Kategoryczny zakaz od stycznia. Codzienne kontrole, przetrząsają torby, sypią się mandaty. Na koniec przychodzi list grozy
W niektórych miastach płaci się od lokalu, a w niektórych od osoby. Wyobrażacie sobie sytuację w której opłata za śmieci nagle skoczy z 28 do 84 złotych na osobę? Dla czteroosobowej rodziny oznacza to dodatkowe 224 złote miesięcznie, czyli prawie 2700 złotych rocznie. Wszystko przez kogoś, kto wyrzucił stare ubranie do złego pojemnika. Od stycznia nikt nie może tego robić, ale większość Polaków nadal nie wie o nowym zakazie. Zdarzają się sytuacje jak te, które opisaliśmy powyżej.

Fot. Warszawa w Pigułce
Rewolucja, o której nikt głośno nie mówił
Minął ponad rok od zakazu. 1 stycznia 2025 roku przyniósł zmianę, która dotyka wszystkich mieszkańców Polski, ale przeszła niemal bez echa. Do pojemników na odpady zmieszane nie można już wrzucać żadnych tekstyliów. Zakaz obejmuje odzież i obuwie, pościel, ręczniki, zasłony, dywany i wszelkie inne materiały tekstylne. Brzmi jak drobna zmiana techniczna, ale konsekwencje odczuwają już tysiące gospodarstw domowych, gdy przychodzą decyzja o podwyższonych opłatach za śmieci.
Przepisy wynikają z dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady, która zobowiązała wszystkie państwa członkowskie do organizacji selektywnej zbiórki tekstyliów od 2025 roku. Polska wdrożyła ten wymóg przez nowelizację ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Resort klimatu szacuje, że Polacy wytwarzają rocznie ponad 411 000 ton odpadów tekstylnych. Jeszcze niedawno zdecydowana większość trafiała do spalenia albo prosto na wysypiska. Teraz system ma ulec gruntownej zmianie, choć mieszkańcy często dowiadują się o tym dopiero po otrzymaniu decyzji o karze.
Problem polega na tym, że większość gmin nie przygotowała odpowiedniej infrastruktury. Nie ma dodatkowych pojemników na osiedlach, nie przewidziano cyklicznych zbiórek spod drzwi, tak jak to funkcjonuje w przypadku odpadów wielkogabarytowych. Mieszkańcy mają teraz wozić stare ubrania, poszwy czy zniszczone ręczniki do Punktów Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Tyle że według danych Instytutu Ochrony Środowiska w całej Polsce działało w 2022 roku tylko 2127 takich punktów, czyli średnio jeden na 17 000 mieszkańców. W praktyce oznacza to konieczność przejechania kilku, a czasem kilkunastu kilometrów z workiem starych ciuchów.
Codzienne kontrole bez ostrzeżenia
Gminy nie czekają, aż mieszkańcy sami nauczą się nowych zasad. Kontrole prowadzone są każdego dnia, często bez wcześniejszego powiadomienia. Warszawa w 2023 roku przeprowadziła 6104 kontrole, czyli średnio ponad 16 dziennie. Skutek? Nałożono 131 mandatów karnych, skierowano 9 spraw do sądów i udzielono 197 pouczeń. To oznacza, że niemal co trzecia kontrola kończyła się jakąś formą reakcji. Od początku 2025 roku częstotliwość sprawdzeń jeszcze wzrosła, a statystyki pokazują podobne wyniki w mniejszych miejscowościach.
Uprawnienia do zaglądania do pojemników mają specjalnie przeszkoleni pracownicy urzędów gmin, strażnicy miejscy oraz pracownicy firm odbierających odpady. Mogą sprawdzać zawartość pojemników i worków bezpośrednio w momencie odbioru śmieci. Mają prawo dokumentować nieprawidłowości poprzez robienie zdjęć, a następnie sporządzać notatki służbowe stanowiące podstawę do wszczęcia postępowania administracyjnego. Kontrole prowadzone są zarówno planowo, jak i w odpowiedzi na zgłoszenia sąsiadów. Wystarczy jedna skarga o niewłaściwej segregacji, by pojemniki na danym osiedlu znalazły się pod szczególnym nadzorem.
Firmy zajmujące się odbiorem odpadów często przeprowadzają kontrole wzrokowe już podczas załadunku śmieci. Pracownicy sprawdzają zawartość pojemników pod kątem właściwego rodzaju odpadów. Jeśli wykryją nieprawidłowości, na pojemniku umieszczana jest naklejka ostrzegawcza informująca o niewłaściwej segregacji. To pierwsza faza systemu kar. Kolejnym krokiem jest decyzja gminy o podwyższonej opłacie, a w przypadku powtarzających się naruszeń sprawa trafia do straży miejskiej lub sądu.
Trzykrotnie wyższa opłata za błąd jednej osoby
Niektóre gminy wprowadzają kary bez taryfy ulgowej. Glinojeck na Mazowszu ustanowił standardową opłatę za wywóz śmieci na poziomie 28 złotych miesięcznie od osoby. Jednak mieszkańcy przyłapani na nieprawidłowej segregacji płacą stawkę karną wynoszącą 84 złote. Dla czteroosobowej rodziny to różnica 224 złotych miesięcznie, czyli 2688 złotych rocznie. Władze gminy podkreślają, że egzekwują należności bezwzględnie. Zaległe opłaty, które w Glinojecku przekraczają już 180 000 złotych, trafiają bez wyjątków do komorników.
Ta gmina nie jest odosobniona w swoim podejściu. Ustrzyki Dolne stosują stawkę podstawową 37 złotych, która rośnie do 111 złotych przy nieprawidłowej segregacji. W Solinie opłata wzrasta z 30 do 100 złotych za osobę. System dotyczy nie tylko domów jednorodzinnych, ale także bloków mieszkalnych. Jeśli w budynku mieszka 100 osób, podwyższona stawka zostanie naliczona każdemu lokatorowi, nawet gdy odpady segreguje niewłaściwie tylko garstka mieszkańców. Większość gmin decyduje się na podwójną stawkę ze względów wizerunkowych, nie chcąc być postrzeganymi jako nadmiernie represyjne. Przepisy pozwalają jednak na podwyższenie opłat od 200 do nawet 400 procent podstawy.
Co ważne, wystarczy jednorazowe stwierdzenie nieprawidłowości, by gmina naliczyła podwyższoną opłatę za cały miesiąc. W niektórych przypadkach praktyka jest kontynuowana przez kolejne miesiące, dopóki wspólnota nie wykaże poprawy w segregacji. Oprócz podwyższonych stawek mieszkańcy mogą otrzymać mandaty od straży miejskiej w wysokości do 500 złotych. Jeśli sprawa zostanie skierowana do sądu, kara może wzrosnąć do 5000 złotych. W przypadku wyrzucenia odpadów niebezpiecznych, takich jak baterie czy chemikalia do standardowego pojemnika, sankcje są jeszcze wyższe.
Odpowiedzialność zbiorowa w blokach
W domach jednorodzinnych naliczanie podwyższonych opłat za brak segregacji jest stosunkowo proste. Podwyższoną stawką obciążana jest tylko ta osoba, której nieprawidłowość bezpośrednio dotyczy. W przypadku spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych sytuacja komplikuje się dramatycznie. Podwyższone kwoty są rozkładane na wszystkich mieszkańców danej nieruchomości, co w praktyce oznacza odpowiedzialność zbiorową. Wystarczy, że jedno lub dwa mieszkania nie segregują odpadów prawidłowo, a konsekwencje ponosi cały blok.
Mieszkańcy bloków argumentują często, że śmieci do ich altan są po prostu podrzucane przez osoby z zewnątrz. Kurierzy, dostawcy, goście odwiedzający znajomych, sprzątaczki obsługujące klatki schodowe – każdy ma teoretycznie dostęp do pojemników. Jeden nieświadomy gest i wszyscy lokatorzy płacą wyższe rachunki przez kolejne miesiące. Dodatkowo system nie przewiduje możliwości ustalenia konkretnego sprawcy. Nawet gdy mieszkańcy wiedzą, kto wyrzuca tekstylia do niewłaściwego pojemnika, nie mają prawnych narzędzi do obciążenia tylko tej osoby.
Teoretycznie wspólnota mogłaby zawrzeć w regulaminie wewnętrznym zapisy o karach za niewłaściwą segregację, ale w praktyce egzekwowanie takich postanowień jest niezwykle trudne. Trzeba udowodnić winę konkretnej osoby, co w przypadku wspólnych śmietników graniczy z niemożliwością. W efekcie wszyscy lokatorzy ponoszą konsekwencje decyzji jednej czy kilku osób. To budzi poczucie niesprawiedliwości i prowadzi do konfliktów między sąsiadami, którzy próbują wzajemnie kontrolować swoje zachowania przy pojemnikach.
PSZOK daleko od domu i w niewygodnych godzinach
Skoro tekstylia nie mogą trafiać do zwykłych śmieci, muszą znaleźć inne miejsce docelowe. Podstawowym rozwiązaniem są Punkty Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Problem w tym, że punkty te często znajdują się daleko od miejsca zamieszkania i są czynne w godzinach utrudniających korzystanie z nich osobom pracującym. Większość z nich działa od poniedziałku do piątku w godzinach od 7:00 do 17:00 lub 19:00, a w soboty skrócony czas pracy wynosi zazwyczaj od 8:00 lub 9:00 do około 16:00 czy 17:00.
Dla kogoś, kto pracuje standardowo od 8:00 do 16:00, wizyta w PSZOK oznacza konieczność wyjścia z pracy wcześniej albo poświęcenia jednej z sobót. Trzeba zabrać worek ze starymi ubraniami, pojechać samochodem kilka kilometrów, często stanąć w kolejce i okazać zaświadczenie o opłatach za wywóz śmieci. Punkty nie przyjmują odpadów od osób, które nie są mieszkańcami danej gminy, więc trzeba mieć przy sobie dokument potwierdzający miejsce zamieszkania. Dla osób starszych, niepełnosprawnych czy nieposiadających samochodu to bariera praktycznie nie do pokonania.
Niektóre samorządy próbują ułatwić mieszkańcom życie. Częstochowa oferuje odbiór tekstyliów bezpośrednio z mieszkań przez firmę współpracującą z miastem. Wałbrzych umieścił w 10 punktach białe pojemniki, do których można wrzucać tekstylia. Radom zorganizował mobilne punkty zbiórki odbywające się trzy razy w miesiącu w różnych częściach miasta. Bydgoszcz przewiduje objazdową zbiórkę tekstyliów według ustalonego harmonogramu. Ostrów Wielkopolski i Włocławek również organizują zbiórki w wyznaczonych miejscach i dniach. Wciąż jednak większość gmin nie wypracowała systemu przyjaznego mieszkańcom, który zwalniałby ich z konieczności regularnych wizyt w odległym PSZOK.
Kontenery charytatywne znikają z ulic
Jeszcze niedawno alternatywą dla PSZOK były charakterystyczne kontenery Polskiego Czerwonego Krzyża rozmieszczone w całej Polsce. Można było do nich wrzucać czyste, niezniszczone ubrania, które trafiały do potrzebujących lub na sprzedaż, a dochód zasilał działania pomocowe organizacji. W lipcu 2025 roku firma zajmująca się logistyką i sprzedażą odzieży z kontenerów PCK wypowiedziała jednak umowę o współpracy. Powodem było drastyczne pogorszenie jakości ubrań trafiających do pojemników po wejściu nowych przepisów o tekstyliach.
Ludzie zaczęli traktować kontenery charytatywne jak alternatywę dla PSZOK i wyrzucali do nich wszystko, w tym rzeczy zniszczone, brudne, naderwane czy pokryte plamami. W efekcie firma nie mogła dalej prowadzić rentownej działalności, bo koszty sortowania i utylizacji nieprzydatnej odzieży przewyższyły dochody ze sprzedaży. Do końca 2025 roku zniknie 28 000 kontenerów PCK, które jeszcze rok wcześniej funkcjonowały w całym kraju. Dla organizacji to ogromna strata finansowa. Tylko w 2024 roku sprzedaż ubrań przyniosła PCK ponad 7 milionów złotych przeznaczonych na działania pomocowe.
Zniknięcie kontenerów charytatywnych dodatkowo utrudnia mieszkańcom prawidłową utylizację tekstyliów. Ci, którzy mieli czyste, nieuszkodzone ubrania, mogli je oddać w najbliższym kontenerze bez konieczności jazdy do PSZOK. Teraz ta opcja przestaje istnieć w większości miejscowości. Pozostają jedynie nieliczne punkty prowadzone przez lokalne organizacje charytatywne lub kościoły, ale ich liczba jest nieporównywalna z wcześniejszą siecią kontenerów. W efekcie jeszcze więcej osób będzie musiało wozić tekstylia do odległych punktów zbiórki albo ryzykować wyrzucenie ich do zwykłych śmieci mimo zakazu.
Co to oznacza dla Ciebie? Co zrobić, żeby uniknąć kar? Podpowiadamy
Najprostszym rozwiązaniem jest zbieranie niepotrzebnych tekstyliów w osobnym worku w domu. Warto od razu rozdzielać rzeczy nadające się do ponownego użycia od tych całkowicie zniszczonych. Czyste, nieuszkodzone ubrania można próbować oddać do pozostałych kontenerów charytatywnych, jeśli jeszcze istnieją w okolicy. Zniszczone, brudne lub nienadające się do użycia tekstylia trzeba gromadzić osobno i wozić do PSZOK, gdy uzbiera się odpowiednia ilość. Ministerstwo Klimatu podkreśla, że punkty przyjmują tekstylia w dowolnym stanie, więc nie trzeba się martwić jakością rzeczy.
Warto sprawdzić w swojej gminie, czy dostępne są dodatkowe opcje zbiórki. Niektóre miejscowości organizują mobilne punkty jeżdżące według harmonogramu po różnych częściach miasta. Inne oferują odbiór workowy bezpośrednio spod drzwi w wyznaczonych terminach. Informacje na ten temat są zwykle dostępne na stronach internetowych urzędów gmin lub można je uzyskać telefonicznie. Im więcej mieszkańców zapyta o wygodne rozwiązania, tym większa szansa, że władze lokalne wdrożą bardziej przyjazne systemy zbiórki.
Jeśli mieszkasz w bloku, porozmawiaj z sąsiadami o nowych przepisach. Wiele osób nadal nie wie o zakazie wyrzucania tekstyliów do zwykłych śmieci. Wspólne przypomnienia, informacje na tablicy ogłoszeń w klatce schodowej czy nawet naklejki przy pojemnikach mogą uchronić całą wspólnotę przed kosztownymi karami. Dzieci, nastolatki, starsi domownicy, goście odwiedzający mieszkanie – każdy powinien znać zasadę, że tekstylia trafiają do osobnego worka, a potem do PSZOK. Jedna rozmowa może uratować wszystkich lokatorów przed trzykrotnie wyższymi opłatami za śmieci.
Kontrole stały się normą w całej Polsce
Służby komunalne podkreślają, że nie chodzi o zwiększenie dochodów z kar, ale o poprawę segregacji i świadomość ekologiczną. Wysokie sankcje mają pokazać, że czas na dobrowolne przestrzeganie przepisów się skończył. Gminy są zobowiązane do osiągnięcia określonych poziomów recyklingu, a za niewywiązanie się z tych wymogów same płacą wysokie kary. Im więcej odpadów trafi do właściwych frakcji, tym wyższy wskaźnik recyklingu i mniejsze koszty dla budżetów lokalnych. Dlatego kontrole będą prowadzone systematycznie i bez pobłażania.
Ministerstwo Klimatu zachęca gminy do podejmowania inicjatyw ułatwiających mieszkańcom wypełnianie obowiązków. Niektóre samorządy rozważają wprowadzenie systemu workowego z cyklicznym odbiorem tekstyliów, podobnie jak dzieje się to z gabarytami kilka razy w roku. Są to jednak plany na przyszłość. Na razie w większości Polski obowiązuje zasada prosta i bezwzględna: stare ubrania do PSZOK, a za błąd płaci cały blok. Nawet jeśli segregujesz prawidłowo, jeden nieświadomy sąsiad może sprawić, że wszyscy zapłacicie nawet czterokrotnie więcej przez kolejne miesiące.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.