22 tys. naruszeń na jednym skrzyżowaniu w Warszawie. Ta kamera nie mierzy prędkości, a i tak możesz dostać 500 zł i 15 punktów
To nie jest fotoradar i nie mierzy prędkości, a mimo to potrafi uruchomić procedurę kończącą się mandatem i ogromną liczbą punktów karnych. System RedLight działający na skrzyżowaniu al. Krakowskiej, Łopuszańskiej i Hynka w Warszawie zarejestrował w 2025 roku aż 22 tys. naruszeń. To najwięcej spośród wszystkich systemów tego typu działających w Polsce. Za niestosowanie się do czerwonego światła grozi 500 zł mandatu i 15 punktów karnych.

Dane pochodzą z podsumowania działalności Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym za 2025 rok. W całej Polsce urządzenia RedLight zainstalowane na skrzyżowaniach zarejestrowały wtedy 90,9 tys. naruszeń, a na ich podstawie wystawiono 48,2 tys. mandatów. Warszawska lokalizacja odpowiadała więc za około 24 proc. wszystkich naruszeń wykrytych przez takie systemy na skrzyżowaniach w kraju. Innymi słowy niemal co 4. zdarzenie zapisane przez RedLight w 2025 roku pochodziło właśnie z jednego warszawskiego skrzyżowania.
Około 60 naruszeń dziennie. Warszawskie skrzyżowanie było rekordzistą Polski
22 tys. zarejestrowanych naruszeń w ciągu roku oznacza średnio około 60 przypadków każdego dnia. To oczywiście tylko średnia matematyczna – rzeczywista liczba wykroczeń w poszczególnych dniach może się mocno różnić. Skala i tak jest jednak duża. Dla porównania drugi wynik w kraju zanotowano na skrzyżowaniu ul. Rokicińskiej i Puszkina w Łodzi – 5,5 tys. naruszeń, a trzeci na skrzyżowaniu Roosevelta, Zwierzynieckiej i Świętego Marcina w Poznaniu – 3,6 tys. Warszawa była więc zdecydowanie przed pozostałymi lokalizacjami.
System na skrzyżowaniu al. Krakowskiej, Łopuszańskiej i Hynka znalazł się wśród nowych lokalizacji uruchamianych przez CANARD w 2024 roku. Miejsce nie zostało wybrane przypadkowo. Przy rozbudowie sieci RedLight Inspekcja Transportu Drogowego bierze pod uwagę między innymi liczbę zdarzeń związanych z niestosowaniem się do sygnalizacji, natężenie ruchu, obecność infrastruktury dla pieszych i transportu zbiorowego oraz charakter okolicy.
Samo skrzyżowanie należy do najbardziej obciążonych komunikacyjnie punktów w tej części Warszawy. Łączy ruch z al. Krakowskiej, Łopuszańskiej i Hynka, czyli tras prowadzących między innymi w stronę Włoch, Ochoty, lotniska, centrum i południowo-zachodnich dzielnic miasta. Przy dużym natężeniu ruchu pokusa, żeby „zdążyć jeszcze na końcówce”, może być szczególnie duża. System nie ocenia jednak pośpiechu kierowcy. Rejestruje moment wjazdu za sygnalizator po zapaleniu czerwonego światła.
Nie ma pomiaru prędkości. Kamery śledzą tor jazdy i moment przekroczenia sygnalizatora
RedLight działa inaczej niż klasyczny fotoradar. Nie sprawdza, czy samochód jedzie 50, 70 czy 100 km/h. CANARD wyjaśnia, że instalacja wykorzystuje wideodetekcję i składa się z kilku kamer wysokiej rozdzielczości. System obserwuje tor poruszania się pojazdu i rejestruje sytuację, gdy kierowca nie stosuje się do zakazu wjazdu za sygnalizator.
To ważne, bo urządzenia tego typu nie są przyrządami do pomiaru prędkości. Nie mierzą żadnej wartości fizycznej związanej z szybkością auta, dlatego nie działają na zasadzie klasycznego fotoradaru. Ich zadaniem jest udokumentowanie sekwencji zdarzeń na skrzyżowaniu: stanu sygnalizacji, położenia pojazdu oraz chwili, w której auto przekroczyło linię zatrzymania lub sygnalizator.
Materiał trafia automatycznie do Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. Po jego analizie ustalany jest właściciel pojazdu na podstawie danych z Centralnej Ewidencji Pojazdów. W korespondencji mogą znaleźć się między innymi czas i miejsce zdarzenia, zdjęcia oraz informacja, ile czasu upłynęło od zapalenia czerwonego światła do wjazdu pojazdu za sygnalizator. Dopiero potem prowadzona jest procedura ustalenia osoby, która kierowała autem.
Nie jest więc tak, że urządzenie „automatycznie wystawia mandat” w chwili przejazdu. Najpierw powstaje materiał dowodowy, który przechodzi weryfikację. To także tłumaczy różnicę pomiędzy liczbą zarejestrowanych naruszeń a liczbą wystawionych mandatów. W 2025 roku systemy RedLight na skrzyżowaniach w całej Polsce zapisały 90,9 tys. naruszeń, natomiast wystawiono 48,2 tys. mandatów. Część spraw może być jeszcze procedowana albo zakończyć się w inny sposób.
Czerwone to 500 zł i aż 15 punktów. 2 takie wykroczenia mogą przekroczyć limit
Najbardziej dotkliwa jest liczba punktów. Za niestosowanie się do sygnału świetlnego na skrzyżowaniu taryfikator przewiduje 500 zł mandatu oraz 15 punktów karnych. Sam mandat nie należy do najwyższych w polskim taryfikatorze, ale 15 punktów to jedna z najwyższych jednorazowych wartości, jakie może otrzymać kierowca.
Dla kierowcy posiadającego prawo jazdy dłużej niż rok standardowy limit wynosi 24 punkty karne. To oznacza, że 2 wykroczenia po 15 punktów dają łącznie 30 punktów i powodują przekroczenie limitu. W przypadku osoby mającej pierwsze prawo jazdy krócej niż rok limit wynosi 20 punktów. Jedno przejechanie na czerwonym nie przekroczy jeszcze tego progu, ale pozostawi na koncie aż 15 punktów i bardzo niewielki margines na kolejne naruszenia.
Po przekroczeniu 24 punktów kierowca posiadający uprawnienia dłużej niż rok może zostać skierowany na kontrolne sprawdzenie kwalifikacji oraz badanie psychologiczne. Niezaliczenie egzaminu lub badań prowadzi do cofnięcia uprawnień. W przypadku początkującego kierowcy, który ma pierwsze prawo jazdy krócej niż rok i przekroczy 20 punktów, starosta cofa uprawnienia. Punkty za mandat wystawiony przez Inspekcję Transportu Drogowego są obecnie usuwane po roku od dnia zapłacenia mandatu.
Dlatego właśnie 15 punktów jest dużo poważniejszą konsekwencją niż mogłoby wynikać z samej kwoty 500 zł. Kierowca, który ma już na koncie na przykład 10 aktywnych punktów i otrzyma kolejne 15 za czerwone światło, przekracza limit 24 punktów. Nie potrzeba więc 2 przejazdów na czerwonym, jeśli wcześniej były już inne wykroczenia.
Żółte światło również oznacza zakaz wjazdu, ale jest ważny wyjątek
Wielu kierowców traktuje żółte światło jak sygnał „jeszcze zdążę”. Przepisy mówią coś innego. Sygnał żółty oznacza zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba że w chwili jego zapalenia samochód znajduje się tak blisko sygnalizatora, że zatrzymanie przed nim wymagałoby gwałtownego hamowania. Żółte światło jest jednocześnie informacją, że za chwilę zapali się czerwone.
Sam system RedLight jest jednak skonstruowany przede wszystkim do dokumentowania wjazdu na czerwonym świetle. Istotny jest moment przekroczenia sygnalizatora lub linii zatrzymania. Jeżeli kierowca prawidłowo wjechał na skrzyżowanie wcześniej, a czerwone światło zapaliło się już w czasie, gdy znajdował się wewnątrz skrzyżowania, nie jest to tym samym co wjazd za sygnalizator na czerwonym. Urządzenie rejestruje przebieg zdarzenia, dlatego materiał pozwala odtworzyć tę kolejność.
W przypadku warszawskiego systemu nie warto też wypatrywać charakterystycznej żółtej obudowy znanej z fotoradarów. CANARD wskazuje, że przepisy nie przewidują specjalnego znaku drogowego informującego o działaniu urządzeń RedLight. Lokalizacje są publikowane na oficjalnej mapie CANARD, ale na ulicy system nie musi być oznaczony w taki sam sposób jak klasyczny pomiar prędkości.
Warszawa ma jeszcze jeden system, który może być znacznie droższy
System na al. Krakowskiej nie jest jedynym warszawskim miejscem, w którym przejazd na czerwonym rejestrowany jest automatycznie. Na ul. Cyrulików w Rembertowie działa RedLight kontrolujący przejazd kolejowo-drogowy. To zupełnie inna kategoria wykroczenia i znacznie wyższe kary. W 2025 roku urządzenie na Cyrulików zarejestrowało 3,2 tys. naruszeń, a rok wcześniej około 5 tys.
Na przejeździe kolejowym za niestosowanie się do sygnalizacji lub zapór kara może wynieść 2000 zł i 15 punktów karnych. Przy ponownym popełnieniu tego samego wykroczenia w ciągu 2 lat mandat rośnie do 4000 zł. To będzie osobny, bardzo mocny przypadek, bo system działa bez obecności policjanta i rejestruje między innymi przejazd przy czerwonym świetle oraz zachowania związane z rogatkami.
Jak nie dostać 500 zł i 15 punktów na tym skrzyżowaniu?
Najprostsza zasada brzmi: nie próbować „łapać końcówki” sygnału. Jeżeli zapala się żółte światło i samochód może zostać bezpiecznie zatrzymany przed sygnalizatorem, przepisy nakazują zatrzymanie. Jeżeli pojazd jest już zbyt blisko i hamowanie musiałoby być gwałtowne, przepisy przewidują wyjątek. Czerwone światło nie pozostawia takiego wyboru – oznacza zakaz wjazdu za sygnalizator.
Warto też pamiętać, że system nie potrzebuje stojącego obok patrolu, nie mierzy prędkości i nie zatrzymuje kierowcy na miejscu. Cała procedura może rozpocząć się bez jego wiedzy, a dokumentacja przyjść później. Właśnie dlatego RedLight jest dla wielu osób mniej oczywisty niż fotoradar. Na skrzyżowaniu al. Krakowskiej, Łopuszańskiej i Hynka ten mechanizm zarejestrował w ciągu jednego roku 22 tys. naruszeń – zdecydowanie najwięcej w Polsce.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.