Szokująca okładka „Super Expressu”. Dzieciom premiera Morawieckiego może załamać się świat
W tabloidach często pokazywane są drastyczne zdjęcia, krzykliwe nagłówki i historie przy których przemyślenia Pani Basi są dziełem sztuki. Teraz jednak okładka „Super Expressu” przebiła dno i puka od spodu.
Z okładki dowiadujemy się, że dzieci premiera zostały adoptowane. Nie wiadomo czy jest to prawda, a nawet jeżeli pokazywanie ich twarzy i ujawnianie rodzinnych spraw jest po prostu żałosne.
Informacja ta ma pochodzić od byłego współpracownika szefa rządu. Współpracownik wydał książkę w której to ujawnił, a „Super Express” gra rolę dobrego wujka i pisze, że jest to niewłaściwe.
Ponadto, jak pisze sam tabloid, dzieci mogą nie wiedzieć, że są adoptowane. Dowiedzą się tego oczywiście z Super Expressu lub od „porządnej” sąsiadki lub kolegi z klasy, który akurat usłyszał coś w domu. W ten sposób życie prywatne premiera stało się przedmiotem publicznej debaty.
„Myślę, że to jedna z bardziej obrzydliwych okładek jakie mogą powstać. Jeśli granica prywatności premiera nie istnieje, to chyba istnieje coś takiego jak prywatność tych dzieci. One maja szkołę, swoje życie. I ten tekst: „Nie wiadomo, czy Madzia i Ignaś zdawali sobie sprawę…” – napisał na swoim twitterze dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowiski, który, jako pierwszy poinformował o sprawie.
Zapytaliśmy specjalistę, co sądzi o podawaniu takich informacji.
„Włączanie dzieci w jakiekolwiek 'rozgrywki’ dorosłych, wykorzystywanie do tworzenia tego typu materiałów jest kompletnie nieetyczne” – mówi Marzena Mandziej, psycholog dziecięcy w rozmowie z Warszawą w Pigułce. – „Jest to ogromna trauma dla dziecka i osoby dorosłej, jeżeli czegoś o sobie dowiaduje się z mediów”. Dodaje też, że sytuacja taka prowadzi do utraty poczucia bezpieczeństwa i zaufania do najbliższych. „To podstawowa potrzeba człowieka, nie tylko dziecka” – podsumowuje psycholog.
Super Express nie wyciągnął z tego żadnej lekcji i opublikował artykuł pt. „Tak Morawiecki kocha swoje ADOPTOWANE dzieci”. Słowo adoptowane nie zostało przez nas powiększone, zrobił to brukowiec.
Mamy zasadę, by nie krytykować innych mediów i nie wcinać się do ich pracy. Są jednak sytuacje, wobec których nie można pozostać obojętnym. Nie pozostały też inne redakcje. W tym wypadku wszelkie zasady i normy moralne zostały złamane.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.