Kot z lotniska odnaleziony! Szczęśliwy finał poszukiwań. Właścicielka przygarnęła także małe kociątko z lotniska!

Z ogromną radością informujemy, że zaginiony w podróży z Norwegii kot został odnaleziony na Lotnisku Chopina. „Strasznie cieszymy się, że kot się znalazł. Akcja poszukiwawcza była bezprecedensowa, Z ogromna ulga przyjęliśmy to, ze zwierzak sie odnalazł i trafił do właścicielki. ” – mówi Piotr Rudzki – rzecznik Lotniska Chopina. Szczęśliwą wiadomość otrzymaliśmy wczoraj od fundacji Futrzaki (która zaangażowała się w sprawę na naszą prośbę), jednak czekaliśmy na potwierdzenie właścicielki. Kota znalazł niezastąpiony duet: Kasia Wernik i Hanna Rosa – od której mamy naszą redakcyjną Karmelkę 🙂 Wiedzieliśmy, że gdy wkroczycie do akcji finał może być tylko jeden 🙂 

Fot. Karolina Jakubiak

„Przed 12:00 zadzwoniła do mnie Pani Aneta Tracz-Sala. Powiedziała, że jej mąż, Pan Mariusz, pracuje w PAPŻ (Polska Agencja Żeglugi Powietrznej) i, że jeśli chcę, może nas wprowadzić na teren, żeby i tu poszukać kotki.
Umówiliśmy się na 17:00 na miejscu. Napisałam do Moniki Karpieszuk czy chciałaby pomóc – bez żadnego zastanowienia odpisała, że będzie. Wpuszczono nas na teren i jakieś kilkanaście metrów za bramą wjazdową, stała taka mała, nieużywana budka. Pani Aneta z Panem Mariuszem zaglądnęli z latarką pod jej spód, a pod nią był kot. I to była ONA, trwało to jakieś 2 minuty 🙂
I tak zaczęła się akcja złapania Łupiny (Czarnej). Mała uciekała, nie chciała podejść. Nie mogliśmy pozwolić uciec jej nigdzie dalej w teren. Po jakimś czasie mogłam zbliżyć się na kilka metrów, dużo do niej mówiłam – słuchała, przyglądała się, ale trzymała mnie na dystans. Jedynym wyjściem było z powrotem „zagonić” ją pod budkę, otoczyć, żeby nie uciekła i załatwić klatki-łapki. Wraz z nią był też mały, na moje oko ok. 2-miesięczny szkrabek. Zaprzyjaźnili się.
Zrobiło się ciemno. Nadal nie spuszczaliśmy Łupiny i małego szkraba z oczu i nie pozwalaliśmy im wyjść spod budki. Zadzwoniłam do Kasi Wernik z Fundacji Futrzaki w sprawie klatek-łapek, chwila moment i załatwione, Monika bez zastanowienia wsiadła do samochodu i pojechała po nie. Pani Aneta zadzwoniła do Pani Hanny Rosy, która po telefonie zjawiła się w przeciągu 30 minut z klatkami. Postawiła jedną i 5-10 minut później kotka była już w niej, złapana. Szkrabek zwiał, ale ostatecznie i jego Pani Hani udało się złapać. Wszystko trwało jakieś 3-4 godziny.
PO 8 DNIACH.
Łupina jest wychudzona, w ogromnej traumie. Jest agresywna. Potrzeba czasu.
Ale jest bezpieczna w domku z nowym przyjacielem. Na razie odseparowani od Kiczka. Teraz odpoczywają, mają jedzonko, wodę, ciepło i święty spokój. 
Chciałabym bardzo, BARDZO, Z CAŁEGO SERCA 
podziękować Pani Anecie, Panu Mariuszowi, Pani Hani, Pani Kasi, Monice za to co zrobili. 
Pani Marcie (Pani wie… )
To wszystko dzięki tym ludziom. 
I DZIĘKUJE WAM
WSZYSTKIM ZAANGAŻOWANYM OSOBOM, które udostępniły mój post, codziennie okazywały mi wsparcie, dodawały otuchy, odwagi i dobre słowo. 
Po prostu pomagały.
To całe dobro wróci do Was ze zdwojoną siłą.” – pisze Karolina Jakubiak, wlaścicielka kota. 

Przy okazji fundacja Futrzaki potrzebuje pomocy: https://www.ratujemyzwierzaki.pl/ma-tylko-9-miesiecy-dajmy-mu-szanse-na-zycie-i-funkcjonowanie?fbclid=IwAR0sHloqLWQ63zuZoyudEbpBpHH0n2UoRY3v7EypMYu3D92VreJ0O0vkI-0

Warto im pomóc, bo bezinteresownie pomagają warszawiakom na co dzień!

Copyright © 2016-2018 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.