjonowania inwestorów.

Warto przy tej okazji pamiętać o jednej liczbie, o której banki inwestycyjne rzadko wspominają we własnych komunikatach. Dane World Gold Council pokazują, że ponad 80 proc. prognoz cen złota z horyzontem powyżej pięciu lat nie sprawdziło się w ciągu ostatnich dwóch dekad. Rozstrzał między 3500 a ponad 6000 dolarów pokazuje to najlepiej: to nie konkurencyjne obliczenia tej samej liczby, tylko różne założenia co do ruchów Fedu i sytuacji fiskalnej USA.

NBP ma już 641 ton złota i zbliża się do celu wyznaczonego w styczniu

Rajd na globalnym rynku złota ma swój bezpośredni punkt odniesienia w Warszawie. Narodowy Bank Polski podał, że na koniec lipca 2026 r. jego rezerwy złota wyniosły 641 ton, po zakupie w tym miesiącu kolejnych 8 ton kruszcu. To efekt decyzji zarządu NBP z 20 stycznia 2026 r. o zwiększeniu rezerw do poziomu 700 ton, co miałoby wprowadzić Polskę do elitarnej dziesiątki państw o największych zasobach złota na świecie. Od początku roku bank powiększył zasoby o 91 ton, a od 2016 r., gdy rezerwy wynosiły zaledwie 102 tony, urosły ponad sześciokrotnie.

W 2025 r. NBP był największym pojedynczym nabywcą złota wśród banków centralnych na świecie, dokupując blisko 104 tony. Przy obecnym tempie zakupów cel 700 ton może zostać osiągnięty jeszcze w tym roku. Złoto stanowi już ponad 30 proc. oficjalnych aktywów rezerwowych NBP, a konsekwentnie realizowana od lat strategia banku jest jednym z powodów, dla których polscy komentatorzy śledzą środowy skok cen uważniej, niż wynikałoby to z samej wartości pojedynczej transakcji na giełdzie w Nowym Jorku.

Co z tego wynika dla kogoś, kto patrzy na złoto z boku?

Pierwsza rzecz to rozróżnienie między ceną spot a ceną, po której faktycznie kupuje się fizyczny kruszec. Sztabka czy moneta w polskim sklepie jubilerskim kosztuje więcej niż wynikałoby z notowań na giełdzie, a różnica, zwana premią, rośnie właśnie w okresach takich jak ten, gdy popyt gwałtownie przyspiesza. Sprawdzenie aktualnej premii przed zakupem bywa równie ważne jak sama cena uncji.

Druga rzecz dotyczy rozłożenia decyzji w czasie. Skoro nawet analitycy z wieloletnim doświadczeniem i dostępem do tych samych danych wyceniają koniec roku w przedziale od 3500 do ponad 6000 dolarów, jednorazowy zakup w jednym punkcie tego przedziału jest w praktyce zakładem na to, który z banków akurat trafi. Rozłożenie zakupów na kilka mniejszych transakcji w czasie ogranicza ryzyko trafienia w szczyt krótkoterminowej euforii, taki jak środowy skok o 3,5 proc.

Trzecia rzecz to sam protokół FOMC, na który czeka teraz rynek. Jego treść nie zmieni stóp procentowych z dnia na dzień, ale ujawni, jak głęboki jest podział wewnątrz komitetu między zwolennikami podwyżki a tymi, którzy wciąż wolą poczekać. To właśnie ten podział, a nie sama decyzja z września, będzie w najbliższych tygodniach decydował o tym, czy złoto utrzyma się blisko historycznych szczytów, czy odda część środowego wzrostu.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl