Wystartowały gigantyczne kontrole. Kary sięgają grubych tysięcy. Urzędy skarbowe już nie dają taryfy ulgowej
Przez lata osoby wykonujące ten zawód żyły w przekonaniu, że część ich dochodów to darowizny – i że dopóki jedna osoba nie przeleje im więcej niż 5 733 zł w ciągu 5 lat, podatek im nie grozi. Fiskus wydał jednak interpretację, która zmieniła wszystko i postawiła sprawę jasno. Jednocześnie od 2024 r. platformy takie jak Allegro, Vinted czy OLX mają obowiązek raportować dane sprzedawców do urzędu skarbowego. Dwie grupy, dwa różne problemy – ale wspólny mianownik: nieopodatkowane dochody z internetu coraz trudniej ukryć.

Fot. Shutterstock
Furtka zamknięta: anonimowy donator nie jest darczyńcą
Kluczowa zmiana dotyczy samej definicji darowizny. Według przepisów Kodeksu cywilnego darowizna wymaga identyfikacji obu stron – darczyńcy i obdarowanego. Tymczasem w przypadku donejtów przekazywanych przez serwisy streamingowe streamer otrzymuje zazwyczaj jedynie zbiorcze zestawienie wpłat, bez danych osobowych poszczególnych widzów. Skoro nie można ustalić, kto wpłacił – nie ma darowizny. Tak stwierdził Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z 9 maja 2024 r. (sygn. 0111-KDIB2-2.4015.34.2024.3.MM), a od tego czasu fiskus konsekwentnie wydaje kolejne niekorzystne interpretacje dla twórców.
Wcześniej część streamerów stosowała prosty schemat: wpłaty od anonimowych widzów kwalifikowała jako darowizny od osób z tzw. III grupy podatkowej, gdzie kwota wolna wynosi 5 733 zł w ciągu 5 lat od jednej osoby. Ponieważ nie dało się zidentyfikować darczyńców, nie dało się też sprawdzić, czy ktoś przekroczył ten próg. W praktyce oznaczało to, że nawet znaczące sumy mogły przepływać bez podatku. Ta luka przestała działać.
Donaty w PIT: stawki i wybór formy rozliczenia
Fiskus klasyfikuje donejty jako przychód z innych źródeł w rozumieniu art. 10 ust. 1 pkt 9 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych – jeśli streaming jest hobbystyczny i twórca nie ma zarejestrowanej działalności. W takim przypadku przychód wykazuje się w zeznaniu rocznym PIT-37, a podatek oblicza według skali ogólnej: 12 proc. do kwoty 120 tys. zł rocznie i 32 proc. powyżej. Nie ma przy tym możliwości odliczenia kosztów uzyskania przychodu – zakup mikrofonu, karty graficznej czy abonamentu na oprogramowanie nie obniży podstawy opodatkowania.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy streaming nosi znamiona działalności gospodarczej – jest regularny, zorganizowany i nastawiony na zysk. Wtedy twórca rozlicza się jak przedsiębiorca i może wybrać jedną z kilku form opodatkowania. Przy podatku liniowym stawka wynosi 19 proc., niezależnie od wysokości dochodu. Przy ryczałcie od przychodów ewidencjonowanych możliwa jest stawka 15 proc. albo 8,5 proc., w zależności od charakteru działalności. Prowadząc firmę, można też legalnie zaliczać do kosztów sprzęt, internet czy oprogramowanie – co dla aktywnych twórców często ma duże znaczenie finansowe.
Jest jeszcze kwestia VAT. Jeśli streamer ustala tzw. progi wsparcia – np. za wpłatę określonej kwoty puszcza piosenkę albo wywołuje widza z nicku – fiskus może uznać, że mamy do czynienia z usługą, a nie wolontariacką wpłatą. W takim przypadku donaty podlegają VAT, który należy rozliczyć metodą „w stu” – czyli od kwoty wpłaconej przez widza część stanowi VAT należny twórcy. Interpretacja KIS z 2025 r. (sygn. 0111-KDIB3-2.4012.227.2025.4.SR) potwierdza, że takie wpłaty wliczają się też do limitu sprzedaży 200 tys. zł rocznie, od którego zaczyna obowiązywać rejestracja do VAT.
Dodatkowe ryzyko to przedawnienie. Zobowiązania podatkowe przedawniają się zasadniczo po 5 latach, co oznacza, że fiskus może cofnąć się do rozliczeń sprzed połowy dekady. Streamerzy, którzy przez lata traktowali donejty jako darowizny i nie wykazywali ich w PIT, mogą być wezwani do korekty zeznań za kilka poprzednich lat.
Allegro i Vinted już wysłały dane do urzędu skarbowego
Równolegle z problemem streamerów fiskus zyskał nowe narzędzie do śledzenia sprzedaży w internecie. Od 1 lipca 2024 r. w Polsce obowiązuje wdrożenie unijnej dyrektywy DAC7, nakładającej na platformy cyfrowe obowiązek raportowania danych o sprzedawcach do Krajowej Administracji Skarbowej. Dotyczy to m.in. Allegro, Vinted, OLX, Amazona, eBaya, a także serwisów wynajmu jak Booking czy Airbnb.
Pierwsze raporty – obejmujące transakcje z 2023 i 2024 r. – platformy miały obowiązek przekazać KAS do końca stycznia 2025 r. W ich wyniku urząd otrzymał dane o blisko 300 tys. sprzedawców. Co istotne, raportowanie nie dotyczy wszystkich sprzedających – obowiązek przekazania danych powstaje tylko wtedy, gdy sprzedawca w danym roku przeprowadził co najmniej 30 transakcji LUB jego łączna sprzedaż przekroczyła 2 tys. euro (ok. 8 600 zł). Wystarczy spełnienie jednego z tych warunków.
Ktoś, kto sprzedał kilkanaście używanych ubrań na Vinted albo wystawił na Allegro stare książki, nie ma powodów do niepokoju. Jeśli jednak ktoś prowadzi regularną sprzedaż – kupuje rzeczy, by odsprzedać je z zyskiem – i nie zarejestrował działalności gospodarczej, dane wysłane przez platformę mogą stać się punktem wyjścia do kontroli. Jak podkreślają eksperci cytowani przez TVN24 Biznes, w pierwszej kolejności fiskus sięgnie po przypadki z obrotem rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, a nie po drobnych sprzedawców balansujących na granicy limitu.
Sprzedaż używanych rzeczy – kiedy nie płacisz podatku
Sama dyrektywa DAC7 nie wprowadza żadnych nowych podatków – to ważne zastrzeżenie, które gubi się w medialnym szumie wokół tematu. Nakłada ona wyłącznie obowiązki raportowe po stronie platform, nie po stronie sprzedawców. O tym, czy konkretna transakcja podlega opodatkowaniu, decyduje ustawa o PIT – i tu przepisy są jasne od lat.
Sprzedaż rzeczy ruchomych – ubrań, elektroniki, mebli – jest wolna od podatku dochodowego, jeśli spełnione są łącznie 2 warunki: przedmiot był własnością sprzedającego przez co najmniej 6 miesięcy (licząc od końca miesiąca zakupu) oraz sprzedaż nie odbywa się w ramach działalności gospodarczej. Jeśli ktoś kupił kurtkę w 2024 r. i sprzedał ją na Vinted w 2025 r. za połowę ceny – podatku nie płaci, nawet jeśli jego dane trafiły do KAS w raporcie DAC7.
Problem zaczyna się, gdy sprzedaż ma charakter handlowy: kupowanie rzeczy wyłącznie po to, by odsprzedać je z marżą, nawet jeśli odbywa się pod szyldem „porządkowania szafy”. Taki model działania nosi znamiona działalności gospodarczej – zorganizowanej, ciągłej, nastawionej na zysk – i powinien być zarejestrowany. Raport DAC7 z setkami transakcji i obrotem kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie to dla skarbówki czytelny sygnał.
Co zrobić, jeśli dotyczą cię te przepisy
Streamer, który przez ostatnie lata nie wykazywał donejtów w PIT, powinien rozważyć konsultację z doradcą podatkowym i ocenić, czy konieczna jest korekta zeznań za poprzednie lata. Złożenie korekty z własnej inicjatywy jest traktowane przez fiskusa łagodniej niż ta sama zaległość wykryta podczas kontroli. Warto też zdecydować, czy bardziej opłaca się rozliczanie donejtów jako „innych źródeł” czy – przy regularnym streamingu – rejestracja działalności gospodarczej z możliwością odliczania kosztów.
Sprzedawcy internetowi, którzy przekraczają limity DAC7, powinni sprawdzić, czy ich przychody z platform były prawidłowo wykazywane w zeznaniach rocznych. Jeśli sprzedaż ma charakter handlowy i przekracza miesięcznie połowę minimalnego wynagrodzenia (w 2026 r. – 3 225 zł), obowiązuje rejestracja działalności lub przynajmniej prowadzenie działalności nierejestrowanej zgodnie z art. 5 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców (Dz.U. 2018 poz. 646).
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.