Nowy etap obowiązku wszedł w życie. Wkrótce każdy Polak będzie musiał zamontować na swój własny koszt. Nie ma od tego odwołania
Ostatni etap całej operacji, wyznaczony na 1 stycznia 2030 roku, obejmie już dosłownie każdego właściciela mieszkania i domu w Polsce – bez wyjątków i bez możliwości odwołania się od tego obowiązku. Tymczasem 30 czerwca 2026 roku minął kolejny, trzeci z czterech terminów w wielkim planie – a mieszkańcy Warszawy wynajmujący lokale krótkoterminowo mają już prawny obowiązek ich montażu.

Cztery etapy jednego rozporządzenia
Podstawą całej zmiany jest rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 21 listopada 2024 roku, nowelizujące przepisy o ochronie przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów. Każdy Polak będzie musiał zamontować czujkę czadu, dymu lub obydwie. Dokument rozkłada wdrożenie obowiązku na cztery następujące po sobie etapy.
Pierwszy, dla wszystkich nowych budynków, obowiązuje już od 23 grudnia 2024 roku. Drugi, od 1 stycznia 2026 roku, objął istniejące budynki handlowe, produkcyjne i magazynowe. Trzeci, który wszedł w życie właśnie 30 czerwca 2026 roku, rozszerzył obowiązek na hotele oraz lokale mieszkalne, w których świadczone są usługi hotelarskie – czyli krótkoterminowy, ogólnie dostępny najem domów, mieszkań, pokoi i pojedynczych miejsc noclegowych. Czwarty i ostatni etap, wyznaczony na 1 stycznia 2030 roku, obejmie już wszystkie pozostałe lokale mieszkalne w kraju, użytkowane wyłącznie na własne potrzeby mieszkańców.
30 czerwca wszedł w życie obowiązek dla kolejnej grupy osób
Jeśli wynajmujesz mieszkanie lub pokój krótkoterminowo – przez Airbnb, Booking czy w jakikolwiek inny sposób, niezależnie od skali i częstotliwości takich rezerwacji – Twój termin na montaż już minął. Przepisy wymagają co najmniej jednej autonomicznej czujki dymu spełniającej normę PN-EN 14604 w każdym takim lokalu, a jeśli znajduje się w nim urządzenie spalające paliwo stałe, ciekłe lub gazowe – kocioł, piec czy kominek – dodatkowo czujnika tlenku węgla zgodnego z normą PN-EN 50291-1. Warto sprawdzić też wytyczne samej platformy, przez którą wynajmujesz – Airbnb ma własne wymagania dotyczące potwierdzenia zamontowania czujników, niezależne od samych przepisów krajowych. Za brak wymaganych urządzeń w lokalach objętych tym etapem grożą kary sięgające nawet 30 tysięcy złotych.
2030 rok – koniec wszelkich wyjątków
To właśnie ostatni etap całej operacji budzi najwięcej pytań, bo dotyczy zdecydowanej większości mieszkań i domów w Polsce – tych, w których nikt nikomu nic nie wynajmuje, tylko mieszka we własnym lokalu. Od 1 stycznia 2030 roku każdy właściciel mieszkania i domu będzie musiał mieć zamontowaną co najmniej jedną czujkę dymu, a w pomieszczeniach ze spalaniem paliwa – również czujkę tlenku węgla. Przepis nie przewiduje żadnej furtki dla lokali używanych wyłącznie prywatnie ani mechanizmu odwołania się od tego obowiązku – jedyną zmienną, jaką rozporządzenie w ogóle dopuszcza, jest sam termin wdrożenia, wydłużony akurat dla tej grupy najbardziej, bo aż o kilka lat względem pierwszych etapów, żeby dać ludziom czas na dostosowanie się do nowych przepisów.
Montaż na własny koszt. To jednak wydatek jednorazowy
Sam czujnik tlenku węgla kosztuje zwykle od 80 do 300 złotych, a montaż całego zestawu, licząc też czujkę dymu, to wydatek rzędu kilkuset złotych na lokal – i cały ten koszt spada na właściciela. Problem w tym, że im bliżej ostatecznego terminu w 2030 roku, tym większy będzie popyt na same urządzenia i usługi montażowe wśród milionów właścicieli mieszkań w całym kraju, a to zwykle oznacza rosnące ceny i dłuższy czas oczekiwania na wolny termin ekipy instalacyjnej. Jest też drugi, mniej oczywisty powód, żeby nie zwlekać – brak wymaganych czujników w mieszkaniu, w którym doszło do pożaru lub zatrucia czadem, może zostać przez ubezpieczyciela uznany za rażące niedbalstwo, co grozi odmową wypłaty odszkodowania, i to niezależnie od tego, czy formalny termin montażu dla danego lokalu już minął, czy jeszcze nie nadszedł.
Kto sprawdzi czujki i jak będzie wyglądała kontrola?
Nowe przepisy nie powołały osobnej inspekcji, która będzie chodziła od mieszkania do mieszkania. Sposób kontroli zależy od tego, jak właściciel wykorzystuje lokal. Inne zasady dotyczą apartamentów na wynajem, a inne prywatnych mieszkań i domów.
W przypadku najmu krótkoterminowego kontrolę może przeprowadzić organ prowadzący ewidencję obiektów świadczących usługi hotelarskie. W Warszawie jest nim Prezydent m.st. Warszawy. W praktyce zadania wykonują właściwe wydziały urzędów dzielnic. Kontrola może objąć wszystkie pomieszczenia i urządzenia znajdujące się w zgłoszonym obiekcie.
Urzędnik może sprawdzić, czy czujki zostały zamontowane i czy odpowiadają wymaganym normom. Znaczenie ma także ich rozmieszczenie oraz montaż zgodny z instrukcją producenta. Właściciel powinien zachować instrukcję, dowód zakupu oraz dokumenty dołączone do urządzenia. Kontrolujący może również zażądać wyjaśnień i dokumentów potwierdzających spełnienie wymagań przeciwpożarowych.
Uprawnienia kontrolne ma także Państwowa Straż Pożarna. Strażacy prowadzą czynności kontrolno-rozpoznawcze i sprawdzają przestrzeganie przepisów przeciwpożarowych. Zwykłe prawo wstępu podczas takiej kontroli nie obejmuje jednak części mieszkalnej. Nie oznacza to więc, że po 1 stycznia 2030 roku strażacy zaczną bez zapowiedzi odwiedzać wszystkie prywatne mieszkania.
Jeżeli kontrola lokalu na wynajem wykaże brak wymaganych urządzeń, organ prowadzący ewidencję może nakazać usunięcie uchybień. Może także wstrzymać świadczenie usług hotelarskich do czasu dostosowania obiektu. Naruszenie przepisów przeciwpożarowych może ponadto zakończyć się mandatem lub skierowaniem sprawy do sądu.
Brak czujki w prywatnym domu może wyjść na jaw między innymi podczas interwencji związanej z pożarem lub podejrzeniem ulatniania się tlenku węgla. Służby mogą odnotować nieprawidłowość również podczas ustalania przyczyn zdarzenia. W czasie akcji ratowniczej strażacy mają znacznie szersze uprawnienia niż podczas zwykłej kontroli.
Mandat za wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu pożarowemu może wynieść do 5 tysięcy złotych. Jeżeli sprawa trafi do sądu, maksymalna grzywna może sięgnąć 30 tysięcy złotych. Nie jest to jednak automatyczna kara za każdą brakującą czujkę. Sąd ocenia okoliczności konkretnej sprawy, stopień zagrożenia oraz zachowanie osoby odpowiedzialnej za lokal.
Różne daty dla różnych grup Polaków. Ostateczny obowiązek wchodzi w 2030 roku i na pewno Cię obejmie
Jeśli prowadzisz lokal handlowy, produkcyjny lub magazynowy, Twój termin minął już w styczniu 2026 roku – jeśli czujników nadal nie masz, jesteś w naruszeniu przepisów już teraz, a nie dopiero w przyszłości. Jeśli wynajmujesz mieszkanie czy pokój krótkoterminowo, Twój obowiązek obowiązuje od 30 czerwca 2026 roku i warto sprawdzić stan swojego lokalu jak najszybciej, zanim skontroluje go ktoś inny. Jeśli mieszkasz we własnym mieszkaniu lub domu i nikomu go nie wynajmujesz, masz czas do 1 stycznia 2030 roku – to wciąż kilka lat, ale warto zamontować czujniki wcześniej niż nakazuje formalny termin, chociażby ze względu na kwestie ubezpieczeniowe wspomniane wyżej, a nie dopiero pod presją zbliżającej się daty i rosnących w tym czasie cen.
Niezależnie od tego, w którym dokładnie etapie się znajdujesz, warto pamiętać, że to nie jest przepis, od którego można się odwołać czy wynegocjować indywidualne zwolnienie – jedyną drogą jest po prostu dopełnienie obowiązku w wyznaczonym dla Twojej sytuacji terminie. Czujnik dymu i czujnik tlenku węgla to też, niezależnie od samego przepisu, jedne z najtańszych sposobów na realne zabezpieczenie zdrowia i życia domowników – tlenek węgla jest bezbarwny i bezwonny, a większość jego ofiar traci przytomność, zanim zdąży zareagować.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.