Firmy energetyczne biorą się za fotowoltaikę. Trwa wysyłka wezwań. Mogą odłączyć Ci panele

Enea Operator właśnie uruchomiła największą jak dotąd falę kontroli przydomowych instalacji fotowoltaicznych w Polsce. Do właścicieli paneli, u których wykryto niezgodności, trafiają pisemne wezwania z konkretną listą uchybień. Termin na naprawę: 14 dni. Kto nie zareaguje, może stracić podłączenie do sieci. I nie jest to już groźba – operator w swoich pismach wprost mówi o „adekwatnych działaniach prewencyjnych”.

Fot. Shutterstock

Enea idzie po instalacjach, Tauron też nie śpi

Fala kontroli objęła przede wszystkim północno-zachodnią Polskę, gdzie działa Enea Operator. Pracownicy spółki weryfikują mikroinstalacje pod kątem zgodności z dokumentacją złożoną przy przyłączeniu do sieci. Około 90 proc. kontrolowanych instalacji to fotowoltaika, choć formalnie reguły dotyczą wszystkich wytwórców przyłączonych do sieci. Enea podkreśla, że nie zamierza różnicować podejścia w zależności od technologii – zasady są jednakowe.

Enea nie jest jednak jedynym dystrybutorem, który rusza w teren. Tauron Dystrybucja prowadzi analogiczny program kontrolny obejmujący 4 województwa na południu kraju. Tam również sprawdzane są przekroczenia mocy zainstalowanej, przekroczenia napięcia przy jednoczesnym generowaniu energii oraz przypadki wprowadzania prądu do sieci bez ważnej umowy. W praktyce oznacza to, że właściciele instalacji w zasięgu obu operatorów mogą spodziewać się kontroli, a reszta Polski powinna to śledzić uważnie – bo podobne działania w kolejnych regionach są tylko kwestią czasu.

Za co konkretnie przychodzą wezwania

Większość wykrytych nieprawidłowości nie jest efektem złej woli właścicieli. Rynek fotowoltaiczny przez kilka lat rósł w zawrotnym tempie – napędzany programami Mój Prąd i systemem net-meteringu. Instalowały się dziesiątki tysięcy nowych systemów rocznie, a jakość dokumentacji i zgodność z warunkami przyłączenia bywała różna. Teraz sieci weryfikują, czy rzeczywistość odpowiada papierom.

Trzy najczęstsze powody wezwań to: przekroczenie mocy zainstalowanej w stosunku do tej zgłoszonej przy przyłączeniu, przekroczenia napięcia podczas jednoczesnego generowania energii oraz brak ważnej umowy na wprowadzanie prądu do sieci. Do tego dochodzi problem rozbudów instalacji robionych bez powiadomienia operatora. Właściciel dołożył kilka paneli albo wymienił falownik na mocniejszy – i uznał, że skoro instalacja już jest, to nie trzeba nic zgłaszać. Prawo energetyczne mówi jednak inaczej: każdą zmianę w mikroinstalacji należy zgłosić operatorowi w ciągu 14 dni od jej wykonania. Za brak zgłoszenia grozi kara 1000 zł. Ale to dopiero wstęp do większych kłopotów.

14 dni, bo inaczej odłączenie

Właściciele, u których kontrola wykryła niezgodności, dostają pisemne wezwanie ze wskazaniem konkretnych uchybień i opisem wymaganych działań naprawczych. Termin na reakcję wynosi 14 dni. Co się dzieje, gdy ktoś go zignoruje? Enea posługuje się w swoich pismach sformułowaniem o „adekwatnych działaniach prewencyjnych” – w praktyce to odłączenie instalacji od sieci dystrybucyjnej.

Odcięcie instalacji od sieci to poważna konsekwencja. Właściciel traci możliwość sprzedaży lub rozliczania nadwyżek energii, a jeśli instalacja PV jest jedynym lub głównym źródłem zasilania – zostaje bez prądu do czasu naprawy. Koszty doprowadzenia instalacji do zgodności mogą być znaczące, szczególnie jeśli problem leży w samym montażu, a nie tylko w ustawieniach falownika.

Pojawia się jednak wątek prawny. Prawnicy zwracają uwagę, że obecne przepisy dotyczące uprawnienia operatora do odłączenia mikroinstalacji zawierają luki, szczególnie w kwestii procedury wydawania poleceń między operatorami. Zgodnie z art. 8 Prawa energetycznego, spory dotyczące takich decyzji można skierować do rozstrzygnięcia przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Jeśli właściciel uważa, że odłączenie było bezprawne, ma tę drogę odwoławczą do dyspozycji.

Co zrobić, gdy dostaniesz wezwanie

Pierwsze i najważniejsze: nie ignorować pisma. Czternaście dni to krótki termin, ale realny – o ile problem sprowadza się np. do przestawienia nastaw falownika lub aktualizacji zgłoszenia u operatora. W takich przypadkach wystarczy szybka reakcja. Gorzej, gdy niezgodność wynika z wadliwego montażu. Wtedy właściciel powinien zgłosić reklamację do firmy instalacyjnej – instalator ponosi odpowiedzialność za wykonanie instalacji zgodnie z przepisami, co potwierdzał swoim oświadczeniem w dokumentacji zgłoszeniowej. W spornych sytuacjach zastosowanie mają ogólne przepisy o rękojmi i gwarancji.

Warto też samodzielnie sprawdzić swoją instalację, zanim przyjdzie wezwanie. Przede wszystkim: czy moc falownika i paneli zgadza się z tym, co zostało zgłoszone operatorowi przy przyłączeniu. Jeśli przez lata doszły nowe panele lub wymieniono sprzęt, a operator o tym nie wie – teraz jest dobry moment, żeby to uregulować samodzielnie, zanim przyjdzie kontroler z zewnątrz.

Co to oznacza dla Ciebie? Sprawdź dokumentację

Co to oznacza dla Ciebie? Jeśli masz instalację fotowoltaiczną, sprawdź, czy jej moc i konfiguracja zgadzają się dokładnie z dokumentacją złożoną u operatora przy przyłączeniu – każda zmiana wprowadzona bez zgłoszenia to potencjalny powód wezwania i odłączenia od sieci. Jeśli już dostałeś pismo, masz tylko 14 dni na reakcję i nie warto ryzykować ich przeczekania – odłączenie instalacji to koszt i kłopot, których można uniknąć szybkim kontaktem z instalatorem lub operatorem.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl