Finansowy koszmar milionów Polaków. Dramat dotknie każdego jeszcze w tym roku
Plany cenowe firm na tle inflacji konsumenckiej
Grant Thornton, firma audytorsko-doradcza, przeprowadziła badanie wśród 100 średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce. Wyniki pokazują, że 60% ankietowanych firm planuje podnieść ceny w ciągu najbliższych 12 miesięcy. To o 3 punkty procentowe więcej niż rok wcześniej. Tylko 3% przedsiębiorców rozważa obniżkę cen.
Wskaźnik netto, czyli różnica między odsetkiem firm planujących podwyżki a odsetkiem planujących obniżki, wynosi 57 punktów procentowych. To wysoki wynik, choć wyraźnie niższy niż w latach 2021-2023, kiedy przekraczał 80 punktów procentowych w szczycie kryzysu inflacyjnego.
Badanie International Business Report, realizowane przez Grant Thornton International w 38 krajach na świecie, objęło 10 tysięcy właścicieli lub członków zarządu firm. W Polsce dane zbierano metodą CATI (wywiadów telefonicznych) przez firmę Biostat.
Skala planowanych podwyżek wyraźnie przekracza inflację
Firmy nie planują symbolicznych podwyżek. Według deklaracji przedsiębiorców, skala wzrostów będzie znacząco przewyższać obecny poziom inflacji konsumenckiej.
38% firm zamierza podnieść ceny o 5-7% rocznie. To największa grupa wśród respondentów planujących podwyżki. Kolejnych 33% przedsiębiorstw przewiduje wzrosty w przedziale 3-4% rocznie. 10% badanych firm deklaruje podwyżki na poziomie 8-10%, a 8% planuje zwiększyć ceny o ponad 10%.
Dla porównania, według szybkiego szacunku GUS, inflacja konsumencka w grudniu 2025 roku wyniosła 2,4% rok do roku. Ekonomiści przewidują, że w 2026 roku inflacja utrzyma się w okolicach celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego, czyli 2,5%, a według niektórych prognoz może wynieść średnio 2,2-2,8%.
Rozdźwięk między cenami producentów a inflacją konsumencką
Pojawia się pytanie: jak to możliwe, że firmy planują podwyżki rzędu 5-7%, a prognozy inflacji konsumenckiej wskazują na 2,5-2,8%? Odpowiedź leży w konstrukcji wskaźnika CPI.
Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton, wyjaśnia, że na inflację konsumencką składają się nie tylko ceny towarów i usług produkowanych w kraju, ale też ceny energii elektrycznej i gazu, które w Polsce są w dużej mierze regulowane przez rząd, oraz ceny towarów importowanych, zależne od kursów walutowych.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli krajowi producenci podnoszą ceny o 5-7%, ostateczna inflacja odczuwana przez konsumentów może być niższa. Dzieje się tak, ponieważ:
Rząd utrzymuje mrożenie cen energii elektrycznej i gazu dla gospodarstw domowych. Decyzja Urzędu Regulacji Energetyki z końca 2025 roku przyniosła niższe poziomy taryf dystrybucyjnych niż przewidywano, co obniża średnią inflację.
Import z Chin staje się bardziej konkurencyjny cenowo. Słabszy dolar do złotego i juan do dolara sprawiają, że towary z Chin są relatywnie tańsze. Dodatkowo wprowadzenie ceł w USA sprawia, że chińscy producenci szukają nowych rynków zbytu, co zwiększa konkurencję cenową w Europie.
Konkurencja zagraniczna ogranicza możliwości podwyżek przez krajowe firmy. Przedsiębiorstwa konkurujące z importem muszą uwzględniać ceny zagranicznych produktów, co hamuje skalę wzrostów.
Energia i płace – dwa filary presji kosztowej
Badanie Grant Thornton identyfikuje dwa główne czynniki zmuszające firmy do podnoszenia cen.
Obecnie 59% średnich i dużych firm uznaje wysokie koszty energii za silną lub bardzo silną barierę rozwoju. To nadal wysoki wynik, choć wyraźnie niższy niż w ostatnich trzech latach, gdy przekraczał 70%, a w szczycie kryzysu energetycznego sięgał 80%.
Wojna w Ukrainie, rozpoczęta 24 lutego 2022 roku, spowodowała bezprecedensowy wzrost cen energii elektrycznej, gazu ziemnego i ropy naftowej. Mimo że ceny surowców energetycznych spadły z rekordowych poziomów z 2022 roku, pozostają znacząco wyższe niż przed pandemią. Wiele firm zawarło długoterminowe kontrakty energetyczne w okresie wysokich cen i teraz ponosi ich konsekwencje.
Drugim kluczowym czynnikiem jest presja płacowa. 64% ankietowanych firm wskazuje koszty pracy jako istotną lub bardzo istotną barierę rozwoju. To jeden z najwyższych wyników w historii badania Grant Thornton, choć również niższy niż w ostatnich latach, gdy przekraczał 70%.
Polska ma jedno z najniższych wskaźników bezrobocia w Unii Europejskiej, oscylujące w okolicach 3%. To daje pracownikom silną pozycję negocjacyjną. W warunkach inflacji z lat 2022-2023, która dramatycznie obniżyła realną siłę nabywczą wynagrodzeń, pracownicy domagają się podwyżek pozwalających odrobić straty i utrzymać standard życia.
Według prognoz, dynamika wynagrodzeń w sektorze prywatnym stopniowo spowalnia. Po prawie 8% nominalnym wzroście w 2025 roku, prognozowany wzrost na 2026 rok wynosi 6-7%. To wciąż oznacza realne wzrosty płac na poziomie około 3% rocznie, co przekłada się na wyższe koszty produkcji.
Branże najbardziej narażone na podwyżki
Choć badanie Grant Thornton nie rozbija wyników na poszczególne branże, dane historyczne z systemu STIR oraz analiza rynku pokazują, które sektory są najbardziej wrażliwe na presję kosztową.
- Handel detaliczny żywnością i artykułami pierwszej potrzeby odczuwa podwójną presję: rosnące koszty energii (chłodnictwo, oświetlenie) oraz wyższe płace dla personelu. Dodatkowo sklepy konkurują z dyskonterami importującymi towary z niskimi marżami.
- Transport i logistyka ponoszą bezpośrednie skutki wysokich cen paliw oraz wzrostu płac kierowców. Niedobór pracowników w transporcie międzynarodowym zwiększa presję płacową.
- Przemysł wytwórczy, szczególnie energochłonny (stal, cement, chemia), zmaga się z wysokimi kosztami energii, które bezpośrednio przekładają się na cenę finalnego produktu.
- Usługi (gastronomia, hotelarstwo, fryzjerstwo) mają znaczący udział kosztów pracy w strukturze kosztów całkowitych. Wzrost płac o 6-7% bezpośrednio przekłada się na wzrost cen usług.
- Budownictwo odczuwa wzrost cen materiałów budowlanych oraz niedobór wykwalifikowanych pracowników, co powoduje wzrost wynagrodzeń.
Polska na tle świata – porównanie międzynarodowe
Badanie International Business Report pozwala porównać skłonność polskich firm do podnoszenia cen z sytuacją w innych krajach. W 9 z 38 badanych państw odsetek firm planujących podwyżki jest wyższy niż w Polsce.
Najwyższe wyniki odnotowano w Nigerii, gdzie 82% średnich i dużych firm deklaruje zamiar podniesienia cen. To skutek głębokiego kryzysu walutowego i gwałtownej deprecjacji nairy nigeryjskiej.
W Turcji 80% firm planuje podwyżki. Turcja od lat zmaga się z chroniczną wysoką inflacją utrzymującą się na dwucyfrowych poziomach, obecnie powyżej 40% rocznie.
W Wielkiej Brytanii 70% przedsiębiorców zamierza podnosić ceny. Brexit, niedobory siły roboczej po odejściu pracowników z Europy Wschodniej oraz wysokie koszty energii to główne czynniki presji inflacyjnej.
W Indiach również 70% firm deklaruje podwyżki. Szybki wzrost gospodarczy, presja płacowa w rozwijającym się sektorze usług oraz rosnące koszty surowców napędzają inflację producencką.
Polska, z wynikiem 60%, sytuuje się w środku stawki. To pokazuje, że presja inflacyjna i wzrost kosztów produkcji to nie wyłącznie polski problem, lecz globalne zjawisko dotykające gospodarki na wszystkich kontynentach.
Mechanizmy opóźnionego przełożenia inflacji producenckiej
Ekonomiści Grant Thornton przewidują, że inflacja konsumencka w 2026 roku wyniesie 2,8%, czyli nieznacznie powyżej celu inflacyjnego NBP. Dopiero w 2027 roku spodziewają się wyraźniejszego wzrostu inflacji powyżej 3%, kiedy skutki obecnych podwyżek cen producenckich w pełni przełożą się na ceny konsumenckie.
Ten mechanizm opóźnienia wynika z kilku czynników. Firmy nie podnoszą cen natychmiast po wzroście kosztów. Często czekają kilka miesięcy, obserwując reakcję konkurencji i badając elastyczność popytu. Długoterminowe kontrakty z odbiorcami uniemożliwiają natychmiastowe podwyżki. Wiele firm ma zawarte umowy na 6-12 miesięcy z ustalonymi cenami, które można zmienić dopiero przy odnowieniu kontraktu.
Dystrybucja wielopoziomowa (producent → hurtownik → detalista) powoduje, że podwyżka na początku łańcucha dociera do konsumenta z opóźnieniem. Konkurencja cenowa zmusza firmy do absorbowania części wzrostu kosztów w marży zamiast przerzucania go w całości na klienta.
Przewidywania na drugą połowę 2026 roku
Analitycy Grant Thornton wskazują, że prawdziwa presja inflacyjna będzie wyraźniejsza w drugiej połowie 2026 roku i w kolejnych okresach. Już teraz plany cenowe krajowych przedsiębiorstw sygnalizują tę tendencję.
Warto pamiętać, że inflacja konsumencka to wskaźnik uśredniony dla całej gospodarki. Oznacza to, że podczas gdy średnia inflacja może wynosić 2,8%, konkretne kategorie produktów mogą drożeć znacznie szybciej. Usługi, które mają wysoki udział kosztów pracy, prawdopodobnie zdrożeją bardziej niż towary importowane.
Dodatkowo na horyzoncie pojawiają się nowe czynniki ryzyka inflacyjnego. Potencjalna deeskalacja wojny w Ukrainie i zawarcie porozumienia pokojowego może umocnić złotego, co działałoby dezinflacyjnie poprzez tańszy import. Z drugiej strony, wprowadzenie wysokich ceł na towary chińskie w USA może skłonić Chiny do jeszcze agresywniejszego eksportu do Europy, co obniżyłoby ceny importowanych towarów.
Co to oznacza dla Ciebie? Warto się przygotować
Planowane podwyżki cen w 2026 roku będą odczuwalne, choć nie tak drastyczne jak w latach 2022-2023. Firmy zamierzają podnosić ceny o 3-7%, podczas gdy inflacja konsumencka ma wynieść około 2,8%. Różnica wynika z tego, że nie wszystkie podwyżki producenckie przekładają się bezpośrednio na ceny w sklepach.
Największe wzrosty cen czekają klientów korzystających z usług wymagających bezpośredniej pracy ludzi: fryzjerów, kosmetyczek, warsztatów samochodowych, restauracji, hoteli. W tych branżach koszty pracy stanowią nawet 50-60% kosztów całkowitych, więc wzrost płac o 6-7% bezpośrednio przekłada się na wyższe ceny usług.
Ceny towarów importowanych, szczególnie elektroniki, odzieży i dóbr konsumpcyjnych z Chin, mogą rosnąć wolniej lub nawet pozostać stabilne. Silna konkurencja ze strony azjatyckich producentów ogranicza możliwości podwyżek przez krajowe firmy.
Rachunki za energię elektryczną i gaz dla gospodarstw domowych pozostaną na zamrożonym poziomie, o ile rząd utrzyma obecną politykę. Przedsiębiorstwa jednak płacą ceny rynkowe, które są znacznie wyższe, co pośrednio zwiększa koszty produkcji wszystkich towarów i usług.
W praktyce oznacza to, że warto przygotować się na stopniowy wzrost kosztów życia, szczególnie w obszarze usług. Rodziny, które planują większe wydatki na remonty, usługi budowlane czy wydarzenia wymagające cateringu (wesela, komunie), powinny rozważyć wcześniejsze zarezerwowanie terminów i cen.
Dla osób zarabiających na etacie w sektorze prywatnym prognozy są umiarkowanie optymistyczne. Wzrost płac o 6-7% nominalnie przy inflacji 2,8% oznacza realny wzrost siły nabywczej o około 3-4% rocznie. To pozwoli nie tylko utrzymać standard życia, ale również nieznacznie go poprawić.
Emerytury i świadczenia społeczne są waloryzowane według wskaźnika inflacji. Marcowa waloryzacja w 2026 roku będzie oparta na średniorocznej inflacji z 2025 roku, która wyniosła poniżej 4%. Oznacza to, że seniorzy dostaną podwyżki niższe niż w poprzednich latach, kiedy inflacja przekraczała 10%.
Osoby oszczędzające na lokatach bankowych powinny śledzić decyzje Rady Polityki Pieniężnej dotyczące stóp procentowych. Przy inflacji oscylującej w okolicach celu 2,5%, RPP może kontynuować obniżki stóp. Według prognoz, stopa referencyjna może spaść do 3,5% w pierwszej połowie 2026 roku, co przełoży się na niższe oprocentowanie lokat i kredytów.
Perspektywa na lata 2027-2028
Choć badanie Grant Thornton koncentruje się na planach firm na najbliższe 12 miesięcy, ekonomiści zwracają uwagę na długoterminowe trendy, które będą kształtować inflację w kolejnych latach.
Polska osiąga coraz wyższe płace, zbliżając się do poziomu państw Europy Zachodniej. Średnia krajowa przekracza już 8 tysięcy złotych brutto. To dobra wiadomość dla pracowników, ale oznacza również, że potencjał wzrostu płac będzie stopniowo maleć. W latach 2027-2028 dynamika wynagrodzeń prawdopodobnie spadnie poniżej 5% rocznie, co zmniejszy presję inflacyjną.
Transformacja energetyczna i inwestycje w odnawialne źródła energii mogą w dłuższej perspektywie obniżyć koszty energii. Polska planuje znaczące inwestycje w farmy wiatrowe, elektrownie fotowoltaiczne i energetykę jądrową. Realizacja tych planów rozłoży się jednak na dekadę, więc efekty będą widoczne dopiero po 2030 roku.
Automatyzacja i robotyzacja procesów produkcyjnych może ograniczyć presję płacową w niektórych branżach. Firmy coraz częściej inwestują w technologie zastępujące pracę ludzką, szczególnie w logistyce, magazynowaniu i prostych procesach produkcyjnych.
Stabilizacja sytuacji geopolitycznej, w tym potencjalne zakończenie wojny w Ukrainie, mogłaby przynieść normalizację cen energii i surowców. To jednak nadal scenariusz niepewny, zależny od wielu czynników politycznych i militarnych.
Rok umiarkowanej inflacji, nie spektakularnych wzrostów
Rok 2026 będzie okresem umiarkowanych podwyżek cen. Firmy planują zwiększyć ceny o 3-7%, ale dzięki stabilnym cenom energii dla gospodarstw domowych i konkurencyjnym cenom importu, inflacja konsumencka powinna utrzymać się w okolicach 2,8%. To wyraźna poprawa w porównaniu z latami 2022-2023, gdy inflacja przekraczała 15%.
Największe podwyżki czekają klientów usług wymagających pracy ludzkiej. Towary importowane będą drożeć wolniej lub pozostaną stabilne. Osoby zarabiające na etacie powinny odnotować realny wzrost siły nabywczej o 3-4%, co pozwoli poprawić standard życia.
Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji jest różnica między inflacją producencką a konsumencką. Firmy podnoszą ceny, bo ich koszty rosną, ale nie wszystkie te podwyżki docierają do konsumentów w pełnej skali. Mrożenie cen energii, konkurencja ze strony importu i presja rynkowa ograniczają ostateczną skalę wzrostów odczuwaną przez gospodarstwa domowe.
Długoterminowo, w latach 2027-2028, możemy spodziewać się dalszego łagodzenia presji inflacyjnej, o ile nie pojawią się nowe szoki zewnętrzne. Stabilizacja płac, postępująca automatyzacja i potencjalna normalizacja cen energii powinny przyczynić się do utrzymania inflacji w okolicach celu NBP.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.
