Czterolatka z gminy pod Warszawą nie żyje. Za kierownicą siedziała matka, która nigdy nie zdała egzaminu
Dziewczynka zmarła po 10 dniach walki w szpitalu. Do wypadku doszło 9 sierpnia w Dąbrówce w gminie Czosnów, na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego, gdy prowadzone przez jej matkę auto uderzyło w drzewo. Kobieta nie miała uprawnień do kierowania pojazdem, a jej śmierć dziecka zmienia teraz kwalifikację prawną całej sprawy.

Łoś stał na poboczu i nie wszedł na jezdnię, a auto zjechało z prostej drogi
Przebieg zdarzenia był krótki i pozbawiony okoliczności, które zwykle tłumaczą wypadek. Droga na tym odcinku jest prosta, widoczność tamtej niedzieli dobra, a oznakowanie ostrzega przed możliwością pojawienia się dzikich zwierząt. 24-letnia kobieta jechała oplem astrą z córką. Na poboczu pojawił się łoś, który jednak nie wtargnął na jezdnię. Kierująca gwałtownie odbiła kierownicą, samochód zjechał na pobocze i uderzył w drzewo.
Kobieta wyszła z tego praktycznie bez obrażeń. Czteroletnia pasażerka doznała ciężkich urazów głowy i kręgosłupa. Ratownicy prowadzili reanimację przez ponad pół godziny i przywrócili funkcje życiowe, po czym dziewczynkę przetransportowano śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala. Przez kolejne dni jej stan pozostawał krytyczny, a dziecko było podłączone do aparatury. Walka zakończyła się po 10 dniach.
Zarzut dotyczył ciężkiego uszczerbku, teraz w grę wchodzi kara do 8 lat
Postępowanie prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Matkę przesłuchano wkrótce po wypadku i, jak podano, przyznała się do winy. Pierwotny zarzut dotyczył spowodowania wypadku, którego następstwem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu, co odpowiada art. 177 § 2 ustawy z 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny. Śmierć pokrzywdzonej zmienia sytuację procesową, ponieważ ten sam przepis obejmuje również następstwo w postaci śmierci człowieka i przewiduje wtedy karę pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Prokuratura będzie musiała zmienić opis czynu, a decyzje w tej sprawie zwykle zapadają po uzyskaniu opinii biegłych.
Bezpośrednio po wypadku śledczy nie zastosowali wobec kobiety żadnych środków zapobiegawczych. Jak powiedziała prokurator Marzena Kiełek-Łopińska z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w rozmowie z portalem o2.pl, w tej sprawie nie ma obaw o matactwo, materiał został zebrany, a miejsce zamieszkania kobiety jest znane, więc nie ma podstaw do przypuszczeń, że będzie się ukrywać. Brak aresztu nie oznacza jednak zakończenia postępowania ani przesądzenia o jego finale.
Osobną kwestią jest sam brak prawa jazdy, który w opisach tej sprawy bywa mylnie traktowany jak przestępstwo. Kierowanie pojazdem bez wymaganych uprawnień stanowi wykroczenie z art. 94 § 1 ustawy z 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń, zagrożone grzywną. Przestępstwem staje się dopiero wtedy, gdy uprawnienia zostały wcześniej cofnięte decyzją administracyjną, co reguluje art. 180a Kodeksu karnego. Dla oceny odpowiedzialności za sam wypadek brak uprawnień ma jednak znaczenie dowodowe, bo mówi o przygotowaniu kierującej do reakcji w sytuacji nagłej.
Śledczy sprawdzają fotelik i miejsce, w którym siedziało dziecko
Kluczowym wątkiem postępowania pozostaje sposób przewożenia dziewczynki. Prokuratura zabezpieczyła do badania zarówno samochód, jak i fotelik. Według wstępnych ustaleń dziecko mogło podróżować na przednim siedzeniu przy aktywnej poduszce powietrznej pasażera, czemu matka zaprzecza, twierdząc, że córka siedziała w foteliku i była zapięta pasami. Rozstrzygnięcie tego przyniosą dopiero opinie biegłych i analiza uszkodzeń wnętrza pojazdu.
Przepis, wokół którego toczy się ta część sprawy, to art. 39 ust. 3 ustawy z 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym. Zakazuje on przewożenia dziecka w foteliku ustawionym tyłem do kierunku jazdy na przednim siedzeniu pojazdu wyposażonego w aktywną poduszkę powietrzną pasażera. Powód jest czysto fizyczny: rozkładająca się poduszka uderza w oparcie fotelika z siłą liczoną w setkach kilogramów i trafia dokładnie w głowę oraz kark dziecka. Przy urazach głowy i kręgosłupa, jakich doznała czterolatka, to okoliczność, której biegli nie pominą.
Drogi przez Kampinos to jeden z najbardziej „zwierzęcych” odcinków pod stolicą
Dąbrówka leży w powiecie nowodworskim, kilkadziesiąt kilometrów na północny zachód od centrum Warszawy, na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego. To trasy, którymi warszawiacy jeżdżą na weekendowe wypady, a jednocześnie obszar, gdzie duże zwierzęta przy drodze nie są rzadkością. W parku żyją między innymi łosie, a oznakowanie ostrzegawcze stoi tam nie dla ozdoby. Sezon największej aktywności zwierząt przypada na przełom lata i jesieni, więc najbliższe tygodnie będą pod tym względem trudniejsze niż sierpień.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.