Zacznie się już 1 maja. Produkty zaczną znikać z półek. Unia Europejska wprowadza ograniczenia i zakazy

Perfumy, kremy do twarzy, szampony, a nawet kosmetyki kolorowe mogą zniknąć z półek sklepowych. Producenci dostali ultimatum: albo zmiana składu, albo zakaz sprzedaży. Za 4 miesiące wchodzą w życie przepisy, które wymuszą rewolucję w branży kosmetycznej.

Fot. Shutterstock

Rozporządzenie Komisji (UE) 2026/78 z 12 stycznia 2026 roku uderza w salicylan heksylu, srebro oraz o-fenylofenol. Te substancje używane są w tysiącach produktów dostępnych w polskich drogeriach. Od 1 maja 2026 roku kosmetyki zawierające te składniki w niewłaściwych stężeniach nie będą mogły być sprzedawane w całej Unii Europejskiej, również w Polsce.

Problem w tym, że większość konsumentów w ogóle nie wie, jakie substancje są w ich ulubionych kosmetykach. Czytają co najwyżej hasła marketingowe na etykietach, ale nikt nie sprawdza składu INCI. Tymczasem właśnie te drobne chemiczne nazwy zadecydują o tym, czy twój ulubiony krem zniknie ze sklepów.

Salicylan heksylu – zapach, który budzi kontrowersje

Ta substancja jest popularnym składnikiem kompozycji zapachowych. Dodaje się ją do perfum, kremów do ciała, balsamów, dezodorantów. Odpowiada za charakterystyczny, lekko kwiatowy aromat. Problem w tym, że salicylan heksylu został sklasyfikowany jako substancja potencjalnie szkodliwa dla rozrodczości.

Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (SCCS) ocenił, że przy wysokich stężeniach może działać uczulająco na skórę. To szczególnie groźne dla osób z atopią, alergią kontaktową czy skłonnością do podrażnień. Zaczyna się niewinnie – lekkie pieczenie, zaczerwienienie. Z czasem może przerodzić się w nawracające zapalenie skóry.

Nowe przepisy nie zakazują tej substancji całkowicie, ale wprowadzają maksymalne dopuszczalne stężenia. Producenci będą musieli przeformułować tysiące produktów. Przykładowo, w perfumach dozwolone będą inne limity niż w kremach do twarzy. Inny limit obowiązuje w kosmetykach dla dorosłych, a zupełnie inny w produktach dla dzieci.

W praktyce oznacza to gigantyczną operację logistyczną dla całej branży. Trzeba przeliczyć receptury, przeprowadzić badania bezpieczeństwa, zaktualizować etykiety, przeszkolić pracowników produkcji. Dla małych firm to koszt sięgający dziesiątek tysięcy złotych.

Srebro zamknięte w kolorach i bakteriach

Srebro w kosmetykach to nie tylko ozdoba. Używa się go jako barwnika w cieni do powiek, szminkach, lakierach do paznokci. Nadaje produktom metaliczny połysk. Ale ma też właściwości antybakteryjne, dlatego trafia do kremów, żeli, dezodorantów.

Nowe rozporządzenie klasyfikuje różne formy srebra jako substancje CMR kategorii 2, czyli potencjalnie toksyczne dla rozrodczości. To oznacza, że producenci muszą bardzo dokładnie sprawdzać, jakiej wielkości cząstki srebra stosują i w jakich produktach.

Srebro w proszku może być stosowane jako barwnik, ale tylko w ściśle określonych stężeniach. Przykładowo, w kosmetykach do ust limit wynosi 0,2 procent. W cieniach do powiek tyle samo. Przekroczenie tej granicy oznacza automatyczny zakaz sprzedaży.

Jeszcze bardziej restrykcyjne zasady dotyczą srebra w formie mikro- i nanocząstek. SCCS ocenił, że srebro w postaci cząstek o rozmiarze mikrometrycznym nie jest bezpieczne przy stężeniach sięgających 0,2 procent w produktach spłukiwanych i 0,3 procent w niespłukiwanych. Te formy srebra trafiły na listę substancji zakazanych w wielu zastosowaniach.

Producenci mają problem. Srebro to jeden z niewielu składników, który jednocześnie pełni funkcję barwnika i konserwanta. Znalezienie zamiennika, który będzie równie skuteczny i tańszy, to wyzwanie. Niektóre marki już zapowiedziały, że rezygnują ze srebra całkowicie i przechodzą na syntetyczne pigmenty.

O-fenylofenol – konserwant pod lupą

To substancja stosowana jako konserwant, który chroni kosmetyki przed rozwojem bakterii, grzybów i pleśni. Dotychczas był dopuszczony w określonych produktach w wyznaczonych stężeniach – 0,2 procent w kosmetykach zmywalnych i 0,15 procent w kosmetykach bez zmywania.

Nowe przepisy utrzymują te limity, ale wprowadzają dodatkowe warunki. Po pierwsze, łączna ilość o-fenylofenolu i jego soli nie może przekraczać dotychczasowych limitów. Jeśli producent używa jednocześnie o-fenylofenolu i jego soli sodowej, musi zsumować obie ilości i upewnić się, że łączne stężenie nie przekracza dozwolonej granicy.

Po drugie, substancja nie może być stosowana tam, gdzie może dojść do narażenia dróg oddechowych. To wyklucza stosowanie w sprayach, pudrach, aerosolach. Nie może być też używana w produktach doustnych, czyli w pastach do zębów, płynach do płukania jamy ustnej.

Po trzecie, producenci muszą zwracać uwagę na to, by produkty z tymi konserwantami unikały kontaktu z oczami. To oznacza, że o-fenylofenol znika z kremów do okolic oczu, cieni do powiek, tuszy do rzęs.

Dla konsumentów to sygnał, żeby nie aplikować jednocześnie kilku kosmetyków z tym samym konserwantem, szczególnie na podrażnioną skórę. Konserwanty mają chronić produkt przed drobnoustrojami, ale przy zbyt wysokiej ekspozycji mogą nasilać suchość, pieczenie i reakcje zapalne u osób wrażliwych.

Producenci w pułapce czasu

Branża kosmetyczna dostała ultimatum. Do 1 maja 2026 roku muszą dostosować wszystkie produkty do nowych wymogów. To zaledwie 4 miesiące na gigantyczną operację.

Przeformułowanie receptury to nie tylko zmiana jednego składnika na drugi. Trzeba przeprowadzić testy stabilności, sprawdzić czy nowy skład nie zmienia tekstury, zapachu, trwałości produktu. Trzeba przebadać czy nowa formuła nie wywołuje alergii, czy jest bezpieczna dla skóry.

Potem przychodzi czas na aktualizację dokumentacji. Raporty bezpieczeństwa kosmetyków (CPSR) muszą zostać zaktualizowane. Składniki muszą być prawidłowo oznaczone zgodnie z nomenklaturą INCI. Etykiety trzeba przerobić, wydrukować od nowa, nakleić na setki tysięcy opakowań.

Główny Inspektorat Sanitarny opublikował w tej sprawie oficjalny komunikat na portalu gov.pl, ostrzegając producentów i importerów o zbliżającym się terminie. Po 1 maja 2026 roku niezgodne wyroby nie będą mogły być wprowadzane do obrotu ani udostępniane na rynku UE. Nie ma mowy o żadnym okresie przejściowym ani przedłużeniu terminu.

Dla małych firm to często wyrok śmierci. Nie mają pieniędzy na badania, nie mają laboratoriów, nie mają specjalistów od regulacji prawnych. Duże koncerny poradzą sobie – mają swoje centra badawcze, zatrudniają toksykologów, chemików, prawników. Małe polskie marki stoją przed dylematem: albo wydać fortunę na dostosowanie produktów, albo zamknąć interes.

Co zniknie z półek

Nie da się dokładnie przewidzieć, które produkty znikną, a które przetrwają. Wszystko zależy od decyzji producentów. Niektórzy zdecydują się na reformulację, inni wycofają produkty z rynku.

Najbardziej narażone są perfumy o intensywnych zapachach kwiatowych, bo to właśnie tam najczęściej używa się salicylanu heksylu. Również kosmetyki kolorowe z metalicznym połyskiem – tu problemem jest srebro. Żele antybakteryjne, kremy konserwujące na bazie o-fenylofenolu też mogą zniknąć.

Duże marki już zaczęły wprowadzać nowe receptury. Niektóre marki perfum zastąpiły salicylan heksylu innymi związkami zapachowymi. Producenci cieni do powiek przechodzą na syntetyczne pigmenty zamiast srebra. Żele antybakteryjne dostają nowe konserwanty z grupy parabentów albo fenoksyetanolu.

Problem w tym, że konsument niczego nie zauważy. Etykieta będzie ta sama, nazwa produktu ta sama, opakowanie takie samo. Tylko skład INCI wydrukowany drobnym druczkiem z tyłu będzie inny. Dopiero po kilku miesiącach użytkowania może się okazać, że tekstura jest nieco inna, zapach lekko zmieniony, krem szybciej się kończy.

Konsekwencje dla kieszeni

Cena kosmetyków pójdzie w górę. Reformulacja to ogromne koszty dla producentów, a te koszty zawsze przerzucane są na konsumentów. Branżowe szacunki mówią o podwyżkach rzędu 10-30 procent dla produktów, które musiały przejść pełną przeróbkę receptury.

Perfumy średniej półki, które dziś kosztują 150-200 zł, mogą podrożeć do 180-250 zł. Kremy do twarzy z wyższej półki – z 100 zł na 120-130 zł. Kosmetyki kolorowe – o kilkanaście złotych za sztukę.

Dla przeciętnego konsumenta to dodatkowe kilkaset złotych rocznie wydanych na kosmetyki. Rodzina kupująca regularnie kremy, perfumy, kosmetyki kolorowe może wydać rocznie 500-1000 zł więcej niż dotychczas.

Ale są też zwolennicy nowych przepisów. Wskazują, że cena bezpieczeństwa to niewielki wydatek w porównaniu z potencjalnymi problemami zdrowotnymi. Alergiczne zapalenie skóry, podrażnienia, uczulenia – to wszystko kosztuje znacznie więcej niż droższe kosmetyki.

Kontrola będzie bezlitosna

Główny Inspektorat Sanitarny zapowiada wzmożone kontrole od maja 2026 roku. Inspekcja sanitarna będzie sprawdzać składy kosmetyków dostępnych w sklepach, drogeriach, aptekach. Każdy produkt zawierający zabronione substancje w niedozwolonych stężeniach zostanie natychmiast wycofany z obrotu.

Kontrolerzy będą pobierać próbki, wysyłać je do laboratoriów, sprawdzać czy deklarowany na etykiecie skład zgadza się z rzeczywistym. Za wprowadzanie do obrotu kosmetyków niezgodnych z przepisami grożą wysokie kary finansowe.

Dla sklepów i drogerii to dodatkowe ryzyko. Jeśli na półce znajdzie się produkt niezgodny z nowymi przepisami, odpowiedzialność ponosi nie tylko producent, ale też dystrybutor. Sklep może dostać karę za to, że sprzedaje nielegalne kosmetyki, nawet jeśli nie wiedział o problemie.

Dlatego duże sieci handlowe już teraz weryfikują swoich dostawców. Żądają zapewnień, że wszystkie produkty będą zgodne z nowymi przepisami. Ci, którzy nie dadzą takich gwarancji, stracą kontrakty.

Sprawdź swoje kosmetyki już teraz

Jeśli masz w łazience perfumy, kremy, kosmetyki kolorowe – sprawdź ich skład. Na opakowaniu z tyłu albo na dnie jest wydrukowana lista składników w nomenklaturze INCI. Poszukaj tam:

  • Hexyl Salicylate – to salicylan heksylu. Jeśli widzisz tę nazwę, twój produkt może zniknąć z półek albo zostać przeformułowany.
  • Silver albo CI 77820 – to srebro. Sprawdź czy znajduje się wysoko na liście składników. Im wyżej, tym większe stężenie.
  • o-Phenylphenol albo Sodium o-Phenylphenate – to o-fenylofenol i jego sól sodowa. Jeśli oba są na liście, ich łączne stężenie może być problemem.

Jeśli znajdziesz te składniki, nie oznacza to że musisz wyrzucić kosmetyk. Po prostu wiedz, że po 1 maja 2026 roku taki produkt nie będzie już dostępny w sklepach. Możesz używać go dalej – przepisy nie zakazują używania już zakupionych kosmetyków, tylko sprzedaży nowych.

Ale jeśli zauważysz podrażnienia, pieczenie, zaczerwienienie skóry – być może to właśnie te substancje są powodem. Warto przejść na produkty z innymi składnikami.

Europa idzie w kierunku czystych kosmetyków

Nowe rozporządzenie to element większej strategii Unii Europejskiej. Bruksela konsekwentnie zaostrza przepisy dotyczące substancji chemicznych w kosmetykach, detergentach, środkach chemii gospodarczej.

Rozporządzenie 2026/78 to już kolejna aktualizacja unijnego prawa kosmetycznego. Wcześniej były zakazy dotyczące retinoidów, filtrów UV, niektórych konserwantów. Teraz przyszedł czas na salicylan heksylu, srebro i o-fenylofenol. Za rok pewnie będą kolejne substancje.

Celem jest stopniowe eliminowanie wszystkich składników sklasyfikowanych jako CMR, czyli rakotwórcze, mutagenne lub toksyczne dla rozrodczości. Europa chce być liderem w produkcji bezpiecznych kosmetyków. Rynek europejski ma być wzorem dla reszty świata.

Ale ta strategia ma swoją cenę. Branża kosmetyczna protestuje, że zbyt szybkie zmiany destabilizują rynek. Producenci nie nadążają z reformulacjami. Małe firmy bankrutują, nie mogąc udźwignąć kosztów dostosowania. Konsumenci płacą więcej za produkty, które często działają gorzej niż poprzednie wersje.

Pytanie brzmi: czy bezpieczeństwo warte jest tych kosztów? Większość konsumentów odpowiada twierdząco. Wolą zapłacić więcej i mieć pewność, że krem nie wywoła alergii ani nie zagrozi zdrowiu.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl