Wiadomo od czego zapalił się Krzyż Papieski na Mokotowie. Prokuratura opublikowała oficjalny komunikat w tej sprawie
Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów umorzyła 27 lipca 2026 r. śledztwo w sprawie pożaru krzyża papieskiego przy ulicy Rzymowskiego 35, do którego doszło w Wielki Piątek 3 kwietnia. Z opinii biegłych wynika, że przyczyną było termiczne oddziaływanie znicza ustawionego zbyt blisko materiałów palnych, a zapłon najprawdopodobniej wywołała przypadkowo osoba nieświadoma zagrożenia. Wersję o podpaleniu wykluczono.

Podstawą umorzenia jest brak znamion czynu zabronionego
Postępowanie prowadzono w kierunku przestępstwa z art. 108 ust. 1 ustawy z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, czyli zniszczenia zabytku. Umorzenie nastąpiło na podstawie art. 17 § 1 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego, wobec stwierdzenia, że czyn nie wyczerpuje znamion czynu zabronionego. Komunikat w tej sprawie wydał prokurator Piotr Antoni Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
W pogorzelisku nie zidentyfikowano śladów substancji łatwopalnych
Pierwsze zgłoszenia zaczęły napływać do Centrum Powiadamiania Ratunkowego o godzinie 15:23, a strażacy dotarli na miejsce o 15:31. Czynności ratownicze zakończono o 19:21, a jeszcze tego samego dnia, o godzinie 22:30, rozpoczęto oględziny z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa. Zabezpieczone fragmenty pogorzeliska trafiły do badań chemicznych, z których wynika, że nie zidentyfikowano w nich śladów substancji łatwopalnych.
Podczas oględzin stwierdzono za to obecność licznych zniczy, zarówno parafinowych, jak i bateryjnych, oraz kwiatów. W samym pogorzelisku nie ujawniono instalacji ani urządzeń, których działanie mogłoby zapoczątkować spalanie, ani śladów typowych dla celowego podpalenia. Nie stwierdzono również rozprzestrzenienia się ognia na okoliczne krzewy i budynki kościelne. Miejsce nie było objęte monitoringiem, a śledczy nie ustalili bezpośredniego świadka momentu wybuchu pożaru.
Blacha na konstrukcji wykluczyła możliwość niezauważonego oblania cieczą
Argument, który ostatecznie przesądził o odrzuceniu wersji o podpaleniu, jest konstrukcyjny. Biegły wskazał, że szczelna zabudowa krzyża blachą uniemożliwiała szybkie i niezauważalne dla świadków wylanie substancji palnej do jego wnętrza. Taka ciecz nieuchronnie rozlałaby się wokół podstawy i uległa gwałtownemu zapłonowi od płomieni stojących tam zniczy, a śladów rozlania nie ujawniono. Na tej podstawie wykluczono powstanie pożaru wskutek podpalenia z użyciem substancji łatwopalnej.
Biegły zaznaczył jednocześnie, że nie da się precyzyjnie określić miejsca powstania pożaru wyłącznie na podstawie uszkodzeń termicznych zastanych podczas oględzin. Powodem jest istotne przemieszczenie elementów palnych i blachy w trakcie akcji gaśniczej oraz wzajemne oddziaływanie materiałów spalanych na niewielkiej przestrzeni podstawy.
Jedynymi inicjatorami zdolnymi do wywołania zapłonu były znicze
W pogorzelisku nie znaleziono żadnego innego źródła ognia. Ekspertyza wskazuje dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze. Pierwszy zakłada zapalenie na skutek bezpośredniego oddziaływania płomienia znicza albo pęknięcia szklanego pojemnika, po którym paląca się parafina rozlała się i spowodowała zapłon. Drugi mówi o zapaleniu się sztucznych kwiatów ustawionych bezpośrednio przy boku krzyża, które przeniosły ogień do jego wnętrza.
W ocenie biegłego energia cieplna powstająca przy spalaniu sztucznych kwiatów albo pochodząca z samego płomienia znicza wystarcza do zapalenia suchych desek osłoniętych blachą trapezową, które nie były zabezpieczone do stopnia trudnozapalności. To właśnie ten element konstrukcji okazał się decydujący.
Efekt kominowy pchnął ogień w górę pustego wnętrza
Z opinii wynika, że pożar powstał u podstawy krzyża przy prawej ścianie, a następnie rozprzestrzeniał się do góry w pustej przestrzeni wewnątrz konstrukcji. Doszło do zjawiska kolumny konwekcyjnej ognia i efektu kominowego, co spowodowało szybki rozwój spalania po drewnianych elementach ku górze. Tam wystąpiła najwyższa temperatura i tam najwcześniej zauważono dym oraz płomienie. Biegły podkreślił, że tak szybki rozwój pożaru od dołu do góry jest typowy dla wysokiej i wąskiej konstrukcji obłożonej od wewnątrz materiałem palnym.
Zniczy było więcej niż zwykle, bo dzień wcześniej przypadała rocznica śmierci papieża
Okoliczność, która tłumaczy skalę nagromadzenia ognia u podstawy, ma konkretną datę. 2 kwietnia przypadała 21. rocznica śmierci Jana Pawła II, więc wierni ustawili przy krzyżu znacznie więcej zniczy niż w zwykły dzień. Zwracała na to uwagę policja już w pierwszych godzinach po zdarzeniu. Sam pożar wybuchł następnego dnia, w Wielki Piątek, tuż po godzinie 15.
W pierwszych dobach po zdarzeniu służby nie wykluczały żadnej hipotezy, w tym podpalenia, a w mediach społecznościowych pojawiały się interpretacje odwołujące się do symboliki daty i godziny. Komunikat prokuratury zamyka ten wątek: żadnych śladów wskazujących na udział osób trzecich działających umyślnie nie ujawniono.
Krzyż stoi przy Rzymowskiego od 1999 roku, a przekazał go prymas Wyszyński
Spalona konstrukcja to ta sama, przy której Jan Paweł II odprawił 2 czerwca 1979 r. na ówczesnym placu Zwycięstwa, dziś placu marszałka Józefa Piłsudskiego, pierwszą mszę świętą w Polsce po objęciu Stolicy Piotrowej. Padły wtedy słowa o odnowieniu oblicza tej ziemi. Krzyż wraz z ołtarzem przekazał powstającej parafii prymas Stefan Wyszyński, a przed kościołem św. Maksymiliana Kolbego stanął po jego poświęceniu w 1999 roku. Była to konstrukcja stalowa obłożona drewnem i obita blachą. Proboszcz parafii ks. kan. Andrzej Krzesiński zapowiedział bezpośrednio po pożarze, że krzyż zostanie odbudowany.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.