Mieszkańcy bloków nie mają wyjścia. Za rok będą płacili gigantyczny podatek, wszyscy i bez wyjątku
Właściciel domu może wymienić kocioł gazowy na pompę ciepła, zamontować fotowoltaikę, ocieplić budynek i w ten sposób ograniczyć swoją zależność od paliw kopalnych. Mieszkaniec bloku podłączonego do miejskiej sieci ciepłowniczej takiego wyboru praktycznie nie ma. Nie zdecyduje, czy elektrociepłownia spala węgiel, gaz, biomasę czy wykorzystuje pompy ciepła. Nie wybierze sobie innego źródła, gdy obecne stanie się drogie. ETS2 zacznie w pełni działać w 2028 r., ale w przypadku dużych systemów ciepłowniczych najważniejszy problem zaczął się znacznie wcześniej – ich największe źródła już płacą za emisję CO2 w ramach ETS1.

Unijne przepisy zostały skonstruowane tak, żeby nie obciążać tej samej emisji jednocześnie ETS1 i ETS2. Duże instalacje spalania paliw o mocy przekraczającej 20 MW są już objęte dotychczasowym systemem handlu emisjami. Paliwo wykorzystywane w działalności objętej ETS1 ma być wyłączane z ETS2 właśnie po to, aby uniknąć podwójnej opłaty. Ci, którzy nie płacą i korzystają z małych lokalnych elektrociepłowni na razie podwyżek nie odczuli, ale odczują w 2028 roku. Wtedy płacić będą wszyscy mieszkańcy bloków, bez wyjątku.
Dla mieszkańca efekt końcowy może być jednak podobny: cena emisji, paliwa i gigantycznej modernizacji źródeł ciepła wpływa na koszty całego systemu. Indywidualny odbiorca ma na to niewielki wpływ. W dodatku Polska nadal produkuje ponad połowę ciepła systemowego z węgla. Najnowszy raport Urzędu Regulacji Energetyki za 2025 r. pokazuje, że węgiel odpowiadał za 52,8 proc. miksu paliwowego koncesjonowanego ciepłownictwa. Jeszcze w 2024 r. było to 57,4 proc., więc zmiana postępuje, ale do pełnej dekarbonizacji droga pozostaje bardzo długa.
Prawie co drugie gospodarstwo ogrzewa się z sieci. Tych ludzi nie da się potraktować jak właścicieli domów
Według najnowszego badania GUS ciepło sieciowe było w 2024 r. podstawowym sposobem ogrzewania dla 44,2 proc. gospodarstw domowych w Polsce. To zdecydowanie największa pojedyncza kategoria. Dla porównania gazowe kotły dwufunkcyjne miało 14,2 proc. gospodarstw, a jednofunkcyjne 5,6 proc. System ciepłowniczy odpowiadał także za przygotowanie ciepłej wody w 37,8 proc. gospodarstw. Mówimy więc nie o niszowej grupie lokatorów, ale o milionach osób mieszkających przede wszystkim w blokach i dużych osiedlach.
I właśnie tutaj pojawia się problem, na który zwrócili uwagę Wanda Buk i Marcin Izdebski w raporcie „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków”. Autorzy oddzielili sytuację dużych ciepłowni objętych ETS1 od mniejszych źródeł, które dotychczas nie ponosiły kosztu emisji w takim systemie. W przypadku dużych instalacji koszt emisji już znajduje się w kosztach dostarczanego ciepła. Przy mniejszych systemach, które nie są objęte ETS1, uruchomienie ETS2 oznacza natomiast wzrost kosztu paliwa, ponieważ dostawca paliwa będzie musiał rozliczać emisję i może przenosić ten koszt dalej.
Raport powstał w 2024 r. i zakładał start ETS2 w 2027 r. Dziś wiadomo już, że pełne uruchomienie systemu nastąpi w 2028 r., więc starego harmonogramu nie można mechanicznie przepisywać do obecnych kalkulacji. Sam problem opisany przez autorów pozostał jednak aktualny. Właściciel indywidualnego źródła może próbować pozbyć się paliwa obciążonego ETS2. Odbiorca ciepła systemowego jest zależny od tempa modernizacji całej elektrociepłowni lub lokalnej ciepłowni.
Buk i Izdebski wskazali wprost, że odbiorcy praktycznie nie mają wpływu na decyzje inwestycyjne lokalnego producenta ciepła. Mogą ograniczyć zapotrzebowanie budynku poprzez termomodernizację, ale nie mogą indywidualnie zdecydować, że od jutra ciepło do ich kaloryfera ma pochodzić z pompy ciepła zamiast z kotła węglowego. W bloku taka decyzja wymaga zmian dotyczących całej nieruchomości, wspólnoty albo spółdzielni, infrastruktury technicznej, a niekiedy całego systemu ciepłowniczego.
URE potwierdza skalę wyzwania. W 2025 r. przedsiębiorstwa ciepłownicze wydały rekordowe od czterech lat 5,59 mld zł na modernizację, rozwój i ochronę środowiska. Najwięcej przypadło właśnie na Mazowsze – 1,54 mld zł. Mimo tego stopień zużycia infrastruktury ciepłowniczej w Polsce nadal wynosił 50,61 proc. Regulator przytacza szacunki mówiące, że transformacja całego sektora do 2050 r. będzie wymagała od około 300 do 500 mld zł.
Nie oznacza to, że całość tej kwoty zostanie dopisana mieszkańcom do rachunków. Część inwestycji będzie finansowana z funduszy krajowych, unijnych, kredytów i innych instrumentów. URE już wcześniej wskazywał, że przy skali inwestycji idącej w setki miliardów złotych transformacji nie da się sfinansować wyłącznie z taryf odbiorców. Nie da się jednak również założyć, że odbiorcy nie odczują jej wcale. Taryfy dla ciepła uwzględniają uzasadnione koszty działalności przedsiębiorstwa, a w dokumentach regulatora koszty zakupu uprawnień do emisji CO2 są wprost jedną z pozycji branych pod uwagę przy kalkulacji.
Warszawa jest najlepszym przykładem. 80 proc. potrzeb miasta pokrywa jeden wielki system
W Warszawie zależność od systemowego ciepła widać wyjątkowo wyraźnie. Stołeczna sieć ciepłownicza ma około 1900 km długości i jest największą taką siecią w Unii Europejskiej. Zaspokaja około 80 proc. potrzeb cieplnych miasta. ORLEN Termika również podaje, że jej warszawskie zakłady pokrywają około 80 proc. zapotrzebowania stolicy na ciepło. Sama Elektrociepłownia Siekierki ogrzewa około 55 proc. warszawskich budynków.
Tu dobrze widać, dlaczego pojedynczy mieszkaniec nie jest w stanie „uciec” od źródła ciepła tak jak właściciel domu. W dokumentach dotyczących transformacji warszawskich zakładów ORLEN Termika wskazywała, że zainstalowana moc cieplna opierała się w 61,5 proc. na węglu, w 22,5 proc. na gazie, a pozostałe 16 proc. przypadało m.in. na olej i biomasę. Spółka chce całkowicie zrezygnować z węgla do 2035 r. To oznacza jednak przebudowę ogromnego systemu, który każdego dnia ogrzewa znaczną część dwumilionowej aglomeracji.
Skala pieniędzy również jest ogromna. ORLEN Termika informowała w marcu 2026 r., że plan inwestycyjny grupy do 2035 r. zakłada wydatki rzędu 17 mld zł. W Elektrociepłowni Siekierki przygotowywany jest nowy blok gazowo-parowy klasy 500 MW i kotłownia gazowa. Nowa jednostka ma pozwolić na wyłączenie części bloków węglowych, a jej jednostkowa emisja CO2 ma być o około 42 proc. niższa niż w przypadku produkcji w kogeneracyjnych blokach węglowych.
Na Żeraniu uruchomiono już blok gazowo-parowy, a kolejne projekty zakładają odzysk ciepła ze ścieków i spalin, budowę dużych pomp ciepła oraz magazynowanie energii. Do końca 2030 r. łączna moc planowanych pomp ciepła ma osiągnąć około 182 MWt, a po dalszej rozbudowie do 2034 r. prawie 250 MWt. Kierunek jest więc wyraźny – mniej węgla, więcej gazu, ciepła odpadowego i nowych technologii. Tyle że taka zmiana wymaga lat i miliardów złotych.
Rachunki reagują na zmiany w systemie już teraz, jeszcze przed startem ETS2. Od 1 lipca 2026 r. w Warszawie zaczęła obowiązywać nowa taryfa wynikająca ze zmiany cen ciepła wytwarzanego przez ORLEN Termika. Veolia Energia Warszawa poinformowała, że średnie obciążenie klienta wzrosło w związku z nią o około 2 proc.. To bardzo dobry przykład mechanizmu, który działa niezależnie od decyzji pojedynczego lokatora.
Jeszcze ciekawsza jest struktura rachunku podana przez Veolię. Według spółki 79 proc. ceny ciepła, którą widzi mieszkaniec Warszawy, przypada na firmy produkujące ciepło, a tylko 21 proc. na jego przesył przez warszawską sieć. Veolia policzyła też przykład mieszkania o powierzchni 50 m kw., zużywającego 25 GJ rocznie. Od 2019 do 2026 r. część opłat związana z dystrybucją wzrosła w tym modelu o 303,76 zł netto, podczas gdy część związana z producentami ciepła wzrosła o 1911,76 zł netto.
Nie oznacza to, że producent może dowolnie wpisać sobie na fakturę dowolną kwotę. Taryfy koncesjonowanych przedsiębiorstw zatwierdza Prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Najnowsza taryfa ORLEN Termika dla Warszawy została zatwierdzona 16 czerwca 2026 r. na okres roku. URE bada uzasadnione koszty i powinien chronić odbiorców przed nieuzasadnionym poziomem cen. Regulator podał zresztą, że w 2025 r. zatwierdził 315 nowych taryf i wzywał część przedsiębiorstw do obniżenia stawek po spadkach cen paliw. To nie jest więc mechanizm „elektrociepłownia chce więcej, więc bierze więcej”. Koszty emisji, paliwa i inwestycji są jednak realnymi elementami działalności, których nie da się wyzerować decyzją mieszkańca.
Nie każdy blok jest podłączony do wielkiej elektrociepłowni. Od 2028 r. część odczuje ETS2 bardziej bezpośrednio
Sytuacja będzie inna w budynkach korzystających z małych lokalnych ciepłowni, kotłowni osiedlowych albo własnych kotłów gazowych. Duże instalacje znajdują się w ETS1, ale źródła niespełniające kryteriów tego systemu mogą zostać objęte ekonomicznym skutkiem ETS2 poprzez cenę kupowanego paliwa. Dystrybutor paliwa będzie rozliczał emisję, a koszt może przejść do ceny gazu, węgla czy oleju wykorzystywanego przez mniejszą kotłownię.
Ten problem opisali już Buk i Izdebski. Według ich analizy mniejsze systemy ciepłownicze poniżej progu ETS1 nie ponosiły dotychczas takiego kosztu emisji jak duże elektrociepłownie. Po uruchomieniu nowego systemu koszt paliwa będzie zależał od jego emisyjności. Węglowa ciepłownia będzie narażona mocniej niż gazowa, a źródło wykorzystujące ciepło odpadowe, geotermię czy odpowiednio zasilane pompy ciepła będzie znajdowało się w zupełnie innej sytuacji.
W Polsce problem nadal jest duży, bo według najświeższych danych URE węgiel w 2025 r. odpowiadał za 52,8 proc. miksu ciepłownictwa. To mniej niż 81,7 proc. w 2002 r., ale nadal ponad połowa. Średnia cena ciepła z koncesjonowanych źródeł wynosiła w 2025 r. 102,69 zł/GJ i spadła o 2,9 proc. rok do roku, więc nie można twierdzić, że ceny muszą każdego roku rosnąć. Bardzo dużo zależy od paliwa, cen uprawnień, efektywności instalacji, inwestycji i lokalnego systemu.
ETS2 nie oznacza więc jednej podwyżki takiej samej dla każdego bloku w Polsce. W dużej warszawskiej sieci podstawowym systemem emisyjnym pozostanie ETS1 i nie powinno być podwójnego obciążenia tego samego paliwa. W niewielkiej kotłowni nieobjętej ETS1 koszt ETS2 może pojawić się poprzez zakup paliwa. W mieszkaniu posiadającym własny kocioł gazowy sytuacja jest jeszcze bardziej bezpośrednia, bo droższe paliwo trafi do rachunku gospodarstwa. W każdym z tych wariantów mieszknia w budynku wielorodzinnym nie da się jednak potraktować jak niezależnego domu stojącego na działce.
Mieszkaniec może zmniejszyć rachunek, ale źródła ciepła sam nie zmieni
Najważniejszą rzeczą, którą można zrobić w bloku, jest ograniczenie ilości energii potrzebnej do ogrzania budynku. W praktyce największe decyzje również nie należą jednak do jednego lokatora. Ocieplenie elewacji i dachu, wymiana stolarki w częściach wspólnych, modernizacja węzła cieplnego, instalacji centralnego ogrzewania czy montaż dużej pompy ciepła wymagają działania wspólnoty albo spółdzielni. Raport Buk i Izdebskiego przywoływał dane GUS, według których termomodernizacje wykonywane w latach 2011-2016 zmniejszały zapotrzebowanie na energię średnio o około 37 proc.. Przy rosnącym koszcie emisji każdy niewykorzystany GJ staje się coraz cenniejszy.
Lokator może natomiast sprawdzić, ile ciepła rzeczywiście zużywa jego budynek, jakie zaliczki nalicza administracja, do jakiej grupy taryfowej należy nieruchomość i jak zmieniło się zużycie rok do roku. Samo zakręcenie wszystkich grzejników nie rozwiązuje problemu – część kosztów jest stała, a budynek musi być ogrzewany jako całość. Znacznie większe znaczenie ma prawidłowa regulacja instalacji, niedopuszczanie do przegrzewania pomieszczeń, uszczelnienie okien, sprawne zawory termostatyczne oraz decyzje wspólnoty dotyczące modernizacji całego budynku.
W Warszawie warto dodatkowo patrzeć na komunikaty administracji po każdej zmianie taryfy. To wspólnota albo spółdzielnia widzi pełny rachunek dla budynku i później rozdziela koszty zgodnie z przyjętym systemem. Z samej informacji o zmianie ceny ciepła o kilka proc. nie wynika jeszcze identyczna podwyżka zaliczki w każdym mieszkaniu. Znaczenie ma zużycie, zamówiona moc, powierzchnia, sposób rozliczania kosztów wspólnych i stan energetyczny konkretnego budynku.
Największa różnica między domem a blokiem pozostaje jednak niezmienna. Właściciel domu może pewnego dnia podjąć decyzję: rezygnuję z kotła i inwestuję we własne źródło. Mieszkaniec bloku podłączonego do sieci może głosować we wspólnocie, naciskać na termomodernizację i ograniczać zużycie, ale nie wybierze paliwa spalanego kilkanaście kilometrów dalej w elektrociepłowni. ETS2 ruszy w 2028 r., natomiast dla milionów odbiorców ciepła systemowego rachunek za emisję CO2 nie zacznie się wtedy od zera – duże ciepłownie płacą go już w ETS1. To dlatego w blokach kluczowa będzie nie indywidualna wymiana pieca, lecz tempo transformacji całego polskiego ciepłownictwa.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.