Chwile grozy w ośrodku Monar. Pożar dachu budynku, ewakuowano wszystkich mieszkańców
Spokojne, niedzielne przedpołudnie w powiecie grodziskim zostało przerwane przez wycie syren alarmowych. W miejscowości Budy Zosine doszło do groźnego pożaru w Ośrodku Terapii i Rehabilitacji Uzależnień Monar. Ogień błyskawicznie objął znaczną część poszycia dachowego oraz poddasze, zmuszając personel i podopiecznych do natychmiastowej ucieczki. Na miejscu skoncentrowano potężne siły straży pożarnej, a akcję gaśniczą utrudniały trudne warunki atmosferyczne. Lokalne władze natychmiast ruszyły z pomocą, organizując schronienie dla poszkodowanych.

Fot. Warszawska Grupa Luka&Maro
Zdarzenia, w których ogień trawi placówki opiekuńcze lub terapeutyczne, zawsze budzą szczególny niepokój służb ratunkowych. W budynkach tego typu przebywa zazwyczaj większa liczba osób, co sprawia, że priorytetem staje się nie tyle gaszenie mienia, co błyskawiczna ewakuacja ludzi. Tak też wyglądał scenariusz dzisiejszych wydarzeń w gminie Jaktorów.
Alarm o 10:28. Ogień na dachu dostrzeżono w ostatniej chwili
Służby dyżurne Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Grodzisku Mazowieckim odebrały zgłoszenie o pojawieniu się ognia dokładnie o godzinie 10:28. Z informacji przekazanych przez osoby zgłaszające wynikało, że płonie dach jednego z budynków należących do kompleksu Monar przy ulicy Praskiej.
Gdy pierwsze wozy bojowe dotarły na miejsce zdarzenia, sytuacja była już bardzo poważna. Płomienie nie były jedynie lokalnym zarzewiem – żywioł zdążył rozprzestrzenić się na połowę powierzchni dachu oraz zaatakował konstrukcję poddasza. W przypadku budynków o takiej kubaturze (obiekt ma wymiary 35 na 15 metrów i wysokość około 9 metrów), ogień na poddaszu jest niezwykle trudnym przeciwnikiem. Drewniana więźba dachowa oraz materiały izolacyjne sprzyjają szybkiemu przemieszczaniu się płomieni, często w miejscach niewidocznych dla ratowników z zewnątrz.
Błyskawiczna ewakuacj
Najważniejszą informacją dnia jest fakt, że w zdarzeniu nikt nie ucierpiał fizycznie. Zanim strażacy rozwinęli linie gaśnicze, z zagrożonego budynku ewakuowało się 16 osób. Byli to zarówno podopieczni ośrodka, jak i personel sprawujący nad nimi opiekę.
Sprawna ewakuacja to klucz do sukcesu w takich sytuacjach. Warto podkreślić, że dym jest często bardziej zabójczy niż sam ogień – toksyczne produkty spalania mogą doprowadzić do utraty przytomności w ciągu kilku minut. Fakt, że wszyscy opuścili obiekt o własnych siłach przed przybyciem służb lub w trakcie ich dojazdu, świadczy o zachowaniu zimnej krwi i znajomości procedur bezpieczeństwa przez osoby przebywające w placówce.
Oficer prasowy grodziskiej straży pożarnej potwierdził, że bilans osób poszkodowanych jest zerowy. To ogromna ulga, biorąc pod uwagę skalę zniszczeń w samej konstrukcji budynku.
14 zastępów w akcji. Walka z ogniem i mrozem
Skala pożaru wymagała zadysponowania znacznych sił i środków. Do walki z żywiołem skierowano łącznie 14 zastępów straży pożarnej, co przekłada się na kilkudziesięciu strażaków – zarówno zawodowych, jak i druhów z okolicznych Ochotniczych Straży Pożarnych.
Działania gaśnicze w zimie są obarczone dodatkowym ryzykiem. Mróz panujący na zewnątrz sprawia, że akcja staje się walką na dwa fronty.
-
Zamarzająca woda: Środek gaśniczy wylewany na płonący dach, spływając na ziemię, natychmiast zamarza, tworząc wokół budynku lodowisko. To stwarza realne zagrożenie dla ratowników, którzy poruszają się w ciężkim ekwipunku, często pracując na drabinach i podnośnikach.
-
Wychłodzenie ewakuowanych: Osoby, które musiały w pośpiechu opuścić ciepłe pokoje, znalazły się na mrozie, często bez odpowiedniej odzieży wierzchniej. W takich momentach priorytetem dla służb wspierających jest zapewnienie im komfortu termicznego, by uniknąć hipotermii.
Strażacy musieli działać wielotorowo: podawać prądy wody na palący się dach (zarówno z poziomu gruntu, jak i z drabin mechanicznych), bronić sąsiednich zabudowań przed przeniesieniem się ognia oraz przeszukiwać dostępne pomieszczenia, by mieć absolutną pewność, że nikt nie został w środku.
Pomoc nadeszła natychmiast. Reakcja władz samorządowych
W obliczu utraty dachu nad głową przez kilkanaście osób, kluczowa okazała się reakcja władz lokalnych. Wójt gminy Jaktorów podjął decyzję o natychmiastowym wsparciu dla poszkodowanych.
Ze względu na niskie temperatury i brak możliwości powrotu do zniszczonego budynku, zorganizowano transport oraz lokale zastępcze. Podopieczni ośrodka zostali przewiezieni do innej placówki, gdzie mają zapewnione bezpieczne i ciepłe schronienie. To pokazuje, jak ważna w zarządzaniu kryzysowym jest współpraca między strażą pożarną a samorządem – strażacy ratują życie i mienie, a urzędnicy zabezpieczają byt socjalny ofiar zdarzenia.
Utrudnienia w ruchu i dogaszanie
Akcja gaśnicza w Budach Zosinych spowodowała również paraliż komunikacyjny w bezpośrednim sąsiedztwie ośrodka. Droga przy ulicy Praskiej została całkowicie zablokowana przez wozy bojowe. Rozstawienie drabin mechanicznych oraz konieczność zapewnienia stałego dopływu wody (często poprzez dowożenie jej z hydrantów oddalonych od miejsca pożaru) wymusiły wyłączenie drogi z ruchu.
Mimo że główny ogień został opanowany, działania strażaków mogą potrwać jeszcze wiele godzin. Konieczne jest rozebranie nadpalonej konstrukcji dachu (prace rozbiórkowe), przelanie pogorzeliska wodą oraz sprawdzenie kamerą termowizyjną, czy nie ma ukrytych zarzewi ognia w warstwach izolacyjnych poddasza. Dopiero po całkowitym wykluczeniu ryzyka ponownego zapłonu, jednostki będą mogły wrócić do koszar.
Co to oznacza dla Ciebie?
Choć pożar w Budach Zosinych to lokalna tragedia konkretnej placówki, płyną z niej ważne wnioski dla każdego z nas. Zima to czas, w którym ryzyko pożarów domowych drastycznie wzrasta.
Oto co powinieneś sprawdzić w swoim domu jeszcze dzisiaj:
-
Stan przewodów kominowych: Pożary poddaszy bardzo często zaczynają się od nieszczelnego komina lub zapalenia się sadzy. Czy w tym sezonie grzewczym był u Ciebie kominiarz? Jeśli nie, to ostatni dzwonek na przegląd.
-
Drogi ewakuacyjne: Czy wiesz, którędy uciekałbyś z domu, gdyby ogień odciął drogę do głównych drzwi? W przypadku Monaru ewakuacja przebiegła wzorowo. Zastanów się, czy Twoja rodzina ma plan działania na wypadek, gdyby klatka schodowa była zadymiona.
-
Czujniki dymu i czadu: To najtańsze ubezpieczenie na życie. Pożar dachu często rozwija się niezauważony przez długi czas (dym ucieka na zewnątrz). Czujnik zamontowany na poddaszu lub korytarzu może dać Ci kluczowe minuty na ucieczkę, zwłaszcza w nocy.
-
Uważaj na drodze: Jeśli widzisz łunę pożaru lub słyszysz syreny, zjedź na pobocze i zrób „korytarz życia”. W okolicach Bud Zosinych droga była zablokowana – w takich sytuacjach nie próbuj przejeżdżać „na siłę” obok wozów strażackich. Narażasz ratowników i możesz uszkodzić linie gaśnicze.
-
Instalacja elektryczna: Zimą często dogrzewamy się farelkami czy grzejnikami olejowymi. Nie przeciążaj instalacji. Stare przewody na strychach i poddaszach są podatne na zwarcia, które mogą zainicjować pożar więźby dachowej.
Przyczyny pożaru w ośrodku Monar wyjaśni dochodzenie policyjne oraz opinia biegłego z zakresu pożarnictwa. Na ten moment najważniejszą informacją pozostaje fakt, że dzięki sprawnej reakcji ludzi i służb, udało się uniknąć ofiar śmiertelnych.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.