Pracodawca potraktował Cię w ten sposób? Możesz walczyć o duże pieniądze. W Warszawie sąd zasądził 50 tys. zł
Ta sprawa może być ważnym sygnałem dla pracowników w całej Polsce. Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Południe zasądził 50 tys. zł odszkodowania na rzecz pracownicy socjalnej, z którą nie zawarto kolejnej umowy. Sąd uznał, że rzeczywistą przyczyną decyzji pracodawcy była jej działalność i przynależność związkowa. Wyrok pokazuje również coś jeszcze: odszkodowanie za dyskryminację w pracy nie musi kończyć się na równowartości minimalnego wynagrodzenia.

Sprawa, choć wyrok zapadł w 2024 roku, ponownie zwraca uwagę ze względu na wysokość przyznanego odszkodowania. Dotyczy pracownicy warszawskiego ośrodka pomocy społecznej, która była zatrudniona jako pracownik socjalny na podstawie kolejnych umów terminowych.
Ostatnia z nich obowiązywała do 30 kwietnia 2023 roku. Następnej umowy kobieta już nie otrzymała.
Pracownica uznała, że rzeczywistą przyczyną była jej aktywność związkowa, i skierowała sprawę do sądu.
Sąd przyznał jej rację.
Sąd: 50 tys. zł odszkodowania
Wyrok zapadł 26 lipca 2024 roku przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe.
Sąd zasądził od pozwanego ośrodka na rzecz byłej pracownicy 50 000 zł tytułem odszkodowania za naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu.
Dodatkowo zasądzono 2700 zł zwrotu kosztów zastępstwa procesowego, a od pozwanego nakazano pobrać 2500 zł opłaty od pozwu. Wyrokowi nadano rygor natychmiastowej wykonalności do kwoty 6616,65 zł.
To ostatnie nie oznacza, że odszkodowanie wynosiło 6616,65 zł. Całość zasądzonego odszkodowania wynosiła 50 tys. zł.
Pracownica należała do związku zawodowego
Z uzasadnienia orzeczenia wynika, że kobieta przystąpiła do związku zawodowego i informowała innych pracowników o możliwości dołączenia do organizacji.
Sąd ustalił również, że ówczesna dyrektor krytycznie odnosiła się do pomysłu funkcjonowania związku w ośrodku. W uzasadnieniu opisano rozmowę, podczas której miała sugerować, że dla przedłużenia umowy korzystne byłoby zrezygnowanie przez pracownicę z przynależności i propagowania działalności związkowej.
Ostatecznie sąd doszedł do jednoznacznego wniosku: czynnikiem, z powodu którego nie zawarto kolejnej umowy, była przynależność związkowa pracownicy.
Pracodawca przedstawiał inne argumenty. Sąd ich nie podzielił
Ośrodek kwestionował wersję przedstawioną przez pracownicę. Wśród argumentów pojawiła się m.in. kwestia udzielonego przez nią wywiadu oraz zastrzeżenia dotyczące sposobu wykonywania niektórych obowiązków.
Sąd szczegółowo przeanalizował te okoliczności.
Z ustaleń wynikało, że kobieta była dobrze oceniana przez bezpośrednią przełożoną, a po początkowym okresie zatrudnienia wykonywała swoje obowiązki prawidłowo i terminowo. Nie stosowano wobec niej również kar porządkowych.
Co więcej, ośrodek potrzebował pracowników.
Sąd ustalił, że pracownicy socjalni obsługiwali ponad 70 środowisk, podczas gdy wskazywana norma wynosiła 50. Po odejściu kobiety jej obowiązki musieli przejąć pozostali zatrudnieni.
Był nawet spór o ulotkę dotyczącą cukrzycy
Jednym z ciekawszych wątków sprawy była pomoc udzielona podopiecznemu chorującemu na cukrzycę.
Kobieta wydrukowała mu dostępną w internecie materiałową ulotkę NFZ dotyczącą żywienia przy cukrzycy. Pracodawca argumentował, że pracownica wykroczyła poza zakres obowiązków, udzielając porady, do której nie miała uprawnień.
Sąd tego argumentu nie zaakceptował.
Z ustaleń wynikało, że kobieta nie układała indywidualnej diety i nie udzielała porady medycznej, lecz przekazała podopiecznemu dostępny materiał informacyjny. Sąd ocenił tę sytuację raczej jako przejaw zaangażowania w pomoc podopiecznemu niż przekroczenie uprawnień.
Dlaczego aż 50 tys. zł?
Tu sprawa robi się szczególnie interesująca dla innych pracowników.
Kodeks pracy przewiduje, że osoba, wobec której naruszono zasadę równego traktowania w zatrudnieniu, ma prawo do odszkodowania nie niższego niż minimalne wynagrodzenie za pracę.
To jednak dolna granica, a nie maksymalna wysokość rekompensaty.
W tej konkretnej sprawie sąd wziął pod uwagę zarówno majątkowe, jak i niemajątkowe konsekwencje dyskryminacji. Uwzględnił m.in. poczucie bezradności pracownicy, wpływ zdarzeń na jej zdrowie, dalszą karierę oraz plany życiowe. Znaczenie miał także utrzymujący się u niej strach przed ponownym przystąpieniem do związku zawodowego.
Jej miesięczne wynagrodzenie liczone jak ekwiwalent za urlop wynosiło 6616,65 zł. Przyznane 50 tys. zł odpowiadało więc mniej więcej 7,6 miesięcznego wynagrodzenia.
Pracownik nie musi udowodnić wszystkiego sam
Wyrok przypomina również o szczególnych zasadach obowiązujących w sprawach dotyczących dyskryminacji.
Pracownik powinien wskazać fakty pozwalające uprawdopodobnić, że został potraktowany gorzej ze względu na określone kryterium dyskryminacyjne. Wówczas ciężar wykazania, że decyzja była oparta na obiektywnych powodach, przechodzi na pracodawcę.
W tej sprawie pracodawcy nie udało się przekonać sądu, że za nieprzedłużeniem umowy stały obiektywne przesłanki. Sąd uznał, że zastosowano wobec pracownicy kryterium związane z jej działalnością związkową.
Ten wyrok jest ważny dla pracowników w całej Polsce
Nie oznacza to oczywiście, że każdy pracownik, któremu nie przedłużono umowy, może otrzymać 50 tys. zł. Wysokość odszkodowania zależy od okoliczności konkretnej sprawy, a samo niezadowolenie z decyzji pracodawcy nie oznacza jeszcze dyskryminacji.
Warszawski wyrok pokazuje jednak, że jeśli pracownik potrafi wskazać kryterium dyskryminacyjne, a pracodawca nie wykaże obiektywnych powodów swojego postępowania, finansowe konsekwencje mogą być znacznie większe niż minimalna ustawowa kwota.
I właśnie to jest najważniejszym wnioskiem z tej sprawy: minimalne wynagrodzenie jest dolną granicą odszkodowania za naruszenie zasady równego traktowania, a nie automatyczną stawką, na której musi zakończyć się wyrok.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.