PESEL może być zastrzegany automatycznie, bez wniosku i zgody obywatela. Ministerstwo ma pomysł
Po jednym z największych wycieków dotyczących danych osobowych w Polsce pojawia się pomysł całkowitego odwrócenia zasad zastrzegania numeru PESEL. Dzisiaj pełnoletnia osoba sama decyduje, czy chce go zastrzec czy nie. W przyszłości punktem wyjścia mógłby być PESEL zastrzeżony automatycznie, a obywatel odblokowywałby go tylko wtedy, gdy rzeczywiście jest to potrzebne. Propozycja padła z ust szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego po wycieku, który może dotyczyć nawet 18,8 mln osób.

Szef BBN: PESEL mógłby być zastrzeżony automatycznie
Bartosz Grodecki, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, przedstawił pomysł 11 września w rozmowie z Radiem ZET. Sam przyznał, że jego numer PESEL również znalazł się wśród danych objętych potężnym incydentem dotyczącym firmy MyDr. Właśnie przy okazji rozmowy o konsekwencjach wycieku zwrócił uwagę na sposób, w jaki państwo obecnie chroni obywateli. Po każdym takim zdarzeniu pojawia się apel o zastrzeżenie PESEL, ale nadal to poszkodowany musi sam dowiedzieć się o zagrożeniu, uruchomić aplikację albo pójść do urzędu i włączyć ochronę.
Grodecki zaproponował odwrócenie tej logiki. „Może powinniśmy pomyśleć, czy PESEL w ogóle nie powinien być zastrzeżony automatycznie” – powiedział w Radiu ZET. Zwrócił uwagę, że podczas zwykłego funkcjonowania numer PESEL stosunkowo rzadko musi pozostawać w stanie umożliwiającym wykonanie czynności blokowanych przez rejestr zastrzeżeń. Jego zdaniem po masowym wycieku danych nie powinno się kończyć państwowej reakcji na komunikacie skierowanym do obywatela. Padło również bardzo mocne stwierdzenie: „Państwo powinno mnie ochronić”.
To jeszcze nie jest decyzja rządu ani gotowa ustawa
Na tym etapie trzeba bardzo wyraźnie oddzielić pomysł od obowiązującego prawa. Automatyczne zastrzeżenie PESEL wszystkich obywateli nie zostało uchwalone, nie ma też opublikowanego projektu ustawy wprowadzającego taką zasadę. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego jest instytucją działającą przy Prezydencie RP, a nie częścią rządu. Sam Bartosz Grodecki nazwał swoje rozwiązanie „postulatem do dyskusji”. Nie ma więc podstaw, aby twierdzić, że od konkretnej daty miliony numerów zostaną nagle zablokowane bez udziału ich właścicieli.
Pomysł pojawia się jednak w bardzo konkretnym momencie. Ministerstwo Cyfryzacji po wycieku MyDr zapowiedziało zmiany legislacyjne, a 31 sierpnia przedstawiło pakiet nazwany Cyber Piątką. Resort chce między innymi certyfikacji firm przetwarzających dane medyczne, minimalnych standardów technologicznych, nowych zasad informowania pacjentów i dodatkowych obowiązków dla podmiotów masowo przetwarzających dane. Automatycznego zastrzeżenia PESEL w tym pakiecie obecnie nie ma, ale dyskusja o zmianach w systemie ochrony danych wyraźnie wyszła już poza etap prostego przypominania obywatelom o ostrożności.
Wyciek może dotyczyć 18,8 mln osób. Jedna firma obsługiwała ponad 12 tys. placówek
Skala zdarzenia tłumaczy, dlaczego propozycja pojawia się właśnie teraz. Ministerstwo Cyfryzacji poinformowało 12 sierpnia, że doszło do nieuprawnionego dostępu do historycznych danych przechowywanych w systemach firmy MyDr, dostarczającej oprogramowanie dla lekarzy oraz placówek ochrony zdrowia. Według rządowego komunikatu incydent może dotyczyć około 18,8 mln osób i ponad 12 tys. placówek medycznych. Chodziło o dane historyczne, zasadniczo pochodzące z okresu do kwietnia 2024 roku.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie potwierdziła, że postępowanie obejmuje nieuprawniony dostęp między innymi do imion, nazwisk, numerów PESEL, numerów telefonów, adresów poczty elektronicznej oraz informacji dotyczących zdrowia, w tym notatek z wizyt i informacji o receptach. Śledztwo prowadzi warszawski Zarząd Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości pod nadzorem prokuratury. Na rządowej stronie bezpiecznedane.gov.pl można już sprawdzić, czy konkretny PESEL znalazł się w zbiorze objętym incydentem. Państwowy serwis zaznacza jednocześnie, że służby nie stwierdziły dotychczas publicznego rozpowszechnienia całej przejętej bazy.
705 900 zastrzeżeń w ciągu jednej doby. Polacy ruszyli chronić swoje numery
Reakcja po ujawnieniu skali wycieku była natychmiastowa. Według danych Ministerstwa Cyfryzacji przytoczonych przez „Rzeczpospolitą”, przed ogłoszeniem incydentu aktywnie zastrzeżony PESEL miało około 8,6 mln osób. Tylko 13 sierpnia, dzień po rządowym komunikacie, swój numer zablokowało aż 705 900 osób. W kolejnych dniach licznik nadal szybko rósł, a po 12 sierpnia zastrzeżenia dokonało łącznie około 1,682 mln osób.
Te liczby pokazują problem obecnego systemu. Ochrona działa, ale wymaga działania właściciela numeru. Kto przeczytał komunikat, miał mObywatela i wiedział, gdzie znaleźć właściwą funkcję, mógł wykonać operację w kilkadziesiąt sekund. Kto o wycieku nie usłyszał, nie korzysta z aplikacji albo po prostu nie wiedział, jakie znaczenie ma zastrzeżenie, nadal mógł pozostać bez tej warstwy ochrony. Automatyczny system odwróciłby tę sytuację: standardem byłaby blokada, a świadomej czynności wymagałoby dopiero jej czasowe zdjęcie.
Co ciekawe, państwo już dziś automatycznie zastrzega PESEL w określonych sytuacjach
Pomysł szefa BBN nie powstaje całkowicie od zera. Mechanizm automatycznego zastrzegania PESEL już istnieje w polskim prawie, tylko ma znacznie węższy zakres. Art. 23g ustawy z 24 września 2010 roku o ewidencji ludności przewiduje zastrzeżenie numeru z urzędu między innymi wtedy, gdy dowód osobisty zostanie unieważniony po zgłoszeniu jego utraty albo zgłoszeniu podejrzenia nieuprawnionego wykorzystania danych osobowych. Numer jest również automatycznie zastrzegany w związku z rejestracją informacji o zgonie.
Warszawski urząd przypomina o tej zasadzie wprost: zgłoszenie utraty dowodu albo podejrzenia wykorzystania danych powoduje automatyczne zastrzeżenie PESEL. Nie trzeba wtedy składać drugiego oddzielnego wniosku. To bardzo ważny szczegół w obecnej dyskusji, bo pokazuje, że technicznie i prawnie państwo zna już mechanizm blokowania numeru bez osobnego żądania właściciela. Ewentualna reforma polegałaby więc przede wszystkim na ogromnym rozszerzeniu zasady – z wyjątkowych przypadków na wszystkich pełnoletnich posiadaczy numerów PESEL.
Zastrzeżony PESEL nie oznacza, że numer przestaje działać
Największą obawą przy automatycznym zastrzeganiu mogłoby być utrudnienie zwykłego życia. W praktyce obecny system jest skonstruowany tak, żeby większość codziennych czynności działała normalnie. Z zastrzeżonym numerem można iść do lekarza, zrealizować receptę, załatwić sprawę urzędową, wyrobić dokument, podpisać umowę o pracę, korzystać z profilu zaufanego i przekraczać granicę. Blokada nie unieważnia dowodu osobistego ani paszportu. Można również wykonywać przelewy, płacić kartą czy wypłacać pieniądze z bankomatu.
Zastrzeżenie zaczyna działać przede wszystkim tam, gdzie skradziona tożsamość może spowodować poważne konsekwencje finansowe. Banki, SKOK-i i instytucje pożyczkowe muszą sprawdzać rejestr przed określonymi czynnościami. Z zastrzeżonym numerem nie można między innymi otworzyć nowego rachunku bankowego, zaciągnąć kredytu lub pożyczki, zrobić zakupu na raty finansowanego kredytem czy zawrzeć leasingu. Status PESEL sprawdzają także notariusze przy określonych czynnościach związanych z nieruchomościami oraz operatorzy telekomunikacyjni przy wydawaniu kopii lub wtórnika karty SIM.
Przy większej wypłacie gotówki zastrzeżenie też ma znaczenie. W 2026 roku granica to 14 418 zł
Jest jeszcze mniej znany skutek blokady. Bank musi sprawdzić status PESEL przed wypłatą gotówki w placówce, jeżeli suma wypłat w danym dniu przekracza trzykrotność minimalnego wynagrodzenia. Od 1 stycznia 2026 roku płaca minimalna wynosi 4806 zł, dlatego granica wynosi obecnie 14 418 zł. Jeżeli w chwili złożenia dyspozycji PESEL jest zastrzeżony, bank wstrzymuje wypłatę przekraczającą ten limit na 12 godzin. Późniejsze cofnięcie zastrzeżenia nie skraca już tego ustawowego okresu.
To jeden z przykładów, który trzeba byłoby uwzględnić przy ewentualnym przejściu na automatyczne blokowanie numerów. Przy większości codziennych spraw różnica byłaby praktycznie niewidoczna, ale przed kredytem, zakupem mieszkania, otrzymaniem duplikatu karty SIM czy niektórymi operacjami bankowymi należałoby świadomie zdjąć ochronę. Właśnie na tym opiera się logika pomysłu: dziś trzeba pamiętać o włączeniu zabezpieczenia, a po zmianie trzeba byłoby pamiętać o jego czasowym wyłączeniu tylko przy znacznie rzadszych czynnościach.
PESEL można odblokować w kilka sekund i ustawić ponowne zastrzeżenie
Obecny system pozwala cofnąć zastrzeżenie przez aplikację mObywatel, internet albo urząd. Zmiana statusu jest widoczna w rejestrze natychmiast. Można zdecydować się na cofnięcie bezterminowe albo od razu ustawić konkretną datę i godzinę, po której PESEL automatycznie zostanie ponownie zastrzeżony. Po zmianie statusu obowiązuje co najmniej 30-minutowa przerwa przed następną zmianą, dlatego przed większą transakcją trzeba uwzględnić także ten mechanizm.
Właśnie funkcja automatycznego ponownego zastrzeżenia pokazuje, jak mógłby wyglądać system działający domyślnie. Osoba planująca podpisanie umowy kredytowej mogłaby zdjąć blokadę na określony czas, załatwić sprawę, a następnie system sam przywróciłby ochronę. Dla osób korzystających z mObywatela byłaby to niewielka zmiana nawyku. Większym wyzwaniem byłyby osoby niekorzystające ze smartfonów i usług internetowych, bo dla nich należałoby zachować prosty sposób czasowego cofania zastrzeżenia w urzędzie.
W Warszawie zastrzeżenie można załatwić w dowolnej delegaturze
Mieszkańcy Warszawy, którzy nie chcą czekać na dalszą dyskusję polityczną, już teraz mogą włączyć ochronę samodzielnie. Stołeczny ratusz informuje, że wniosek można złożyć osobiście w dowolnej Delegaturze Biura Administracji i Spraw Obywatelskich w Warszawie. Nie trzeba iść wyłącznie do urzędu właściwego dla miejsca zameldowania. Usługa jest bezpłatna, a po pozytywnej weryfikacji tożsamości informacja trafia do centralnego Rejestru Zastrzeżeń Numerów PESEL niezwłocznie.
Szybszą drogą pozostaje mObywatel lub serwis internetowy. W przypadku zgubienia dowodu osobistego sytuacja wygląda jeszcze inaczej: po zgłoszeniu jego utraty PESEL zostaje zastrzeżony automatycznie. Warszawa 19115 zaznacza, że późniejsze wydanie nowego dowodu nie powoduje automatycznego zdjęcia blokady. Jeżeli właściciel będzie chciał przeprowadzić czynność wymagającą niezastrzeżonego numeru, musi sam zmienić jego status.
Co teraz zrobić po wycieku danych MyDr?
- Sprawdzić numer w rządowym serwisie bezpiecznedane.gov.pl. Państwo udostępniło tam możliwość weryfikacji, czy konkretny PESEL znalazł się w zbiorze objętym incydentem dotyczącym MyDr. Szczegółowe informacje o tym, jakie dokładnie dane konkretnego pacjenta zostały naruszone, powinien przekazać administrator danych, czyli właściwa placówka lub gabinet.
- Nie trzeba czekać na automatyczne zastrzeganie. To nadal jedynie propozycja do dyskusji i nie wiadomo, czy ostatecznie zostanie zamieniona w projekt ustawy. Zastrzeżenie numeru jest już dostępne bezpłatnie i można wykonać je samodzielnie. Ministerstwo Cyfryzacji po incydencie MyDr wprost zalecało obywatelom korzystanie z tej ochrony.
- Warto sprawdzić historię weryfikacji numeru. W mObywatelu można zobaczyć, jakie firmy i instytucje sprawdzały status zastrzeżenia PESEL. Nietypowa weryfikacja wykonana przez nieznany podmiot może być sygnałem, że ktoś próbował posłużyć się cudzymi danymi. Sam wyciek nie oznacza automatycznie, że doszło już do wyłudzenia, ale przy tak dużej liczbie ujawnionych rekordów dodatkowa kontrola ma sens.
- Trzeba uważać na telefony, SMS-y i wiadomości wykorzystujące informacje z wycieku. Przejęcie imienia, nazwiska, numeru PESEL i danych medycznych może zwiększać wiarygodność oszusta. Osoba dzwoniąca może znać informacje, które normalnie trudno byłoby zdobyć, a następnie wykorzystać je do zbudowania zaufania. Zabezpiecznie samego PESEL jest ważne, ale nie zatrzyma phishingu ani prób przejęcia konta bankowego.
Na 12 września najważniejsze jest więc rozróżnienie dwóch rzeczy. Rząd rzeczywiście przygotowuje zmiany w systemie ochrony danych po incydencie MyDr, ale automatyczne zastrzeganie PESEL dla wszystkich nie jest jeszcze częścią przyjętego projektu. Pomysł wyszedł od szefa BBN i dopiero może stać się elementem szerszej debaty. Gdyby został wprowadzony, oznaczałby jednak dużą zmianę filozofii: obywatel nie musiałby już pamiętać o uruchomieniu ochrony po każdym kolejnym wycieku. Numer byłby chroniony z założenia, a odblokowywany tylko wtedy, gdy rzeczywiście jest potrzebny.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.