To nie zabawa. Policja namierzy Twój adres IP, a sąd wyda wyrok jak na pospolitego przestępcę

Poczucie bezkarności przed monitorem komputera jest jedną z najbardziej złudnych iluzji XXI wieku. Organy ścigania dysponują narzędziami, które w kilkanaście minut pozwalają powiązać wulgarny wpis z konkretnym domem, a nawet konkretnym smartfonem. Za słowa wystukane na klawiaturze można trafić do więzienia, stracić pracę i zapłacić odszkodowanie, które zrujnuje finanse całej rodziny.

Grafika poglądowa (generowana automatycznie).

Cyfrowy odcisk palca – dlaczego nie jesteś niewidzialny?

Aby zrozumieć, dlaczego namierzenie hejtera jest technicznie proste, należy przyjrzeć się architekturze sieci Internet. Każde urządzenie podłączone do sieci (komputer, telefon, tablet, telewizor) musi posiadać unikalny identyfikator, zwany adresem IP (Internet Protocol). Jest to cyfrowy odpowiednik adresu domowego, bez którego niemożliwe byłoby przesyłanie danych.

Kiedy publikujesz komentarz na Facebooku, portalu informacyjnym czy Instagramie, serwer obsługujący daną stronę automatycznie zapisuje w swoich logach (dziennikach zdarzeń) komplet danych:

  • Twój adres IP,
  • Dokładną datę i godzinę wpisu (co do sekundy),
  • Rodzaj przeglądarki i systemu operacyjnego,
  • Często również inne metadane, jak rozdzielczość ekranu czy lokalizację GPS (w przypadku urządzeń mobilnych).

Dostawcy usług internetowych (ISP – np. Orange, UPC, Vectra, operatorzy komórkowi) mają ustawowy obowiązek przechowywania danych o ruchu sieciowym swoich klientów przez okres 12 miesięcy (tzw. retencja danych). Oznacza to, że operator wie dokładnie, który abonent korzystał z danego adresu IP w konkretnej sekundzie, gdy popełniono przestępstwo.

Nawet korzystanie z trybu „incognito” w przeglądarce nie zapewnia żadnej ochrony. Tryb ten zapobiega jedynie zapisywaniu historii na Twoim lokalnym urządzeniu, ale nie ukrywa Twojej aktywności przed dostawcą internetu ani przed serwerem docelowym.

Artykuł 212 Kodeksu karnego – bat na pomówienia

Polskie prawo karne nie posługuje się potocznym terminem „hejt”, ale posiada precyzyjne instrumenty do walki z agresją słowną. Najczęściej stosowanym przepisem jest art. 212 Kodeksu karnego, dotyczący zniesławienia.

Przepis ten mówi, że kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega karze.

Kluczowy jest § 2 tego artykułu, który zaostrza karę, jeśli sprawca dopuszcza się czynu za pomocą środków masowego komunikowania (a takim jest internet). Wówczas grozi:

  • Grzywna (często liczona w tysiącach złotych),
  • Kara ograniczenia wolności (prace społeczne),
  • Kara pozbawienia wolności do roku.

Przykładem zniesławienia jest napisanie w sieci: „Firma X to oszuści, kradną zaliczki”, „Doktor Y bierze łapówki”, „Nauczyciel Z molestuje uczennice” – jeśli nie masz na to twardych dowodów (wyroków sądowych). Nawet jeśli jesteś subiektywnie przekonany o swojej racji, ale nie potrafisz jej udowodnić przed sądem, popełniasz przestępstwo.

Artykuł 216 Kodeksu karnego – kara za wulgaryzmy

Drugim paragrafem jest art. 216 k.k., dotyczący zniewagi. O ile zniesławienie dotyczy faktów (nieprawdziwych zarzutów), o tyle zniewaga dotyczy formy wypowiedzi – używania słów obelżywych, wulgarnych, mających na celu uderzenie w godność drugiej osoby.

Napisanie do kogoś w komentarzu „ty idioto”, „debilu”, „szmato” czy używanie gorszych inwektyw wypełnia znamiona tego czynu. Podobnie jak w przypadku zniesławienia, dokonanie tego w internecie jest typem kwalifikowanym, zagrożonym karą pozbawienia wolności do roku. Sąd Najwyższy wielokrotnie podkreślał, że wolność słowa nie oznacza wolności znieważania.

Ślepy pozew – koniec z ukrywaniem się za nickiem

Do niedawna ofiary hejtu miały problem z dochodzeniem sprawiedliwości na drodze cywilnej, ponieważ aby złożyć pozew, trzeba było znać imię, nazwisko i adres sprawcy. Hejterzy wykorzystywali tę lukę, ukrywając się za pseudonimami.

Nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego (tzw. ustawa o zwalczaniu hejtu, procedowana i wdrażana etapami) wprowadza instytucję tzw. ślepego pozwu (pozwu przeciwko osobie nieznanej). Pozwala ona osobie poszkodowanej złożyć pozew o ochronę dóbr osobistych bez podawania danych osobowych hejtera, a jedynie wskazując jego login (nick) oraz adres URL, pod którym opublikowano wpis.

Wówczas to sąd zwraca się do administratora portalu (np. Facebooka, Google) o udostępnienie danych logowania (IP), a następnie do dostawcy internetu o ujawnienie personaliów abonenta. Po ustaleniu tożsamości, proces toczy się już przeciwko konkretnemu Kowalskiemu. Kosztami ustalenia danych zostanie ostatecznie obciążony sprawca.

Cywilna ścieżka zdrowia – koszty idą w dziesiątki tysięcy

Wyrok karny to dopiero początek problemów. Znacznie bardziej dotkliwe finansowo są konsekwencje cywilnoprawne. Zgodnie z art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego, każdy, czyje dobra osobiste (cześć, wizerunek, dobre imię) zostały naruszone, może żądać:

  1. Zaniechania działania: Czyli usunięcia wpisów.
  2. Przeprosin: I to nie byle jakich. Sąd często nakazuje publikację przeprosin w tym samym medium, w którym doszło do naruszenia, ale w formie wyeksponowanej. Wykupienie baneru z przeprosinami na stronie głównej dużego portalu informacyjnego (Onet, WP, Interia) przez 7 dni to koszt rzędu 20 000 – 50 000 zł. Hejter musi za to zapłacić z własnej kieszeni.
  3. Zadośćuczynienia pieniężnego: Sądy coraz częściej zasądzają wysokie kwoty tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę psychiczną lub utratę reputacji. Kwoty rzędu 10 000 – 30 000 zł nie są rzadkością.
  4. Nawiązki na cel społeczny: Dodatkowa wpłata na PCK czy WOŚP.

Utrata pracy i „śmierć cywilna”

W dobie cyfryzacji, skazanie za hejt ma długofalowe skutki zawodowe. Po pierwsze, wyrok karny (nawet w zawieszeniu lub sama grzywna) trafia do Krajowego Rejestru Karnego (KRK). Osoba karana nie może pracować jako:

  • nauczyciel,
  • policjant, żołnierz, strażak,
  • urzędnik państwowy,
  • pracownik ochrony,
  • często również pracownik banku (wymóg niekaralności za przestępstwa umyślne).

Po drugie, pracodawcy rutynowo prześwietlają profile społecznościowe kandydatów do pracy (tzw. background check). Jeśli rekruter znajdzie w sieci ślady Twojej agresywnej działalności lub artykuły o procesie sądowym, Twoje CV trafi do niszczarki. Wiele firm posiada w regulaminach zapisy o dbaniu o wizerunek pracodawcy – hejtowanie po godzinach, zwłaszcza jeśli w profilu masz podane miejsce pracy, jest podstawą do zwolnienia dyscyplinarnego za utratę zaufania.

Czy VPN daje 100% bezpieczeństwa?

Wielu zaawansowanych użytkowników wierzy, że używanie VPN (Virtual Private Network) lub sieci TOR zapewnia bezkarność. Choć utrudnia to namierzenie sprawcy, nie czyni go niemożliwym. Płatni dostawcy VPN często współpracują z międzynarodowymi organami ścigania w przypadku poważnych przestępstw (a do takich zalicza się np. groźby karalne, stalking czy nawoływanie do nienawiści na tle rasowym). Ponadto, użytkownicy często popełniają błędy operacyjne – np. logują się przez VPN do hejtowania, ale w tle mają otwartą sesję prywatnego Gmaila czy Facebooka, co pozwala na korelację danych przez gigantów technologicznych.

Jak dyskutować w sieci i nie łamać prawa?

Granica między wolnością słowa a przestępstwem bywa cienka, ale jest wyraźna. Oto zasady, które uchronią Cię przed sądem:

1. Oceniaj produkt/usługę, a nie człowieka

Legalne: „Jedzenie w tej restauracji było zimne i niesmaczne, nie polecam”.
Nielegalne: „Kucharz to brudas i złodziej, na pewno pluje do zupy”.
Pierwsze zdanie to opinia konsumencka. Drugie to zniesławienie (pomówienie o właściwości poniżające).

2. Unikaj wulgaryzmów ad personam

Nawet jeśli nie zgadzasz się z politykiem czy celebrytą, nazywanie go słowami powszechnie uznanymi za obelżywe jest karalne. Krytykuj jego decyzje, a nie jego osobę.

3. Reaguj na hejt dowodami

Jeśli to Ty jesteś ofiarą, nie wdawaj się w pyskówki. Zrób zrzuty ekranu (screenshoty) całych dyskusji, łącznie z paskiem adresu URL i datą. Najlepiej, aby zrzut ekranu poświadczył notariusz (sporządził protokół otwarcia strony internetowej) – taki dowód jest w sądzie niepodważalny, nawet jeśli sprawca usunie później wpisy.

4. Zgłaszaj administratorom

Większość portali ma obowiązek reagować na zgłoszenia o bezprawnym charakterze treści (procedura „notice and takedown”). Zgłoszenie komentarza do moderacji to pierwszy krok do jego usunięcia i ewentualnego zbanowania agresora.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl