Miliony Polaków podpisało na siebie wyrok. Został nieco ponad rok i zaczną płacić dziesiątki tysięcy zł nowego podatku
Jeszcze kilka lat temu wymiana starego kopciucha na kocioł gazowy była przedstawiana jako duży krok naprzód. Państwo dopłacało do takich inwestycji, ludzie wydawali własne pieniądze na przyłącza, kotły i przebudowę instalacji. Teraz sytuacja zmienia się po raz kolejny. Od 2028 r. ruszy ETS2, który obejmie paliwa wykorzystywane do ogrzewania budynków i transportu drogowego. W praktyce oznacza to dodatkowe koszty dla użytkowników gazu, węgla, benzyny, oleju napędowego i LPG. Warszawa również nie będzie od tego całkowicie odcięta, choć mieszkańcy bloków podłączonych do sieci ciepłowniczej znajdą się w innej sytuacji niż właściciele domów z własnym kotłem. Więcej zapłacą prawie wszyscy.

Do uruchomienia systemu zostało już mniej niż 16 miesięcy. Nie będzie jednak tak, że w styczniu 2028 r. operator wyśle właścicielowi pieca gazowego rachunek za emisję CO2. ETS2 działa inaczej. Obowiązek zakupu i umarzania uprawnień będzie spoczywał przede wszystkim na podmiotach wprowadzających paliwa na rynek, a nie bezpośrednio na gospodarstwach domowych czy kierowcach. Koszt uprawnień może, a wiele ekspertów wskazuje, że na pewno zostanie przeniesiony do ceny gazu, węgla, benzyny czy oleju napędowego. Im więcej paliwa zużywa dom albo samochód, tym większa będzie ekspozycja gospodarstwa na nowy system. Wtedy zapłacą wszyscy, także Ci, którzy w tej kwestii nie mają wyjścia, czyli mieszkańcy bloków.
Jeszcze niedawno państwo dopłacało do kotłów gazowych. Dziś prawie 5 mln takich źródeł widnieje w CEEB
Skala problemu jest ogromna. Aktualna baza Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków pokazuje 4 968 261 zarejestrowanych kotłów gazowych, bojlerów, przepływowych podgrzewaczy oraz kominków gazowych. To 28 proc. wszystkich wykazanych w tej statystyce źródeł. Nie oznacza to prawie 5 mln gospodarstw ogrzewanych gazem, ponieważ w jednym budynku może znajdować się więcej niż 1 urządzenie. Znacznie lepiej sytuację domów pokazuje osobna statystyka CEEB. Według danych z 24 sierpnia 2026 r. w Polsce jest 1 211 444 domów jednorodzinnych, w których jedynym źródłem centralnego ogrzewania jest kocioł gazowy. To 19,2 proc. zinwentaryzowanych domów jednorodzinnych.
Jeszcze większa grupa pozostaje przy paliwach stałych. CEEB wykazuje 3 567 078 domów jednorodzinnych, w których znajdują się wyłącznie źródła centralnego ogrzewania na paliwa stałe. Stanowią one 56,53 proc. tej kategorii budynków. Dla porównania wyłącznie pompą ciepła ogrzewanych jest 224 900 domów jednorodzinnych, czyli 3,56 proc. Dane GUS za 2024 r. pokazują ten sam problem z innej strony: 44,2 proc. gospodarstw korzystało z ciepła sieciowego, kotły gazowe jedno- i dwufunkcyjne służyły do ogrzewania łącznie w 19,8 proc. gospodarstw, a udział pomp ciepła wynosił wtedy zaledwie 2,4 proc.
Dla osób, które niedawno wydały pieniądze na gaz, najbardziej gorzki może być fakt, że jeszcze w 2025 r. NFOŚiGW uruchomił specjalny nabór dotacji do kotłów gazowych. Dotyczył inwestycji wykonanych między 28 maja a 31 grudnia 2024 r., gdy właściciele domów wymienili stare źródło na kocioł gazowy. Na wsparcie przeznaczono 70 mln zł, a Fundusz szacował, że skorzysta z niego około 3 tys. gospodarstw. Dzisiaj sytuacja jest już odwrotna. Od 1 stycznia 2026 r. wojewódzkie fundusze nie mogą zatwierdzać finansowania nowych kotłów na paliwa kopalne, a aktualna wersja programu Czyste Powietrze wprost informuje, że kotły gazowe nie są kosztem kwalifikowanym.
Nie oznacza to zakazu używania działającego pieca gazowego. Właściciel kilkuletniego kotła nie dostał nakazu wyrzucenia urządznia w 2028 r. Problem polega na czym innym: paliwo będzie objęte mechanizmem, którego zadaniem jest stopniowe zwiększanie ekonomicznej opłacalności przechodzenia na rozwiązania nisko- i bezemisyjne. Zrewidowana unijna dyrektywa EPBD również zakłada, że państwa mają przygotować polityki prowadzące w kierunku pełnego odejścia od kotłów wykorzystujących paliwa kopalne do 2040 r., ale Komisja Europejska wyraźnie określa 2040 r. jako termin orientacyjny dla polityki państw. Nie jest to ogólnounijny nakaz wymiany każdego prywatnego kotła gazowego dokładnie tego dnia.
W 2028 r. nie będzie rachunku na dziesiątki tysięcy. Dużo groźniejszy jest koszt rosnący przez kolejne lata
ETS2 stanie się w pełni operacyjny w 2028 r. i obejmie emisje wynikające ze spalania paliw w budynkach, transporcie drogowym oraz części mniejszych sektorów gospodarki. Cena uprawnienia będzie ustalana na rynku. Komisja Europejska przewidziała mechanizmy mające hamować gwałtowne wzrosty – w pierwszych 2 latach przy cenie przekraczającej 45 euro za tonę CO2 w cenach z 2020 r., skorygowanych o inflację, na rynek mogą zostać uwolnione dodatkowe uprawnienia. Nie jest to jednak sztywna gwarancja, że cena nigdy nie przekroczy takiego poziomu.
KOBiZE w raporcie ze stycznia 2026 r. przytoczył wyliczenia, według których przy cenie uprawnień wynoszącej 60 euro za tonę CO2 ceny gazu ziemnego w Polsce mogą wzrosnąć o około 17 proc., oleju opałowego o 19 proc., a węgla aż o 42 proc. Przy cenie 180 euro wzrost ceny węgla mógłby przekroczyć 100 proc. Autorzy analiz cytowanych przez KOBiZE oszacowali również, że przy 60 euro średni roczny wzrost kosztów ogrzewania gospodarstwa korzystającego z paliwa kopalnego w Polsce może wynieść około 372 euro. To scenariusz, a nie gotowy cennik na 2028 r., ale bardzo dobrze pokazuje, dlaczego szczególnie węgiel może stać się problemem.
Jeszcze dokładniej policzył to Instytut Reform. W modelu wykorzystującym przeciętne zużycie paliwa w domu o ogrzewanej powierzchni 76,99 m kw. przy cenie uprawnienia 50 euro dodatkowy koszt w 2028 r. wynosił 314 zł dla gazu ziemnego i 1346 zł dla węgla kamiennego. Przy założonej w analizie cenie 140 euro w 2035 r. było to już odpowiednio 878 zł i 3768 zł rocznie, a przy 290 euro w 2040 r. – 1819 zł dla gazu oraz aż 7805 zł dla węgla. Rzeczywiste ceny uprawnień mogą oczywiście pójść inną ścieżką, dlatego tych kwot nie wolno traktować jak ustalonej ustawowo podwyżki.
Wanda Buk i Marcin Izdebski policzyli rachunek dla całej rodziny. W kolejnych latach robią się z tego dziesiątki tysięcy złotych
ETS2 stanie się w pełni operacyjny w 2028 r. i obejmie emisje wynikające ze spalania paliw w budynkach, transporcie drogowym oraz części mniejszych sektorów gospodarki. Cena uprawnienia będzie ustalana na rynku. Komisja Europejska przewidziała mechanizmy mające hamować gwałtowne wzrosty – w pierwszych 2 latach przy cenie przekraczającej 45 euro za tonę CO2 w cenach z 2020 r., skorygowanych o inflację, na rynek mogą zostać uwolnione dodatkowe uprawnienia. Nie jest to jednak sztywna gwarancja, że cena nigdy nie przekroczy takiego poziomu.
KOBiZE w raporcie ze stycznia 2026 r. przytoczył wyliczenia, według których przy cenie uprawnień wynoszącej 60 euro za tonę CO2 ceny gazu ziemnego w Polsce mogą wzrosnąć o około 17 proc., oleju opałowego o 19 proc., a węgla aż o 42 proc. Przy cenie 180 euro wzrost ceny węgla mógłby przekroczyć 100 proc. Autorzy analiz cytowanych przez KOBiZE oszacowali również, że przy 60 euro średni roczny wzrost kosztów ogrzewania gospodarstwa korzystającego z paliwa kopalnego w Polsce może wynieść około 372 euro. To scenariusz, a nie gotowy cennik na 2028 r., ale bardzo dobrze pokazuje, dlaczego szczególnie węgiel może stać się problemem.
Jeszcze dokładniej policzył to Instytut Reform. W modelu wykorzystującym przeciętne zużycie paliwa w domu o ogrzewanej powierzchni 76,99 m kw. przy cenie uprawnienia 50 euro dodatkowy koszt w 2028 r. wynosił 314 zł dla gazu ziemnego i 1346 zł dla węgla kamiennego. Przy założonej w analizie cenie 140 euro w 2035 r. było to już odpowiednio 878 zł i 3768 zł rocznie, a przy 290 euro w 2040 r. – 1819 zł dla gazu oraz aż 7805 zł dla węgla. Rzeczywiste ceny uprawnień mogą oczywiście pójść inną ścieżką, dlatego tych kwot nie wolno traktować jak ustalonej ustawowo podwyżki.
Najbardziej narażone są budynki zużywające dużo energii. Dla gospodarstwa zakwalifikowanego przez autorów jako energochłonne dodatkowy koszt roczny w wariancie gazowym wynosił w ich modelu 3184 zł w 2028 r., 3502 zł w 2030 r., 8915 zł w 2035 r. i 18 468 zł w 2040 r. Przy węglu było to odpowiednio 5369 zł, 5906 zł, 15 034 zł i aż 31 142 zł rocznie. W pierwotnie analizowanym okresie 2027-2035 skumulowany koszt dla takiej rodziny wynosił 45 851 zł przy gazie oraz 77 318 zł przy węglu. Autorzy zwracali uwagę, że największy rachunek poniosą gospodarstwa mieszkające w budynkach, które nie przeszły termomodernizacji.
Raport zawiera również model rodziny 2+2 mieszkającej w domu o powierzchni 150 m kw. i posiadającej 2 samochody – diesla przejeżdżającego 20 tys. km rocznie oraz auto benzynowe używane na dystansie 5 tys. km. Przy ogrzewaniu gazowym dodatkowy koszt wynosił w modelu 1926 zł w 2028 r., 2119 zł w 2030 r., 5393 zł w 2035 r. oraz 11 171 zł w 2040 r. Przy ogrzewaniu węglowym było to 3939 zł w 2028 r., 4332 zł w 2030 r., 11 028 zł w 2035 r. i 22 844 zł w 2040 r.
Te liczby nie są ustawowym cennikiem ETS2 ani gwarancją, że konkretna polska rodzina zapłaci dokładnie tyle. Są modelem opartym na określonych założeniach dotyczących cen uprawnień, zużycia energii i paliwa. Pokazują jednak bardzo wyraźnie 2 rzeczy: im bardziej energochłonny dom, tym większe ryzyko kosztowe, a węgiel wypada znacznie gorzej niż gaz. Do tego dochodzi transport, ponieważ ETS2 obejmie również paliwa używane przez samochody spalinowe.
Jeszcze mocniej wygląda suma kilku lat. Dobrze obrazuje to raport „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków”. Jedną z najbardziej szczegółowych analiz wpływu ETS2 na domowe budżety przygotowali Wanda Buk – polska urzędniczka państwowa, prawnik i menedżer, w latach 2018–2020 podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji oraz Marcin Izdebski – ekonomista i inżynier z wieloletnim doświadczeniem w sektorze energetycznym, niezależny doradca oraz ekspert Centrum Strategii Rozwojowych. Autorzy nie ograniczyli się do policzenia samej ceny gazu albo benzyny. Zbudowali modele całych gospodarstw domowych, uwzględniając ogrzewanie, przygotowanie ciepłej wody, gotowanie oraz korzystanie z samochodu. Ich raport powstał jeszcze w czasie, gdy ETS2 miał wystartować w 2027 r., dlatego podane w nim daty trzeba dziś czytać z zastrzeżeniem, że uruchomienie systemu zostało przesunięte na 2028 r. Same wyliczenia dobrze pokazują jednak skalę różnicy pomiędzy rodziną ogrzewającą dom gazem i rodziną korzystającą z węgla. W pierwotnym harmonogramie ETS2 (a pierwotny harmonogram zakładał wprowadzenie ETS2 w 2027 roku) eksperci policzyli, że przeciętna rodzina ogrzewająca dom gazem poniosłaby w latach 2027-2030 łącznie 6338 zł dodatkowych kosztów, a do 2035 r. już 24 018 zł. W przypadku ogrzewania węglem było to odpowiednio 10 311 zł i 39 074 zł. To właśnie stąd bierze się mówienie o dziesiątkach tysięcy złotych. Nie chodzi o pojedynczy rachunek w pierwszym roku działania ETS2, lecz o koszty narastające przez kolejne lata.
Do ogrzewania dochodzi samochód. W tym samym modelu przy cenie 50 euro za tonę CO2 dodatkowy roczny koszt dla przeciętnie eksploatowanego samochodu wynosił w 2028 r. około 500 zł dla benzyny, 556 zł dla diesla i 479 zł dla LPG. W scenariuszu 140 euro w 2035 r. wartości rosły odpowiednio do 1399 zł, 1557 zł i 1342 zł, natomiast przy 290 euro w 2040 r. do 2898 zł, 3225 zł i 2780 zł rocznie.
I właśnie tutaj pojawiają się kwoty liczone w dziesiątkach tysięcy złotych, ale nie jako jednorazowy „podatek w 2028 r.”. Dom ogrzewany paliwem kopalnym, 1 albo 2 samochody spalinowe i kilkanaście kolejnych lat funkcjonowania systemu oznaczają kumulowanie się dodatkowych kosztów. Najmocniej może to odczuć rodzina ogrzewająca słabo ocieplony dom węglem i codziennie korzystająca z samochodu. W znacznie lepszym położeniu będzie dobrze ocieplony budynek z pompą ciepła oraz gospodarstwo wykorzystujące samochód elektryczny albo transport publiczny, bo w tych przypadkach nie ma bezpośredniego zakupu paliwa objętego ETS2.
Mieszkaniec bloku nie kupuje gazu do elektrociepłowni. Warszawa zapłaci za transformację w inny sposób
Osobna grupa to mieszkańcy bloków. Według GUS z ciepła sieciowego korzysta 44,2 proc. gospodarstw domowych, a w dużych miastach udział jest szczególnie wysoki. Mieszkaniec warszawskiego bloku podłączonego do sieci nie kupuje węgla ani gazu potrzebnego do produkcji ciepła, więc ETS2 nie pojawi mu się na rachunku w taki sam sposób jak właścicielowi domu z indywidualnym kotłem gazowym. Nie oznacza to jednak, że ciepłownictwo pozostaje poza kosztowną transformacją.
W Warszawie ORLEN Termika pokrywa około 80 proc. zapotrzebowania miasta na ciepło. Sama Elektrociepłownia Siekierki ogrzewa około 55 proc. budynków w stolicy. Duże instalacje energetyczne funkcjonują już w dotychczasowym systemie ETS1, dlatego paliwo zużywane w instalacji objętej ETS1 nie powinno zostać dodatkowo obciążone drugi raz ETS2. To ważne, bo nieprawdziwe byłoby stwierdzenie, że od 2028 r. warszawskie elektrociepłownie po prostu doliczą do obecnego ETS jeszcze drugi identyczny podatek.
Mieszkańcy bloków mają jednak inny problem. Taryfa ciepłownicza uwzględnia koszty paliw, uprawnień do emisji CO2, eksploatacji, amortyzacji oraz nowych inwestycji. Warszawski system czeka gigantyczna przebudowa. ORLEN deklaruje odejście od spalania węgla do 2035 r., a w maju 2026 r. rozpoczęto postępowanie dotyczące budowy w Elektrociepłowni Siekierki nowego bloku gazowo-parowego klasy 500 MW, kotłowni gazowej i infrastruktury. Powstaje również gazociąg prowadzący do zakładu. Ostatecznie koszt transformacji systemu może więc docierać do mieszkańców przez taryfy za ciepło, nawet jeżeli przeciętny lokator nie ma żadnej możliwości wymiany źródła ogrzewania we własnym mieszkaniu.
To fundamentalna różnica między blokiem a domem jednorodzinnym. Właściciel domu może zdecydować o ociepleniu budynku, montażu pompy ciepła, fotowoltaiki czy zmianie instalacji. Lokator na warszawskim osiedlu ma znacznie mniejszy wpływ na to, z czego powstaje ciepło płynące do kaloryfera. Decyzje inwestycyjne podejmuje operator systemu i to cały sektor ciepłowniczy musi dostosowywać się do ograniczania emisji.
Pompa ciepła, elektryk i dobrze ocieplony dom mocno ograniczają problem ETS2. Wejście w taki system może jednak kosztować fortunę
Najmniejszą bezpośrednią ekspozycję na ETS2 ma gospodarstwo, które nie kupuje paliw kopalnych do ogrzewania i transportu. Przykładem może być dobrze zaizolowany dom z pompą ciepła oraz samochód elektryczny albo korzystanie z komunikacji publicznej. Fotowoltaika może dodatkowo zmniejszyć ilość energii kupowanej z sieci, choć nie rozwiązuje zimowego zapotrzebowania na ogrzewanie i nie jest warunkiem używania pompy ciepła. Nie oznacza to też całkowitej ucieczki od kosztów emisji – energia elektryczna produkowana w elektrowniach objętych ETS1 już zawiera koszty tego systemu.
Problemem pozostaje cena wejścia. Państwowy Instytut Geologiczny wskazywał, że zakup i montaż gruntowej pompy ciepła o mocy około 8-10 kW wraz z projektem i odwiertami może kosztować około 50-80 tys. zł. Dodanie instalacji fotowoltaicznej o mocy około 10 kWp podnosiło koszt analizowanego zestawu do około 70-100 tys. zł. To nadal nie jest pełna modernizacja starego domu. Jeżeli trzeba dodatkowo ocieplić ściany i dach, wymienić okna, przebudować instalację centralnego ogrzewania, zamontować ogrzewanie niskotemperaturowe, zmienić drzwi czy wykonać wentylację z odzyskiem ciepła, całkowity rachunek może przekroczyć 100 tys. zł, a w dużym, wymagającym gruntownej modernizacji budynku dojść znacznie wyżej.
Kwota 150 czy 200 tys. zł jest więc możliwa przy kompleksowej inwestycji, ale nie jest żadną obowiązkową „karą za piec gazowy”. Nie każdy dom potrzebuje wszystkich tych prac. Gruntowa pompa ciepła ma zaletę w postaci bardzo stabilnego dolnego źródła, dlatego jej działanie jest mniej zależne od temperatury powietrza na zewnątrz, ale wymaga odwiertów lub odpowiedniego terenu i ma wysoki koszt początkowy. W innym budynku bardziej racjonalna ekonomicznie może być pompa powietrzna, podłączenie do sieci ciepłowniczej albo etapowa modernizacja bez natychmiastowej wymiany całego systemu.
Aktualny program Czyste Powietrze pokazuje skalę takich wydatków również poprzez maksymalne poziomy wsparcia. Przy podstawowym poziomie dofinansowania na gruntową pompę ciepła przewidziano maksymalnie 18 tys. zł, na dolne źródło 8 tys. zł, a na instalację c.o. i c.w.u. 8,2 tys. zł. Osobno finansowane mogą być ocieplenie przegród, stolarka, drzwi i wentylacja. Sam program nie dopłaca już natomiast do nowych kotłów gazowych.
Nie zawsze pierwszym krokiem powinna być wymiana kotła. Instytut Reform oszacował, że poprawa efektywności energetycznej budynku może ograniczyć dodatkowe koszty ogrzewania wynikające z ETS2 w 2030 r. nawet o 60 proc.. Słabo ocieplony dom zużywa dużo energii niezależnie od tego, czy w piwnicy stoi kocioł gazowy, węglowy czy pompa ciepła. Włożenie bardzo drogiego nowego źródła do budynku, który wypuszcza ciepło przez dach, ściany i stare okna, może więc dać dużo gorszy efekt ekonomiczny niż modernizacja przeprowadzona w odpowiedniej kolejności.
Do 2028 r. zostało kilkanaście miesięcy. Nie trzeba wyrzucać sprawnego kotła, ale warto już policzyć własne ryzyko
Właściciel domu powinien zacząć od ustalenia faktycznego zużycia paliwa i stanu energetycznego budynku, a nie od panicznej wymiany kilkuletniego kotła gazowego. Roczne rachunki pokazują, jak mocno gospodarstwo będzie narażone na ETS2. Przy domu zużywającym niewiele gazu potencjalna dopłata będzie zupełnie inna niż przy nieocieplonym budynku spalającym ogromne ilości węgla. Następnym krokiem powinno być sprawdzenie izolacji, dachu, stolarki i instalacji grzewczej oraz policzenie kilku wariantów modernizacji. Czasem największy efekt da samo ograniczenie zapotrzebowania na energię, a wymiana źródła może nastąpić później.
Przed podjęciem inwestycji trzeba też sprawdzić dostępne wsparcie. Polska ma być największym beneficjentem Społecznego Funduszu Klimatycznego, a na oficjalnej stronie Planu Społeczno-Klimatycznego podstawowy budżet dla kraju określono na 11,4 mld euro plus co najmniej 25 proc. wkładu krajowego. Pieniądze mają służyć między innymi wymianie źródeł ciepła, poprawie efektywności energetycznej domów, transportowi publicznemu oraz pomocy gospodarstwom ponoszącym wysokie koszty energii i ogrzewania. Równolegle działa Czyste Powietrze, choć warunki programu i wysokość dotacji trzeba sprawdzać bezpośrednio przed rozpoczęciem prac.
Jednego z nowych przepisów również nie trzeba się bać na zapas. Komisja Europejska w czerwcu 2026 r. wyjaśniła wprost, że dla istniejących budynków mieszkalnych nie ma obowiązku montowania paneli fotowoltaicznych. Nie ma też unijnego przepisu, który każe każdemu właścicielowi domu w konkretnym dniu wyrzucić sprawny kocioł gazowy i wydać 150 tys. zł. Kierunek zmian jest jednak jednoznaczny: od 2028 r. spalanie paliw kopalnych w domu i samochodzie zacznie mieć dodatkową cenę, a polityka energetyczna ma tę cenę z czasem coraz mocniej odróżniać od rozwiązań bezemisyjnych.
Dla milionów osób najtrudniejsze jest to, że decyzje o sposobie ogrzewania podejmowali kilka lub kilkanaście lat temu według zupełnie innych warunków. Gaz miał zastępować kopciuchy i przez lata był wspierany jako znacznie czystsze rozwiązanie. Dzisiaj właściciel takiego kotła nie stoi przed natychmiastowym nakazem jego demontażu, ale ma coraz mniej czasu na zaplanowanie tego, co zrobi w kolejnych latach. 1 stycznia 2028 r. nie przyniesie jednego gigantycznego rachunku. Przyniesie za to początek systemu, w którym każde kolejne zużycie gazu, węgla, benzyny czy diesla będzie miało dodatkowy koszt związany z emisją CO2.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.