Podatek wraca mimo blokady prezydenta. Rząd chce 60 proc. od nadzwyczajnych zysków
Rząd ponownie podejmuje próbę wprowadzenia specjalnego podatku dla części branży paliwowej. Projekt znalazł się na pierwszym miejscu porządku posiedzenia Rady Ministrów zaplanowanego na dziś, 15 września. Stawka ma wynosić aż 60 proc., ale nie będzie pobierana od całych zysków przedsiębiorstw. Daniną ma zostać objęta tylko określona przez ustawodawcę nadwyżka. To drugie podejście do rozwiązania, które wcześniej zatrzymał prezydent Karol Nawrocki, kierując ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Sprawa podatku od nadzwyczajnych zysków, nazywanego windfall tax, ponownie trafia na stół Rady Ministrów. Z oficjalnego porządku posiedzenia wynika, że projekt dotyczący zysków osiąganych ze sprzedaży paliw ciekłych w okresie od marca do grudnia 2026 roku ma być pierwszym punktem dzisiejszego posiedzenia rządu.
Wnioskodawcą jest Minister Finansów i Gospodarki.
60 proc. podatku. Ale nie od całego zysku
Liczba robi wrażenie, jednak w tym przypadku niezwykle istotny jest sposób obliczania daniny.
Projekt nie zakłada odebrania firmom 60 proc. wszystkich osiągniętych zysków.
Mechanizm ma obejmować przedsiębiorstwa zajmujące się m.in. wytwarzaniem paliw ciekłych oraz podmioty sprowadzające paliwa w ramach importu lub nabycia wewnątrzwspólnotowego. Podstawą podatku ma być dopiero ta część wyniku, którą państwo uzna za nadzwyczajną nadwyżkę.
Punktem odniesienia mają być wyniki przedsiębiorstwa z 2025 roku.
W uproszczeniu mechanizm wygląda następująco: państwo określa poziom przychodów, jaki firma osiągnęłaby przy zastosowaniu swojej średniej marży ze sprzedaży paliw z 2025 roku, a następnie podwyższa ten poziom jeszcze o 20 proc. Dopiero nadwyżka ponad tak ustalony próg ma zostać objęta podatkiem. Stawka wynosiłaby 60 proc.
Rząd argumentuje, że dzięki takiej konstrukcji zwykła rentowność przedsiębiorstwa oraz efekty jego normalnego rozwoju nie powinny zostać objęte dodatkową daniną.
Państwo liczyło na miliardy złotych
Pierwsza wersja ustawy zakładała, że windfall tax może przynieść budżetowi około 4 mld zł.
Pieniądze miały finansować działania osłonowe związane z gwałtownym wzrostem cen paliw. Rząd uzasadniał podatek wyjątkową sytuacją na światowym rynku ropy, zakłóceniami dostaw i skutkami konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Według rządowej argumentacji część przedsiębiorstw paliwowych osiągnęła w wyniku kryzysu wyjątkowo wysokie marże, które nie były efektem nowych inwestycji czy poprawy efektywności, lecz gwałtownego wzrostu cen surowców.
To właśnie częścią tych dodatkowych korzyści firmy miałyby podzielić się z państwem.
Karol Nawrocki zatrzymał poprzednią ustawę
Pierwszą wersję przepisów Sejm ostatecznie uchwalił 3 lipca 2026 roku. Ustawa trafiła następnie do prezydenta.
Karol Nawrocki jej jednak nie podpisał. 24 lipca skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej.
To ważne rozróżnienie: formalnie nie było to klasyczne prezydenckie weto. Skierowanie ustawy do TK przed podpisaniem sprawiło jednak, że przepisy nie mogły wejść w życie.
Głównym zastrzeżeniem prezydenta było działanie podatku wstecz.
Ustawa miała bowiem wejść w życie znacznie później, podczas gdy obejmowała zyski osiągane już od 1 marca 2026 roku.
Prezydent wskazywał na konstytucyjną zasadę niedziałania prawa wstecz. Ostrzegał ponadto, że tak wysoki podatek może zostać pośrednio przerzucony na klientów w postaci wyższych cen paliwa.
Rząd zapowiadał poprawienie projektu
Na początku września minister energii Miłosz Motyka informował, że rząd pracuje nad kolejną wersją regulacji. Jedną z najważniejszych zmian miało być właśnie usunięcie problemu retroaktywności, który stał się głównym przedmiotem sporu z Pałacem Prezydenckim.
Tutaj pojawia się jednak istotna kwestia.
W opublikowanym porządku posiedzenia Rady Ministrów z 15 września nadal widnieje projekt zatytułowany jako podatek od nadzwyczajnych zysków osiągniętych „w okresie od marca do grudnia 2026 r.”.
Ostateczny sposób rozwiązania problemu działania prawa wstecz będzie więc jednym z najważniejszych elementów nowego tekstu ustawy.
Czy kierowcy zapłacą więcej?
Na obecnym etapie nie można stwierdzić, że podatek automatycznie oznacza podwyżkę cen benzyny lub oleju napędowego.
Rząd argumentuje dokładnie odwrotnie: środki z daniny mają umożliwiać finansowanie działań chroniących konsumentów przed wysokimi cenami paliw. Pierwszy projekt przewidywał m.in. wykorzystanie wpływów z podatku do finansowania mechanizmów osłonowych.
Pałac Prezydencki przedstawia jednak inną ocenę. Karol Nawrocki przekonywał, że 60-procentowe obciążenie może zostać w praktyce przeniesione na odbiorców, a konsekwencje odczuliby nie tylko kierowcy, lecz również transport, rolnictwo i przedsiębiorstwa korzystające z paliwa.
To właśnie ta kwestia prawdopodobnie stanie się jednym z głównych punktów politycznego i gospodarczego sporu.
To jeszcze nie obowiązujący podatek
Na razie kierowcy i przedsiębiorcy nie muszą wykonywać żadnych działań. Samo umieszczenie projektu w porządku obrad rządu nie oznacza wejścia podatku w życie.
Jeżeli Rada Ministrów zaakceptuje nowe przepisy, projekt będzie musiał ponownie przejść proces legislacyjny w parlamencie, a następnie trafić do prezydenta.
Jedno jest jednak już pewne: rząd nie zrezygnował z windfall tax. Podatek, który latem utknął przed Trybunałem Konstytucyjnym, właśnie wraca do gry.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.