Nowe kamery obserwują każdy wjazd do Warszawy. Kiedy posypią się mandaty?
Od kwietnia na granicach warszawskiej Strefy Czystego Transportu działa około piętnastu nowych kamer, które odczytują tablice rejestracyjne praktycznie każdego wjeżdżającego samochodu. Mimo to miasto twardo zaprzecza, że to początek masowych, automatycznych mandatów – a krążące w mediach społecznościowych informacje o wystawianiu kar na podstawie tych właśnie urządzeń nazywa wprost nieprawdziwymi. Jak to możliwe, że kamery widzą wszystko, a kar prawie nie ma?

Dwa różne systemy kamer, dwa różne cele
Kluczem do zrozumienia sprawy jest to, że w SCT działają w tej chwili dwa zupełnie osobne systemy. Pierwszy to piętnaście kamer Zintegrowanego Systemu Zarządzania Ruchem, którym na zlecenie Zarządu Dróg Miejskich zarządza firma Yunex – ta sama, która obsługuje już sieć obejmującą około 240 skrzyżowań w całym mieście. Te urządzenia mają charakter wyłącznie analityczny – zbierają dane o typach pojazdów, kierunku wjazdu i wyjazdu ze strefy oraz o tym, jak często dany numer rejestracyjny się w niej pojawia.
Drugi system to cztery mobilne kamery Straży Miejskiej, które faktycznie służą do karania kierowców. W przeciwieństwie do stałych punktów ZDM, nie mają ustalonych lokalizacji – są rozstawiane każdego dnia w innym miejscu na granicy strefy, więc nie istnieje żadna publiczna, stała lista adresów. To właśnie one, a nie analityczna piętnastka, odpowiadają za realne postępowania i mandaty.
Po co miastu dane, skoro samo nie wystawia mandatów
Zarząd Dróg Miejskich wprost przyznaje, że nie ma uprawnień do nakładania kar – to zastrzeżenie pojawia się nawet w oficjalnym komunikacie miasta, właśnie po to, żeby ostudzić plotki z internetu. Rzecznik ZDM Jakub Dybalski tłumaczył, że kamery, które dziś wspierają zarządzanie ruchem, przez kolejne miesiące będą zbierać dane statystyczne o powtarzalności przejazdów w strefie. Z kolei przedstawiciel ZDM Bartosz Piłat wskazywał, że docelowo system pozwoli ustalić, które wloty do strefy są najczęściej wykorzystywane przez pojazdy nieuprawnione – a taka wiedza ma pomóc zaplanować skuteczniejsze kontrole w przyszłości, prowadzone już przez kogoś innego niż sam ZDM.
Realne mandaty wystawia straż miejska – i to wciąż rzadko
Strefa Czystego Transportu działa w Warszawie od 1 lipca 2024 roku, ale pierwszy mandat za wjazd niedopuszczonym pojazdem padł dopiero w połowie listopada 2025 roku – szesnaście miesięcy później. Przez cały 2025 rok strażnicy nałożyli w sumie zaledwie dwa mandaty karne i skierowali jeden wniosek do sądu. Tempo wyraźnie przyspieszyło dopiero w 2026 roku – od początku stycznia do 27 lutego ujawniono już 46 przypadków naruszenia zakazu, wszczęto 30 postępowań, nałożono 11 mandatów karnych i zastosowano 5 pouczeń zamiast kary.
Skala samego obszaru tłumaczy, dlaczego liczby wciąż są niskie. Strefa zajmuje około 37 kilometrów kwadratowych, czyli blisko 7 procent powierzchni Warszawy – cztery mobilne kamery, nawet przestawiane codziennie, fizycznie nie są w stanie objąć nadzorem całego tego terenu naraz. Sama kara za wjazd bez uprawnień to grzywna do 500 złotych, przewidziana w artykule 96c Kodeksu wykroczeń.
Granicę strefy wyznaczają Aleje Jerozolimskie, aleja Prymasa Tysiąclecia, Trasa Łazienkowska, aleja Stanów Zjednoczonych oraz ulica Wiatraczna – w praktyce to większość Śródmieścia razem z fragmentami Woli, Ochoty, Saskiej Kępy, Grochowa i Pragi. Od 1 stycznia 2026 roku obowiązuje już drugi, ostrzejszy etap ograniczeń – do strefy nie wjadą samochody benzynowe starsze niż 26 lat lub niespełniające normy Euro 3, ani diesle starsze niż 17 lat lub poniżej normy Euro 5. Kolejne zaostrzenie przepisów zaplanowano dopiero na styczeń 2028 roku.
Cztery darmowe wjazdy, zanim zacznie grozić mandat
Mało kto wie, że system nie karze za pierwsze naruszenie z brzegu. Przejazd niedopuszczonym pojazdem można ukarać dopiero od piątego takiego przejazdu w danym roku kalendarzowym – pierwsze cztery wjazdy pozostają bezkarne, niezależnie od tego, czy dany samochód w ogóle spełnia normy strefy. System liczy to automatycznie na podstawie historii odczytów konkretnego numeru rejestracyjnego, więc kierowca nie dostaje żadnego ostrzeżenia po pierwszym czy drugim wjeździe – o przekroczeniu limitu dowiaduje się dopiero po fakcie.
Warszawa to nie jedyne i nie największe takie miasto w Polsce
Od tej samej daty, 1 stycznia 2026 roku, własną Strefę Czystego Transportu uruchomił też Kraków – i jest to obecnie największy tego typu projekt w kraju pod względem powierzchni i zaawansowania technicznego. Krakowska strefa obejmuje około 60 procent powierzchni administracyjnej miasta, czyli cały obszar wewnątrz czwartej obwodnicy, a docelowo ma być monitorowana przez 300 kamer – dwadzieścia razy więcej niż piętnaście analitycznych urządzeń w Warszawie. Kierowcy, którzy nie chcą albo nie mogą wymienić samochodu, mogą tam wykupić miesięczną opłatę za wjazd w wysokości 100 złotych. Do wprowadzenia własnych stref przygotowują się też Katowice, a Wrocław deklaruje gotowość, gdy tylko przekroczone zostaną ustawowe normy zanieczyszczenia powietrza.
Strefa budzi też spór prawny i polityczny
Wokół samej idei stref czystego transportu narasta w kraju spór. Do Trybunału Konstytucyjnego trafił wniosek o zbadanie, czy przepisy pozwalające gminom tworzyć takie strefy są zgodne z konstytucją – gdyby regulacje zostały zakwestionowane, mogłoby to wpłynąć również na warszawską SCT. Krytyczne głosy padają też ze strony rządu – minister infrastruktury publicznie wyrażał wątpliwości co do obecnego modelu stref, wskazując między innymi na problemy lokalnych przedsiębiorców i dostawców towarów, dla których ograniczenia bywają dotkliwe.
Sprawdź, zanim wjedziesz do centrum
Warto rozróżnić dwa zupełnie różne zagrożenia. Piętnaście analitycznych kamer ZDM na razie niczego nie karze – zbiera wyłącznie dane statystyczne, więc sam fakt przejechania obok takiego urządzenia nie skutkuje żadnym postępowaniem. Realne ryzyko mandatu wiąże się wyłącznie z czterema mobilnymi kamerami Straży Miejskiej, które codziennie stoją w innym, nieujawnianym wcześniej miejscu na granicy strefy – unikanie widocznych punktów kontroli niczego więc nie gwarantuje, bo lokalizacja i tak zmienia się z dnia na dzień.
Kierowca starszego samochodu, który nie spełnia norm emisji obowiązujących w drugim etapie strefy, nie ryzykuje kary już przy pierwszym czy drugim wjeździe – system liczy naruszenia od piątego przejazdu w roku kalendarzowym, ale nie ostrzega po drodze, więc najbezpieczniej jest po prostu nie wjeżdżać samochodem, który do strefy nie kwalifikuje się w ogóle. Najpewniejszym sposobem na uniknięcie problemu pozostaje sprawdzenie rocznika i normy emisji swojego pojazdu na stronie warszawa19115.pl jeszcze przed planowaną trasą przez centrum, zamiast polegać na tym, czy w danym dniu na granicy strefy akurat stoi kamera.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.